2021

Posted: 01/03/2021 in Wiersze

Ze względu na was – 2021 – Alek Skarga — Ridero

*Ekspresja nadrealna*
Skromne odyseje ekspresji nadrealnej
w jazgocie uczuć niesłyszalne a nośne
i obładowane treścią intymnych dźwięków
o znaczeniu kosmicznym dla atmosfery uczuć w galeriach tęsknot
w licznych kołtunach noblistów, w koronie jedynego cezaro-cara,
rytuału krokach ukryte jak nieznane, nieoczekiwane znaczenia
wyrwać się niemogące ekspresje
lotni mistrzowie znośności brodzą w błocku oczekiwań władz tego świata
a władze tego świata zanurzone
w oczekiwań niejasnych, niekolorowych marzeń – toną
maszyny klekocą, te z lat sześćdziesiątych szalonych zbyt
i buczy coś, jakby nadlatujące bombowce
z ichnich nostalgii wylatujące ku dżunglom niepocieszonych wściekłości
z trudem maskowanych przy sztalugach powszechnych irracjonalności
ustawionych na alejach metropolii, które zapadają się w nas
sztalugi stoją na resztkach asfaltu nad przepaściami
a my ekspresyjnie machamy warkoczami
choć są to warkocze komet nie wiemy,
czy coś z tego wyniknie dla nieastrologicznej już populacji?
*Lego Aztekowie*
Klucz moich przydomowych lego Azteków
poderwał się do lotu
a hieny zaćmienia nie zdążyły ich dopaść
są więc światowe te loty teraz
ponad wszelkim usposobieniem do czynów ohydnych
lecą nad Europą moi Aztekowie przykładu
a hieny ich gonią
wyłupionym oczom nikt nie wróci spojrzeń
wyrwanym sercom nikt nie przywróci rytmu
w gestach bogów ich oddanie
temu, co w Europie najważniejsze – kult śmierci
ignorowanej, a hieny nie zdążyły dopaść żadnych bogów
choć bogowie Europy są nielotami z kamienia
nikt nie zrozumiałby, dlaczego nie można ich rozkawałkować
dla ewolucji i postępu jak dzieci dla kremu
– oczywiście bez Azteków
*Z Tagasty do Tebaidy*
Zneutralizowane zapachy benzyny w płatkach pustynnych kwiatów
w oczach marksistowskich Beduinów jak mgły
wędrowny autobus w kwiecistej odsłonie
na festiwal zmierza samotnie z Tagasty do Tebaidy
do klasztorów egipskich legend
wiezie celuloidowe dusze pątników Zachodu
i zaklęte w gitarach późniejsze riffy wątpiących
za piramidami słońce truchlejące od tysięcy lat
nuci Zappy pieśń ciastowatych prawd
a nilowe malwy podziwiają różę pustyni na autobusie z Tagasty
piorun, żmija, jasny znak i symboliczny ptak
pierworodni uciekają przed nim
w autobusach zniewoleni wolą chorzy
szukają miejsc kuźni dla łańcuchów rozkucia
raczej znajdą kaźnie w świecie Hurghad
znajdą zapach benzyny zneutralizowany w pustynnej burzy
klasztory i anachoretów wysadzono w powietrze
mnisi jak mumie krążą na orbitach Ziemi
pielgrzymi Slayera pozostaną w łańcuchach
Tagastę złupią Wandalowie z Doliny Krzemowej a może zasypuje piach kłamstw
*Bibelot*
Opleciony pajęczyną namiętności
sznurem korali
hebanowym spojrzeniem
zestalony nagle w pędzie miasta
onieśmielony zatrzymaniem serca
wtrącony
wprost spod matrycy piękna
pod prasę snu
znieruchomiałem jak miłosny bibelot
w jej panoptikum cudów

*Tyjesz*                                                                                                                                                                                                Ty
jesz
bije
zegar

*Wyłupienie*
Jest twoim obowiązkiem braterskim i społecznym celem
wyłupienie spojrzeń człowieka niegodnych
wyplucie słów pogardy
amputowanie zamachów na życie niewinnych
*Testamenty Ego*
Jak koszulę w zębach niosąc sponiewierane zaufanie
parciejesz jak voodoo polskie w koguciej spiekocie transu nienawiści
tylko te podwórza praskie przeczołgane nago pozostały ci,
byś wspominał w styczniu o wakacyjnych miesiącach plażowania, zdegustowany
taki marynarz dłubiący w zębach kotwicą na bukszprycie siedzący
taki smutny księżyc z Samos, nad nim drugi taki sam jak w zatoce tonkińskiej
przez zaufanie przedzierzgnąłeś się w marynarza Wschodu
przez zwątpienia w zachodach słońc byłeś kiedyś prawie kosmitą wierzpem
on latał przecież jak sterowiec?
– kto? wieprz? ten z elektrowni Battersea? ten polityk wyrzucony z PO? kto?
być może nad Samos księżyc i ryby śpiewające marynarzom politykom mantry
to zsinicyzowane latające płetwoskrzydłe w twojej głowie ikony idei manty
jesteś rozczarowany ich jawną i niejawną amerykańską logiką?
– chyba nie..
niosąc zaufanie jak Dogonka balię z praniem na głowie, idący przez pustynię globalną
parciejesz w roli kopieniackiego strażnika pamięci milionów?
– nie, chyba nie..
teraz potrzeba pokornych opowieści płaszcza i szpady w nowym wydaniu
i trumien Edgara Poego nawet dla testamentów Ego
wykorzystanych w zmumifikowanym pustynnym zaufaniu
*Sarkofag*
Letnie śnieżyce płatków jaśminowego kwiecia
rozczłonkowanego wspomnieniem jej warg
niesionego jesienią w przepaście duszy
na tchnieniu ciszy zapadłej, która
utkwiła w sarkofagu jej serca jak zaklęte kadzideł pierwociny
dla glorii zmartwychwstania wszystkich wiosen naszych
tylko po to, tylko dlatego, tylko dla życia.. nowego
zstępuję w te otchłanie z deszczem jaśminu
ja feniks zimy
*Braterstwo bytu*
Ośmiornico siostro i ty bracie grzybie,
cóż to stało się takiego, że się na siebie boczymy,
że już się do siebie nie uśmiechamy w rodzinie
czy wielorękość Śiwy, a może natrętne szlachectwo borowicze
sprawiły, że czujmy się ciągle nieswojo
mimo zręczności i myślenia (zmyślności) w krainie odległych habitatów
i nielotnych okoliczności oddalenia naszego,
od siebie i Stwórcy
cierpimy jakąś samotność my ziemscy bitnicy, my słoneczni cwaniacy,
wodni naigrawacze, księżycowe batiary,
hippisi zmienni w miłości, jak pory roku
wyznaczające rytm w nas, co jest
Santany scenicznym pulsowaniem sumiennym
niech dotrze też w głębiny mórz,
lasów ostępy psychologiczne naszych homo dusz,
co o braterstwie bytu prawie zapomniały
niech wspólnie zanucą pieśni nasze wargi, dzioby i strzępki
pieśń zmartwychwstania szacunku
i czystej miłości atomów ku sobie wzajem
pędzących bez zatrzymania nawet, na zwątpienie w siebie
*Efekt emanacji kondominium opinii*
Skonstruowany z samych przynależności
przemutowany uzależniony od władzy
społeczny efekt emanacji w kondominium opinii nie do końca
równoległych w środowisku eliptycznym
stworzonym w ciężkich czasach odległości społecznych
dystansu naukowców do siebie
samych, lecz nie obiektu badań,
co wynika z kurialności przyjętych przez nich ogólnych zasad
muminkowości dzietnej młodszych wspartych o jednorożce
cokolwiek nieufne wobec roztrząsań zmierzających w kierunku tez
kategorycznych obrazoburczych, takich jak śmierć powszechna
niejednokrotnie chybionych, jak to było już
w przeszłości z wyjątkiem Średniowiecza
bez uszczypliwości wobec dzieci i docentów
*Zakładka*
Znajdź taką zakładkę w duszy
taki szkic do uciekającego w mgłę lub deszcz pejzażu,
co skłoni cię do zastanowienia nad
pornograficznym pontyfikatem twojego mniemania
o dziełach ludzi pokroju malarzy abstrakcjonistów, takichże muzyków i poetów
niby to przetwarzających widzialność na niewidzialność
lub odwrotnie albo wręcz profili na en face w snach,
gdzie światło ciemnością jest a ciepłem chłód
lecz naprawdę kumulujących rozedrgania fałszywe w widzach
materializując emocje nierozwiane, emocje przemoczone,
czasem emocje latem przepalone, emocje emocji materii,
które nigdy nie istniały w nich ani w innych wcześniej
potrzebnych jako wzorzec piękna okrzykiem westchnienia będący tylko
choćby z Enceladusa wypluwek lub z wnętrza Gwiazdy Śmierci samej,
choćby z Inferno – cokolwiek skrajne to dantejskie piękno
termojądrowej reakcji na przegrzanie zbyt ludzkiej miłości
w piecu pozmysłowych oddaleń od Absolutu
lecz potencjalnie możliwych do wytrwania
w mniemaniu, w spojrzeniu, w zamyśleniu
nawet przy kresce termometru ze wskazaniem: 250 000 C
(stwierdzona temperatura wrzenia duszy CZŁOWIEKA)
*Indywidualizm statyczny*
Znużony tym rozedrganiem, co z liczby pojedynczej emanuje
wkradam się w komnatę zadośćuczynień mobilnych i mnogich,
by nie tyle roztańczać, roztkliwiać, co raczej
rozpoławiać arystokratyczne grupy indywidualizmem statycznym,
jestem atroficzny we mgle spolegliwych wynaturzeń tych, jakichś, czyichś kast
odchodzących wciąż w świetle pychy w półświatki
a jednak półcieniem wyobcowania liżącym skronie owładniętych jak ideą uśmiercania
zaznaczają praprzyczyny wszystkiego, co czułe i nie małostkowe, z pozoru.
Tykam tam jak zegar wielopiętrowych katedr na jej wieżach zamontowany
poruszam wskazówkami ciepła, gdy przed drzwiami wieków ich trwania
odlanymi w brązie, za tłumem zmarzniętych bałwanów
macham lewymi ramionami wyłącznie śniegiem ciskając energetycznie
w nich niemogących w zaślepieniu zimowym celnie uderzyć zwrotnie
przekleństwem w tabernakula odwiecznej mądrości, która wyczołgała się
z bagien pierwszych, przeżytych, przybrzeżnych lagun
i mną potrząsa jak wiatrakiem, manekinem, robotem,
mną lepkim od błota pośniegowego sługą wszechgwiezdnej otchłani czasu
patrzącym przez teleskopy, które oczami już prawie się stały
baterią rozjarzane i napędzane galonem łez
tęsknoty za Uniwersum pełnym Boga samego
oddalającym się stąd z szybkością ustaloną przez stworzeń pierwsze prawo
dlatego drgają owe tęsknoty, dlatego czuwają wokół otoczone popiołami zórz
jakie wzeszły u zarania indywiduów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s