2018

Posted: 01/03/2018 in Wiersze

*Krucjata pokonanych*
Okrutnie okaleczone sny
wyrwane ręce chwil
niepełne z nich kawałki spraw i dni
niemowlęce mruczenia i gaworzenia
okrutne dla niechcianych
będę karmił ptaki grzybami
szlachetnych lasów
ptaki cmentarne pełne nawoływań dzieci neurotycznych
owoców jarzębiny i czeremchy niesytych
obelisk ich śmierci rozliczony
przez darczyńców mniej lotnych
pióra i cele pióra i nietoperze
obyś nosił ich spojrzenia
odwrócone, jeśli zgrzeszysz
wtedy błędnik będzie jak odcięta noga
kurhany mózgów nie wystarczą
płacz niedorozwinięty, lecz nie martwy
ptaki dla kolb ptaki dla ziarna
a wojna rozrzuca śmiercionośne myśli
co to to nie – powie ból głowy
do głowy
nie ma żołnierzy nie ma ich żon nie ma ich kolb
okrutne jesienie przed nami
dzwonią dzwony sarny
obłędny wzrok myśliwych
krucjata pokonanych – walcz z inwalidami urzędów
z tamtejszymi kobietami w przebraniach katów
i bądź okrutnikiem dla bezprawia gór szczodrych
w tablice życia boleści
>>>
*Stanowcze wywołanie*
Wobec nieufnych i zwaśnionych pomocników bytu
apel o zgodę był okazją
do wyzwolenia napięć, które
rozładowały nadzieje
bo to był apel niesłusznie zdyskredytowany
bo imiesłów ciszy
nie byłby pożądany w sytuacji takiego odwrócenia
od siebie czynników waśni
z jakimi mieliśmy do czynienia
w głębinie psychologicznej
dziczy anytidealistycznej
w grotach pokątnych ideologicznie
skrajnych pierwotności
co jak zależne od ewolucji mamuty
przeszły po powiekach i spojrzeniach
ciszy w skrytościach delikatnego serca
już prawie człowieczego każdego
odzyskującego wiarę, chociaż przebitego
w pułapce śmiertelnej
skończoności ciała skazanego
na stanowcze i nieodwołalne wywołanie z niej
>>>
*Ja gwiezdny pies twój*
Jestem z tobą kochanie
nie wiem tylko
ile masz rąk par oczu policzków
nie znam wciąż ostatecznego kształtu
twoich form atomowych i duszy imponderabiliów
z teatru MegaFlorenceMachine +
w skali absolutu uczuć
jestem z tobą na zawsze
ja gwiezdny pies twój
trzymany wolarza ramieniem
na smyczy rzęs i łez
wypłakiwanych o wschodzie słońc
z opali szczęść
>>>
*Fantasmagorie refrenów*
Spełniam wymagania proste
ustalone zwyczajowo wskutek
nabić ćwieków stalowych
nie w podkowy i buty a w mózgi nieczułe
bladym świtem zbudzone ze snu
oczu, które marzyły wieczorem
o drgnieniu śmierci
w mózgu pozwalającym im się zawrzeć
na wieki
a to tylko po to by przecedzić
dni już byłe odmierzone
nicością naznaczone w celach
komercyjnych i edukacyjnych
jak pieśni tworów nie ludzkich
tworów nie zwierzęco-roślinnych
a wręcz jak fantasmagorie refrenów
niedookreślone w niedokończeniu
zawsze światami zaświatów
truizmy truizmy truizmy
spełniam wymagania proste
zwyczajowo zastanych galaktyk wszechświata
ja, który stoją pośrodku – SŁOWA
>>>
*Pod parasolem łez świętego Wawrzyńca*
Duchu wielokrotny
prosty niezniszczalny duchu świata
we mnie
ja przemawiam do ciebie
gestykuluję stroję miny
Peryklesa i innych wzbudzając w sobie
duchu bystry astronomiczny
biegle władający kwarkami galaktyk
widzę cię prawie, jako tajemniczy obiekt
w mgławicy Kraba,
jako mój mózg własny
przemawiam do ciebie z gruntu posłuszny
mową ciała sugeruję emocje
Homera i innych przywołując w sobie
duchu absolutny
w ekstremalnym spokoju kreacji
w tworzeniu z próżni
z pyłku kwiatu z zarodka ludzkiego
przemawiam do ciebie skrycie
pod baldachimem spadających Perseidów
pod parasolem łez świętego Wawrzyńca,
których nie mogę wypłakać do końca
zraniony do żywego wołam
zraniony do żywego twoim milczeniem
narodzin karą
>>>
***
Adwokat kwiatów
sugestia Mony Lisy
łąka za mną
nieśmiałość policzek
mina usta łąk sąd
***
Potrącony przez ludzkiego osła
wyżywam się na ludzkości
stojąc obojętnie
obojętny na kary i zachęty
***
Międzyseksualny ludzki popęd
stworzony albowiem świat
wygenerowany
jeżeli nie ludzki
zdegenerowany
***
Pamięć moja aniele
pamiętaj aniele
pamięć jest moja
jak twoje ostrzeżenie
daremne
pamięć pamiętaj
>>>
*Przy tej wersji pozostańmy*
Boże, przecież gdybym nie istniał
gdybym w ogóle nie zaistniał
czy świat by to zauważył?
bo na pewno nie ja!
czy świat by innego adresata cierpienia
sobie nie znalazł?
mojego dzisiaj jak rzęsy i ślina
bo ja myślę, że tak!
ale ja już istnieję z moim ja
i przy tej wersji pozostańmy
(trzymajmy się życia krzyża bez alternatywy)
>>>
*Niecnie o nicieniach zła*
Będziemy niecnie mówić o nicieniach zła
albowiem królestwo błazenady ich środowisk
nie mieści się w czystoplanach nieokultystycznych
przyjemności okupionych byle jaką koprą
wschodnich klondajków i zaginionych tam świątyń ducha
niebagatelnego niezmącenie radosnego
w wyziewach przepowiedni
kamiennych bóstw z czystoplanu
monsunowych dżungli ukrytych w nich
tak małych jak obojnacze dzieła tychże nicieni
w skromności bydlęcej posunięte aż do
centralnych zadziwień królów niebóstw
co dźwigają na barkach
nie tylko obawy wszechjenieckie komunistów i faszystów
ale imperialnych przedstawicieli ludzkiej rasy
żółtej w tej części świata
bo już w innej potworniejsze
wyłupień ścięć obrzezań i przebić
w imię idei obłych jak galaktyki grzechu rozbiegające się
w oczach niezaspokojonych nosicielską zawiścią,
których jednak stworzone dla trucizn świata nicienie
nie mają
>>>
*Na starych kalendarzach*
Najlepiej pisać wiersze
na starych kalendarzach
cześć, moja pierwsza kochanko, ech
z dziewczęcych lat i zim
twych, naszych, ech
kalendarzy już nie ma
oprócz tej jednej karteczki świętojańskiej
w wieczności wyznaniami zapisanej
>>>
*Twój, jeszcze nasz*
Stukot kół tylko albo
stukot tam wysoko nisko nisko
to na torach dzięcioł
TGV przejedzie światowe
och tylko Interregio
tam za wzgórzem
lądują kosmici albo
kosmaci rąbią piłują coś odwiecznego w człowieku
sędziowie poprzedzają królów
a prorocy obcych to kosmici
piłują sobie
drzewa na protezy laski władzy nad nami
stuka w prawym lewym prawym
przednim i tylnym kanale
oto zjawia się (wychodzi z nieoczekiwanego)
kuternoga przesławny od rana malarz
wolności niepełnosprawnej
nasz ptak dziobak
a może pirat
Wesoły Kapitan Roger Hak
er
ej ej że
coś żre
pluje na nas
tak to pirat
stuk stuk stuk w barierkę w policyjną tarczę w godło w krzyż
w ekran
twój jeszcze nasz
>>>
*Primabalerina skrzyżowania Lema z Dąbską*
Nocny łabędź Dąbskiego Stawu
chciał być zjawą trójwymiarową, ale nie był
kaczka niedyskretna go wystawiła do wiatru zmierzchu
Imax świecił nad nimi neonem beznamiętnie
bezwzruszeniowo i to był duch, duch wieku
pusty w środku czasu i przestrzeni pieniądza imaginacyjnej
księżyc zapatrzył się na mnie kuśtykającego jak Quasimodo
wokół takoż kulawego ronda Plazy
i walną głową w komin łęskiej elektrowni
zapatrzył się na mnie schodzącego ku Tauron Arenie
z Montmartre Sacre Coeur Bateau Lavoir
aż po instrumenty muzyczne Pigalle
moje sztalugi gitary skrzydła kule
zatrzymałem się na przejściu przed Tauronem
Taurus Taganrog Trzygław Trismegistos Trzmiel
wreszcie … zaledwie Tremeloes przebrzmiały
ból w nodze i sierpniowy smutek szerokiej ulicy
opustoszałego niespodziewanie jak ona otoczenia hali
i mrocznego parku lotników płotkarzy-plotkarzy
kto znów wzleci tu nocą, jaki człowiek, jakie zwierzę?
łabędź poderwał się pierwszy
i z krzykiem przeleciał nad moją głową
jakby miał wylądować
na wysepce pomiędzy pasami ruchu Lema półkosmicznego
tego od Summy technologii poplątanej moralnie i naukowo
i cóż, że agnostyka jak zagubionego w galaktykach
zjawisk i praw, które zastraszająco i nigdy,
gdy opuścił UJ nie zrozumiał kompletnie
o prorocka naiwności
o łabędzi śpiewie
o ptasie oczy
ni świń ni psów ni Watersa
rozpylona tylko nienawiść latarni
ból kształtów nocy nierozpoznanej
i oto anioł wylądował przede mną zamiast łabędzia
szczupła długonoga w szortach z zorzy
pończochach za kolano
w koszulce bez rękawów
w złotych prostych włosach do bioder jak kometa w warkoczach
Neferetiti supernowych
liceum anioł powiedzmy zjawisko: „Great Gig in the Sky”
zakręciła piruet przede mną
na rolkach błyskających kolorami tęczy
lazerwheels Perseidów z bateriami w butach,
jakich Lem w głowie nie miał nigdy
księżyc roztarł już guza
otworzył oczy i usta szeroko jak ja
jeszcze piruet jeszcze jej przejazd przez pasy
jeszcze spojrzenie w moim kierunku
i zmieniłem się w kaczkę złotą
osiadłem na środku alei sponiewierany jak księżyc
rockowa poświata szkolnych lat dyskoteki
zapłonęła na beczce hali, z której już
faszystowski psy i świnie wyleciały kominami
nieczynnej okładkowej elektrowni w Battersea
poszybowały w kierunku Drogi Mlecznej
i rozpłynęły się w jej mgle jak era Wodnika
czy tylko on nie przyjął tego do wiadomości?
a elektrownia w Łęgu na tle wzgórz Wieliczki
generowała postać Mony Lisy XXI wieku pędzlem megawatowym
malując szesnastoletnią słodką rolerkę w dziewictwa aureoli
co jak Kypris wyłoniła się z pary unoszącej się
nad niebieskimi kominowymi chłodniami
Summa technologiae skurczyła się przed Cudownym Krzyżem Mogilskim
jak zbity vocoderowy kundel
z gnostyckiego cudu pozostał prześmiewczy robot-gnom
do zwalczania JPII prawd
i sprzęt w Ogrodzie doświadczeń działający średnio
a faszystowskie owce z Battersea, co z nimi?
pasą się same za halą, już nie na hali?
a pasterz Minimus w niebiosach?
nie, jeszcze nie,
no to gdzie?
>>>
*Nie międzyludzkie współzależności*
Na budowie zakasane rękawy
na wszystkich rękach po cztery zegarki
współzależności bodajże robotów wysokościowych
i niebieskich ptaków
nie, nie międzyludzkie współzależności
jakby się wydawało po lekturze
antycypacyjnych skojarzeń Kapitału z Mein Kampf
a tam w sercu masz współ(u)uzależnienia
Nowy Świat Stare Elity Stara Pomarańczarnia Nowy Dwór
idzie człowiek powiedzmy taki jak ja
z rękami w kamieniach w kieszeniach niszach
stolicy ulicą
niszowy poeta i niszowa metropolia
no dobrze, niech idzie robot
hollywoodzki z coltem z rękami przy udach z..
a na wysokości GPW staje przed nim Przewodniczący
Związku Nagradzanych Pisarzy Polskich na Wygnaniu w Warszawie
w siodle na Koniu Trojańskim z szablą opuszczoną
patrzy jeden patrzy drugi
nagle Przewodniczący wyciąga rękę
zamaszystym ruchem odciąga mankiet koszuli
i patrzy na zegarek
mówi: Koń-stój-ty-cojamówię-Bucefale
robot w przód pada i się rozpada
współzależności akcji, miejsca i Aleksandra
a słońce, a gwiazdy na niebie, a czas?
aktor niepokorny czerwony na twarzy
cwałuje na koniu z desek jak Diogenes,
bo koń przypomina beczkę
nagle konfrontacja z falangą maszyn
automatów do produkcji aut
reżyser przerywa scenę
chce zatrzymać cywilizację robotów
przed zachłyśnięciem się
krwią ludzką bladą
współzależność Zachodu i Grecji
zadbano o prawdę, złożono ją na marach uczciwie
odprawiono przedchrześcijański obrzęd
uczczono zniczami i pochodniami przed Sądem Ostatecznym
czarnego konia mechanicznego przez włócznie przeprowadzono
wywróżono, jutro z wczoraj pożeniono
o`key, współzależność potępienia i zbawienia
na Monte Cassino kasyno
>>>
*Szpilki*
Okoliczności znalezienia tych niebanalnych szpilek
zaskoczyły najwierniejszych przedstawicieli
przemysłu pogardy krojonej z materii
i to w sytuacji, gdy rozbestwiony tłum golasów
atakował przedszkola i skandował hasła
delikatnie mówiąc pedofilskie i antydziecięce,
które mogły uchodzić za coś jak pielucho majtki
lub sądy spolegliwe szyte na miarę
dla opozycji w najgorszym stadium starczej alienacji
powszechnie uznawane za zbrodnicze myśli
rozeźlonych na samych siebie
za niezakłócone wewnętrzne kłucie bezmiaru natręctw
pochodzących z podszeptów obcych embrionów
snobizmu i pychy jakże prostackich krawców
(wbite w poduszki z wosku wydawały się niebanalne)
>>>
*What the Hel?*
Ja chmury ja ponury
kąpię się w wannie
kiszę się w wannie
ja na Bałtyku jeszcze
nos marszczę
ja już nie w Helsset
ja chmury ja ponury
ty wiatrem płoniesz we mnie ciągle
stado przede mną brnie szlachetne
przez odchody polskie
do ciebie chmura prowadzi mnie bura
i dobrze
oto węszę śledzia dla nas
ja i ty lepszy czas
ale co to? what the Hel?
jednak Gdańsk?
jak kiszony śledź?
ja c.. ja p..
>>>
*Blady jak Bleda*
Kobyle mleko wypiwszy
pognali wierzchem jak wicher przez step,
który kiedyś zmieni się
w jedno wielkie miasto Europy
pornograficzny księżyc polityczny zawsze
nigdy nie wiedział, że świeci golizną
całemu światu antyku periodyku
Olejem spici hołdowali
zmianom ujeżdżających konie elektryczne
idealne transformery transformatorów transponowały
światło nie z nieba samego
ale ze spodka latającego nad miastem
ostra smuga
plazmy plama
magnolię Attyli powala w końcu
i jego 300 żon wyzwala
rzeki zatrzymuje na zawsze w biegu
i sprośne anioły gwałtu
i on
pornograficzny księżyc popolityczny zawsze
blady jak Bleda
biada Ojczulek nad ciałem
mitologiczny talerz latający historii dzisiejszej i nie
Europy rozstępów rozstań opatrznościowych
najeźdźcy bezprzewodowi teraz
jak nigdy
kobyle mleko i światło z kosmosu maszyn
to za mało by przetrwać tu
bez powrotu
do greckich idei tablic
jak Aecjusz czas spalić na stosie siodła
>>>
*Wysokie napięcie*
Baczność
bacz byś nie stracił ręki albo nogi
kucając i bazgrząc
po napisie: wysokie napięcie
albo gorszym: śmierć na zawołanie
urodzony od zawsze
bo myślący alfą i omegą
pantofelku bakterio amebo
pisania odwiecznego chemicznego
termojądrowego
dziś bardziej niż kiedykolwiek niebezpiecznego
jak rozmnożenie przez podział
mutanta
baczność
wielki wybuch słowa
rozbłysk sława
i co dalej beznogi bezręki bezgłowy?
>>>
*Czuły dotyk muchy*
Skonstruowane z lepkich pociągnięć długopisu
nieodkryte zagłębienia wewnętrznych skomleń
wydłużanych młodzieńczo w starość
jak ciągutki i gumy widzeń,
by odetchnąć pośrodku galerii obrazów
zawieszonych jak pajęczyna na leśniczówki drzwiach
życia pośredniego w natury ostępach
i powstaje absolutny bogobojny opis pająka
w afekcie odtwarzającego jak płyta zdarta
te same dzieła bez końca bez początku
bez tego wszystkiego, co sofiści
nazywają ciągutką jedności
czasu, przestrzeni i ducha w przesłodkiej nicości,
co marksiści zwą zamordyzmem panów
ubranych w togi, peruki i cylindry kapitału
(ekolodzy dodają – efekt sprośnego człowieczego państwa)
a pająki wprost czułym dotykiem muchy
>>>
*Orszady*
Orszady, Orszady, Orszady
najpiękniejszy zakątek Warszady!
wyspowiadał mnie tu
sam Bojanowski Edmund
trochę łysawy i z lekka otyły
wyspowiadał mnie z tęsknot bezprawnych
i przeniknąłem przez ogromną szklaną hostię
wprost na wilanowskich błoń półdzikie ostępy
deweloperskimi pieczęciami ostemplowane
jak dekret Jana Trzeciego
Orszady, Orszady, Orszady
najpiękniejszy zakątek Warszady!
Polska Opatrzność Zwycięstwo
wreszcie, wreszcie pełne zwycięstwo po wiekach
kopuła nad a pod laskiem jeszcze kontener bezdomnego
Orszady, Orszady, Orszady
najpiękniejszy zakątek Warszady!
więc z powrotem w górę historii
choćby na skarpę wiślaną kiedyś
po zapach koni umoczony w niej kasztanowo
potem Nowoursynowską rozgrzaną
na pizzę z jajkiem i szparagami
popijaną nad wyraz radośnie cytrynówką wyborną
z miętą, melisą a może marychą?
Orszady, Orszady, Orszady
najpiękniejszy zakątek Warszady!
dzieci nastoletnie patrzą mi w oczy
półnagie w szortach, t-shirtach, szorstko
dziewczęco wołają matki ich śmiałością zdziwione
Orszady, Orszady, Orszady
najpiękniejszy zakątek Warszady!
na Pistacjowej – róg Imbirowej
smród wita skośnookich z kontenera za suszibarem
pogawędka ze starą wroną jakby obcą
równie szorstka, bo skrzekliwa niemo
jak nocne zawołania sów
popiskujących na wznoszące się
z Okęcia samoloty ofiary
Orszady, Orszady, Orszady
najpiękniejszy zakątek Warszady!
dzwony biją na Święto Dziękczynienia
a dzwony Bojanowskiego dla czekających na
z palety bied wyzwolenia
przypominają oddalające się echa Wisły bezgrzesznej
lodowcowe wygibasy przed plemienne od.. Wisły
do Czerska, Ujazdowa, Czerwińska
dolecą szybciej niż wszelkie dreamlinery
Orszady, Orszady, Orszady
najpiękniejszy zakątek Warszady!
w wiklinach, wierzbach i bażancich odchodach
ukrywam swoje łzy
na końcu obelisk katyński
śmierć, która nadchodzi jak ostateczne wyzwolenie
skarpa osuwa się na kolana przede mną
ja przed bazyliką
bazylika przed moim dziadkiem i babką
i nieznanym kimś
Orszady, Orszady, Orszady
najwonniejszy zakątek Warszady!
niebawem, ujrzycie jak dziękczynienie Opatrzności
niespodziewane
nie wierzycie?
>>>
*Niesieni w wieczność falą pauz*
Zakotwiczyć
była pauza, zakotwiczyć
niesieni falą pauz
w sobie eksplozją znienacka odkrytą
blado pomarańczową w czerni
zmysłową ową dziewczynę
po ustach tychże poznajesz
w antrakcie pauz
kandelabr szkolnych zaskoczeń jej dłoń
czuły dotyk jak czas nieprzerwany
korowód na szkolnej zabawie rozpoczęty
trwa dalej w niebie
woźny piekieł gromi a ty na rowerze
jeszcze pedałujesz podczas lekcji bólu
za szkołą w wąwozie historii niecnej
przeżyć tę chwilę jeszcze raz
i zrobić sobie pauzę
wieczną właśnie
krokiew przedmiotów maturalnych
bądź gdzie a ona wśród chmur idąca ku tobie
anioł szkoły zwieńczeniem
na dworcu we Lwowie
wśród uczennic w Weronie
samotna w La Salette
ona w zagrodzie Mesety cieniem
twoja studnia pauz
jak sen tu
zwierzenie zwierzę spragnione jak ty
bez dna twoja studnia pragnień młodzieńczych
zakotwiczyć kiedyś w niej
ech na jawie
>>>
*Bezlitośnie rozpuzzlowany*
Zło złem wyłącznie przypadkowym
taka opowieść snuje się jakoś
poprzez tysiąclecia
taka narracja artystów cegielnianych
grobowo wywyższanych
a potem on rzekł do mnie
stroń od…
a ja jak Jafet nie wiem, co i gdzie?
idę przed się…
i rymuję usilnię
puzzle chleba i herbaty
składam jakoś bezwiednie tak
a puzzle mówią do mnie
siedź tu i przytakuj
… złu?
no nie, aż tak, to nie!
rozkładam, więc
na dzisiejszy dzień
atrakcyjny świata obraz
władców jego
tak sklecany mozolnie
– bezlitośnie
rozpuzzlowany
znaczyć będzie odtąd roze źlony
a co potę?
a nic, charakterystyczne fragmenty spakuję
i… odeślę
Skan_20180705 (4)f
>>>
*Gimlea w Spalarni*
Kiedy se leję herbatę,
to se leję herbatę,
a kiedy leję co insze,
to leję co insze..
– jak powiedziała stara matka Grogan
a ja dopowiem
– popijam tę herbatę i tą herbatą
w niewyraźnym krajobrazie biura
papierosowy dym
mgły ludowej władzy niczyjej już
jak Zmierzch Nibylungów
w Bajorze na Kujawach
i Gimlea w Spalarni płuc,
o dziwo się odrodzi tu
a Niewielki Baldur
palenie ludzi
na zawsze rzuci
>>>
*Stocznia w depresji*
Jest stocznia w depresji
gdzie o wodowaniu nie ma mowy
i o chrzcie, z jako taką matką
takie jest dziś nasze życie
w koalicji z PIS-em mówią do mnie
PO pożyteczni idioci
coś o zewnętrznych warunkach
a ja odpowiadam –
czekam tylko na kapitana chama
i wygarnę mu wszystko
on powie – nie moja wina,
że statek jak woda pod górę nie płynie
a ja mu pokażę, jak płynąłem w górę
napierających na rodziny
fal tsunami za komuny
i wtedy uzna wreszcie,
że sam jest w depresji niż stocznia większej
>>>
*Wiosno śmierci*
Dziewczyno, wiosno śmierci
dana mi przez Boga
zaprowadź mnie do Nieba
w kwietniu, w zbożu, z rana
pocałunkiem, gestem, słowem
czymkolwiek nierealnym, nieziemskim
raz na zawsze wyzwól mnie
z obumierającego, wczorajszego ciała,
ukochana
>>>
*Sakramentalny przybytek milczenia*
Sakramentalne spełnienia wieloznacznych czuwań
i małostkowych naigrawań z odwiecznych wniebowstąpień
są konieczne dla będących u schyłku dzieciństwa
ludzi w niedużych cylindrach małomówności,
gdy są zbędne zakulisowe rezygnacje
z niedopełnień obowiązków, które omijają najmądrzejsze głowy
po to, by po prostu zasznurować trampki
przed kościołem wybudowanym celowo blisko boiska,
gdy nieznaczne odsunięcia od krawędzi księżyca
pobudzają w rogówkach cnotliwe drgnienia
budzi się tęsknota za zamierzchłymi wstąpieniami
gdziekolwiek w dzieciństwie
raz pobudzony sakramentalnie osobnik
niezbyt dojrzały ma zawsze za cel
spełnienie swoich pragnień niewinnych
przepełnionych zaczytanymi na zawsze słowami
z ust milczących za karę
za każdą taką nieprzeczytaną stroną
za każdym nieprzeczytanym wierszem
kryją się parseki odległości do światów
kolorowych na pędzlu zatrzymanym przed płótnem
na płótnie wybiegającym mu naprzeciw
Ześlij zbędne odniechcenia tutaj, tutaj do mnie
bym wysmagał nimi przyrodę sztuki
i sprzęty audio-video w mieszkaniu
urządzonym w zaświatach kosmosu jego
co jest jak tarcza każdej myśli
zawietrznej, zasłoniętej, zagłębionej i zakasłanej
chodź do mnie, gdy przybędziesz
w te regiony niezniszczony promieniowaniem bólu milczącego
jak spojrzenia w okna pożądań
nigdy nie mieszczących się w czasie
chodź do sakramentalnego przybytku milczenia
przez opanowanie oczu, języka i powietrza
>>>
*Balans uwzniośleń*
Od wielu znamienitych ludzi
dowiedziałem się o porach na gwiazdę
i gwiazda okazała się człowiekiem naznaczona
oficjalnym w akademiach i pozach
balans uwzniośleń był nieco zdegustowany
moim oddaniem niemocy dla wszecharystokracji
i spojrzeniem zza krat prawdy na niedzisiejsze
ekscelencje
było nie było zacni jak kamuflaż dni
i skansen w telewizji zwierzchności
nieemitowanej od rana samego
przecież zawsze w końcu emitującej
służb ledwo widzialne nastroje
na krańcach myśli i na krańcach słów ich
przewielebni dystyngowani krasnale wizji
mniemania niespodziewane pozostawiam wam
gdy je dostrzegam
pora na gwiazdę, odsłaniam kurtynę
włączam stary projektor swój
pusto, niemrawo, niedzisiejszo to i odświętnie
jakżeż nikłe poparcie akademików tu
morowo, ale niemrawo
były kawalarz zaniemówił
do orderu miny stroił
a order do niego ni razu
bądźcie grzeczni jak dzieci, nie klaskajcie za wcześnie
oto meteoryt pański spada na dystyngowane głowy wasze
celebrujcie achy ochy
zanim wpadnie w strofy
i sztuczne słowo umrze na zawsze
chociaż jaśniejąc ginąć będzie przeciągle
na złotym samouwielbienia ekranie
>>>
*Cmok*
Drewniany polityk cmoknął na wizji
wypowiadał się na sejmowej mównicy
cmoknął jakoś po larwiemu i zszedł
widzowie niepełnosprawni drwale
powiedzieli –
to kornik nie komornik polityk
jest zbyt głodny
zbyt kontenty
piarg usypie z trocin
i nie zostawi nic
dobrze, że już zszedł
czerwie pustyni czekają
>>>
*Locus amoneus*
Kocioł czarownic
w nim wiersze Wergiliusza
zdruzgotane dzieciństwo w opoce lamentu,
czyjeś
czyje?
ja miałem wspaniałe dzieciństwo
wprost bukoliczne, aż
na Polach Elizejskich kosmiczne jajo znalazłem
dlatego dzisiaj po latach wypełniania Uranosa dzieł
mogę pisać o lamencie
i jakichś zdruzgotaniach Arkadii,
kiedyś
kiedy?
>>>
*Historia futuryzmu*
Kołowroty młoty
głowy zawroty
historia futuryzmu polskiego
oto
atomy nie złoto
formułą przetopią
w sierpy węgielnice gwiazdy
pały zakute
huta nie piec
piec nie pies
ja nie jo
magia tylko
merd-a
>>>
*Prawo do żucia*
Zastosuj prawo łaski
wobec przechodniów wieku
i naciśnij klakson samochodowy
zastosuj prawo łaski
wobec policjanta na skrzyżowaniu
by amen, gdy nadejdzie pora
– wyrzekła papuga
nauczona w suahili
potwierdzać, że zagrożenie lawą
w miastach europejskich jest poważne,
że ostateczne hurra aniołów
rozlegnie się jak klakson
a potem nie pozostanie już nic
lawa zastygnie z wszystkim
bez prawa papug do żucia słowa
jak wyrzut miłosierdzia
>>>
*Nawoływania eskapicznych celebrytów*
Asocjacja niedużego rozmachu scenek na podłożu
integralnych rozwarstwień czasu wolnego
to niezbyt eleganckie podjęcie druzgocącej bądź, co bądź
krytyki długofalowych, niezwykłych w wydźwięku społecznym
będących nagminnie spolszczanymi
demonicznymi nawoływaniami obcych
eskapicznych przedstawicieli różnego autoramentu celebrytów
kiedy grom odległy skutkuje przestrachem nadętych konferansjerów
a każdego autoramentu kierownicy znikają
w iluminacyjnie somnambulicznych przedawkowaniach pleśni
pas słucki pamięta czasy dekatolizacji na Wschodzie
takie jak obecnie w Zachodniej Polsce
ewidentne, skłaniające się ku ohydzie desperacje
teatralnych uwodzicieli uczynią z podłoża kultury deskę do prasowania
teatrów powszechnych bądź, co bądź
ale nie po to mamy psyche i somę by rozwarstwiać niedojrzałych
emocjonalnie chłopców na płatki reżyserów i aktorów
a przecież jednakowoż i jedni i drudzy
są nagminnymi łapaczami depresji nie w tłumach, nie pod teatrami
a w sobie samym ukartowanym bez sumienia na gruncie
zapomnianych steli hetyckich lub aryjskich jak talie – wszystko jedno
będzie zaledwie jedna cząstka kilogramowa szczytu niebieskiego
w oczach i potem niezbywalnie w mózgu, bo nigdy nie ma tak,
że kwiat jednej nocy zamienia się w kwiat jednego dnia
to dotyczy ludzi wielkiego formatu, ale nie przyrody nierozumnej
bądźmy, więc poważni
na niegrzesznych drogach oczekiwań na letnie przekierowania
amplitud ciał niebieskich,
gdy w mątwie galaktyki zauważa się
nieokiełznane pożądanie unicestwienia partnera lub własnych dzieci
wtedy można domniemywać wśród nieboskłonnych popatrywań
przez słupy wody kosmicznej,
że krętogłowe dziwactwa nie z kosmosu a z przepaści słów
docierają pierwej niż elokwentne zaniemówienia prorocze
prestidigitatorów prześmiewców propagandzistów
prawie z każdej partii
toć, cały kosmos, wszechświat, uniwersum lub jak kto woli
debilizm chwil publicznie naginanych do własnych emocji,
gdy kurczy się przestrzeń ta, co miała się rozszerzać
wtedy dusza woła – ahoj przygodo i wyruszamy z mantą albo ośmiornicą
na słońce, które istnieje poza oceanem
bladzi jak boże krówki albinoski albo niezapominajki dotknięte bielactwem
prowadź, ktoś powie, prowadź, ktoś powie i umrze
a potem tylko kłopoty, gdy zaczną się nawoływania sotni ważek,
szerszeni, kruków i wampirów mniej rumuńskich a bardziej zakarpackich
somnambulizm, powiecie, to taki śląski wymysł ale to nie prawda
to wymysł Nimroda, mątwy i genseka matrioszki
to wymysł wieloręki i wielogłowy jak epoki prehistoryczne
wielokrotny, nawracający w wolnym czasie nudą przedstawień
ekshumowanych z dehumanizacji jaka zdarzyła się w Humaniu
>>>
*W Klubie Kwadrat PK*
Zmyślna bezgrzeszność to jak wspinaczka wysokogórska
beztlenowa aczkolwiek oporęczowanym żlebem
kosmate widma nawiedzają żleb
ale wiesz, że to tylko halucynacje himalaisty
takie same jak wtedy, gdy w klubie Kwadrat PK
patrzyłeś na tą piękną studentkę z II roku Budownictwa
w niebieskich dżinsach i białej bluzce
i nie wiedziałeś czy to ta sama,
co w windzie na 5 piętro się do ciebie uśmiechnęła,
gdy byliście tam tylko wy dwoje
i pojechałeś o 5 pięter wyżej w „Leonie”,
czy to nie ona może?
pamiętne łkanie w otwartych drzwiach
zastąpiło wspólny grzech
i dlatego teraz możesz zabrać głos
w sprawie wrażeń muzycznych piętnujących mózg
a ona już się nie uśmiecha odpowiadając ci
jak halucynacja zmyślnie o wielkości
ze spokojem pokazuje na szczyt
myślisz – o zdobywcze uniesienia chodzi?
ale ona całuje i nagle odchodzi
już nie wspinasz się dalej, odpadasz od ściany
żleb jaskrawością bieli
rani zmysły wszystkie nie tylko oczy
chcesz całować dalej, co?, halucynację?
ona jest już objawieniem w aureoli
rzuca ci pod nogi orędzie świętości zaledwie
jak linę ratowniczą
(będącą elementem zestawu ratowniczego
do wydostawania się ze szczelin
a nie tylko do asekuracji)
>>>
>>>
 *Wędrówka superiora przez interior*
Wędrówka superiora przez interior
knajackie zachowanie księcia i księżnej
tacy mali cegielniani carowie
z lat 60.
Wędrówka dusz przez superiora eksterior
epickie zachowanie umierających dzieci
rozrywanych kleszczami przez profesorów medycyny
lub starców dobijanych zastrzykami
tacy mali tartaczni naukowcy
z lat 70.
Wędrówka przez bazy danych
komplementarne zachowanie informatyków księży
zbyt delikatnych na wypasanie owiec
tacy mali generałowie z kamieniołomów
z lat 80.
Wędrówka przez plazmy płomienie – magmę
Horror dobrej woli
zdemolowanych mentalnie byłych
miniprezydentów i minisekretarzy
zachowanie na pokaz
z lat 90.
Wędrówka przez Mordor Internetu
akuratnych chłopców z dobrych
katolickich rodzin, którzy wrastają
w buty i ubrania a wyrastają z nałogów przodków
tacy mali bogowie z lat dwutysięcznych
w piramidzie roku 2018 zmumifikowani już
>>>
*Tranquillityite hoplitów*
Stos srebrnych naramienników
nagolenników, napierśników i hełmów
stos włóczni i tarcz
hoplici to też ludzie
a ich bogowie, półbogowie, ćwierć bogowie
to zjawiska
zjawiskowo uśmiercili hoplitów
i samych siebie
ale czy można winić podszepty,
wymysły, przestrachy w sobie
hoplici gdzie? hoplici jak? hoplici?
(zanieśli pojęcia demokracji, wolności, idealizmu
na krańce świata, by je pozostawić tam dla wszystkich)
gdyby, chociaż suche kości powstały w dolinie
ale tu nie ma nic
poszlaki, poszlaki, poszlaki
ślady kryminalistyczne dla Archiwum X
a dzięki nim mamy Iliadę, Odyseję i Eneidę
mamy na Księżycu cień
mamy jego cząstkę – Tranquillityite
– minerał znaleziony tam i przywieziony
przez pierwszych selenonautów
(cudowna metaliczna magma bazaltowa)
mamy pozostałości po kosmonautach z Apollo 11
Flaga amerykańska, tabliczka z napisem:
„W tym miejscu ludzie z planety Ziemia
po raz pierwszy postawili stopę na Księżycu.
Lipiec 1969. Przybywamy w pokoju dla dobra całej ludzkości.”
EASEP – Early Apollo Scientific Experiment Packimge
PSEP- Zestaw do eksperymentów naukowych
Zestaw sejsmometrów pasywnych
Odbłyśnik laserowy (LPRRR)
Grzejnik radioizotopowy (ALRH)
Płat folii – urządzenie do „chwytania” cząstek wiatru słonecznego (SWE)
Niewykorzystany komunikat o śmierci astronautów
(nigdy nie będzie wykorzystany,
bo człowiek jest gwiazdom i ideom pisany,
a nie odwrotnie):
„Będą opłakiwani przez Matkę Ziemię, która
odważyła się wysłać dwóch swoich synów w podróż w nieznane.
bo każdy człowiek, który w przyszłości zwróci nocą wzrok
na Księżyc, będzie widzieć, że jest zakątek innego świata, który
na zawsze pozostanie świadectwem ludzkości”.
Czy ty też widzisz w gwiazdach swych bohaterów –
hoplitów?
Czy widzisz tam kości przodków i swoje?
Kości wyschłe! Słuchajcie słowa Pana!
>>>
*Zawsze w większości*
Zawsze jestem w większości upodlonej
zawsze nie znaczy stale
zawsze nie znaczy w pełni
jestem znany z wielkich rozłamów
w świecie zła, gdyż wybrałem surrealizm przyrody
zamiast ignorancji nocy i dni
wybrałem dobre wizje słońc wśród wschodów rzepaku,
bo solipsyzm mój jest nie do końca
przypadkowym odbiciem światła,
które stworzono celowo dla mnie
zgodnie z planem zagłady i powstania
somnambulicznym ptakiem będę, innym stworzeniem
natychmiast, gdy zapadnę w sen artysty
nie będąc żadnym z Jeźdźców Apokalipsy
zawsze wyklęty, nie zawsze wygnany,
gdyż powrót mi się marzy przeważnie
a marzenie o nim jest sztuką i najdoskonalszym bytem
upodlony znakiem i jego formą, upodlony kolorem
upodlony słowem kluczem, jestem Polakiem i Żydem
na zawsze
>>>
*Ta cisza jak tamta*
Jest znów nieogarniona cisza
na stanowisku numer osiem
wykopano serce człowieka – kamienne
stąd ta cisza
ta cisza jak tamta
niezapisywalna na pięcioliniach
ale słyszalna cisza
dzwoniąca cisza
z wielkomiejskich mogił
z małomiejskich mózgów
pojawiły się jej artefakty
staromiejski nieczynny zajazd tramwajowy w Sztokholmie
modernistyczna elektrownia Battersea w Londynie
pętla tramwajowa na Wieczystej
Jest niwa zielona przed restauracją Katyń w Warszawie
ale kogoś ważnego tu brakuje
przyleciał amerykański dwupłatowiec – Ginsberg Kerouac
zrzucił ulotki biseksualne zamiast bomb
nastała cisza taka jak w Zbąszynku na koniec wojny
tamta cisza jak ta
twoje nowe myśli zmieniły się w stary cichy Don
zniesiono święto
przerwano hejnał
odłączono od aparatury chorego dzieciaka
>>>
*Komers ludzkości*
Skoczny taniec życia
skoczny taniec śmierci
człowiek żyje w podskokach i umiera skacząc
kto zagra umierającym?
kto zagra na zakończenie ery Ziemi?
kto zrobi fotkę na koniec tego ostatniego semestru
cywilizacji przypadkowej jak młodzieńcza miłość?
wesele nie doszło do skutku
ten taniec to taniec śmierci
nie tylko feministek ale i żołnierzy
krwi domagają się homoseksualiści i piloci helikopterów
krwi domagają się zniewieściali politycy
i zadufane siostry miłosierdzia
jeżeli wiatr jest muzyką to zagra nam ostatecznie
ktoś musi zagrać na komersie ludzkości
ktoś musi zrobić fotkę
w końcu wypada to uwiecznić
gdy minie ta chwila – cywilizacja
bo wszystko szybko przemija
– zostanie tylko po nas staromodne
czarno-białe zdjęcie grupowe
Ziemia się przechyla i słońce
kryje się za lepianki Sodomy, w jaskiniach Qumran,
w najstarszych aramejskich miastach świata w Syrii,
znika w atomowym grzybie na Nowej Ziemi
nie będzie orędzia na koniec
bo śmierć przyjdzie jak złodziej
tańczmy więc na dachach teraz
nie schodzimy na kłótnię, rękoczyn, pogawędkę
a słońce zachodzące
niech nas uwiecznia tańczących
>>>
*The Call of Ktulu*
Będąc słodkim dzieckiem skowronka
już o świcie wziąłem do ręki gitarę
i podłączywszy do piecyka
Call of Ktulu zagrałem przekornie
zleciały się kruki i wrony na mój dziwny tryl
węsząc padlinę i mord
zabrzmiały moje traszowe kaskady nut
poleciały w mglisty poranek parku
tysiąca wysp tysiąca natchnień tysiąca złud
ledwo ludzie otworzyli oczy na przystankach
a już zobaczyli taniec nad miastem chmur gołębi
zbudziłem moce
tak wielkie jak jeden deszcz i nic więcej
skowronek piorunodylliczny wyrwany z murów miasta,
który nie odnalazł niw i słońca
zabłysnął w smogu i brudzie bez modlitw dni
a deszcz wyszeptał we mnie
– weź te chmury bracie, pogromco Cthulhu
tnij je skalpelem solówek
rozdaj ludziom jak kanapki do pracy
jak egzorcyzmy
budź nierealne jeszcze w tobie skowronki unicestwienia
ciszy nie do zniesienia
ciszy, która może być zagładą ludzkości
ciszy tuż przed przebudzeniem
Wielkich Przedwiecznych Aglomeracji
/„Dawne Istoty były, są i będą zawsze.
Nie w znanych nam przestrzeniach, ale pomiędzy nimi.
Spokojne, takie same jak za pierwotnych czasów, bezwymiarowe,
istnieją, choć są dla nas niewidzialne.…
Wielki Cthulhu jest Ich kuzynem, a i on tylko niekiedy może je wypatrzyć.
Poznacie Je jako ohydę. Ich dłoń jest przy waszych gardłach,
a mimo to nie widzicie Ich.
Domostwo Ich jest nawet na dobrze strzeżonym progu waszego domu…
Człowiek rządzi teraz tam, gdzie niegdyś rządziły One;
wkrótce One będą rządzić tam, gdzie rządzi teraz człowiek.”
H.P.Lovecraft (?!)/

>>>
*Oczyść sklepienie czaszki*
Oczyść to sklepienie czaszki
– czym? zmiotką z piór?
jednym tylko piórem najlepiej!
jest Wielkanoc Miłosierdzia
oczyść kręgi, piszczele i czaszkę
usuń z drogi mózg na chwilę
jest dobry na to czas
nagi wokół świat
w kącie oczu jest najgorzej
zaglądnij tam
usta rozchyl, wyssij stamtąd kurz
spojenia kończyn i język zwilż
jest wigilii wiosny noc
rośnie ci na czole pierwszy krokus
czas na rozłąkę z zimą stulecia
w nerkach, nadnerczach i przysadkach
kolej na strzeliste akty w płucach
włócznią politowań
przebij je z sercem wraz
niech wypłynie biały i czerwony stracony czas
to może jeszcze cię uratować
byś nie zamienił się w głaz
cały w galaktycznych nieludzkich pajęczynach
>>>
*Potop albo Rejs*
Kanały sejmowych nurtowań zatrute
nurt koniecznie trwały na sądach własnych zanika
będą wymagane dyscyplinowania
twoich deputowanych młynarzy w wodnych młynach
sam ich wybrałeś
a oni z tobą robią, co chcą
strzela z Batorego bosmanmat
strzela z Daru Małgorzata Księżniczka
strzela ze Szlezwika Gustlik
a ty
stoisz dumnie z podniesioną głową
jak kapitan w Kołobrzegu pod latarnią morską
i udajesz Marszałka polnego straszącego Ruś
Gawłowski z Gosiewskim pod Moskwą
a król nie chce dla dobra Polski przejść na prawosławie
rozstrzelanego w Katyniu udaje
chowa się w grobowych jamach
a tymczasem niski szwedzki fiord odkryto w Małkini
kolejny „Potop” albo „Rejs” tam nakręcą chyba
bez ciebie, gdy będziesz pilnującym w Sejmie
rejs to będzie flotylli symbolicznej
z naturszczykami na pokładzie i w kajutach
ale bez Himilsbacha i Piotra Pietrzyka
>>>
*Baraszkowanie słońca*
Słońce i jego promienie baraszkują
powie ci to każda roślina
biochemiczno-genetyczna i chronosynklastyczna
w jej wnętrzu słońce koziołkuje
wygłupia się, podskakuje, podśpiewuje
można śmiało powiedzieć
– słońce i jego promienie baraszkują
w sekwoi? w zielenicy?
tak, można powiedzieć, że w nich też
płatek, listek, mitochondria,
pyłek, słupek, owoc, kolec
wszystko to zabawki słońca
a przecież
rośliny – kosmiczne dzieci
nie mają oczu, dusz i serc
więc jak można miłość, uczucie i myśl
przypisać przyrodzie i gwiazdom
ale popatrz na promienie słoneczne
na Błędowskiej pustyni i na wydmach w Łebie
jak pustoszą piasek,
który jest zaledwie krzemem
pustoszą pozbawiając bóstwa i życia
a wciąż jest w ruchu jak człowiek
i w każdym ziarnku świeci jakaś myśl
zabawna jak krasnal – mit
>>>
*Rój ciem*
To nie ważne, że rój ciem
znalazł drogę do ciebie
to nie ważne, lecz dobre
są takie dni w tygodniu jak czwartek,
gdy wszystkie nocne stworzenia
szukają drogi do ciebie
do twojej słynnej ciemnicy
bo ty w czwartki zawsze przebywasz w ciemnicy
tu twoje uznanie nic dla nich nie znaczy
mówią o tobie do nietoperzy – to hreczkosiej
a na twoją ciemnicę – Łubianka
inaczej niż wszyscy
to jest jakiś typ ciem nowy?
nie, to raczej nowy gatunek ledwie
są nieskazitelne w swej ślepocie społecznej
a może oślepione zostały laserem manipulacji
może potrzebują kondolencji
złóż im je
ty w ciemnicy czujesz się dobrze
nie zamykaj się jak człowiek pierwotny
jesteś już wyzwolony do cna od ran
pozwól cieszyć się wycierpianym sobą
tym natrętnym ćmom a może kiedyś kosmitom
>>>
*Anioł stróż zapłacze za ciebie*
Płacz ze mną rzewnie
czas płaczu nastał
królu ludzki
płacz dopóki żyjesz
to jedynie ma sens
władco ziem
płacz nad swym losem
bezustannie
dyktatorze i prezydencie
płacz dopóki żyjesz
razem z ludźmi w twojej Niniwie
razem z ludźmi chociaż
telewizyjnie
zanim twój anioł stróż
zapłacze za ciebie
>>>
*Walka bezludzia z wiatrem ludzkim*
Tylko ty mój wietrze myśli, tylko ty
osły nie, one nie mają siły
one pną się w górę a potem
stają nad byle przepaściami, ty nie
jest zdecydowana presja na wiatr
preferencja na wiatr, subskrypcja
i promocja
zmień się w burze tropikalne
dla bezludnych obszarów ziemi życiodajne
pokaż się wszystkim w mediach wreszcie
a ja zakupię karnet na te walki
bezludzia z wiatrem
prawdziwie ludzkim
>>>
*Jeżeli sądzisz*
Jeżeli sądzisz
to nie jest to rozsądne
Jeżeli sądzisz rozsądnie
to nie jest to sprawiedliwe
Jeżeli sądzisz sprawiedliwie
to nie jest to dobre do końca
Jeżeli sądzisz tylko siebie
to jest to sądzenie przedwczesne
Jeżeli sądzisz, że kara
nawet należna
może być wyrokiem ostatecznym
to ostatecznie schodzisz na psy
królu życia
>>>
*Lekko skrzywiony*
Mogłem zacząć lepiej
ale nadarzyła się okazja zrobić to gorzej
skorzystałem
nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło
i dlatego mi wyszło
zacząłem od spawania kartek
potem krzywo zespawane kartki utworzyły tamę dla oskarżeń
spawacz we mnie skostniał i sczezł
spawacz oddał papiery
zacząłem tak sobie
ale gdy wieczór zaszedł mnie z tyłu
poprawiłem oceny
wielu ludzi przeszło wtedy na moją stronę
chciały i zwierzęta ale nie pozwoliłem
gdybyś ty wtedy chciała mogłabyś przejść
ale wyjechałaś
nie wiem nawet gdzie
patrzenie sumienne na słowa jak na ręce
wystarcza by kontynuować zaciągi prorocze
zaciągi patriarsze
zaciągi kumulacji wód
na poprawę świata
więc kontynuuję
zaczęte inaczej niż zwykle
Słońc nie gaszę biegunów nie tykam
Ziemi skrzywionej nie poprawiam
Ziemia musi być lekko skrzywiona jak ja,
gdyż tylko wtedy życie utrzyma się na niej
i na mnie do końca
>>>
*Pędź wichrze myśli*
Pędź wichrze myśli wśród skał wznoś się
dusza rozgarnia grań i rozpycha żleb
przekracza niebotyczność wszelką
pędzi za tobą ku nieznanym krainom
ignorując już zdobyte szczyty
jesteś wielkim sprzymierzeńcem duszy
na tle nieba odbitego w lustrze oceanów
obłoki zmitologizowanej przeszłości
gwiazdy gitary
morsy i delfiny homeryckie na scenie Atlantyku
światowy czołg oświadczenie serca – Grenlandii
i prąd morski jak wiatr, co jest myśleniem
o tobie niewidzialny
jak wal szary i węgorz
zmierza w pułapkę życia
życia w zaspokojeniu odwiecznego pędu
oddania pokłonu sumieniu
wszelkiego ruchu
na duszy rozkwit
i panowanie nad ziemi 
>>>
>>>
*Wiersz o znamionach geniuszu poetyckiego,
w trzech słowach diagnozujący sposób powstania
ludzkiej cywilizacji i jej prawdopodobny upadek,
lapidarnością i zwięzłością porównywalny z wierszem e.e.cummingsa:
l(a leaf falls)oneliness (22 znaki)
i chociaż sam wiersz powyższy
jest równolatkiem autora wiersza poniższego
to jednak przewyższa go ten nowy
mniejszą ilością znaków (20, spację uwzględniając)
oraz tym, że daje wciąż możliwość
doktoryzowania się z literatury*
 
S (ierp
lewy
sierpowy[
>>>
*Breżniewowski maszkaron*
Chmura gołębi nad bernardyńskim ogrodem
kołuje jak łaska Ducha świętego nad przestraszonym Piotrem
to Matka Boża z pobliskiej bazyliki
oddechem tchnieniem popchnęła je
poderwała z trawników i alejek
gołębie nierealnie jak bunt jak myśl
kołują nad klasztornym tuwalem
jak przesłanie jej syna w głowach homo sovieticus
jak jej słowo delikatnie wyszeptane z półotwartych ust:
Fiat
mistyczny ptasi obłok rozdziela się
na eskadry poszarpane zimowym wiatrem
odbijając się cieniem od ciężkiego
stalinowskiego gmachu Urzędu Wojewódzkiego
zatacza koło i okrąża wielkie betonowe
cielsko dziwactwa demonicznego
breżniewowski maszkaron:
Pomnik Czynu Rewolucyjnego w Rzeszowie
– szatana skrzydła zwinięte chwilowo?
>>>
*Zbyt krótka pieśń*
Zbyt krótka pieśń
zbyt krótka sukienka
noc się skończyła
zanim się zaczęła
z tobą jak księżyc
tak mi się zdawało
twoje srebrne nogi
i słowa czułe odlatujące komety
moja melodia międzyplanetarna
zbyt długa cisza o poranku
bezksiężycowa
>>>
*Led Zeppelin*
Zza firanki wychylił się księżyc brunatny
jak ciastko albo kartofel upieczony dla głodnych
pierwszy taki w tych stronach
prawie całkiem zasłonięty przez
obcych nierealnych wizji wzlatujące lampiony
podrygujące jak stado żywych koni
zmienił więc orientację
i stał się chińskim smokiem
w końcu połknął i wchłonął tą eskadrę w siebie
zza firanki zamrugał, pokazał jęzor i grymas
chciał być niestałą perłą nocy
a sam stał się lampionem wielkim
jak balon pękatym
ale już czerwonym od płomieni
wtedy przebił go dipol z anteny
telewizyjnej
sflaczał i zbezbarwniał
na snu balustradzie
za to sen zmienił się w sterowca nocy
zmierzając ku latarni katastrofie
jak Led Zeppelin wykonany z firanki niechcianych dni
w tych stronach pierwszy taki
prototyp, co miał człowieka unieść do nieba
jego pragnienia
lampion nieszczęścia
>>>
*Przeprawa przez noc*
Walczą czołgi bez gąsienic
człapią konie bez pęcin
bez nóg idą kule
fruną ludzkie ciała bez skrzydeł
bez dźwięku hurrraa gromkie
brodzą bezdenne łodzie
latarnia Charona bez światła
przez noc przeprawa
armii zaciężnej snu
pokiereszowanego po bitwie
z wyimaginowanym przeciwnikiem
nikim
ale ale ale
po czy przed?
przeprawa po czy przed?
nikim po czy przed?
>>>
*Świat jeszcze ten sam?*
Zaledwie cień
a może już mrok też
ale przed wszystkim cień
przeczytane widomości ze świata
chwila zastanowienia
zupełny mrok – tak?
ależ nie – zaledwie cień!
na czole zmarszczka
jedna mała zmarszczka
jeden tytuł prasowy
jeden link
jedno zdjęcie
jeden film
to i jedna zmarszczka
na tym samym czole co wczoraj
ta sama co wczoraj – tak?
ależ nie – inna!
świat ten sam tylko w mroku kolejnym
jeszcze ten sam – tak?
ależ…
>>>
*Przez środek Syberii*
Przez środek rozległej Syberii pędzi dyliżans polski
wokół niego na koniach Indianie
to nie sen Janosika ani Wołodyjowskiego
to scena z Bolka i Lolka, a może z westernu hollywoodzkiego
zamiast kaktusów i monumentów skalnych w Arizonie
kominy hut przypominających krematoria i wieżyczki strażnicze
sen filmowego Janosika to jaskinia pełna skarbów
w zapomnianej dolinie tatrzańskiej albo w Krywania skryta cielsku
sen Janosika przed ukrzyżowaniem w słowackim stylu
to koniec tortury bogaczy, oligarchów i głodu biedaków, zesłańców
pierzchają Indianie nagle odwracając konie
w kierunku pasma uralskich gór na horyzoncie
galopem zbijając się w ciasną grupę
zmierzają w ostępy ratunku i ocalenia
co ich przestraszyło, co powstrzymało?
Scytowie, Mongołowie, NKWD, sen?
a może start rakiety balistycznej
a może atomowa eksplozja na Nowej Ziemi
a Janosik śni wyłącznie o wolności i Marynie
to ostatni jego sen?
Karpaty są już Uralem, gdyż rządzą w nich Węgrzy
oni wyszli przecież z Uralu by zasiedlić Pusztę
polski wtręt w historię Syberii to i Tobolsk i Jaxa i polarna zorza
jak wszystko, co na pol jest polskie
tak wszystko, co na u jest węgierskie
Polacy popędzili na Syberię dyliżansami powstań, zesłań i katorg
zasiedlając, nazywając, zasiewając słowa po drodze na pol-u
po wycieku rutenu Janosik jest Indianinem Wschodu
a sen dzikiej Syberii jest majakiem Zachodu
jak słowo Rusina na ru
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
>>>
*Pieśni wiecznie zielone*
Ojciec przemówił do Izajasza
podyktował mu słowa
do miliona pieśni wiecznie zielonych
dzisiaj listy przebojów wciąż okupują
piosenki z ósmego wieku przed naszą erą
tylko w hymnach państwowych nic nie ma o Ojcu
same dyrdymały o potędze uzurpatorów chwały
Izajasz zapisał słowa Ojca
powiedział – Ojcze skończyłem
ogłoszę to mojemu narodowi i ludziom z kosmosu
powiem im o twoim Synu
rozumiem cię Ojcze
mnie też urodził się syn duma rodu
radosna nowina stanie się pieśnią
galaktyk i światła
na rozweselenie kobiet
kobiet jak moja niewiasta płochych
uświęconych jednak uczestnictwem
w stwarzaniu dusz
w chwilach ucieleśnień
w chwilach pokoju
Ojciec przemówił do Izajasza
podyktował mu słowa
do miliona pieśni wiecznie zielonych
i na ucho szepnął
– obyś mnie dobrze zrozumiał,
zachowaj pokorę i spokój,
odłóż już pióro i zanuć wreszcie sam
pieśń narodzin
prawdziwego Człowieka Boga
>>>
*Kamuflaż*
Kamuflaż, generalnie kamuflaż
w kolebce? ależ tak, w kolebce!
dziki solisto, w  k o l e b c e
jest sprośnie wokół nieprawdaż?
a ty niewinne dziecię czasów obecnych
musisz się dobrze ukryć
przed elektryczną nawałą i zajazdem
starych koni futuryzmu
spędź sen, czuwaj! – w ukryciu
kolebka? ależ tak, wyłącznie kolebka
kolorowa – to spectrum ci pisane
już od wnętrza matki
pamiętasz jak potem zabrałeś jej wnętrze i pokorę ojca
z gór zszedłeś w doliny
a góry za tobą nie byle jakie
magnetyczne czarodziejskie
może i nawet czarnoksięskie jak chcieli futuryści
to zależy też, co kto rozumie pod tym słowem
ale zbędne są słowa i przenośnie
na szczytach gór z metalu magnetycznego
tu wszystko wyrywa się w przód
nie ssiesz już piersi matki
nie całujesz ręki ojca
pędzisz w fali elektromagnetycznej przez świat
lepiej ukryj się w oczeretach
muzyki zwanej thrashem cywilizacyjnym
stylizacją danse macabre sprzed niewielu lat
wśród sąsiadów błonkoskrzydłych dorastając
zwinąłeś skrzydła anioła udając halabardnika snów
w wieży jakiegoś szalonego alchemika
wypij jego mikstury władzy nad światem
zatrute i mętne jak krew wirtualnych bogów
rozwiń skrzydła i odkryj nagle prawdę o swojej duchowej niezniszczalności
w kolebce egzorcyzmowanych czasów
wykołysany miłością przyszłości zaklętej w słowach tęczowej nadziei
pulsującej dziką melodią jak pieśń realnego kosmosu
gdzie już kamuflaż nie potrzebny nikomu
>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s