2000-2012

Posted: 01/09/2014 in Wiersze

2000

 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* O modlitwę Jana Kowalskiego*
Modlitwą i pracą
wizje się tłumaczą
na język Padołu
między Indianami na język Manitou
między jałowcami i kolumnami Edypa
na przesiadywanie w beczkach.
modlitwą pospołu
jak mnogie zastępy bogatą
w aniołów
w ludzi
w zadumanego młodego człowieka
który musi umrzeć
zaraz
pożądania się tłumaczą
w społeczeństwie nastawionym
jak tokarka albo dziennikarz
modlitwa dzierżyć może prym
w środkach przekazu nakazów
w wewnętrznej potrzebie Jana
nie musi zwyciężać Kowalski
pędzący autostradami najszybszym samochodem
na polowanie na dziewczyny
gdy modlić się zacznie nie tylko ustami
spuścić racz Panie odrobinę łez
na Padół, ten Padół w czasie deszczu
niekoniecznie powodzi
niekoniecznie wichru
zwykłego dżdżu
odrobinę łez
z powodu sąsiedzkiego krzywopatrzenia
z powodu pomyłki kosmetyczki
odrodzi się prawdziwa modlitwa wówczas
w każdym Janie Kowalskim
ja akurat jestem w to
wierzący
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Wino na Poniatowskim*
Czemu tego nie powiesz… jemu?
jego pies tak łasi się do ławy
lewy tytoń z Bałkanów dał ci
na drogę dzisiaj
a ty kryjesz przed nim konieczność
wycięcia suchych drzew,
które zasadził w młodości
skuteczne korespondencje lotnicze
są pierwowzorem demokracji
kulawa czereśnia spadła z dinozaura
ale na szczęście to nie był
jego dinozaur
jaki chleb, jaki schab, jaki joker?
przeplatane psy przeplatane powroty
no, czemu, czemu, no, czemu
szmaty, butelki i tektura – temu
Polska buduje sobie dom
a niech te żółwie Madagaskaru
wreszcie dojdą do imperium
Ural, jaki Ural?
zimno, jakie zimno?
następna rewolucja Pana Miszki zwali
cokoły i wreszcie skończy nieopłacalną
produkcję suszu i korków z czereśni
szatan pytał się dziś o duszę słabego
nie otrzymał jednoznacznej odpowiedzi
ze strony środowiska trucicieli
zgrzebne banki w paski niebiesko-zielone
kłusownicy eksportujący zasady moralne
i wnyki do puszcz pełnych sitowia
Kierbedź na winie
wino na Poniatowskim
luksusowy temat na wieczór w Bydgoszczy
zapal już tego papierosa
i idź na spotkanie
jego otwarcie kiszek nie jest oczekiwane
przez skrzydlatego
>>>
DSCN0420a
* Moja dzikość ucieka *
Pocałuj tego pająka
w sieci go odnajdź
to zaczarowany pająk
obdarzy cię złotą rybką
korytem i legitymacją
gdy zmieni się w wodza z wąsami
liny, trakcje, przewody
muska je jaskółka wiatru
uciekając od opola do opola
pospiesznie moja dzikość
nurkuje w lata dziecięce
przerażająco
ty nadchodzisz z gór cienia
chcesz do światła
nie widzisz sieci
nie boisz się pająka
>>>
DSCN0556s
Kotwice na wichry epoki Mdlący zapach kotwic wydobytych z mułu stulecia na dnie pozostały czaszki bohaterów, po tamtej stronie epoki ich losy morze wyrzuciło kolor nieba, niepotrzebny wrak statku z napisem „MS Zemsta” na burcie i posągiem pogańskiej bogini wojny na pokładzie i zardzewiałego kapitana z wąsem sumiastym kotwice historii na wichry epoki całe w glonach i omułkach stały się symbolem walki o suwerenność każdego człowieka morza wolności
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
*Marnie się czułem*
Towarzyszyłeś mi w ciemnej kaplicy
pod betonowym baldachimem
postmodernistycznej śmierci
W ciemności przed Twoim Boskim Sercem
wpatrywałem się modlitwą w siebie
w własną marność – cóż za pokuta –
marnie, marnie się czułem
Pokrzepiony prywatnym rozrzewnieniem
podbudowany głazem miłosierdzia
wydobytym z sumienia i wiary
wziąłem na siebie ten przeciążony grzechami kościół
Cały czas czułem na sobie Twój wzrok
tak jak kiedyś znów trzymałeś mnie za rękę
przez czterdzieści lat na Górze Tabor
w tym właśnie kościele
Z tyłu na chórze rozległy się kroki
ktoś otworzył drzwi, zapalił światło
zszedł po schodach na dół
Święty Paweł przeszedł obok mnie
skinął ręką na mnie
powiedziałem – marnie się czuję…
ale powstałem z klęczek
poszedłem za nim do Afuli
>>>
Obraz (154)f 
* Tak i nie *
Maryja znad brzegu Galilei
czyż mogła Bogu samemu powiedzieć – „nie”?
Chrystus znad brzegu pustyni Judzkiej
czyż mógł szatanowi powiedzieć – „tak”?
Czy ja mogę powiedzieć – „tak” lub ”nie”
proboszczowi w czarnym jaguarze
pozującemu do zdjęć przy molo w Sopocie?
Gdy stanę na klifie jerozolimskiej świątyni
przy Jezusie i Maryi
pomacham mu ręką,
przelatującemu obok nas skrzydle spadochronu
by zniknąć za Jordanem
z wykupionym karnetem na sporty ekstremalne
>>>
Obraz (175)f
* Na falach *
Czuję, że duch kołysze się we mnie
jak mewa na falach
wewnętrzne skłonności
zagłębiają się w moje ja
jak grotołaz w jaskinię polską
duch niespokojny polatuje
i siada na falach
nurkuje w odmętach
nawiedza kopalnie podwodne
bryłę węgla lub soli
albo rybę wydobywa
Mój duch karmi się
dwutysiącletnią rybą
żyje prawdziwie to boskie stworzenie
lotne i drapieżne
udając gołąbka pokoju
pozwala mi cieszyć się
wodnym światem błyszczącym w słońcu
za przyczyną samego Boga
rozkołysanym jak ludzkie – „jestem”
>>>
Obraz (140)f
*Czy zauważę, że jestem w Niebie?*
Wybacz Panie moją nieufność
Ty zawsze ulegasz mi
a ja nie zawsze to zauważam
Ty zawsze wysłuchujesz moje prośby
a ja nie zawsze to zauważam
wczoraj kotka powiła młode
na moim strychu
jeszcze ich nie widziałem
wczoraj zakwitła jabłoń na mojej działce
jeszcze w to nie uwierzyłem
zmieniły się pory roku
zmieniły wieki
nawet tysiąclecia
wpatrzony cały czas w kalendarz
nawet tego nie zauważyłem
moim marzeniem jest tulić miłość
jak młode kocięta
wdychać zapach wonnego kwiecia
obcowania z Tobą
ale czy zauważę to, że jestem
już w Niebie?!
>>>
Obraz (108)f
* Opuszczone groby *
Panie, Twój Grób w Jerozolimie
ponad moim grobem
ponad grobem ludzkości
przenosimy, my ludzie, swoje groby
w nowe miejsca bitew
zapełniamy je w nieskończoność
ciałami nieprzyjaciół i ludzi, których kochamy
Twój Grób, Panie, wciąż ten sam
jedyny, u stóp Golgoty
na Miejscu Czaszki Adama
Twój Grób pusty jak grób Adama
cała Jerozolima jest cmentarzem
królów, narodów, państw i mitów
pod jej murami spoczywają
wszyscy herosi od czasów Ewy
w jej Dolinie Jozafata czekają oni na sąd,
na Twój sąd Panie, który jesteś stąd,
tego, którego wykarmiła Kolebka Jezreel
walczącą o trony ludzkość zrównują groby
zabijających w imię religii jednoczy ziemia,
która przyjmuje ich prochy jak zbędne kadzidło
kiedy nastanie pokój pod tym
wciąż czynnym wulkanem cywilizacji,
wtedy nastąpi pokój na Ziemi
Ty schodząc znów z Góry Oliwnej
wejdziesz przez Złotą Bramę do miasta pokoju
mijając w szpalerach salutujące groby
i nas synów człowieczych
błagających o miłosierdzie
błagających wreszcie o jedność w Tobie
rzucających liście palmowe, ścielących płaszcze,
składających dary i kadzących jak zawsze
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Czerwony sztandar *
Wyrwany z koszmaru tuż przed świtem
porwałem się na komunę
po jakiejś pile wchodziłem
by zerwać czerwony sztandar
poraniłem kolana, poraniłem ręce
sztandar splamiła moja krew
i jak śnieg wybielał
ale nadal łopotał dla ludzi
bez nadziei
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Słowa wyrwane z kontekstu *
Słowa wyrwane z kontekstu
lecą ponad łąką historii
jak ptaki szybują ponad miastem
osnuwają jak mgła więzienia, pałace i zamki
sadzają szronem na chłodnych marmurach pomników
Słowa wyrwane z kontekstu
wylatują przez okna szpitali
strzelają jak race z trybun stadionów
startują jak rakiety z grobowej ciszy cmentarzy
Słowa wyrwane z kontekstu –
Ratunku! Pomocy!
>>>
DSCN8184d
* Kocham sąsiada *
Porozumiewam się z moim sąsiadem
wyłącznie za pomocą ulotek wyborczych Krzaklewskiego
ja wieszam je na klatce schodowej
on zdziera i targa to w strzępy
ja je wieszam codziennie on je codziennie zrywa
wybrałem się wczoraj na wieczorny różaniec
przed wyjściem zawiesiłem zdjęcie Mariana
w kościele spotkałem sąsiada
obok mnie klęczał i modlił się w skupieniu,
gdy wracał po nabożeństwie znów potargał
ten spłachetek kolorowego kartonu
i rzucił pod moje drzwi
domyśliłem się, że bardziej niż diabła
nienawidzi Solidarności i Mariana
a ja znów rano zawieszę nową ulotkę
bo kocham sąsiada-katolika, bo chcę go uratować
z okropnej paszczy lewiatana Kwaśniewskiego!
>>>
?????????????????????? 
* Hieroglify nienawiści *
Zachód słońca nad koronami drzew
przypomina mi czerwień wzgórz Galilei
lecz tam w oddali nie widać jeziora za lasem,
tylko światła Krakowa
nad lasem, który oglądam z balkonu
nie szybują lotniarze jak nad Górą Tabor,
co najwyżej ledwo dostrzegalne
dusze rozstrzelanych przez Niemców
to one kreślą smugi na niebie jak odrzutowce
białe krechy układają się w krzyże
Galilea podzielona dziś pomiędzy Żydów i Arabów
a moją ziemię najechali przed tygodniem
tym razem Hunowie z koszalińskiego
zadomowili się tu szybko
i spłodzili potomstwo ze Słowinkami,
które wolą żyć niż zostać rozstrzelanymi,
które wolą poniżenie niż skazanie na poniewierkę w Saksonii
przepustkę na sąd ostateczny Słowińców
już rośnie następne pokolenie,
które będzie profanować świątynie
i stawiać gontyny
a na niebie zobaczymy – hieroglify nieufności
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Ameba nad Zachętą *
Cień ameby nad Zachętą
animatorka mieni się jak witraż antykościelny
przed ołtarzem całopaleń autorytetów
ołtarzem na cześć Lenina
nikczemny cień ameby
wyliniałej, choć podmalowanej
z kredką na wargach
z leśnej głuszy
z Bitwy pod Grunwaldem
w Muzeum Narodowym Kordian
wymachuje halabardą nad głową afiliantki
halabarda frunie do wyspy magnetycznej
wyrwana z ręki
ścina po drodze przypadkowo głowę Lenina
a wolny kat Jaruzelski przemawia w telewizji
znów w dniu 13 grudnia 2000 roku
Polska Akademia Nauk zastanawia się
nad wnioskami o tytuły naukowe dla byłych esbeków
kobiety odmawiają różaniec
pod kinem „Wanda” w Krakowie
przed premierą filmu o wypaczeniach Chrystusa
po Jaruzelskim występuje w telewizji wściekła krowa
z loży P2 i oskarża Wielki Wschód o skażenie paszy
teatralna kłótnia w rodzinie animatorów
ameba niepolska stoi w Sukiennicach
na dwóch nogach i na jednej ręce
wymachuje pawim piórem jak czapką
śmieje się i rzuca oskarżenia
wprost w Kordiana
oskarżenia przyklejają się do jego twarzy
on stara się je zdziera i odrzucać na bok
jednak bardzo kaleczy tym twarz
niespodziewanie Leszczyński klęka
obok Kościuszki na Rynku
coś szepce mu do ucha
animatorka rzuca macewę i meteoryt,
który leci przez historię
i upada do stóp Karola Wojtyły
nie czyniąc mu krzywdy
w Kalwarii Zebrzydowskiej
Szatan kusi papieża
– daremnie
Szatan kusi naród
– nie nada…
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Bankructwo*
Jasne miecze jak rozchlapywana lawa
lecą na miasto
jak spadające gwiazdy nadlatują grzechy
tego stulecia
w strzechy i drewniane dachy
wbijają się płomienne sople
deszcz nieczystości i śmierci niewinnych dzieci
uderza w domy i stajenki
miasteczko pasterzy pogórskich
dosięgają wyroki spóźnione
dzieci widzą koniec świata
swoich rodziców
dzieci przeżywają sprawiedliwość Opatrzności
uświęcają się płonąc w Pompejach Beskidu
wioskę w skansenie spopiela kara
dziś to nie Swarno Chmielnicki ani Ugedej Teleboga
dziś to nie strzały Amora ani miecz Michała
dziś to lecące z nieba jak deszcz
pozostałości sowieckich sputników
i stacji kosmicznych
bankructwo sowietyzmu w sercach
wywołuje ten kataklizm
>>>
 

2001

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Człowiek godzien Matrixa*
Znamię rewolucjonisty na czole
w oczach błysk pioruna
aura wokół niesamowitości
oto wielki człowiek Stalin
 
Jego imię zna cały świat
o nim dzieci śpiewają pieśni
on zna serce człowieka jak nikt
oto wielki człowiek Stalin
 
Wiele uczynił dla ludzkości
wyzwolił ją z odwiecznych okowów
pozwolił śmiało popatrzeć w przyszłość
małym dzieciom darował radość
 
I choć działalność dla ludzkości prowadził pod pseudonimem
możemy odważnie głosić na dachach, że Stalin:
„To nasz Wielki Odwieczny Brat!”
godzien Nagrody Nobla
godzien statuetki Oskara
godzien statuetki Feliksa
godzien statuetki Matrixa
godzien statuetki Urbana
godzien diamentowej spinki
godzien czerwonej gwiazdy z szarfą
godzien szarfy i fartuszka
godzien młota i sierpa
godzien młotka i kielni
godzien ekierki i cyrkla
godzien Orderu Uśmiechu
godzien Medalu Drogi Mlecznej
godzien wszystkich brzęczących medali
godzien nagrody polityka roku w Europie i Azji
godzien nagrody Gospodarza Roku
godzien nagrody Gościa Wyczekiwanego
godzien nagrody Przedsiębiorcy Miasta i Wsi
godzien nagrody sołtysa roku
godzien nagrody kapłana roku
godzien nagrody strażaka roku gaszącego o zmroku
godzien nagrody samorządowca tysiąclecia
godzien nagrody prezydenta tysiąclecia
godzien nagrody stratega milenium
godzien nagrody największego przywódcy ludzkości
godzien nagrody filozofa wszechczasów w całym świecie
godzien nagrody pisarza wszechczasów Pen Club
godzien miana największego społecznika
godzien miana Kosmonauty Uciskanych Zwierząt
godzien Wielkiej Nagrody Leninowskiej
godzien Nagrody Rewolucji i Postępu
godzien Nagrody Kochających Wszelako
godzien Nagrody Niosącego Światło
i wreszcie
godzien Wielkiej Nagrody Stalina
i w końcu
godzien Wielkiej Nagrody Węgrzyna
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Moje klaustrofobie*
Moje klaustrofobie w dorzeczu Wisły
okazały się cennym balastem
opadnięcie na dno Narodu
okazało się cennym doświadczeniem
Przybyłem nad tamę, z której zrzucono ciało
Księdza Jerzego
popatrzyłem na błyszczącą wodę rozlaną szeroko,
w której przebywał święty z workiem kamieni przeszłości
moje serce zapałało wiarą i nadzieją
ściśnięte serce nie uroniło krwi
wody mętnej Wisły obmyły moje rany,
które były tymi samymi
tysiącletnimi ranami Narodu
Moje klaustrofobie przy ujściu czasów
okazały się cennym balastem,
który pozwolił mi opaść na dno sumienia
zaryłem w mule grzechu i rozpaczy
i zobaczyłem zmartwychwstałego Chrystusa
w delcie Otchłani
Moje serce zapałało tym samym ogniem Księdza Jerzego
z syczącej wody wydostałem się jak morska torpeda
by poszybować do Warszawy parabolicznym lotem tęsknoty
wyrwany z klatki światowej beznadziei
znalazłem się w milionowym tłumie na Placu Piłsudskiego
naprzeciw krzyża i stuły – kotwicy narodu
Moje klaustrofobie upuszczone na schodach
Saskiej Kępy znowu potoczyły się
w kierunku nadbrzeżnych zarośli nie wytrzymując
presji niebieskiej kopuły nad bohaterskim miastem
wrzuciły w błogosławiony nurt nieśmiertelności
ten sam gejzer znerwicowanej nadziei
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Wiosna wolna w negliżu*
Lekki kwietniowy deszczyk
skrapiał czarną dermę
mojej dziurawej tureckiej kurtki,
gdy śledziłem tokujące czajki
na łączce pośród wzgórz
rozczochrane wierzby
wypalone przez młodych pogan
zamiatały niebo naprędce,
gdy mijałem je schodząc do ludzkich siedzib
skowronki – obywatele wiejscy – dzwoniły na nieszpory
jeszcze nie w niebie, jeszcze w gałęziach drzew
pierwszy żonkil w ornym polu eksplodujący jak wulkan
zszokował mnie bardziej niż
skromne mlecze i zawilce na środku błotnistej drogi
jasnozielone przykrótkie listki brzozy
nieśmiałe nastolatki
migocąc zalotnie sprawiły, że odwróciłem wzrok
wstydząc się patrzeć na wiosnę w negliżu
złamałem łodygę zeszłorocznego suchego ostu
raniącego dziewiczość wielkanocnego popołudnia
czystolicej pogórzystości
schodząc w oczerety życiodajnej narodowej rzeki
mając przed sobą komin w Połańcu
musiałem ustąpić drogi motocyklistom
z warkotem wdzierającym się na Yamahach
w ostatni wolny lasek, w ostatni swobodny wąwóz
w ostatni niepokalany zawstydzony krajobraz
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Morwa zaczyna szaleć*
Wiatr wieje
leszczyna rozpędza się
morwa zaczyna szaleć
zmierzwione witki wierzby
układają sie w portrety
z okładek winylowych płyt
moja głowa zmęczona porannym bólem
napina się od tęsknoty
tężeje jak cięciwa łuku refleksyjnego
zatrzymana dla światowej energii
strzały miłosnej
nakierowana w kosmos
w wietrze budzą się rude samochody
terkoczące jak cietrzewie i klekoczące jak bociany
ostatnie z epoki przedpoduszkowej
ryby i pluszcze w chmurach
pierwsi górale przytupują pod sklepami
tam gdzie krzątają się jeszcze
roratni sprzątacze i księża
blady księżyc rozpływa się
nad stropami blokowiska
w chmurze gołębi
puszczyk na kominie piekarni
wydaje ostatni ostrzegawczy pisk
robotnicze myszy uciekają gdzie mąka rośnie
zanim słońce wstanie
wiatr wyczesze skwer z papierków po cukierkach
i pozrywa z drzwi plakaty nienawiści
morwa się znów zazieleni w październiku
a moja głowa powróci od morwy do normy
nad gazetą z artykułami o wschodach słońc
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Między cierniami*
Nastała światłość świata
widzę lilię między cierniami
w okolicach miasteczka pasterskiego
w drodze na szczyt
pozostawiam smolne szczapy
na swojej ścieżce nadpalonej
jak wątpiące serce
Pan jest w gorejącym krzaku
widzę rozradowaną twarz dziecka
żebrzącego na ulicy miasta,
które buduje pierwszą linię metra
jeśli Pan nie powoła
któż zdoła dojść na szczyt
a to dziecko jest już na szczycie
>>>

2003

DSCN0105d
*Myślenie tobą*
Myślenie tobą
nacinanie brzozowej kory
płócien Renoira
ale tylko do miejsc niezabliźnionej wilgoci
zwijanie na przekrwionym kciuku
prężącego się żagla
z tkaniny twego biodra nazbyt spierzchłej
farbą
zabłąkany w tobie
w dźwięczne mrowisko
grudek
na odwrocie łydki
zwiany z suchą watą przesilenia
dostrzegalny w listopadach świateł
wzbierający
w sypką łachę
przyśnionego tobie ciała
oboje powtórzeni w sobowtórach naszych ust
– niepowtarzalni
wydobyci z ciepłych kropel snu
– niedocieczeni
przygarnięci w popielatej wnęce
– czasu? siebie? snu?
ogarniający wnękę
czasu-siebie-snu
pejzażu serca
>>>
 

2006

DSCN0008f
*Feniks*
Z  niebios
doleciał
na  czas
i  zamknął mi usta
płomieniem sparzył  język
wcześniej
westchnąłem ogniem
i zamilkłem
męki spadły na moje
trzewia
i właśnie wtedy
w zupełnej ciszy
Feniks wzbił się
na  skrzydłach duszy
i poszybował we wnętrzu
ciała
jak w kosmicznej przestrzeni
kryształu wszechświata
do celu  
mojego życia
na skale litej
dotarł
na czas zwątpienia
ognisty język spoczął na mnie
w ostatniej chwili
>>>

2008

DSCN0208d
*Ostrowy serc połączone mostem łaski*
(Wszechczasowe, wszechprzestrzenne pary ostrowów wieczornych)
Dwie odnogi rzeki padające sobie, co pewien czas w objęcia
na pożegnanie na powitanie na pożegnanie
Dwie wielkie stopy Sokratesa smagane wilgotnym wiatrem
pomalowane czerwonym sprayem przez prawnuków Bolesława
Dwie zasuszone gałązki jemioły przywiązane do zielonego przęsła mostu Tumskiego
kołyszące się w takt kroków zakochanych wchodzących na most
Święty Jan Chrzciciel oblewający wodą z muszelki
beanki uczuć niespotykanych
naprzeciw świętej nastoletniej Królowej rozdającej
indeksy, certyfikaty i dyplomy
mężczyznom dzielącym wiek umysłowy przez wiek życia
Ojciec grający na flecie pastuszka
obok swej córki wystukującej rytm na bębenku dawidowym
przycupnięci na ławeczce przy nadbrzeżnej alejce
Narzeczeni kręcący się jak bąk w kajaku na środku rzeki
Siwobrody staruszek z gitarą w ciemnych okularach
grający „Barkę”
Czarnobrody zdezintegrowany aktor bez spadochronu
za to w czarnej pelerynie
przy fontannie Nepomucena uczący się roli na głos
Zakonnice niemymi ustami szepczące rozgrzeszenia
wystraszonym kochankom wieszającym kolejną kłódkę na moście
Transkrypcje Segovii dźwigające na sobie strofy Szekspira
ponad głowami spacerujących katedralnym traktem Bolesławowem
Dwa rzędy nadbrzeżnych latarni
nurkujących za swoim światłem w ciemnobrązowej rzece
Dwaj chłopcy na drugim brzegu rzeki
spotykający się na muzealnej górce
by rzucać gałęzie akacji do aportowania swoim psom
Dwa łabędzie z pokrzykiem tęsknoty
przelatujące szybko nad wyspami
Pięknie uformowany cisowy krzak w biskupim ogrodzie
i dziecięca czapeczka z włóczki kiwająca się na jego gałązkach
w rytm zielono iglastych podrygiwań
Para młoda klęcząca w katedrze
przed świętym Janem Pawłem II udzielającym im ślubu
w kolorowych zonach witraży przepuszczających światło Wschodu
w kierunku kaplic i ołtarzy Zachodu
Polski latarnik i latarnie gazowe
ze swym mistycznym światłem historii kluszczanej
Wieże katedry smagane elektrycznością
pulsujące jak atomowy reaktor
szykującej się do startu w ciemnogranatowe przestworza
Załzawione lekko zmrużone okna Uniwersytetu prawie z iskierkami łez
podglądające stado kaczek przy kolacji żerujących na środku Odry
i szykujących się powoli do chybotliwego snu
na przewalających się szumiących skibach
Rzeczna toń dziewiczego falowania
w której zagłębiają się świetliste słupy miasta
Księżyc pod rękę z gwiazdą wieczorną pojawiający się nagle nad miastem
jak przypomnienie żłóbka, jak wspomnienie Orientu kolebki ludzi i ptaków
sprawiające, że oczy świętych na cokołach zwracają się nagle w jednym kierunku
a ich spojrzenia otulają mężczyznę i kobietę
dotykających w tej czarownej chwili swoich bladych dłoni
Dwa anioły pląsające na ceglanym murze łączącym
taflę wody z ławeczką w biskupim ogrodzie
Dwie gotyckie dusze zachwycone sobą
przelewające się powoli do jednego kielicha wspólnego życia
oraz
cienie poetów i rzemieślników
nawiedzających od tysiąca lat kamienne zaułki
ciągle żywej tumskiej starówki
wyłaniających się z jej duchowego światła
jak na nowo zrodzone nadzieje
>>>

2009

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Ty i ja*
Feniks górnych dróg powietrznych
sfrunął wieczorem w centrum
elektrycznych spraw wirtualnego megamiasta
rozsypał iskry, a płomienie
pognały za jego zamiatającym ogonem
 w oknach domów
i na szklanych taflach wieżowców
zatańczyły pomarańczowe wstążeczki
ruch serc i umysłów zamarł na ulicach
zatrzymały się w locie pojazdy powietrzne
twarze milionów zastygły
tylko ty i ja
szliśmy wciąż przed siebie
z odległych od siebie dzielnic
w kamiennej metropolii zatrzymanego czasu
Feniks w kolejnym nawrocie
przeleciał tuż nad naszymi głowami
gdy wyszliśmy na główną ulicę
zobaczyliśmy wreszcie siebie z oddalenia
z płomieniami we włosach
z rozpalonymi oczami
zaczęliśmy biec do siebie
miasto rozsypało się w popiół
gdy padliśmy sobie w ramiona.
zapachniało akantem i mirrą
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Transcendentny kwiat*
Transcendentny kwiat
zakwitł w świętojańską noc
pod jasnymi gwiazdami
nagimi symbolami czasu
kwiat rozwinął pierwszy różany płatek
– czerwony – nostalgii i wspomnień
potem wzrósł drugi różany płatek
– żółty – pragnienia i rozdarcia
wreszcie pojawił się trzeci różany płatek
– purpurowy – podróży i namiętności
po chwili uniósł się w górę
płatek pachnącej lilii
– kremowobiały – prawdy i dziewictwa
za nim rozchyliły się nieśmiało dwa jęzorki lilii górskiej
– pomarańczowe, cętkowane – emocji i pieszczoty
a wówczas począł wysuwać czubek noska
płatek lilii pachnącej jak cały Orient
– złoty – poznania i odnalezienia
z dna kwiatu w końcu wychynęło
wiele delikatnych płatków niezapominajek i bławatów
– niebieskich szalenie – jak podróż w górę zmartwychwstałej miłości
by w końcu ukazać się mogły skłębione fale morskie
płatków najrzadszych ziemskich orchidei
– we wszystkich kryształowych kolorach tęczy –
tęsknot, oddania i zjednoczenia
kwiat transcendentny zachwyca
kwiat transcendencji pachnie
kwiat miłości odwiecznej
oddanej ludziom
nieupadłej pomimo grzechu
na zawsze w nim zaklętej jak absolut
wciąż się rozwija
wciąż rodzi nowe kształty, kolory i zapachy
gdy zakochani prawdziwi poza czasem
patrzą sobie w oczy
w kolejną świętojańską noc
>>>
DSCN1353c
*Bicie serca*
Mój anioł zwiastowania powiedział –
popatrz w te dwa nieba,
to twoje przeznaczenie.
zbliżyłem usta do jej ust
potem pocałowałem delikatnie w szyję
musnąłem językiem mleczne guziczki
by rozkosznie przylgnąć do białego łona
i usłyszałem bicie serca
syna
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Postsowieckie nieszpory *
Rozchwiane serce
stary zdezelowany rower
rozkołysane serce łkające
jak pęknięty ze spiżu dzwon
cerkiewka na wzgórzu
z dziurawym dachem
po której zmurszałych ścianach
płyną strugi deszczu
serce ikoną świecącą
w niej
ktoś klęczy
ktoś pozostawił rower
pod drewnianym parkanem
to staruszka przyjechała
z zapadłej wioski
w deszczu rozpaczy
w błocie samotności
wezwana na nieszpory
do ruin swego
postsowieckiego życia
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Ktoś powiedział*
Ktoś powiedział –
wzgórza nieutulonego żalu
mlecznej delikatności, której
nie dotknęło wschodzące słońce obłudy
nie spiekło zachodzące słońce zwątpienia
Ktoś powiedział –
piramidy radości
kryjące szczątki ziemskich ograniczeń
Dotknąłem twych piersi
opuszkami palców, wilgotnym językiem
musnąłem łaskoczącymi rzęsami
bladoróżowe drżące kuleczki życia
wtedy nad doliną utulenia
zapłonęła tęcza naszej jedności
my wpatrzeni, zachwyceni
przesunęliśmy spojrzenia w górę
w zenicie odkryliśmy nasze oczy
oddane sobie na zawsze,
wpatrzone w siebie odwiecznie
Ktoś powiedział –
to zakochani nieśmiertelni
nie żałujmy im szczęścia
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Lorelei dzowni do mnie co rano*
Lorelei dzowni do mnie co rano
ze swojej skały na Renie
ja odbieram te telefony
coraz to w innych miejscach
a to na Krywaniu Baców i Janosików
a to w Grocie Króla Gór
a to znów na statku Waza
a to w karawanie do Petry
Gdy właśnie byłem na kosmicznej stacji Alfa
dostałem mmsa wstrząsającego
zobaczyłem ją jak szlocha
nad przepaścią pośród burzy
a jej włosy jak warkocze wszystkich komet
wplątane są we wzburzone fale rzeki
zmarłem z przerażenia
Natychmiast zrobiłem słodką fotkę
z wiatrem słonecznym nadlatującym
od strony supernowej królów
i spróbowałem wysłać
mojej nagiej drżącej Lorelei
nie udawało mi się to
traciłem wciąż zasięg
przelatując nad Syberią i Workutą
W sumie to dobrze się stało
jak się okazało po chwili
na mojej fotce była jakaś kometa,
która w powiększeniu jawiła się
ogromną bryłą lodu
a jej warkocz śniegiem białym
na ciemnej stronie komety
widniał wielki czerwony symbol –
skrzyżowany sierp i młot oraz broda starca
Zasnąłem przy próbie skasowania foty
telefon wypadł mi z rąk
a potem z Alfy gdzieś nad Donem
poleciał ku ziemi pomimo braku grawitacji
przestraszony wyciągnąłem moją
kilometrową rękę jak manipulator
nie zdążyłem go złapać
zniknął w atmosferze
odetchnąłem jednak widząc rozbłysk
historyczny krwotok z mózgu cywilizacji
Lecz Lorelei płakała wciąż,
gdyż nie otrzymała odpowiedzi
łzy zmieszały się z wodami powodzi
wir pochwycił cudne kędziory
wezbrany Ren zlitował się nad ukochaną
otoczył ramionami i zaniósł daleko
opadła na dno Oceanu
tam spotkaliśmy się i utulili
w łodzi podwodnej Kapitana Nemo
>>>
DSCN0051d
*Dzieciństwo ostateczne *
Samolociki na gumkę
nielatające dzieciństwo
odpustowe śmigiełka z blachy
wypuszczane ze skręconego drucika
raniące palce jak żyletki
dzieciństwo krwawiące
rozsypujące się piaskowe babki
nad brzegiem królowej rzek
dzieciństwo upokorzone
zachowanie na przedszkolnej scenie
dzieciństwo nieporadne
wigwamy z koca i strzelanie do ptaków
ognisko rozpalone przy ścianie domu
dzieciństwo zbuntowane
zakochanie w dziewczynce,
która stała się na zawsze aniołem
skaleczonej duszy
dzieciństwo ostateczne
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Dziewczyny z Karyai*
Dziewczyny z Karyai
powróciły w wizjach retrospekcji
dojrzałego mężczyzny,
który zasnął na plakacie pożądania
leżącym na moście
wciąż pijany miłością nie dowlókł się
do zarośniętego dziki winem
domu samotności duchowej
ułożył się do snu na szczątkach serca
zerwanego z ogłoszeniowego słupa
rzuconego dramatycznym porywem wiatru
na środek dwudziestowiecznego mostu
zdobnego w pylony egipskich i babilońskich świątyń
i posągi boginek płodności
samochody i tramwaje omijały
truchło zakochanego władcy snów
anioły stanęły w locie nad nim na rozkaz
mędrcy z magistratu przyszli wręczyć nakaz
on otworzył nagle oczy i wszystko zniknęło
poza jedną niebieskooką dziewczyną
dotykającą spracowaną dłonią jego policzka
>>>

2010

 
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Książę zasnął tam w dole*
We śnie czy w marzeniach?
Książę sam już dziś nie wie
widział ją w kosmicznym świetle Drogi Mlecznej
była jego Różą, lecz białą jak lilia
nie była królewną a nawet księżniczką
jak męczennica spięta i czysta
dzieckiem przystępującym do Pierwszej Komunii Świętej
i Chrztu jednocześnie
była Panną Młodą w bielutkiej sukni do ziemi
lecz Książę nie dostrzegł bucików
nawet jednego pantofelka, ach bosa dziewczynka
przestępująca niecierpliwie z nogi na nogę
Książę wytężał wzrok by lepiej ją dojrzeć
by rozpoznać rysy jej twarzy
lecz delikatny obłok zasłonił mu ją –
co więcej, w oczach dym
nie dawał się spłukać łzami tęsknoty
i Książę stał się niewidomy
– do czasu – zagrzmiał nad nim głos Archanioła
a dziewczynka już żywa,
oto z ławeczki się podniosła, gdzie była przycupnęła
cichutko przeczekała tu w kolejce wiek cały
zarzuciła na plecy różowy plecaczek z misiem
kryjący wiele niebieskich skarbów
spakowany na drogę przez samego anioła,
lekko podbiegła do diamentowych wrót miłości i życia
przymierzając swoje ziemskie ciało
zmieniła się cała w słuch
zerkając w zieloną przepaść za progiem,
gdy Książę zasnął tam w dole
ona usłyszała nareszcie jak Jezus
wymówił głośno jej imię
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
*Rozstanie róży*
Samotna herbaciana róża
biegnie radosna przez asfaltowe ścieżki
miejskiego parku
skulonego w drzemce styczniowej szadzi
trąca każdą z rozespanych latarni
wychylającą głowę z ciemności
zmieniając kolor ich księżycowy
na złoto-pomarańczowy
za sobą zostawia niecodzienną aurę
nieśmiertelności i kuszącej nadziei
herbaciana róża napełnia park
uniesieniem miłosnym przeżytego rozstania
niosąc na płatkach zapach ukochanego.
z jej rozchylonego serduszka
wylatują świetliki słodkich pocałunków
a w środku zimy na klombach tuż po północy
wyrasta dla nich bursztynowe kwiecie
by mogły podzielić się czułością, która nie przeminie.
złociście rozmarzona
przysiada na ławeczkach wspomnień
i wtedy śnieg przestaje padać na kwiaty
a wprost ze snów zakochanych
przylatują ptaki i pszczoły
natchniona słucha ich powtarzających
jak echo bezdomne
słowa szeptane tylko dla niej
jeszcze sekundę temu
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wiele serc
Wiele uczuć spłonęło tego lata
w pożarach rzek
wiele serc spopielało
w smogu namiętności
oczy widzącego są jak gwiazdy
gwiazdy patriotów zabitych nieludzko
ręce wyciągnięte z potrzasku
ku światłości
usta nieme otwarte
gdy miecz przeszywa miłość
wielu ludzi zwątpiło tej jesieni w przemijanie
uszy słyszące są jak dęby święte
wsłuchane w modlitwy
szepty pomordowanych
w Smoleńsku
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Alchemia nieba*
Spojrzałem w niebo
a tam, nade mną
wielka srebrno-zielona pastylka
z dodatkiem arszeniku
jakiś cień przemknął obok mnie
góra zadrgała na horyzoncie
poczęła się wznosić wyżej
na tle wielkiego zmysłowego oka nocy,
to rósł wulkan
zrodzony w noc dziecka
pastylka na niebie pomarańczowiała
gdy zapach światła gorącej lawy
zbliżał się do zmaterializowanego smaku mięty i szafranu
wtedy wielki kreator snów
zakręcił światem
ze snów wypadła dziewczyna
wprost w moje ramiona
już jej pierwszy pocałunek
był odtrutką i antidotum
które uratowało moje dogorywające sczerniałe serce
wulkan eksplodował
lawa zalała księżyc strachu i uprzedzenia
i srebro zmieniło się w złoto
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
 *Polska*
Trzynastego po południu pada deszcz
leżę na tapczanie zbity aurą jak pies
wymoczony w martwej solance okna
w gwarnym bloku szepty ludzkie
 ujadanie psów polskich
zza ściany dolatują dźwięki marsza żałobnego
spiker w telewizji wypowiada imiona i nazwiska
w różnych odstępach czasu
zegar odpowiada – amen
dziecko gdzieś na parterze kłóci się z matką
zegar dopowiada – amen
lepka krew sączy się na szare płytki
ze szpar w drzwiach lodówki
stopy pieką, w głowie szum wiatru
katyńska mgła spowija blokowisko
deszcz bębni o blaszane parapety
stuka w cembrowiny głów i parasole
kolejne nazwisko i  imię
rozdziera mgłę
na latarni nagle rozśpiewał się kos
Jezus otwiera oczy
na karcie ściennego kalendarza Radia Maryja
ze starej tapety patrzy i nasłuchuje – Kwiecień 2010
kolejne nazwisko i imię wypowiada spiker za ścianą
katyńska mgła wczołgała się już do mieszkania
krew powoli przepływa z kuchni do pokoju
nagle rozjaśnia się aureola wokół głowy Jezusa
jedna ręka cała w strzępach
porusza się by wskazać serce w cierniach
druga powoli unosi się w górę
prostują się palce
złocisty płaszcz wypełnia się czerwienią
a królewska tunika bieleje jak śnieg
Jezus wypowiada słowo – Polska!
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Nie rozdziobią nas kruki i wrony*
Obudzony dudnieniem głuchym stukaniem
pomyślałem w chwili świadomości –
moje serce bije ciepłą miłością
skowyt mroźnego wiatru nakłonił ucho
ku Męce Ukrzyżowanego w spiekocie
jak wielkopiątkowe drewniane kołatki
echem rozległo się nawoływanie
w katakumbach grzechu w jaskini usprawiedliwienia
w duszy skutej mrozem
otworzywszy oczy zobaczyłem naprzeciw siebie
wielkie czarne ptaki kołyszące się
na balustradzie balkonu za oknem
niezgrabnie jak chochoły narodowe
tracące równowagę w porywach styczniowej zamieci
podszedłem bliżej do balkonowych drzwi
lecz nie wystraszyłem ptaków
wielkich jak sępy lub orły
z tupotem twardych łap
ze zgrzytem szponów po metalowej oblodzonej barierce
buńczuczna horda najeźdźców
przysuwała się do karmika sikorek
carsko-asyryjska sotnia schodziła w dół
okraczając linki suszarki na pranie
by skraść ziarna lichym ptaszkom polskiej demokracji
stojąc tuż za szybą mogłem
z bliska dostrzec tę ohydę
panoszącą się nad polskim żłóbkiem
odwieczne wojska Babilonu, czarne zagony Rosji
nie zatrzymały się za oknem
przeniknąwszy przez szybę obsiadły mnie całego
jak w scenach z horrorów wczepiły się w pidżamę i ciało
szybkim uderzeniem dzioba ptaszysko
rozpłatało moją pierś i wbiło głęboko w serce
zakrzywiony kieł czasu, dziób krwawej historii,
katyńsko-wołyński miecz pogromu
wtedy jak piorun z jądra bólu okrutnego
z jestestwa myśli męczeńskiej
idea uderzyła w mózg
uczucie zmienione w jaźń
i zajaśniał sztandar świadomości i napis –
nie, nie, nie –
nie pognębią, nie zabiją nas
nie rozdziobią nas nigdy… tak jak WRONA

2011

 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Poematy dla pszczół*
Miłosierdzie i miłość w jej zapachu
prawda i sumienie w jej przeznaczeniu
wijące się zorze dusz jak bukiety
jej kwiaty kwitną
jej łąki zachwycają
owady ze snu letnich łąk
ptaki kolorowych krajobrazów
i płowa zwierzyna wylęknień
jej bladość jak lilii
jej rumieńce jak róż
z błękitu wypadają pokręcone
stwory chmur i przeskakują
most tęczy tam wysoko
nad głową zadartą do góry
droga, pastwisko i atelier artysty
na chmurach siedzą skrybowie cierpliwi
balonami nadlatują jak motyle
baletmistrze realistycznych poematów
by nad kolorową doliną
rozpinać parasol idei
w miłości i miłosierdziu
dla pszczół
strażniczek kruchego życia
w światłości
>>>
Obraz (92)df
*Ucho igielne*
Schodziłem z Góry Oliwnej
trzymając za ręce dwie kobiety
ja wracający z Betanii w zielonej tunice
one w białych powłóczystych sukniach
z Meah Shearim i Ein Karem
ich błękit i ich czerwień były naturalne
żółty pył drogi i szary kurz na grobach
złoto świeciło nad nami sztuczne
Archanioły i ludzie
witali mnie jak nawróconego Heroda
mój smutek dźwigany na kiju kurczył się,
gdy zbliżałem się do Złotej Bramy
osiołek przyprowadzony przez czarnego islamistę
zastąpił mi drogę
dziwny osiołek, który pod derką
był obwiązany pasem szachida
a z boku miał wiązkę siana
puściłem ręce kobiet i wsiadłem na to bydlę
ująłem gałązkę palmy w dłoń
w tę, na której miałem kardynalską rękawiczkę
i skierowałem się do Złotej Bramy
ludzie zgromadzeni wokół murów Jerozolimy
rzucili się do panicznej ucieczki
z Doliny Gehenny na pastwiska Scopus
głosy trąb zagrzmiały metalicznie na Wzgórzu Świątynnym
słyszalne nawet podczas huku eksplozji
gałązka palmy nagle stała się kałasznikowem
Złota Brama zamieniła się
w ucho igielne dwudziestego pierwszego wieku
>>>
DSCN5168 (2)d
*Łut świąt*
Po tańcu śmierci
zapracował elewator miłości
na zakończenie płaczu
zwanego jesienią
onomato wiatrem
peistycznie splinem chorych na pojedynczość
podbiegliśmy pod choinki
wczołgaliśmy się pod żłóbki
zakryliśmy się sianem
zamaskowali bydłem       
skuleni w kątach strachów
w pobudowanych wytrwale piramidach
labiryntach dni minionych
wspomnień umarłych
załzawione tęsknoty wtórują duszom naszym
zawodzą z nami znicze niedoczekań
i gdy rozbłysk kosmiczny znika w piachu
wzbudza ognisty grzyb pustynnych namiętności,
co wznosi się aż do komunikacyjnych satelitów Ziemi
łącza niewidzialne wypełniają się słowami
rozgrzewają się świątecznymi bajkami
a szepty stuleci szepty miliardów
od czasu Adama bez żebra
mieszają ukorzenia, spopielają nadętości
dzwonią bezbronnością
na to nam przyszło
na pierwszy Dzień miłości
tyciej tylutkiej
jak pierwsza cząstka materii Wielkiego Wybuchu
bozon myśli łut słowa ciut światła
łut świąt
ciut przebaczenia i nadziei
supernowa uśmiechu
>>>
DSCN1579f
* Garść światła*
Garść światła
garść wody górskiej
garść chłodnych iskier
z wnętrza Giewontu
zaczerpniętych w Dolinie Strążyskiej
Garść światła
garść lawy
z islandzkiego wulkanu
z mistycznej kuźni greckiego boga
Europy
tego, który stał się legendą
za życia
zamienił się z prawdą miejscami
był od początku Achajów i Dorów
mitem
Garść światła
garść jasnych włosów
w których igra zalotna miłość
uniesionych w zachwycie
do ust drżących w ciemności
Garść światła
garść spojrzeń przemieniających duszę
przemieniających świat
z zaprzeczenia świata w miłość
młodzieńca, co płonie
mężczyzny, co cierpi
Garść światła
garść gwiazd wirujących
z serca Mlecznej Drogi
wyrwanych
jak krople myśli samego Stwórcy
rozsypane
scalające się
Garść światła
garść dobrych uczynków
wiejskiego pastuszka
klęczącego przy kapliczce
na rozstajach polnych dróg
widzącego Ducha Świętego
w płonącym krzaku głogu
pod postacią
błękitnookiej dziewczyny
garść pocałunków
jak korale
za jej zasmuconą twarz
>>>
 

2012

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Pustynny kwiat*
Zdumiony pustynny kwiat
smutny rajski ptak
nad pustynią przeleciał
samolot z moimi marzeniami
rozsypał tęczę
spektrum umierania w spiekocie serca
kolory opadły na kolce kaktusów
wzbudziły zapachy jednego lata
zakwitły ich kwiaty
kwiaty jednej nocy
wiatr w ciemnościach potoczył kule starożytności
przez zasuszone sny
przez puste koryta rzek bolesnych
zaleczonych rozpaczy i miłości
wiatr muskał kolce kaktusów
rajski ptak z pobliskiego
poligonu dojrzałości
zniknął w puchowej skale
zmieniając się w Feniksa z nicości
nieśmiertelnego ptaka bez imienia
pustynia życia może skrzywdzić wędrowca
pustynia życia może zakwitnąć cierpieniem
pustynia życia i tak    
jest fascynująca i tajemnicza
każdej nocy
pomiędzy stuletnimi kaktusami
przejeżdża kawalkada aniołów w sombrerach
na czarnym niebie
całują się komety
patrzy na to samotny kwiat
nadlatuje nietoperz
zamienia go w kamień
wieczysty owoc
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Oto jestem w raju
na dnie martwego morza
statek przybył za późno
żeby ocalić mój gatunek
oto jestem w polskim raju
na dnie Wisły
zaraz ukażą się moje stopy
nad powierzchnią wody
rzeka wysycha
żaden statek już nie przybędzie
oto jestem w powiatowym raju
na dnie baru
woda wdziera się każdą szczelinę
do mózgu i do kościoła
papierowe łódki pod mostem
woda czarna, skażona
woda z martwych sumień
utracony raj to czy Sodoma?
gromnica wpada do wody
łódki zaczynają płonąć
Pearl Harbor to czy Lepanto?
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pustka wszechświatów równoległych
pies zaszczekał w jednym z nich
mroźna noc
księżyc
dzban
światło
w dzbanie życie
i jeszcze życie w psie
życie równoległe
wszechwładna trauma narodowa
Polska równoległych grobów
ciemność nad Warszawą i Pułtuskiem
ryby płyną w ciemnym nurcie
kule staczają się po zboczu
myśli pulsują
w elektronicznym mózgu,
który rozbłyska
w jednym ze światów
najbardziej pustym
życie jak pies
pustka równoległych światów
Polska znika tutaj
by pojawić się pośród innych galaktyk
obok martwej gwiazdy Rosji
>>>
DSCN0902a
Hotele Las Vegas
sfinksy, raje, lwy, czaszki i neon: kaplica
spa, jacuzzi, sklepy, sklepy, sklepy, bary
ruletki
miliony zagubionych ludzi z całego świata
dziesiątki tysięcy jednorękich bandytów
 
Sklecony z kamieni kościółek półlegalny
w wiosce wśród gór nad rzeką Hu
legalne kury, świnie, wódka i tytoń
półlegalna bieda narodu chińskiego
legalna bezpieka
 
Kolorowy targ w kolumbijskiej wiosce
biała fasada kościoła
wokół dym, smród, błoto
bose nogi, narkotyki i broń
 
W Las Vegas, Chinach, Kolumbii
ludzie leżą przy drogach
trędowaci, nieprzytomni, zapomniani
bogaci i biedni w jednej lawie katastrofy
z nędzy natury, z nędzy jadła
z nędzy pragnienia, z nędzy zaspokojenia
wyciągają ręce krwawiące
i dłonie z sinymi palcami
kurczowo zaciśniętymi na różańcach i banknotach
>>>
DSCN2417aa
W tonacji wybuchającej supernowej
(jak ja lubię te tajemnicze zakątki wszechduszy)
rozbrzmiała pokusa
jesiennej miłości
po śmierci wszechświata rządowego
oto kolejne odrodzenie prywatności
na skrzydłach wiatru słonecznego
wśród fal melodii
rzek rozśpiewanych jak Wisła,
które uleciały w sumieniach
rzek jednak podniebnych
płynę lecę faluję
unoszony przez podmuch nowego życia
przemierzam obszary serca
pustki niewyobrażalnej dla słowa
mojej własnej natchnionej
samotności
gdy pada pytanie –
„czemuś mnie opuścił”
a potem wybucha światło
w niedzielny wczesny poranek
a potem kosmiczna eksplozja
wolności dla wszystkich wyznań i szeptów
supernowa era miłości
płynie jak manta ku światłu
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Pod chórem*
Patrzę na hostię w tabernakulum
patrzę spod powiek posępnych
przywleczony do kościoła jak
strzęp ludzkiej nadziei
przez zdesperowane anioły
białka oczu
spuszczona głowa
lęk
poszarpany przez katolików
znienawidzony przez siebie samego
Patrzę na hostię klęcząc przy filarze
pod chórem
patrzę i widzę księżyc w pełni
na firmamencie gwiazd ponad pustynią
spokojny ciepły jak sen
bajkowy
dziecka
oczekującego Bożego Narodzenia
Otwieram oczy szerzej
otwieram drzwi duszy
otwieram sejfy, piwnice, lochy
otwieram walizki dawno już spakowane
otwieram dzieciństwo i młodość
otwieram radość z prezentów
otwieram korytarze weselne
i pokoje światła
pióra białe spadają z chóru na moją głowę
wstaję
wychodzę
przydeptuję samego siebie
w przedsionku kościoła
lęk odpływa na środek oceanu
jak solna bryła
Atlantyda
>>>
DSCN4989 (3)
Pęka nić
tama pęka
pęka naręcze kwiatów
na końcu serce
w mglistym lesie
na taflach łąk ściętych mrozem
Szerszeń biedy jak lis
okopany w wosku
dziewczyna nie jest królową
nie ma własnych zastępów
owadzich
nie ma owoców chwil jasnych
nie ma już spożytej wczoraj słodyczy
przez chwilę chociaż widzi anioły pieszczot
fruwające nad łąką
wszyscy jej mówią, że to mgliste opary znad rzeki
że to łabędzie
że to płatki śniegu –
jest zima przecież
a jej serce pęka
a jej sny oplatają ją jak ciernie
widzi je, jako zamróz kwietny na szybie
płacze, bierze aparat i robi zdjęcia
zamarza pęknięte serce
w każdej fotografii
wspomnienia uczucia minione chwile
powstaje niezapomniany witraż
wniebowziętego serca
>>>
DSCN1457ff
Skoro nawet
głowy potracili
skoro
ja ty mama tato
mamy głowy
urodzeni z głowami
w miastach
skoro do wiosek
no niech tam
pędzimy
by wyciszyć serca
głowy w miastach
zostawiając
serca za górami lasami
Skoro nawet droga daleka
nawet pańskie przyłbice
ciastka z kibucu
klimatyzacja w zbożu
skoro już jesteśmy
w wiosce
zwalniamy
zwolnijcie
hej!
wy też
skąd tu czołgi
w Dolnej Polsce
skąd tu tyle czołgów
uważaj!
to nie komar
czołg nie motyl
uważaj muszka!
uważaj na głowę
>>>
DSCN1196s 
Pisałem o Ledwożywie
w młodości
potem modliłem się
o przebaczenie jej grzechów
z pisania mogłem umierać
z przebaczeń mogłem żyć
Ledwożyw wskakiwał mi na barki
częściej niż siedem razy
w tygodniu
gdy z psem płoszyłem Indian
plącząc się po samotnej okolicy
krew lała się z samotnego serca
okna otwierały okiennice
by szyby mogły odetchnąć
bym zrzuciwszy Ledwożywa
mógł wreszcie poszybować
pokaleczony, ale przewietrzony
za Indianami, którym nie straszna
męka ani długi marsz
ku świtaniu ludzkości
ku świtaniu męskości
Ledwożyw był inicjatorem
stawania się
z psem z łukiem z lekturą
okna otwarto jednak na cierniowy ogród
wyszedłem tam
wpatrzyłem się pozostałem
z Ledwożywem sam
z bliznami i otwartymi ranami grzechu
by kreślić słowa
oliwną gałązką na piasku
>>>
DSCN4971 (3)d 
Małe złudzenie
w jesiennych szatach
wpada jak muszka w abażur
samotności
śnij
imam się kowalstwa
na dnie oceanu
wykuwam gwiazdy i jeżowce
małe poirytowane
tuż w grudniu
tuż za mną
już znowu
wyklepuję kopułę
zaspałem w muzeum
tuż przed bitwą
miałem dołączyć miałem polec
miałem zasłużyć
zaspałem w okopie
z głową w piachu i torfie
Małe marznięcie
na jednej nodze
tuż przed Wigilią
gdzieś na polskiej Syberii
a może w Kanadzie
by przetrwać by zachować religię
zabrałem pisma i przepłynąłem
Bajkał i Zatokę Hudsona wraz
Małe serce wstrzemięźliwie kochało
małe serce kryło się po krach
i przyszła nadzieja
złudzenie poirytowane
>>>
DSCN5174 (4)c 
Nawet wrony
ze mną nie zginą
ani żadna rzecz
która się odnalazła
w Seleucji
po Aleksandrze
słonie nie zginą
w bitwach starożytnych
nawet pamiątki świętych
po przejściu Persów
nie zginą chusty
w Rosji po wtargnięciu Arabów
nawet matrioszki komunistów
ale czy wiara nie zginie
po totumfackich postpapistach
>>>
????????????????????????????? 
Dostrzegłem w jabłku
zaklęte
kształty pięknego kobiecego ciała
krągłości i słodkości
aseksualnie smakowite
rozpocząłem jak Michał Anioł
wydobywanie z materii
piękna ukrytego w niej od wieków
Używając paznokcia
wymachując kciukiem
formowałem wyobrażenie kobiety
z mozołem
na ławce nad Wisłą
woda przepływała u moich stóp
woda samotna jak ja
szumiała w swojej nazwie
ja zastygałem w swojej
Dłubałem w jabłku cierpliwie,
gdy z rzecznej piany wyszła Afrodyta
odsunęła nogą szczeżuje
rozchyliła tatarak rękami
usiadła mi na kolanach
objęła ramionami i odebrała jabłko
uśmiechnęła się rajsko
i ugryzła raz
po czym podała mi tablet
z jego słynnym logo
przestałem myśleć
czegoś dotknąłem
po czymś przesunąłem palcem
straciłem rozum
zapatrzyłem
wtuliłem się
wziąłem z jej ręki
i ugryzłem jabłko drugi raz
>>>
??????????
Pozdrowienia klaustrofobiczne  z obmywanego deszczem auta
śle Jim Morrison z radia na falach oślepianych drzew
jesienna nostalgia wdziera się do środka,
podczas gdy pamięć wyrywa się w dal za znikającym miastem
mrok rozstania powoli, struga za strugą, zalewa serce
łzy na szczęście szybko zbiera wycieraczka-strach
>>>
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s