Archiwum dla 01/05/2014

1983

Posted: 01/05/2014 in Wiersze

1983

 DSCN5556a
* Gwiazdy *
Gwiazdy czyhają na ciebie
w wielkiej błotnistej kałuży
może w tym mieście
w jego zaułkach być może wdepniesz
w miazgę rozmokłych gnijących gwiazd
właśnie wtedy, gdy będziesz ze swymi medalami
znajdował się w arce samotności
właśnie wtedy, gdy nie będziesz się niczego spodziewał
natkniesz się na olśnienie przybywające z kałuż
Gwiazdy czyhają na ciebie
na ludzkiej twarzy
może spotkasz je drżące na jednej z rzęs
zaskakiwany zbrodniami rozstań być może
zostaniesz upolowany przez jedną taką gwiazdę
właśnie wtedy, gdy nie będziesz się niczego
spodziewał
zostanie wykonana egzekucja odkładana od lat
 >>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
              * Laurowa korona  *
              Cienka gorąca opaska nienawiści
              wokół mojej głowy
              wieniec laurowy nad moim czołem
              jeden listek drugi trzeci czwarty
              wszystkie przybite do mojej głowy
              gwoździami tęsknoty i samotności
              przenikające moją najtwardszą kość
              to przeszłość niszczy mój mózg
              nie mogę korzystać już z teraźniejszości
              świat, który demaskowałem osaczył mnie
              nienawiść miłości miłość nienawiści
              och poprawić opadający na oczy wieniec laurowy
              cierpieć znów jak człowiek bez przeszłości
              z powodu nadchodzących czasów
              nie zapominać o nitkach żalu
              w chwilach obecnych
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
*Ale wielki jesteś *
Ale wielki jesteś
chcę płakać
muszę zabijać
wąż trwa we mnie
zegar umiera ranny w oko
nie nie
o cóż chodzi
to tylko wieczór
szyb mebli jakichś małych głośników
paznokci       
ależ nie nie
jestem                                                                                                 
to ktoś z kopertą
w której krwawi list
wiosną odbija mi się
jak wstrętnym bigosem
z dworcowego baru
naszych odrażających rozstań
kwiaty umierają między
moimi zębami
Wielki jesteś
zbyt wielki na tą kieszeń
bo nie nie
nie chcę umierać
bo nie nie
nie chcę domu
z skrzyżowanych bali
chcę tracić
ale nie wszystko
to ma jest moja tragedia
chcę mieć swoje zwierzęta
jeśli nie mogę być planetą
ani ciepłym klimatem
chcę myśleć
o czymś myśleć
a szubienica myśli za mnie
nóż wykonuje gesty
jakby kierował nim facet
z moją fizjonomią
przedmioty zebry żyrafy 
zakazy
zatruwać by Zen
mógł
wyłoniła by się
Biblia
przystrojona w muślin
Kobieta-Biblia z kresów
umysłowego oddalenia
nie nie
nie prawda że jestem całkiem zły
modlę się do szans
myślę że muszę zabijać zakazy
płaczę już przecież
o co chodzi
te kleksy te upomnienia te dziewczyny
te pasy na mgłach włosów
podziemia wielkości
rozumiem, że ucieczka przed śmiercią
nie ma sensu
na dłuższą
metę
nie nie
nie ma sensu się bronić
przed śmiercią
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
*Przeklęta epoka*
Jak to się mogło stać
że już dziś mówię do siebie – ty
dlaczego na mojej młodej głowie
tyle siwych włosów
jak mogłem dopuścić by ludzie władzy
odebrali mi moje cele
by przywłaszczyli moją nadzieje
Na darmo szukam dziś
żywych wokół siebie
nie widzę życia w figurach
woskowych aniołów strzegących
moich coraz to różnych postaci
jak to się mogło stać?
że przeżyłem cały wiek sam
że nie mam nic
że zachwycam się byle czym
społeczeństwo sukcesu wiekuistego mnie odepchnęło
przyroda wypluła zwierzęta opuściły
dzieci zrezygnowały ze mnie
jak można będąc nastolatkiem
myśleć tyle o śmierci
dlaczego stoję dlaczego patrzę
na te potworności wieku
jak to się stało że przestałem
cenić pieniądze
i nawet nie wiem teraz
ile jeszcze mam wzięcia
a ile do darowania
nie można wędrować ciągle pod prąd
do górskich źródeł
trzeba płynąc rzekami do wielkich
zaludnionych delt
trzeba pokonywać ocean
w poszukiwaniu szczęścia
jak to się stało
że tonę w asfalcie ulicy
podczas gdy inni spacerują zwyczajnie alejkami
przytuleni do siebie
jak mogłem dopuścić do tego
że mimo wszystko nie potrafię
dotrzeć suchą stopą na drugi brzeg
jak mogłem dopuścić do tego wszystkiego
gdy wiem, że dziś pozostało mi tylko
to wyniszczające pisanie o przeklętej epoce
upływającego czasu 
>>> 
DSCN4253a             
* Nadwiślański aniele *
Odbierz od niego wszelkie zło
poprowadź jego błyskawice
zaznacz jego potencjały
osłoń jego oczy od oślepiającego słońca
Nie pozwól by sam miotał się spocony
w wiosennym upale pod Pałacem Kultury i Nauki
by wszystko, co należy do niego zostało odrzucone
i wirowało nad Warszawą jak dym i gołębie w czasie powstania
Odbierz od niego cenną białą chusteczkę
i nie pozwól zginąć jego wielorybowi
usiądź z nim w barze „Wanda” u stóp Wawelu
każdym okiem oddzielnie wtedy mu się przyglądaj
gdy siedząc na koniu z brązu w cierniowej koronie na głowie
bierze wielki zamach zza głowy
trzymając w ręku wałek do ciasta
Pozwól pachnąć jego bzom i jaśminom rosnącym na kraterze wojny
bądź nim, gdy lekki wietrzyk wieje przez Wisłę
przynosząc tajemnice Sandomierza i Grudziądza
gdy nad lotniskiem w Balicach krążą mewy jego mewy
Pobłogosław jego łzy i daj pragnienie życia
w krainie czerwono-czarno-sinego zła
>>>            
DSCN0694aa 
*Jesteś tak daleko*
Ogień zapłonął na horyzoncie moich paznokci
a ty zmarszczyłaś brwi i uniosłaś rękę
ogień zapłonął na końcu świata moich palców
a ty krzyczałaś wciąż – daj mi spokój
ogień zapłonął na krańcach moich rzęs
wołałaś – daj mi spokój
ogień buchał z oczu i ust
a potem gdy ty całowałaś mnie na pożegnanie
twoje usta nie mogły mnie już dosięgnąć
bo byłem zbyt daleko
wyszłaś z tlącą się sukienką
pojawiały się na niej małe płomyki
gdy odwróciłaś głowę już na ulicy
aby popatrzeć w moje okno
w którym zgasło światło
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
              * Ból oczu *
              Widzę w Muzeum Narodowym niebieską plażę
              na którą pod wieczór wypełzają z wody
              stalowe żółwie na gąsienicach
              kryję się w dziale antycznym
              gdzie spotykam się z Bereniką z lazurowego marmuru
              przekazuję jej pocałunki i ulotki
              ale potem strażniczka wielka jak posąg
              czarna w niszy i tęczowa w świetle witraży
              unosi moje ciało za jedną nogę
              ponad drewniany dziękczynny stół prezydialny
              rozcina wprawnym ruchem moją pierś
              nożem szklistej wrażliwości
              kibitka z moim ociekającym krwią sercem
              jedzie niebieską plażą na spotkanie żółwi
              Berenika zastyga jak Anna z Faras
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
           Gdy głoduję samotnie w klatce
           przewrażliwione kolory układają się w plamy
           przybywają moje listy w skrzynkach pocztowych ciekawych oczu
           spójrz jeszcze na ten kolor podróży
           pędzi lokomotywa wąwozem wiosennym
           zielone gałęzie drzew smagają wagony
           marzenia zgwałcone przez niepewność i ból
           nie mogą przestać być gałęziami choć na chwilę
           bym mógł dotknąć ich jako
           długich jasnych loków dziewczyny
           urodzić się w szkle lub w glinie by
           z kryształu kształty pozwoliły docenić miłość
           cierpienie pomaga lawinom listów
           kolory nie mogą być na początku podróży
           kolory później wpadają na stację
           zdyszane wysmagane zielenią
>>>
 DSCN0535a
*Wchodzić do wnętrza kobiet*
Takim smutnym chłopcom powinno się zakazać
wchodzić do wnętrza kobiet
ich powinno się popchnąć tylko w kierunku
przestrzeni gdzie miecz, tarcza, wódka
Golgota, pies, struna, gwiazda, trumna, rzeka,
kamień, chłodny poranek, rosa, nóż, zamek, szkoła,
piłka, spodnie wuja, mięso, hotel, grad,
potworna walka, wyścig, rumieniec, schody, ból zęba,
ogon, oko, warga, ból żołądka, krew,
pomnik, widowisko, samolot, słoń, obraz,
giermek, sen, ogień, bohater, podniecenie, wstyd,
gałąź drzewa, cios, szybkość króla, czerń,
świat, może kosmos, wszystko, wszystko
kości, wielkość, bełkot bruku
Takim smutnym chłopcom zabrania się
wchodzić do wnętrza kobiet
pijących kawę i plotkujacych o facetach
mających je za nic
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Czemu dziś ujęto mnie w Planie 3-letnim
tak chciałem się jeszcze zmienić
dlaczego tak uzbroili Polskę
szykuje się wojna czy co
gazety jakoś nie przynoszą
pełnego życiorysu Jaruzelskiego
byłem W Warszawie ostatnio
wszystko się zgadza
w Pałacu Kultury nadal pędzą bimber
siedzę na ulicy – nie –
siedzę na lotnisku – tak –
lotnisko w Kólewie całkiem duże
ulice warszawskie teraz całkiem malutkie
zmniejszają się odkąd
zniknęło z nich życie
Dziś postanowiłem że się zmienię
(to złudzenie które pozostało)
że od jutra przestanę wydobywać węgiel
że skończę z siarką, z rudą i statkami
z przędzą i ze stalą
i zacznę pisać nową Biblię –
a tu masz
ujęto mnie w Planie 3-letnim
i muszę zakładać znów mundur
tak, Polska zbroi się nieprawdopodobnie
nie będę ginął na wojnie
za jakieś tam mętne spaczone czerwone racje
chcę zmieniać świat wojenny
jutro miałem umyć okna w mieszkaniu
a tu masz
kosmici łażą mi między zębami
Sowieci kąpią się w moim martenie
stojącym w kwitnącym sadzie
Chrystus już zmartwychwstał
a ja zamiast umierać z nim
zaklinowałem się we włazie czołgowym
w nowych produktach cywilizacji
będę więc musiał wspinać się na drzewa
raz jeszcze
tak chciałem się zmienić 
umrzeć dla umarłych we mnie
wyjść czysty z tej czerwonej kipieli
osuszyć się w wiatrem w sadzie
planowo zmartwychwstać z ptakami
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
              * Dwa okna *
              Dwa okna naprzeciw siebie
              jeszcze wtedy gdy one wszystkie za mną biegły
              jeszcze wtedy gdy ubierałem się w biały fartuch
              jeszcze wtedy gdy uzdrawiałem na ulicach
              jeszcze wtedy gdy przemawiałem w parkach
              jeszcze wtedy gdy studiowałem znaczenie cyfry 8
              Dwóch łuczników mierzących z okien do siebie
              jeszcze wtedy gdy mały kotek unosił mnie
              nad puszyste jeziora i morza delikatności
              jeszcze wtedy gdy mogłem patrzeć spokojnie za siebie
              W obu oknach zatrzymywał się księżyc
              wtedy dystans znaczył coś
              wtedy dystans znaczył wszystko
              wtedy ty będąc dziewczynką z tłustymi problemami
              niespodziewanie przewrócona na ziemię
              wyglądałaś wśród traw jak smoczek dla dziecka
              wtedy ty stałaś się moją tarczą
              Stojąc w oknie pisałem palcem w powietrzu
              „nie ruszaj się z miejsca”
              odczytałaś te wyrazy i zrozumiałaś, że
              darem dla Stalina może być dar przekleństw
              i nie podeszłaś do mnie nigdy w kobiecym przebraniu
              nauczyłaś mnie rozpoznawać kotki po kolorach
              nauczyłaś mnie patrzeć
              okna powoli zmieniły się w oczy
>>> 
DSCN0540a 
              * Jak łatwo można zwariować *
              W przedziale pociągu on opowiadał o tym,
              jak łatwo można zwariować
              trzymał na kolanach lalkę, którą powoli rozbierał
              czerwone krople potu spływały z jego czoła
              kapały z czubka nosa na gładkie plastykowe ramiona
              wżerając się w tworzywo
              policzki lalki zaczerwieniły się a z jej piersi
              poczęło sączyć się mleko
              twarz lalki stawała się twarzą staruszki by po chwili
              zmienić się w twarz dziecka
              Opowiadał o tym, że jego żona jest w szpitalu dla wariatów
              a jego syn pije i przychodzi do niego w nocy po forsę
              w samych kalesonach i koszuli
              on sam zaliczył wiele pobytów w szpitalach
              z uwagi na chorą wątrobę i nerki
              Młoda dziewczyna siedząca obok doceniając jego Golgotę
              przestała się śmiać
              urzędnik też a żona urzędnika przerwała kasłanie
              Gdy dziewczyna wyjęła z podróżnej torby sprośną
              książkę dla licealistek
              on odłożył lalkę, która była już całkiem naga
              i w tym momencie znowu bardzo stara
              przerywając swoje żale wziął na kolana żołnierza
              i przylgnął do niego
              gdy dotykał żołnierza pociąg dojeżdżał do końca trasy
              dziewczyna nie mogąc wygasić oczu i skupić się nad lekturą
              przysunęła się do niego i ścisnęła go za kolano
              lalka umierała powoli kołysząc się na siedzeniu
              Po chwili wokół pozostali już tylko robotnicy
              w czarnych beretach na łysych głowach
              dziewczyna witała się z matką na peronie         
              banalny wodospad cierpienia żłobił już w moim śnie
              zgłębienie dla jej piersi
>>>    
DSCN0532s 
* Ile dni? *
Ile dni trzeba połknąć
dni gorących dni ginących
by przetrawić uczucie
jak intensywną przyprawę
a ja tak ją kochałem
tak kochałem
Ile rozżarzonych podków
trzeba przyłożyć do zmarzniętej skóry
na szczęście
w chwilach ekstazy w chwilach snu
by zrozumieć że szczęście odeszło
Chciałem ją kochać nawet kosztem szaleństwa
ale skąd mam dziś wziąć dla niej czas
gdy czekam na inną
tak samo kochaną
czekanie stało się znowu moim obowiązkiem
w dniach wiary
Ile dni trzeba czekać
żeby ktoś odszedł?
>>> 
DSCN4734s    
* Dezercja *
Mówię do ciebie w sumieniu
– przebacz przebacz przebacz
– dezerteruję
od wczoraj myślę o tym
od dziś nie myślę nic
najpiękniejsze moje dzieci krajobrazu
pozostały w Dwikozach
Cierpienie znaczy dziś w 1983-cim maju
– piskliwy ton dzwonu
znaczy – urny przodków też są moje
nie mówię do ciebie przepraszam
mówię – kocham ją
całuję ją – ona, ona
i wieloryb biały jak ślina
która na jej wodzie pozostała
widzę brzeg Wisły – spichlerze widzę puste
pociąg wspinający się pod górę
w kierunku orlego gniazda
widzę krasnoludki na rzeźbionej
lewą nogą przez głuchoniemego
drewnianej części łóżka w wojskowym skansenie
i to nie prawda i tamto też
tak ja to słyszę
i to nieprawda
on to wie on to wie
mówię, że słyszę – przykro mi
tak mi przykro – czy coś w tym rodzaju
idę – nie prawda – wiszę – gwóźdź
łódź w Sandomierzu
oczy tej słodkiej
czterdziestoletniej blondynki
w pociągu do Warny
pociąg zatrzymał się w polu gdzieś
pomiędzy Bugiem, Odrą i Dunajem
zrzucam mundur
dezerteruję z nią
z obozu
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
             Służba bezpieczeństwa stajen
              wszelka dwuznaczność
              dżem
              poprzez Południe Polski
              odbieram prawdy pólnocy
              nie dziw się
              jem ze słoika
              kluczę w lasach wojny harcerzy
              kluczę w lasach wojny książek           
              biała mucha jest wytrychem
              do polskich drzwi
              mógłbym je dziś otworzyć ale czy warto
              gdy wolność wciąż kryje się przede mną
              trzeźwość kroczy z gradem bomb
              wężykiem, orzełkiem, wężem
              to mnie dopadło w Dwikozach
              nie jestem tak delikatny jak WAM
              nie jestem tak bogaty jak WAT
              nie jestem tak wygadany jak WAP
              nie jestem tak jednoznaczny jak WAR
              w borach wyrastających z klatki piersiowej
              odnalazło się serce wciąż żywe
              Polsko pokazujesz im wszystko co masz
              nawet to tajemnicze „sza”
              to mnie ustawia w pozycji gwizdka
              na sowieckiego psa
              tylko on to słyszy
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* STAĆ*
Kto wie, co stanie się na tej ziemi
gdy braknie manifestu
dziś walczą wszyscy
i głupieją
choćby tak jak wczoraj i ja
Warszawy o mały włos nie pokochałem
gdyż objawił mi się w hotelu Goj-Samarytanin
Fabryki pracują na pół gwizdka
kominy dymią na pół gwizdka
traktory zdobywają połowę wiosny
a „Polityka” się rozpisuje nad upadkiem kultury
w domach i pałacach kultury
ośmiesza ośmiesza roboli
wie wszystko bez manifestu
tylko minister i agent nie wiedzą nic
pod transparentami pod transporterami
chociaż poeci piszą samą prawdę
na murach 
Kto wie, co stanie się na tej ziemi
jutro, gdy braknie manifestu
szatan rozpocznie rzeź w ich imieniu
tylko na to przecież ich
STAĆ
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
                    W hałasie myśli staję się optymalny
                    w blasku złudnych słońc
                    służę narodzinom służę pogrzebom
                    w kompletnym przebraniu
                    na całość poszły moje ręce i nogi
                    widzę tyle słońc ile podminowanych lub zatopionych
                    dźwięków z gitary wydobyć możne wbijając wzrok w struny
                    w natężeniu złości staję się optymalny
                    z ziaren piasku nikim
                    zabawa lub bijatyka z paczką papierosów
                    musisz prosić zwariowane postaci ze swych wizji
                    ale na nic to się zdaje
                    nikt nie jest zbyt mały by móc uwierzyć
                    noc staje się o wiele mniejsza gdy nazywasz siebie nikt
                    składają się w jedną całość meteor i rzeka
                    chociaż są po przeciwnych stronach widzę je razem
                    biegam tu i tam zataczam koła
                    wyszydza mnie niewola kracząca z rana
                    przestaje być wszystkim
                    także antymaterialnym śmiechem i łzą
                    niewiedza samotorturuje się
                    niech poczuje samą siebie
                    wtedy pozwoli ciasnym ciemnościom powiększyć się
                    do takich rozmiarów że ja i ty będziemy mogli bez lęku rzec
                    jeszcze jeszcze raz
                    balon głupoty nadął się do maksymalnych rozmiarów
                    zaraz pęknie a wtedy wielkość rozsądku
                    będzie emanować z dna wspaniałej złotej szklanki
                    dla ciebie dla brata
                    hałas słów wymową jedynego słońca
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
               * ppppppp *
               Ppppppppppppppppppp
              Ppppppppppppppppppp
              panując nad sobą w nadodrzańskich lasach
              trzymam straż na przesiece
              panując nad sobą w nurtach Wisły
              pilnuję wypchanego siarką smoka
              panując nad sobą wśród traw Połoniny
              opiekuję się porzuconymi dziećmi
              panując nad sobą w wielkich kombinatach
              spisuję sukcesy i osiągnięcia
              panując nad sobą w ośnieżonych lasach Tajgi
              nie cierpię dla samego cierpienia
              panuję nad jego wymową
>>>
 DSCN0010a                             
*Miniaturowy człowiek *
Ulepiłem z gliny swojego miniaturowego człowieka
tchnąłem w niego swoją duszę bez cienia bez blasku
nie licząc na bunt
Gdy mój stworek zbudził się zaskoczony w moim pokoju
nie mógł długo uwierzyć że żyje naprawdę
że tak się boi
wymyśliłem też nazwę dla niego: „Pointa”
Miecz Damoklesa nad nami – tak odezwał się
gdy on popatrzył w górę na mnie i wejrzeliśmy sobie
głęboko w oczy – Pointa – pomyślalem, fakt
po chwili już myszkował po kątach
szukając swojego miniaturowego komputera
Stworzyłem takie coś by móc wyzwolić się z okowów lęku
które przypadną jemu
życie moje składało się dotąd z przebaczeń
za każdym razem coraz bardziej szokujących
jak paniczne permanentne ucieczki
Jest taki nastrój pełen grozy gdy otwierasz oczy
i jesteś pewien że tym razem to już koniec
każde przebudzenie tak straszne
pośród oddalających się od siebie ciężkich kropel nocy
rozpraszających się w ciemnościach
planet czarnych ognia chłodu cienia blasku spopielenia
gdy budzisz się w ramionach dziewczyny i stwierdzasz
że to neurotyczne Nieznane zamknęło się kopułą
kamienną bazyliki lub stalową czołgu
nad twoją biedną bezbronną głową wypaloną
Zrywasz się chcesz pytać – co jak gdzie dlaczego
chcesz uciekać – wiesz że giniesz ostatecznie
to przebudzenie jest ciągle w tobie jak przegrana
twoja wielka jak oczy które przestały ci służyć
Stworzyłem małego człowieczka tylko po to
by pozbierał części mojej osoby pogubione
lub oddane nicponiom w zastaw
przechlapane pod mostami z motylami świata
Nie liczę na bunt ale chcę by był on przypomnieniem
by był dla mnie kwiatem który pozwoli się zerwać
jeśli zjawi się ta jedyna dziewczyna
pająkiem tkającym szczęście w pulsującym wnętrzu
mojej dokuczliwej wyobraźni
nabrzmiałej ideami
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA                         
Czekam na stworzenie nowego świata
jego matka wzbiera wielkim atomowym bólem
wszyscy ludzie są rozgrzeszeni
moimi przyszłymi i obecnymi klęskami
oto ja w apatii oskarżam siebie
o popieranie śmierci
przez to, że nie wierzę w takie
męsko-damskie porody
Oto wszyscy ludzie oskarżają mnie to,
że nie zbliżam się do śmierci
że jestem biedny i głupi
że nie widzę słońc nad sztucznymi górami
Sześć razy stanąłem w narożniku jak bokser
wypchnięty tam siłą przez ideę
ona ta sama malująca się przed lustrem
stała zawsze naprzeciw
idea dopingowała mnie –
tak: musisz walczyć o swoją wybrankę
ona marzy o tobie – ale ona widzi ciebie
na szczytach 
cóż idea wiecznie żywa
cóż jeżeli umrę to tylko
dla niej
>>> 
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wystarczy spojrzeć w telewizor
by dojrzeć samego siebie
ona przeszła dziś taka szara
zdradzona by usiąść przed kamerami
ja dopadłem ją, gdy była u drzwi studia
wyznałem jej miłość
która poraziła ją i obezwładniła mnie
gdy była już na wizji
patrzyła przed siebie jak dama
gdy pojawiła się na ekranie
była taka, jaką chciałem widzieć
miała coś z mojego spojrzenia
przeczytała coś o papieżu
>>>
DSCN1173a 
* Moje szczęście, że ciebie tu nie ma *
Jak twoje krople potu
tak są moje łzy
ktoś chciałby je zliczyć
jak słone gwiazdy
nie mówię o tobie nic
bo jestem jednym z wielu
którzy cierpiąc prowadzą ten świat
co prawda nie do zguby
ale nie wiem tak naprawdę gdzie
nie mogę mówić o tobie
bo ciebie nie ma tu
dlatego są łzy jak deszcz
moje szczęście moje piastowskie szczęście
że ciebie tu nie ma i myszy
i osioł i ptak i korona dwupłciowa
ty jak wszystkie ukochane choć niezbyt czeskie
z nóżkami jak łanie z piersiami
jak gołąbki z delikatną skórą opalonych ramion
jak pieczone gołąbki w garści
dojeżdżają co wieczór małymi Fiatami
robiąc rundkę na moim podwórku
tak tak odjeżdżają, gdy mnie
robi się niedobrze i jakoś mdło
by prowadzić świat do zguby
nie mogę przez nie pracować
pozostawiają mnie samego
i nie mogę zbyt długo pisać
bo pocę się, płaczę i palę nad miarę
swych dwudziestu paru lat
a ponadto piję co wpadnie mi w ręce
wodę na początek
chcę powiedzieć tylko jeszcze
że bardzo lubię kozie mleko
i piję je na koniec
dobrze, że ciebie tu nie ma
łzy wygrywają
nie poprowadzę świata do zguby
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pręgnier pręgier pręgielar PRĘGIERZ
Sakwojaż sekwoja Krakównolepie
Ty i dziesz Ja tylko Ja dę
powtarzam powtarzam sięgam odą
po Radiokomitet w wakacje
Brzegi lasy sięgam po taśmę
Nowa Anglia jest moja Ojczyzną
Polska jest ojczyzną Rosjan
Rosja nie jest moją szansą
mierzę obliczam oblicza
Grecja jest moją kołyską
Japonia korektą Rzymian
„Błogosławieństwa bolszewików” to rodzaj miłości,
której szukam pod kamieniami książek o kosmitach
kolejny szyfr „Ooh” – tytoń chmielak eksplozja szyszek
Nie pytaj mnie historio o to czego nie wiem
ja i nie wiesz ty
przyszłości żono bądź kochanką dzisiaj
kochaj mnie jak przelotny ptak
poruszając skrzydłem
rozbujaj horyzont moich rzęs
słoneczne promienie liceum rozpraszają się
w moim ciemnym gabinecie tęsknoty za zachwytami
wywracam pylony komitetów
rozbijam szpalty dobrochcącej prawdy
wysychajacej w marsjańskim krajobrazie 
jądra zguboołowiu w bezpiecznikach
opijam towarzyszki myszy i wpuszczam w maliny
la la Remp tera ra rwa pter
tu ja rie te te te tjn aat
wyjdź z zegara śpiewaj ze mną
jeśli jesteś chochlikiem nazwę cię Alfred
jeśli jesteś mały jak skrzat nazwę cię Manchester 
jeśli gnomem nazwą ciebie twoje jaskinie jak chcesz
tu zmienisz nazwę na Pink Floyd lub Yes
Karuzela lat współcześnie współczesno współczesnych
karuzela nie obraź się Cenzuro to niechcąco chcąco
dławiąco rozwiązywalnie
cóż doszedłem do drzwi nie boję się najśmielszych głupców
doszedłem do samobójczych wzruszeń Jimiego
i popatrzyłem nareszcie w przyszłości spokojnie
poprzez jego oczy przyszłości
pręgierz przygotowany 
Rosja obnażona
>>>
DSCN2031a 
Pot leje się po murach odkrytych spod tynku
krew leje się po półkolach półliniach półpłaszczyznach
bebechy przykrywają półpunkty
 
Wszystkie pingwiny wychodzą nagle z olbrzymiego mózgu
i tworzą krąg
śpiewają jak ludzie na małym podium lub scenie
Prawda to ich piosenka
Sznur Dunajca
to owacje płaskorzeźb
Pingwiny to zamachowcy
lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych
Woda chluszcze wokół nie mogąc wedrzeć się do wewnątrz
 
Podwodne echa coś jak horror terror konfrrontacja
pedały służą do rozpędzania pojazdów
dywany latające kwadrygi sny wzmacniaczy tysiącwatowych
sny o przygotowanych uszach
wyrywać zgrzebne fakty upodlenia
przedstawić je na forum ONZ choćby tak:
„On ją katował miłością ona zadręczała go miłością
zakochali się na śmierć w Świętochłowicach”
 
Wyjdźcie wszyscy przed dom, który płonie
popatrzcie na tę zapałeczkę popatrzcie na tę pochodnię
na dzieło cywilizacji
zapraszam na pieczenie Barana przy okazji zagrzeje się Lew
i Szwajcar, który w ostatniej chwili wyrwał drzwi i uratował je z pożogi
podejdźcie struchlali ludzie do ognia
popatrzcie z zewnątrz na swoje społeczeństwo
Yo – wielka rana to wielka zasłona
nie chcę presji nie chcę ucisku nie chcę pieszczoty
nie chcę być łaskotany nie chcę być dotykany nigdzie
w oczy serce język i nawet w piętę
Niech oczy przyszłości wypalą swym spojrzeniem
ranę w moim sercu
jak niezatarte wrażenie lub piętno 
Ruch zgrzyt cudowne cielsko rakiety w swej erekcji
porusza się jedną setną sekundy zamiera znów
jestem poza mną i pożywiam się rakietą w musztardzie
kolebko indiańskich cnót łowco myśliwy
powiedz do aniołów wśród ludzi to dopiero jest porządek
nie taki jak w waszym półświatku
strażak ratuje wszystko
mój skorpion cofa się ale do wejścia
zresztą do wyjścia wyjść nie wyjdziesz
tylko się nie bój mojego skorpiona drogi czytelniku
spójrz oto cmentarz Lema Buddy Lenina
spektakl Nowaka Prousta Boruty
spadają latawce atomowe i nikt nie wierzy,
że jeszcze można się porozumieć
wszyscy się boją
Manifest płynie przez Atlantyk
Manifest przemierza Syberią
kocham mój stolik wyjmuję rękę spod niego
kładę na jego blacie
patrzę jak drżą mi palce dłoni
pod moim spojrzeniem uspokajają się
mój głód stygnie
moje dzieciństwo się kończy definitywnie
rampy świecą pośród rakiet i krów
prowadzę siebie i małe kotki biegnące za mną
słodki mój dom wieczoru
pracą nazywa moje wzruszenie
Idę idę z ręką podniesioną w górę
szczęśliwy zdobywczy ignorant mały ssak poprzez
GOBI KOŁO ŁODZI
>>> 
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
 * Na niedzielny poranek  *
Komentarz polityczny
nie jest dobry na niedzielny poranek
wstałem właśnie jak w każdą
trupionieczułą sobotę
i szukam w pokoju wsi
i szukam w łazience bojowych lotnisk
i szukam w kuchni karceru
no cóż, niedziela będzie faktem
postanowieniem
sobota już jest żalem i pokutą
Polityka radiowo-telewizyjno-gazetowa
swoje echa przysyła mi już od rana
a ja zbudowany z nich
jak w każdy dzień tygodnia
jestem zbyt świadom tego
że nie mam pracy
że nie mam umiejętności
że brak mi chęci
że sobotnia noc jest upodleniem
tak chciałbym śnić
o poranku bez polityki
o zimie bez polityki
o niedzieli bez polityki
chociaż
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
Panie starszy Panie dlaczego odpowiadacie po węgiersku
gdy moje komplementy i zapytania
dają się słyszeć po polsku
dają się słyszeć, dają, dają
czy aby na pewno?
Panie deszcz Panie wiatr robić to dobrze poetycko
tak to jest prawdziwa miłość
a ja nawet nie wiem jaką formę obecnie prezentuję
w waszych konkurancjach
Wiem tylko że rozkręcam się pod sam koniec akcji
co poczytwane jest za przejaw niesubordynacji
gwiazda spadła pikując w dół
ja śnię bo śpię ja śnię bo nie pracuję jak teleskop
to się udziela
Panie starszy obserwuj pan za mnie
ja zapadam po polsku w sen
równie niezrozumialy 
>>>
Twoje usta są tylko dla dorosłych
twój anioł się nudzi od lat
przesiadujesz wciąż na ławce obok jakiejś żeńskiej zawodówki
zamykasz oczy a w głowie twojej
mały kulawy psiak zdycha pod płotem
nurkujesz w puch znikasz tam nagi
i nie byłby sobą gdybyś tuż przed DTV
nie wystawił na świat wskazującego palca
ponad powierzchnią tej miękkości
tej ułudy bezpieczeństwa
>>>           
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
Mewy znajdują sobie miejsce w twoich oczach
tam wiją gniazda i szybko wydają potomstwo na świat
gdyż jesteś taki niecierpliwy
Oracz całe twoje plecy zjeździł już swoim Ursusem
a ty upierasz się że twój mózg jest świeżo uprawionym ugorem
oracz upiera się że z tym to on nie ma nic wspólnego
seans telepatyczny to w stylu Mickiewicza
seans filmowy to w stylu Ziemowita Siemomysła Mieszka Lestka
Piasta i całej Ameryki z jej indiańskim jazzem
zależy od rodzaju podniety
Bocian jako uogólnienie jest symbolem
nie możesz jednego słowa powiedzieć o sobie
jako o świecie by nie podpierać się przedmiotami z duszy
lub przedmiotami z natury
zbieram okruchy niedojedzonego chleba
jestem tym którego wiecznie swędzi skóra w różnych miejscach
nawet od wewnątrz
jako nędzarz i włóczęga napawam ludzi strachem
nosząc pełne chlebaki odpadków
przyuczony byłem do zawodu piekarza ale mój chleb
ze sproszkowanej stali był ponoć niejadalny
w każdym razie nie był kupowany
sól sypałem wprost do oczu kupujących – może dlatego
Twoje myśli pociągowo-helikopterowe trącą starożytną doskonałością
życie w ogniu ma sens jak coś co daje się poznać
przez ból i skutki
Filozofia i tak w końcu jest kotem
który bez pracy staje się pupilem
dzięki małym mechanicznym lizusom z których się składa
kot jest trudny do zabicia przez dziecko
taki to podły wolny okruch
ale jak kot może porwać gołębia pokoju
tak mewa wojny może porwać kota
 >>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Obezwładnia ogrom uczuć *
Obezwładnia ogrom uczuć
i pracy nad ich przemianą
dziewczyna to nie orzeł
grzyb jak stek
sen to wielki pochód
chodźcie za mną
już nie długo spadną okowy
gdyż wszyscy razem to wolność
i kobieta i dziewczyna i uczennica
samopoznanie przez samomocowanie z telewizją
trzeba kochać pod osłoną nocy
głosy z horyzontu głosy ze ścian
tablica i pociąg
niezrzęte zboża lub kopy kłosów
w niewoli śmierci kosmosu
wieczny spoczynek wojny
ona cię kocha
tu szkoli się na Cerbera
wątpi w świat wątpi w samomocowanie
boli wielkość kagańca
a nie jego ucisk
świat w Noc Świętojańską jest filmem
o korupcjach polityków
czynach lubieżnych sędziów
piersi chudych wiedźm
nóżki dziewczynek
chudziuteńkich jak przebiśniegi 
słodycz gorąca
pal który kojarzy się z wężem
ogień trzeba nieść czasem przez krainę lodu
patrzeć na małe życie
wielkich miast z wysokiego marginesu
wypalonych oczyszczonych
trząść się nocą słuchać nocą
i któż z państwa zaprzeczy
że świat przeżyje bez religii miłości
w katakumbach uczuć
i cóż – jest w każdym to cmentarzysko całopalne starszyzny Wolinian
to fascynuje jak Noc Kupały
korona Kazimierza Wielkiego odnaleziona w Palmirach
rodzina która walczy z komunizmem w Wietnamie
potwory choćby takich codziennych dziennych dzienników
nieobecnych fabryk kombinatów azotowych stalowni stoczni
znów pogańskich
zbliżają się wybory a tu krzyż zobowiązałeś się nieść
wejdź chodź bądź
mój czysty świetlisty bursztynie
wybieraj w ciemno
jak tu wszedłeś
kto tu wszedł –
bezgrzeszny do K.C.
ten zobaczy czasu
– koniec
>>> 
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Stan ducha Polski  *
Mam obowiązek opowiadania w prostych słowach
o swym życiu w ucieczce
jestem zmuszony zrozumiale wyrazić stan ducha Polski
kluczącej w miejskich labiryntach i lasach pogardy
Och jakże ja płonę a ona jest taka zimna
muszę mówić o troskach i kłopotach codzienności
idealizm za mnie nie chce tego robić
policja jest na moim tropie
płoną mi skronie co może mnie zdradzić
płoną mi włosy chowam się za komin na dachu
uciekam ulicami polskich miast
krzyczę na cały głos – wolność
uciekam z niewoli myślenia o codzienności
biegnę drogą wielkiej przemowy
Oni są już na moim tropie 
tak często się boję
wtedy nie mogę wypowiedzieć jednego słowa
wtedy w takich sekundach ciszy
wielka trwoga ulega idealizmowi
asfaltowych nawierzchni
zostawiam wytpione ślady
zastygające na wieki
układające na ulicach słowo:
wolność
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Na Podlasiu  *
Na Podlasiu bieda i przepiękny poranny krajobraz
nad polskim morzem po wielkich burzach ruiny kościołów
poeci myszkujący wśród wydm
szukający na plażach legend współczesności zamkniętych w muszlach
na Świętym Krzyżu sama rozkosz dla oczu
aż do Kielc widać historię i gołoborza socjalizmu – oby tak dalej
w Warszawie same skażenia i nastrój rodzącej się kultury
małych bezsensownych elementów w brzuchu i przestrzeni
nad „Soliną” romantyczni drwale walczący ze sobą
w stylu kung-fu pod budką z piwem
na Żuławach śniadanie plus deser ciekawostek atmosferycznych
na Rynku w Krakowie coraz mniej wolności za to
w słońcu przybywa prawdziwego piękna
w zielonogórskim kombatanci świadczący o krzywdzie
jaka dzieje się starym i biednym Kościuszkowcom
ale także o tym że Polska była tu i będzie biedna
w Częstochowie raport służący profilaktyce
zabezpieczający przed niepokojącymi myślami
o emigracji do Związku Sowieckiego
ten raport świadczy o tym że wszędzie tam czyha
wspaniałość której nie widać
której nikt nie dostrzega
która nie może być duchowa
to pewnie jej nie ma
 >>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* O szybkostrzelna *
O szybkostrzelna Pani w czerni
czyżbyś była tą wyśnioną za dnia
zręby cywilizacji to są ramy
w których mogę cię widzieć i poznać
wstępujesz w moje serce od kilku dni
zbliżasz się do moich ramion
i cała w czerni stajesz się coraz jaśniejsza
a wokół linie i krawędzie ciemnieją
prowadzą twoją miłość coraz bliżej bliżej
same znikając
widziałem cię kilka razy
o wszechpędząca Greczynko
tak blisko jest nasz wspólny kołczan
dobra śliczna narkotyczna mityczna
boję się gdyż za chwilę dowiesz się
jak wielki będzie ten nasz lot
o najcudniejsza zaraz zobaczysz
jakim jestem cierpiącym celem
od wielu wielu godzin zbliżasz się
po uwlonieniu cięciwy
zechciej tylko rodzić się gdy ja będę umierał
a to tysiąc razy na sekundę
bądź w swej czerni
przytul się wreszcie do mojego serca
o strzało drżąca w sercu
spadająca z zenitu
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
 *Kończy się miasto *
Godzina strachu po której kończy się miasto
z równoległymi ulicami widzianymi z okien
z parkami prostych zielonych drzew
ze sznurem zorganizowanych w wielkomiejskim ruchu
samochodów
Kończy się schemat a zaczyna życie
gdy nagle nie musisz mówić
nie musisz ruszać rękami
ani zastanawiać się
możesz tylko wówczas leżąc nieprzytomny
patrzeć w niebo mając mocno zaciśnięte powieki
gdy miasto czeka na pociski atomowe
gdy wieś czeka na stalowe gąsienice czołgów
sen to jest prawdziwe czuwanie
Gdy kończy się ta godzina strachu
noc staje się niskim planetarium
przyszłości i szczęścia
seansem co dwie godziny
za pięć złotych
>>>
?????????? 
 * Cienka nić cierpienia *
Tak trudno jest zrozumieć
że ta cienka nić cierpienia jest koniecznością
chociaż się rwie
jak zwykłe życie
twoje słowa są o wiele mniej potrzebne
by zrozumieć dziś bardziej jutro
nie zmieściłem się w jej kryształowej formie
pojęcia ukochany
nie mogła być ideałem na który patrzy się
w pozycji wertykalnej
Starsza mężatka choćby zdziwiona
gotowa dać mi cały swój raj
choćby w kinie
biorę jej dłonie w swoje i kładę sobie na kolanie
wtedy panika ogarnia tłum mężów
na myśl o tym teraz dostaję epilepsji śmiechu
jak wywiodłem ich w pole
Jedna kobieta oddała wszystko
i odeszła nie zaspokoiwszy mojej cierpliwości
taka wspaniała w swej wierności
inna kobieta stanęła na placu boju
by sprawdzić że czuję się jak embrion
że tysiące razy w myślach wślizguję się
do jej matczynego łona
by tam skulić się jak płód królika i zasnąć
czekając na prawdę o miłości
tak bojąc się krematorium moich myśli o jej ciele
tak pragnąc samej siebie w ogniu
odwzajemniała pożądanie doprowadzając do zgodnego
– to nie ma sensu w tej chwili, poczekajmy
patrzyła na mnie zdradzając swe życie przyzywając
odchodzącego
taka zbędna jak mój wstyd
Paliwo bólu jest potrzebne by bomby mogły powstać
by miłości imperium mogło
obronić się przed modami zła
bez cierpienia
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Koń przeskoczył Wołgę  *
Nie wypuszczę cię tak jak Liv Ulman
będziesz moim pawianem kukurydzo
ty pijaku – bijatyki urządzasz w wagonach
bezpieczeństwo Państwa narażasz
nie będę tolerował twojego lekceważenia
miesiąca filmu radzieckiego
jestem wiatrem wiejącym od huty Warszawa
koń ma rogi które wyprostowały mu się
naprawdę
mrużył wtedy oczy i kupował bilet do kina
na film Bergmana
cieszył się gdy czytał w gazecie
że świat czeka na jego pokłosie
listonosz zanotował: bije dzwon, mąż bije żonę
pantoflarz bije pianę, zomo bije szyby w kinach
a wojsko się buduje na trybunach
Papież jest autentycznym facetem –
powiedzieli tak w „Monitorze Rządowym”
– ale był przecież aktorem
świat zaznacza swą obecność piosenkami
nie w ciszy nie w ciemnościach
ja lubię kolory i młode zespoły punkowe
dlatego nie rozumiem dlaczego mogę się
porozumieć w sprawach światowych
tylko z podstarzałymi generałami
nie to nie był samiec
nie to nie była muza
nie to nie był aktor
pozostały pytania z pierwszych rzędów
i to dlaczego nie daje ci to spokoju?
koń przeskoczył razem z jeźdźcem
Wołgę i Don ruszył na zachód
a za nim na taczance naga Liv
jak Breżniew przykazał
>>>
DSCN1840aa
Mały dwuletni szkrab
przychodzi do mnie co dzień
z prośbą by założyć mu słuchawki na uszy
i dać chwilę psychodelicznej muzyki
Gdy idę mu na rękę
jest wyraźnie ukontentowany
rytmicznie porusza małym kolanem
uśmiecha się i słucha
ma kłopoty z mówieniem
ale wydaje mi się że chyba rozumie
tę muzykę i tamte czasy
Dziś siedzę sam z bólem głowy
po nocy pełnej koszmarów
psychodelii socjalizmu powszedniego
czekam na to dziecko
kiedyż wreszcie bez pukania
uchyli drzwi mojego pokoju
i pojawi się znów w progu
jak zwiastun elektrycznej wolności
>>>
Polanczyk oboz zegl 070802 32a
Papież na tle Domu Partii w Warszawie
otoczony Tygrysami wyglądał wspaniale
zachwycił mnie gdy wjeżdżał
razem z nami w Nowy Świat
Papież wystartował z Balic samolotem
i oddalił się ponad górami do Rzymu
setki komandosów deptały
ten sam pas startowy wcześniej i później
bezskutecznie szukając odpowiedzi
na pozostawione przez niego pytania
tyle razy zachwycali generałów
wkraczając w dwóch rzędach
na ciemne rampy spuszczone
z tyłu samolotów
gdy znikali w otchłani wojny
pod ogonami samolotów desantowych
i nie znaleźli odpowiedzi na pytania
pozostawione przez jednego zgarbionego staruszka w bieli
Czy teraz tak jak kiedyś
chcemy zachować pokój
gdy rosyjskie i niemieckie łapy
szukają naszych rąk by pogratulować
poddaństwa
gdy Partia szuka naszych rąk
do odrąbywania
gdy Bezpieka wciąż otwiera
nowe rany w umyśle społeczeństwa
gdy u nas coraz mniej ludzi
mających nadzieję
Szaleńcy szaleńcy wołał Papież
nie wolno w zachwycie nad materią
wywoływać wietrznych gonitw grożących
śmiercią narodom
nie wolno prowokować wiatru
w oczach w sercach
które staczaja się w rozpacz
jeżeli nie potraficie odnaleźc odpowiedzi
którą on niesie
 >>>
DSCN4638a 
* Natchniony *
Gdy byłem natchniony
napisałem do ciebie list
śmiałaś się z niego długo
jeszcze teraz słyszę twoje spazmy radości
gdy byłem natchniony
oryginalne piękno odkryłem w miłości
i opisałem ci dokładnie
cień za twym lewym uchem
który pokochałem i który pożądam
pamiętam jeszcze twoje krótkie słowa
i dziwne spojrzenie
uwierz byłem natchniony
musiałem o tym napisać do ciebie
i cóż z tego że miałaś inne wyobrażenie
o mnie i moim uczuciu
teraz gdy już tyle godzin jestem sam
gdy wracam do domu w apatii
gwiazdy sypią się na moją głowę
na wielkim nocnym niebie
znacząc ogniste smugi od horyzontu po horyzont
wszystko co żywe wstawia się za mną
wszystko co natchnione
a ty tak kochałaś mnie
lecz ja napisałem ten list
w którym prosiłem ciebie o to byś choć przez minutę
stała naga na ruchliwym skrzyżowaniu
trzymając w ręku małą gąskę
lub oddała mi jeden swój sen wzamian za jabłko
Byłem natchniony gdy żądałem słońca wody i wielkiej ryby
w której mógłbym się skryć
a ty tak bardzo przestraszyłaś się mnie
taki wstręt wywołał w tobie mężczyzna
któremu drżą ręce z natchnienia
Śmiałaś się ze mnie związanego powrozem
jak jagnię gotowe na rytualną śmierć
Oczekiwałaś krwi a nie obrazu
ty boisz się ryzyka nieskończoności
a jestem tylko krzyżem łotra
dziś gdy natchnienie rozwiało sie jak mgła
a gwiazdy wszystkie już spadły
podobałbym ci się znów
taki głupi i spokojny
 >>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Po latach odkrywamy siebie na obrazach *
I tak w ciągu wielu lat
nasze noce zmieniają się w dni
komentarze przestają dokumentować cokolwiek
kolaż z serca i faktów trwa wiecznie
i tak w ciągu wielu lat
nasze domy maleją
wyrastamy z nich
chodzimy wśród nich jak wśród zapałczanych pudełek
ale za to patrzymy jaśniej pewniej
zimniejsi starsi o historyczne lata
których nie poczuliśmy dziecięco
i dlatego dziś nie rozumiemy
tak w ciągu wielu lat
tworzymy swoje kolaże
po latach odkrywamy siebie na obrazach
przyrody wojny miast rządów
odklejających się powoli
od prawdy
 >>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tam pod gwiazdami żyją prawdziwi ludzie
udaj się tam a znajdziesz przyjaciół
tam wysoko gdzie mgła naszej drogi
są prawdziwe uśmiechy i prawdziwa radość
zabierz swoje usta i usta wybranki i zanieść je tam na zawsze
Tam gdzie te wielkie złote kule i srebrne okruchy
szczęście poznania koi smutek podróżujących wolnych Arlekinów
stań się Arlekinem
Pomiędzy tym wszystkim co złudne żyjesz wierząc
że gdzieś w otchłaniach stoisz zagubiony
lękający się lecz niezłomny
a może dumnie wypełniasz narzucone przez noc obowiązki
odwrócony tyłem do światła
Czy stać cię na to by wziąć rozwód z ciemnością
rozbić to perfidne lustro odbijające ziemię w deszczu
oderwać oczy od wysokiego mniemania o sobie
i zacząć iść pod górę samotności
gdzie mgła naszej drogi stromej
w której zagubi się smutek
>>> 
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Miłość poza nawiasem *
To tylko miłość
znak
to miasto nad jakąś rzeką
to pochylony nad stołem człowiek
słońce czerwone do połowy
skryte za lesistym wzgórzem
zachodzące nad lotniskiem i portem
znak
to tylko znak
miłość poza nawiasem życia
miłość jak zwiastun nowego życia
możesz tylko patrzeć obserwować oceniać
ekscesy światła słonecznego
gdy zamykasz oczy wiesz tylko jedno
gdy naprawdę kochasz
w twojej duszy nie ma nic innego
wtedy wiesz – to tylko miłość i ona
symbol słońca
cały ty wówczas jesteś znakiem
tylko patrzysz klasyfikujesz sytuacje
szufladkujesz ludzi ogrody dworce kolejowe
to tylko miłość i ona
akadyjska alfa i grecka omega
to żebrak w przejściu podziemnym
to rozpacz w domu samobójcy
to rozpruty spadochron
to pierwszy wystrzał na Westerplatte
widzisz tak dużo rzeczy ukrzyżowanych
i czujesz że cały jesteś wielkim zwiastowaniem
a to tylko ona i miłość
z którą nie wiesz co począć
którą zwrócono ci przed chwilą
lub już w dzieciństwie
ziarenka piasku drażnią cię jak małżę
zaszczepione w twej głowie 
pył złoty gryzie w oczy
patrzysz na świat rewolucyjny obcy
i porzucony nad Wisłą trzymasz w dłoniach
coś co będzie jak symbol jak znak
cokolwiek by to było
a na razie jest palącą jak samotność miłością
to tylko miłość i ona
oni kłamią mówiąc to zaślepienie
i uwielbianie samego siebie
a ty wiesz to ona i miłość
to zapomnienie o cierpieniu i śmierci
to znak nieznośnego
ale jednak życia
>>> 
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
 * Małpy w oknach pałacu *
Człowiek przed białą bramą oczekiwania
krew w jego żyłach
koń koloru fioletowego na zielonym królewskim tronie
małpy w oknach pałacu
korony na ich głowach
błyskawice zmienione w słowa wiszą na niebie
dziecko śpi na tapczanie
w jego śnie żywe istoty ludzkie
człowiek przed białą bramą z pękiem kluczy
klucze są zardzewiałe
oceany kołyszą się
na falach kwiaty czerwone
cała powierzchnia pokryta czerwonym kwieciem
czerwone płatki miotane przez wiatr
spadają bezustannie
aluminiowe wieżowce i dzwonnice cerkwi
za kratownicą ogrodzenia
łańcuch zardzewiały oplata bramę
człowiek patrzy na małpy w oknach
bezradny
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
*Srebrna mgła wieczornych ognisk domowych *
Pani Bogumiła Wander – spik. TV
W-wa Woronicza 17
Aniele Złotowłosy Cudowna Bogumiło
Wróciłem ze świata jak święty turecki
Teraz nawet Papieżowi nie mógłbym dać w łapę
chyba że chciałby zalegalizować nasz związek
jeśli na tyle jesteś wolna
Sąsiedzi wożą jakieś fotele dentystyczne (-)
dorabiają się kosztem sierot i pogrzebów jak hieny
Hitlerowcy mieli więcej w sobie „Gott Mitt Uns”
Zaczynam wstydzić się rodaków. Czekałem 10 lat Na co???
Żałoby tylko przybyło. Stoisko Palestyny w Poznaniu skromne.
Japończyków nie zdążyłem odwiedzić.
Na Targach była sznsa
Pewnie moja a ja drepczę wciąż SAM
Z Targów wysłałem ze 6 kartek
Nowe koce muszę kupić.
Względem czasów mej młodości – koni mamy 3 razy mniej
Tragedia! O Polskim morzu mówią same bałwany na brzegu.
Z podsłuchów idą sprawy sprzed 20 lat.
U Was zawsze aktualnie!
Namyśl się – po sezonie nie będę czekać.
            Pozdrawiam
            Jerzy Tytus Bezimienny
            W-wa 109 Baleya 14/75
– Podniosłem ten list z ulicy
i schowalem do kieszeni
 >>>
DSCN0900a 
*Robot zagubiony w rajskim ogrodzie*
Dziś doczekałem się chwili
gdy uniosłaś lekko sukienkę
klęcząc mogłem zbliżyć usta do dwu
twoich słodkich kolan
Poczułem się nagle taki samotny 
jakiś obcy we własnym domu
złapany we własne sidła
jakby wykpiono sens moich wojen
w jednej chwili olśnienia
spalono wszystkie kopie moich filmów
w jednej chwili nakłucia serca
Samotność dopiekła mi gdy objąłem
twoje kolana najdelikatniej jak mogłem
obudziłem się nagle wylękniony
w zupełnie obcym świecie
Pomyślałem że przed tym twoim gestem
przed katastroficzną wizją
wznoszącej się w górę sunącej
po jedwabnych pończochach sukienki
może uratować mnie już na w pół martwego
pożarcie wszystkiego jaśminu wiosny
zburzenie wszystkich galerii świata
zrzucenie napalmu do rzeki pełnej krokodyli
spalenie gwałcicieli nieletnich dziewczynek
sfotografowanie kwitnącego sadu pod śniegiem
Dotknąłem opuszkami palców twoich kolan
objąłem je i przytuliłem do swoich policzków
byłem wciąż samotny jak pies
zagubiony w rajskim ogrodzie
automatycznie sterowany robot
zaprogramowany przez ciebie
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
Na darmo mówią matki opuszczonych
na darmo mówią dzieci bez twarzy
tajemnice w wielkich bunkrach odwagi czają się
jesień jednego jedynego popołudnia
na darmo krzyczy za oknem
nie słychać tu by śmiał się klown
nie słychać by płakał pierrot
nie słychać tu nic
pokonany przez siebie samego obywatel
tajemniczego systemu trwanie
już nie odpowie nikomu
>>> 
DSCN1559a 
                    * Gorycz *
                    Trącała co chwilę w ramię swego męża
                    patrząc na moją twarz
                    mój duch miotał się
                    jeszcze w polemice z ciałem
                    które stygło już w kilka godzin po śmierci
                    oczy otwarte nie dla ciała rejestrowały
                    już gdzieś w niebie gesty wszystkich kobiet
                    a nie tylko tej jednej stojącej w błocie
                    teraz pokazały się wszystkie na wieść
                    o moim fantastycznym finale
                    zamężne kobiety trzymały pod rękę swych mężów
                    a nastolatki obejmowały swoich chłopców
                    każda z nich szeptała coś do ucha partnerowi
                    cisza wokół mojej nieobecności wydała się pełna dźwięków
                    cisza będąca prowokacją
                    zawsze marzyłem o tym aby nie były to słowa
                    aby treść rozbłysła w płomieniach świec
                    gdy chłód spiął mnie tak bardzo
                    przestałem być wolny
                    począłem rozpaczliwie szukać piękna na twarzach kobiet
                    niestety nie znajdowałem go jak dawniej
                    pierwsza dama poczęła szarpać niecierpliwie
                    za rękaw stojącego obok mężczyznę
                    on i inni wokół chcieli jeszcze zostać tutaj
                    by patrzeć na moje ciało
                    kobiety nie pozwalały im
                    coś tłumaczyły coś perswadowały
                    podniecone starały się odciągnąć ich gdzieś na stronę
                    moja nieświadomość dominująca już nad wszystkim
                    stała się potężnym podżegaczem
                    mój duch z goryczą wdarł się do Nirwany
                    pozostała nieopisana tęsknota
                    za życiem na ziemi
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
                    * Kiedy pada deszcz *
                    Kiedy pada deszcz wyję jak pies
                    dziś będzie padać
                    burza łamie już las swoją filmową wichurą
                    myśli wymiotła w górę
                    zdania splotła z boskimi galaktykami
                    zmieszała z szakalami
                    łuk tęczy zaświecił diamentowym buntem
                    rewolucję wody rozbił na frakcje łez
                    nitki ciemności splotły powróz światła
                    u wrót harcerskiej krainy zaczęła się
                    rozmowa o ryzyku
                    tyle jest światów ile w ciele mieścisz dusz
                    tyle masz kłopotów ile sam wywołujesz burz
                    ile ich stworzysz z gradu i śliny
                    kiedy zaczyna siąpić zbieram się do kupy
                    i wydaję przeciągły ryk
                    ryk lwa z gardeł pojęć absolutnych
                    echo odpowiada w jelitach
                    Sophia ostatnio nosi okulary
                    trochę przytyła, można powiedzieć, że rozrosła się w biodrach
                    gdy deszcz na nią pada skacze przecież żwawo
                    przez kałuże w swym czarnym skórzanym płaszczu
                    z postawionym kołnierzem
                    skacze przez kałuże krwi
                    drzwi jej domu nadal stoją dla wszystkich otworem
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
              * Sen symbol wieczności *
              Rozłożył ponakładane na siebie nagrobne płyty
              jak talię kart
              spojrzał na wypisane na nich nazwiska władców
              odkryte wnętrza grobów pokazały brunatną plazmę śmierci i
              kołyszące się w kamiennym pojemniku zżarte żuchwy
              na moment rozwarły się szczęki ukazując sen
              by po chwili zatrzasnąć się w czasie
              Na jednym z mózgowych płatów wyrósł kaktus
              ktoś powiedział, że i na pustyni można się kochać
              przywoływano więc piaskowe burze
              Ile takich pojęć jak dusza i sen jest dostępnych
              materialistom
              Granicą jest czarna listwa
              granicą są niuanse pastelowej czerni
              granicą jest czarna papuga
              granicą jest cyferblat zegarka świecący jak zmierzch
              granicą jest muza w pelerynie z kruczych piór
              granicą jest dziecko z pióropuszem na czarnym szyszaku
              Potoki samochodów sunących jak poduszkowce, które
              obserwujesz z góry
              nazywasz topielą cywilizacji
              Być ciągle sam – to twój dom fantastyczny
              mieszczący nie tylko twoją rodzinę ale i twoje
              ja
              Spuścił nogi z tapczanu
              i zaczął układać pasjanse z nagrobnych płyt
              w sobotę dziesiątego września 1983 roku
              z kart dały się słyszeć głosy:
              ja walet chcę być taki jak dziesiątka pik
              lub taki jak dwójka kier
              ja dama w tych stalaktytowych czasach widziałam
              jak król karmazynu opychał się kałem i pił mocz
              ja As twierdzę, że życie w dzisiejszych czasach
              jest równie ohydne jak śmierć
              ja król w tych zdradzieckich czasach widziałem
              rzeczy tak nieczyste jak zrodzony płód i jego matka
              Wojska zbirów i wojska łotrów stanęły naprzeciw siebie
              po obu stronach czarnej listwy
              przyprowadzili je  głupcy z notorycznymi wizjami
              błogostanu
              pomiędzy kolcami cierni jednych i kolcami kaktusów
              drugich
              dzieci zażądały wyliczanek prawdy
              Z pękniętego neutronu wydostały się zwierzątka
              z dawnych czasów wydostały się słowa
              z martwych głów wydostał się sen
              z niezasklepionych ran wieku wydostała się krew
              i rozlała się topiąc w czerwonym błocku czekających
              żołnierzy
              Politycy i generałowie przysięgający wierność kamiennym
              grobom dziś spojrzeli na nie poprzez sen
              i obwieścili, że to oni stali z tyłu,
              gdy Mieszko ślubował, Jan Kazimierz przysięgał,
              że to oni podtrzymywali ręce Prymasa
              w Komańczy  
              Złożył karty i rzekł:
              naród to nie tylko jeden mały wybaczalny grzech
              państwo to nie tylko spojrzenie Boga na groby
              sen to ukochany symbol lecz należy raz na zawsze
              oddzielić go od wieczności
>>> 
DSCN1359a 
              * Pytania dudnią w studni  *
              Co widzę?
              Co czuję?
              O czym myślę?
              O czym jeszcze nie wiem?
              Jak chciałbym żyć?
              Co słyszę?
              Co kocham?
              Czy tylko oni?
              Jak długo jeszcze?
              Co mógłbym stworzyć?
              Co chcę osiągnąć?
              Czym jest moja praca?
              Czego jeszcze nie znam?
              Czego się boję?
              Czy boję się siebie?
              Co we mnie jest człowiekiem?
              Czy tylko liczą się pot, łzy i krew?
              Czy może praca i ogień?
              Czy chciałbym uzyskać jakąkolwiek odpowiedź?
              Miotają moim papierowym stateczkiem
              rozkołysane oceany pytań
              Jestem, gdy nazywam głuche dudnienie serca
              w głębokiej studni mojego bólu
              ślinię koniec papierosowego filtra
              mamroczę coś pod nosem
              jestem w studni jaźni  
>>>             
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
              * Reaktory *
              Energia lingwistycznych reaktorów
              daje znać o sobie w czasie prywatnych wojen
              niebezpieczna i dokuczliwa torturuje, lecz nie zabija
              promieniowanie sensu odczuwasz jako ból bezpłodności
              i ból rodzenia
              energia listu wyrywa z procesu wielkich zmian
              może zepchnąć w kocioł bitwy białego z czarnym
              światło pada na mózgowe płaszczyzny kanonów i norm
              na kosmiczne równiny wiary i fantazji
              w buntowniczej komórce mózgu zmienia się w pierwszy
              wystrzał rewolucji
              Energia lingwistycznych reaktorów wywołuje wielkie
              zderzenie czasów
              jądra komórek emanują pragnieniami także wtedy
              gdy stoisz na poręczy mostu kołysząc się
              echo cenzury w końcu odpowie:
              „zgadzam, zgadzam się, już zgadzam się”
              Gdy już zastygnie wszystko w ciemności
              gdy przestrzeń oklapnie bezsilna
              gdy powietrze oblepi twoje apatyczne nieruchome ciało
              minie laserowa tortura
              i rozwiążą się języki
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA                                   
              * Sinawe mgły *
              Sinawe mgły jak haust zimnej
              wystudzonej herbaty nad ranem
              wiszą nad moim sadem
              zagrażają prostocie moich nienasyconych
              pustynniejących łąk na kuchennym stole
              okrążają mój dom i moją polisę ubezpieczeniową
              kawały miedzi które wypluły debiutanckie chmury
              kierujące się na zachód
              zaczerwieniły grunt wokół mego pałacu  
              okrzyki pawianów lub
              pozłacane kolczaste wokalizy z okładek płyt
              złotowłosy sen roztopił się w gorycz duszy
              mgły wdzierają się we wszystkie wrześniowe niedziele
              nakłaniają mnie do picia wina przed obiadem
              nakłaniają do marzeń
              modry proszek wdmuchiwany jest
              przez niewidoczne pory w szkle szyby
              słońce świeci przez zakurzoną szybę
              tłuste refleksy przeszkadzają mi w percepcji kosmosu
              srebrzysta rosa znika ze ściany
              w głowie powstają gotowe przepisy
              na omlety z elektronów
              słońce świeci na moją głowę
              boli serce przyprawione ziołami 
              ktoś taki jak ja tylko siedmioletni
              tańczy wokół tapczanu z garścią stokrotek
              coś jeszcze widzę coś jeszcze słyszę
              w tej mojej boleści
              wrażliwy na schyłkowe kolory lata
              powoli wyłaniające się z mgły
>>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
              * Ani jednej ciszy więcej *
              Ani jednej ciszy więcej
              wszystko jest obce w niej
              aż do samego punktu zwrotnego
              (tam jesteś ufryzowany jak przystało na lata kryzysu
              z uśmiechem który może znaczyć tylko „aha”)
              wrogowie podają ci budulec ciszy
              wtedy gdy wyciągasz rękę po chleb
              oni wiedzą że to tworzywo
              jakkolwiek byś pozostawił w nieładzie
              odtworzy zawsze całą historię grzechu
              pobawisz się jej miniaturową makietą
              potem odłożysz ją i powiesz
              ani jednej ciszy więcej
              Serce nie ma początku i znaczy tyle co złoto
              w jakikolwiek sposób zachowując się
              starasz się go szukać gdziekolwiek
              mózg kończy się tak jak kula
              lecz tylko wtedy gdy spotyka
              przestrzeń zupełnie niezamkniętą
              lub drugą kulę którą zapragnie pożreć
              Namawiasz wrogów aby cię nie opuszczali
              tak bardzo chcesz wypoczywać w walce
              co z reguły polega na wystawaniu godzinami w oknie
              lub celowaniu łzami spadającymi ci z brody
              w muszlę Venus
              Twoje światy to kule milczące
              dla nich otwierasz się i stajesz pozaziemski
              ulegając wrogom chcesz dotrzeć do prawdy
              AHA
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
              Coś wepchnęło mnie w gęstwiny bezgranicznych lasów
              strąciło w niebościenny kanion archeologicznych zmian
              zamknęło mnie w ogrodzie wysypiska śmieci
              sprawiło że utknąłem w krajobrazie sawanny
              zmienionym w skutek uderzenia jądrowego
              coś pozostawiło mnie pośrodku
              niekończącego się łanu pegeerowskiej kukurydzy
              nie mam sił by wydostać się z kamiennego nurtu
              rwącej rzeki
              słucham czy to coś mnie przypadkiem nie przywołuje
              chociaż nie wczuwam się w sytuację
              poruszających się samoistnie przedmiotów
              jestem jeszcze w takim miejscu z którego powrót ma sens
              (ziemia jest wciąż ciepła nie stygnąca w podmuchach wiatru)
              nic nie wabi mnie w krzyk
              nic nie wabi mnie w jęk
              centrum słów-dusz tak odległe
              że nie sposób zabrać tam nic oprócz twojego ciała
              ktoś jest ze mną w tej gęstwinie
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
              * Miłość *
              Jestem zakochany
              w spokojnym morzu
              godzinami wpatruję się
              w twoje odbicie
              unoszące się na fali
              łagodnie splecione ze sobą promienie słońca
              kołyszą się na powierzchni wody
              ciała powoli dryfują ku sobie
>>> 
DSCN1138a             
              * Zdrowiej *
              Porzucam jej karminowe usta
              dla brzęczenia muchy w żyrandolu
              ich smak dla przekrojonej na pół
              bułki w którą włożono talarek cebuli
              czy to dziwne? ależ nie!
              bułka jest okrągła a połówki są dwie
              słowo daję
              Pani spikerka przyjechała dziś do mnie z telewizji
              aby powiedzieć mi jak bardzo się mnie boi
              gdy patrzę na ekran to ona przed kamerą
              ledwo panuje nad sobą ze strachu
              więc ja się pytam
              a co mają powiedzieć małe dzieci
              wychowywane przez komunistów w duchu pokoju
              postanowiłem że będę mężczyzną
              i oddałem pierścionek zaręczynowy koledze z klasy
              tak powinien postąpić każdy prawdziwy mężczyzna
              lecz mimo to stać mnie wciąż
              na wszelkie rodzaje delikatności
              po raz drugi zafascynowany życiem muchy
              postanowiłem że porzucę pracę
              i będę odtąd obserwował tylko żyrandole
              usta widzę zaklęte w ścianie mojego pokoju
              a w innej wizji tłustą wielką piersiastą
              matkę Ziemię gotową do miłości z ojcem Kosmosem
              Pan Sen obruszył się na widok
              klasycznego przedawkowania napoleońskiego dzieciństwa
              i freudwskich zabaw w lekarza             
              nie wiem jeszcze co oznacza
              kogut z czerwonym grzebieniem
              w dniu 21 września 1983 roku po godzinie 23.00
              w garnizonie Kraków
              w jednostce wojsk desantowych
              w przykoszarowym internacie
              w głowie żołnierza
              i cały wagon-węglarka z dziewczętami
              załadowanymi jak jakaś drobnica
              stojący na bocznicy w Oświęcimiu
              kolejny pociąg pełen dziewcząt
              pociąg dłuższy niż tory przez całą Syberię
              pruje jak TJV po dnie oceanu
              podąża z Nowego Jorku w kierunku Europy
              w oknach twarze, obnażone ramiona
              Obrazki do malowania! Obrazki do malowania!
              jak kolega wymaluje zgodnie z wzorem
              to czeka go nagroda w Krakowie
              No a teraz napijmy się wszyscy piwa
              Zdrowie! Zdrowie! Zdrowie!
              na Woronicza              
              zdrowiej
              tylko w oceanie
>>>
DSCN4711aa
              * Rachunek krajobrazu *
              Początek
              kochamy swoją ojczyznę
              jesteśmy balonami wypełnionymi stygnącym powietrzem
              nie mamy ust tylko jaskinie
              przygotowujemy się do powstania matematyków
              chłopiec patrzy na dziewczynę
              ona go oczekuje i bardzo pragnie
              chłopiec to elektryczny dźwięk
              pędzący do jonosfery spełnień
              dziewczyna to smak pierwszej łyżeczki
              lodów migdałowych spożywanych w niedzielne popołudnie
              kiedy będą mogli się połączyć?
              Środek
              połączyć ich może zagrożenie kosmiczne
              już nie długo
              robi się przecież teraz bardzo niebezpiecznie
              chcemy odkryć jakąś prostą regułę
              łagodna senność
              codzienna praca
              permanentny bunt sumienia
              porządek rzeczy
              nadzieja zmieniająca świat
              piękny kary koń cwałujący przez pustą główną ulicę
              wielkiej metropolii
              unoszący na grzbiecie parę młodych ludzi
              przytulonych do siebie
              Drugi środek
              co jest dla nas ważniejsze?
              ten dzisiejszy dzień siedzący pod ratuszem na
              kamiennej ławie
              czy dzień jutrzejszy spadających z nieba
              płonących dziko rżących koni
              umiemy zadawać pytania
              umiemy szybko odnajdywać drogę do domu swych rodziców
              chociaż nie ma tam żadnych bezpiecznych kątów
              i odpowiedzi
              tam tylko przed telewizorem obok talerza z zupą
              leży rozżarzony czerwony gwóźdź
              brakuje do kompletu nagiej drewnianej kobiety
              mogącej przygnieść ciężarem świata każdego mężczyznę
              choćby nawet uświadamiał sobie że jest
              to walec drogowy
              że jest to realna sytuacja a nie żaden symbol
              Koniec
              rzeką dla której dzień dzisiejszy jest korytem
              bywa filozofia lub religia
              często mówimy przecież to tylko moje serce
              często nasze koryta wypełniają niekonsekwencje
              aż do śmierci
              w naszych rzekach pływają wzdęte trupy
              znanych łagodnych kosmicznych koni
              Drugi koniec
>>>
??????????????????????
              On wszedł pierwszy do przedziału
              niosąc ogromne bagaże
              po chwili pojawiła się ona w zimowym kożuchu
              dostojnie dźwigając swoje brzemię
              w czasie podróży siedzieliśmy naprzeciw siebie
              senni rozmarzeni zerkający na siebie
              oni dwudziestoletni rodziciele tak bliscy sobie
              trochę zawstydzeni w mojej obecności
              ja stuletni zmieszany z czerwonymi policzkami
              z brzemieniem czasów
              Z każdą mijaną stacją ogarniało mnie coraz bardziej
              przedziwne rozgrzewające błogie uczucie
              jak delikatne muśnięcie ciepłego wiatru
              o skórę na szyi
              jak dolatujący z dala zapach rozkwitającego sadu
              uczucie zajmowało moje serce w miarę podróży
              wypływało jak mi się zdaje z jej wielkiego brzucha
              wyciągała po mnie ręce miłość
              jakiej nigdy nie zaznałem
              płód wysyłał do mnie strumienie energii
              uosabiającej przymierze na wieki niedawno zawarte
              Ciepło rodzinne otaczało mnie
              pomiędzy miejscami na których siedzieli a mną
              zawisły w powietrzu słowa
              nacjonalizm, chrześcijaństwo, szacunek
              gdy oni trwali w moim spojrzeniu jak Jerozolima
              nagle w kącikach oczu pojawił się ptak-posłaniec
              lub przybywający ze wzgórz jeździec
              a z wnętrza jej brzucha dał się słyszeć głos:
              strząśnij z włosów motyle snu i jawy
              otwórz wreszcie oczy na otaczający cię świat
              daj się zepchnąć przez macierzyństwo na krawędzie istnienia
              pozwól niech miłość odciśnie wreszcie swą pieczęć
              Stworzone przez dzieci dziecko
              ukazało mi kontekst przyszłości
              o tak! czułem go razem z jego dopełnieniem
              było symbolem doskonałości której jeszcze nie pojmowałem
              dotykało dna mojej nadziei
>>> 
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Lato 83 jest bardzo gorące*
Lato 83
jest bardzo gorące
krew schnie na ulicach
bardzo szybko
wyłowione z jezior i rzek zwłoki
jeszcze szybciej
fakty to kwas
wariatów widzi się stale na ulicach
lub jako petentów w urzędach
cały kraj porośnięty jest chyba
zielonym zbożem
nawet jeziora i turnie
dziewczyny wybierają żigolaków
ze Służby Bezpieczeństwa
zamiast studentów
prawdziwi mężczyźni dużo piją
i wybierają jedną kelnerkę
chłopcy służą wszyscy w wojsku
z orzełkami na czapkach
panom z elit nkwd
nie zapominając o tym
że gorętszy od lipca jest rock
i śpiewają – nie chcemy dziś od was uznania
Rząd Polski jest jednym
z bardziej niezależnych rządów świata
 ot co się okazało
jest niezależny nawet od narodu, terytorium
i siebie samego
Na pewno zakwitnie nacjonalizm
gdyż jest pod dostatkiem socjalistycznego gnoju
zakwitnie choćby z braku zwykłych kwiatów
które nie są już w modzie
nikt nie wkłada ich do luf karabinów
jak zwykle
nerwica i depresja wraca do łask
co pogłębia wrażliwość i drażliwość
kloaką cuchnie w każdym
większym ludzkim skupisku
na dworcach i w sądach
przechodnie wielkich miast
noszą wciąż plecaki na plecach
to oczywiste
ale czy w nich ukrywają
młyńskie kamienie czy butelki z kwasem
czy tylko banalne ulotki
tego nie wie nawet Radio Moskwa
Ogólne odczucie gdy patrzy się
na własny kraj z wysokich pięter Pałacu Kultury
jest takie że będzie tu dobrze
to nieuniknione
będzie tylko lepiej
to nieuniknione
Jeśli ludzie wytrzymają
i przestaną się ćwiartować
jeśli alchemia z metafizyką
lub inaczej: logika z somnambulizmem
lub inaczej: teologia z filozofią
znajdą poczesne miejsce
w życiu społecznym
jeśli ludzie nie odwrócą się
od odnalezionych po latach ksiąg swojej duszy
jeśli ogień wyzwoli się z żył wielu
pojawi się szansa
na Wielkiego Polskiego Aladyna
ten lipcowy upał
jest dobrym materiałem 
na dym poprzedzający
co przesłoni cudowną lampę
>>>
DSCN5221a 
* Tło – wrzask – obowiązek  * (Prawda)
Prawda to jest przeżywanie swojego życia
nie kłamać to znaczy pod przymusem życia działać
nieskończenie dla nieskończoności
Trójkąty wielokolorowe zastąpiły twarz człowieka
a są tacy co dla sztuki kastrują małych chłopców
kokainą wywołuje się wizje nowych systemów filozoficznych
noc jest prawdziwa gdyż stworzyłeś ją ty człowieku
dzień jest podarkiem Platona
i on jest początkiem prawdy
Nie kłamać przez całe życie to pracować przy
burzeniu nocy i budowaniu dnia
jeszcze jedno przeżywanie cierpienia
na nowo na inny sposób
Twoje splątane życia człowieku gdy kłamiesz
rozchodzą się jak drogi na wielkim skrzyżowaniu
gdy pielęgnujesz ja opiekujesz się ja podtrzymujesz ja
– kłamiesz
Wrzask zastępuje światło duszy
krzyczysz dziecino krzyczysz
czy będziesz mogła żyć
otrzymałaś w dniu urodzin zaświadczenie
że możesz kochać
no i co –
gęsie pióro
na czapkach
skóra tygrysa na ścianie
plastyk z dinozaura
wszystko co jest tłem to przymus
Pracować każdej nocy i patrzeć krytycznie
na siebie w dzień
ratować łzy to znaczy kochać prawdę
to obowiązek
Och Odysie och……
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA            
* Prawda pogrąża *
Słowa grzęzną w gardle gdy masz powiedzieć cokolwiek
coś co nie byłoby obliczone od początku na kłamstwo
uproszczenie przemowy zredukowanie samotności do gestu
wyzwala
prawda pogrąża w cierpieniu
chcesz mówić i milczysz ze strachu przed bólem
podczas gdy ja całymi nocami łażę po ulicach i nasłuchuję
wpatruję się w białą zgniłą ciszę pod latarniami
podpatruję czarne niedźwiedzie milczenia pod mostami
wylękniony dzięki wizjom
z chodnikowych płyt niezmiennych
krwawiący przyszłością kultury
czekam na twój szept prawdy
ty nie możesz nawet zakwilić jak ptak
by wyrazić swój ból istnienia
ból który nie byłby puszką cielesnej kwesty
lecz symbolem chociaż jednej zmiany na lepsze
wielkie twoje milczenie – niemoc i samotność
jak ratusz na rynku miasta
pośród kłamliwych ludzi i społeczeństw
słucham cię wiem że jesteś w tym mieście
i jak ja myślisz o prawdzie
ciemność naszej niewybawionej duszy
twoje ja zabija ciebie twoje ja trzyma łapy
na własnym gardle zaciska je jak szpony
twoje nieszczęście że szukasz w historii  i wizjach
twoje zbawienie że nie znajdujesz w tej chwili
objawienia
wystarczy że wiesz że te słowa
więzną ci w gardle z uwagi na wielkość
tak to są właśnie te słowa
z bragi albe able ble no
tak wiem kochany wiem
nie da się ich wypowiedzieć
jeszcze dziś
>>>
DSCN0528a 
* Jak tu o niej nie mówić *
Jak tu o niej nie mówić
gdy jest taka piękna
każda twoja rana krzyczy wróć
drzewo domaga się oświetlenia
by wszyscy mądrzy ludzie mogli dojrzeć
mózg tak wielki jak stół
na którym w stoją puchary
a w nich aminokwasy
pijani miłością nie potrzebują już uczty życia
wystarcza im samo piękno chemicznych powiązań
ona ma szminką umalowane usta
i siedzi na schodach oparta o twoje kolana
trochę obca trochę  kochająca
dusze zataczają się wracając do domów
każda do swojego
oczy zamykają się po kolei na siebie
sen nie śni się gdyż jest przeżywany
jakby był od początku świata
ten sam
aż tu twój jest inny jakżesz inny
jej piękno przelewa się i miesza z twoim pragnieniem
pragnienie jak obcięta ręka
potworna rana okropny krwotok
czarna chmura z otwartych okien dzieciństwa
nie pozwala ci tej wybranej dla miłości poświęcić się
czarna chmura która jest twoją duszą wielki człowieku
można odwrócić się od stojącej przed tobą ślicznej kobiety
można odwrócić się plecami do pięknej kobiety wyciagającej rękę
można odwrócić się twarzą do ściany wobec jej spojrzeń
by nie znaleźć się w lochach uroczej kobiecej twarzy
można zamknąć oczy by nie popaść w niewolę
delikatnych brązowych ramion złotowłosej kobiety
można odwrócić się choćby w kościele choćby na cmentarzu
można odwrócić się choćby w czasie ulicznych zamieszek
choćby w czasie własnego ślubu plecami do tego piękna
które spływa z lica z bioder z nóg cielesnego anioła
rozkoszy jakim jest kochana modna kobieta
jak tu o niej nie mówić gdy jest taka piękna
lecz nie patrzeć
>>>
              * W świętym gaju  *
              Jak tu o niej nie mówić gdy jest taka piękna
              nawet drzewa domagają się oświetlenia
              wszyscy mądrzy ludzie chcą oglądać kobiety i drzewa
              na wielkim stole mózgu stoją puchary
              w których kołyszą się aminokwasy duszy i hormony
              pijanym miłością wystarcza piękno chemicznych powiązań
              sen jest przeżywany od początku świata
              tak jak czarna chmura otwartych okien dzieciństwa
              ona ma umalowane usta
              siedzi na schodach oparta o moje kolana
              czy można odwrócić się plecami do ślicznej kobiety
              czy można odwrócić się do ściany złowrogich spojrzeń
              czy można nie być w niewoli uroczej kobiety
              czy można zamknąć oczy, objąć głowę rękami
              w kościele lub w czasie ulicznych zamieszek
              czy można uchronić się od jasyru delikatnych brązowych ramion
              czy można popatrzeć ponad pięknem bogini w świętym gaju
              prosto w chmury?
              Można!
              Trzeba!
>>> 
DSCN0700a
* Praca i ogień  *2
To co widzę i to co czuję
o tym o czym myślę
czego jeszcze nie wiem
jak chciałbym żyć
dlaczego miotają moim papierowym stateczkiem
wzburzone oceany pytań
to co słyszę i to co kocham
gdy przywołuję jak to nazywam
jestem
i tylko głuche dudnienie serca
w głębokiej studni mojego bólu
jest warte odpowiedzi
jak długo jeszcze nie będę potrafił
dlaczego do tej pory nie mogę
na co czekam śliniąc koniec
papierosowego filtra
mamrocząc pod nosem jakim jestem leniem
to co mógłbym stworzyć
i to co chcę osiągnąć
o tym czym jest moja praca
czego jeszcze nie znam
boję się samego siebie
to co jest człowiekiem
krew pot i łzy
pot pot pot
chciałbym uzyskać odpowiedź
praca i ogień
ogień ogień ogień
serca
to za mało
by przebyć ocean
>>> 
DSCN5090a
Przedstawiciel zakłamanej kasty 
pingwin
słońce przygrzewa w deszczu
szczur
snop światła snop żyta
jest taki dzień „dzień ja”
wyraziciel ziomkowskich zecerskich snów
na usta z przyzwyczajenia ciśnie się modlitwa
teoretycznie kawalerowie nie mają nic wspólnego
ze światłem
bąbel pod ochroną
amen w pacierzu i kot w butach
płaszczyzny tu na tej kartce są Galvaniego
płaszczyzny tu na tej wyspie Robinsona
nie są równoległe i nie pokrywają się
lecz w szmince na wargach przenikają się
hiena
księżyc świeci nad sadem
który wyrasta ze sklepowej lady
łabędź to oczywiste
przedstawiciel nieba i ziemi
wyznawca idei sumienia
coś na ząb
nieskończone śniadanie nieskończone wstawanie
nieskończona miłość
nieskończoność
zastanawianie się na wyrost nad tym
co dyktuje mały ptaszek polny
wewnątrz czuje się powiew ciepłego wiatru
gołąb
nie pij tyle alkoholu – przestrzega wywieszka
to wina wódki
słoń
przeboje lat osiemdziesiątych
pociąg pnie się pod górę
z Lubartowa do Lublina
jesteśmy we własnym przytulnym domu
minionych dni
dinozaur
projekcja filmu
DINO
ZAUROCZONY
>>> 
DSCN5144a 
* Tak powiedzmy ….*
Wysnuć cienką nić z nieznośnego czekania
niteczkę złotą jak letni pejzaż
i trzymać ją w dwu palcach
tak powiedzmy między kciukiem a wskazującym
nalać do czarnego spodeczka z fajansu
białego czystego mleka
postawić go na środku kuchni
stanąć nad nim na niebieskich płytkach PCV
Usiąść na tylnim siedzeniu w autobusie
i jadąc tak wieczorną porą
obserwować pasażerów wzbudzając w sobie
uczucia tolerancji nadziei a może miłości
zapalić zapałkę lub powiedzmy małe ognisko
na wysokim wzgórzu
włożyć dłonie w ciepłą smugę błogosławionego
sino-białego dymu
patrząc na wschodzące słońce trzeźwieć powolutku
z antyspołecznego snu
razem ze słońcem wznosić się w górę
w swym ludzkim nareszcie umyśle
Cienką złotą niteczkę owinąć wokół małego palca u dłoni
by przylegała jak wąż spokoju do rozpalonego ciała
nieść dwa wiadra najczystszej wody świata
zaczerpnięte z tajemniczego leśnego strumienia
powiedzmy o godzinie 24.03 przez ulicę Floriańską
szminką do ust na masce samochodu
opisać swoje krótkie bolesne istnienie
dwukrotnie podkreślić słowa:
NIGDY NIE POPEŁNIĘ SAMOBÓJSTWA
>>> 
DSCN2995a 
*Dzieci pozostają dziećmi *
Dzieci są formą, w której prawda to czas
            dzieci są zagrożeniem, jeśli zaczynają patrzeć
dzieci pozostają dziećmi nawet wtedy
            kosmos przysyła dorosłych i klęski pojawiają się
gdy niegrzeczni starcy zaczynają mówić
>>> 
* Wyroki Państwa tłamszą poezję *
Wielkie sprawy wielkiego społeczeństwa
przygniotły mój uśmiech zmiażdżyły łzy
przemyślenia polityków są atomowym grzybem
mojego czuwania
decyzje Państwa inspirują poezję
wyroki Państwa tłamszą poezję
dzieci są formą w której prawda to czas
dzieci są zagrożeniem jeśli zaczynają patrzeć
dzieci pozostają dziećmi
nieogarniony kosmos przynętą dorosłych
klęski pojawiają się gdy niegrzeczni starcy
zaczynają mówić
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Muzyka tak długo gra *
Tak długo gra muzyka
stratosfera przybliża się cały czas
burze zawieszone w powietrzu
zbliżają się z każdym taktem
tak długo to trwa
kotłują się piekła we wszystkich ognikach
oświetlają swym bytem rajskie ogrody
muzyka krztusi się w swej kontynuacji
niebo odcina drogę ewakuacji
dotyka prawie powierzchni Ziemi
lecz jeszcze słychać dźwięki
one się wręcz nasilają i nie chcą zniknąć
sprasowane zgwałcone
muzyka przechodzi w absolut
wtopiony w powierzchnię Ziemi
burze w głebinach które 
zniszczyły Atlantydę
to było solo na kotłach i bębnach
w wykonaniu komety
zwiastuna  
 >>>                    
??????????                  
                    * Zakażenie *
                    Zakażenie postępuje od granic państwa
                    w głąb terytorium
                    przenoszone jest przez złośliwe muchy
                    tak krwiożercze chyba wysłane z zabobonu
                    Polak uderzony dziś milicyjną pałą
                    oczywiście gdy wcześniej usiądzie mu taka mucha na ramieniu
                    będzie gonił zomowca choćby parę lat
                    dotąd aż dopadnie go wyrwie mu pałkę
                    i natychmiast ją połknie
                    wtedy dopiero zaspokojony zadowolony
                    rozpocznie powrót przez zakażone czasy
                    Puszczają złącza, nie wytrzymują klamry
                    od erozji dziwnej choroby
                    wyzwalają się moce które przybierają półrealne postaci
                    to bardzo komplikuje percepcję
                    zjawiska zmieniają się w coś bardziej dumnego
                    wszystko brzmi tak bardzo wyniośle
                    niczego już nie można opanować starą metodą wielkiej sieci
                    ludzie bogacą się w sekundzie swej pracy jak Rothschild
                    a potem oddają wszystko co posiadają
                    agentowi w przebraniu żebraka
                    ludzie opędzają się leniwie od natrętnych much
                    nie zdają sobie sprawy
                    z prawdziwego zagrożenia
                    duszożerców
>>> 
DSCN2103a        
              * Małpko zabierz mój mózg *
              Wiszę na drzewie pełnym zakazanych owoców
              cierpię na nadmiar dyscypliny
              zdejmij mnie małpko
              mknę na grocie strzały Sum Sumerrrrum
              wiszę na krakowskim wieszaku-haku jak palto
              opadnięty prze sforę cebulosercych łajdaków
              jestem wystawiony na sprzedaż do Wawelu
              wywalam język i pedałuję siedząc na dziecinnym rowerku
              ja stary koń w przebraniu nocnego stróża
              toczę przed sobą beczkę świata wypełnioną prochem
              zjadam egzystencjalne poglądy razem z komunistami
              zjednoczone po chichu nasze społeczeństwo jest
              matalowosrebrnozłote
              niekochającopiękne
              dziecinnonietwórcze
              spokojnouczuciowogwałtowne
              pokojowoniebogate
              dobroprzyszłozintegrowane
              jest już jak społeczeństwo świata
              pomóż mi małpko zabierz mnie stąd
              pomóż mi mały atomie
              nie chcę już dłużej podskakiwać na linie
              w namiocie klownów
              chcę wyjść z tej psiej budy
              małpko zabierz mój mózg
              bym mógł wreszcie odetchnąć swobodnie
              a nie myśleć jak i kiedy
>>> 
DSCN2369a 
              * Ośmiornica *
              Wróć, wróć ośmiornico
              nie bój się mojej prywatności                                    
              tylko gdy połykam i wypluwam swoje zmysły
              jestem sobą naprawdę
              gdy oplatałaś mackami moje ciało
              tylko wtedy
              zapalała się o północy mała lampka morska
              błagam cię jak umiem najbardziej egoistycznie
              zrób ze mnie człowieka
              na zawsze oplecionego milionami twoich ramion
              moja racja bytu kicha drażniona kurzem granic
              odkąd zniknęłaś w głębinie miasta
              bez ciebie nie mogę nawet poznawać swojego więzienia
              nie zdążyłem poznać tego co czuje człowiek w pełni zniewolony
              twój uścisk trwał zbyt krótko
              by przykurcz zmysłów ustąpił miejsca
              paraliżowi myśli
>>>
?????????????????????????????
                    * Głodny zwycięża *
                    Całą kulę ziemską poznałem w jednej chwili
                    gdyż odnalazłem ją w sobie budząc się rano
                    całą miłość poznałem w jednej chwili
                    gdyż stanęła przede mną dziś wieczorem moja
                    zapomniana dziewczyna z czytelni biblioteki
                    teraz już oczekuję od życia wszystkiego
                    Wielki Wóz na niebie pyta co robi tu ten eter wokół
                    odpowiadam że to tylko moja spokojna improwizacja blasku
                    ale co robi Budda w kościele?
                    Ziemia jest wielka patrz!
                    na jedno państwo przypada kilkaset kwadratowych konfliktów
                    piękna okrwawiona para Afganistan i Grenada
                    Wielki Wóz na niebie pyta czy to symbol bogactwa
                    i co to za szydło wychodzi z ucha
                    odpowiadam że to mój nos jest buntem
                    a zapach dopełnieniem świadomości
                    głodny wiedzy zwycięża
                    głodny miłości zwycięża
                    nie jestem sam jeden bez świata który poznaję
                    obok mnie moja dziewczyna
                    pochylona nad książką
>>>             
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
              * Twoja gazeta myślenia o Bogu *
              Słowo idea niejednego przeraża
              lecz przecież wydrukowane w gazecie
              przypomina jedynie o koślawym ciele człowieka
              i mszynach którymi się posługuje
              Miłość dla niejednego to bazylika
              składając ofiary z dzieci na złotych ołtarzach
              dziwią się że niektórzy wolą sami się przykuwać 
              łańcuchem do pompy na rynku,
              oblewać benzyną i podpalać w tłumie miasta
              Dziś nie wystarczy krytykować
              Siwaka i Jaruzelskiego na imieninach
              trzeba być barankiem we krwi na stosie
              Słowo idea przeraża i ciebie      
              wpatrzony w ścianę przed sobą przemierzasz myślą swe życie
              wspominasz ważne daty i rocznice
              zastanawiasz się w którym momencie Bóg cię opuścił
              chociaż twoje ciało toczy w skrytości larwa miłości
              idea jest tylko drukiem w twojej gazecie
              myślenia o Bogu
              pamiętaj, rzeczywistość nigdy nie upomina się
              o zwyrodnialców co odrzucili idee
>>> 
DSCN2082a 
              *Wyję dziko *
              Wilczyca Rzymian wyje dziko
              tam gdzie kończy się sad
              wszystko co symbolizuje mój wstyd
              odjeżdża z mojego podwórka na czeskim motocyklu
              jadowita jaszczurka dwudziestowiecznej Arizony
              włazi na moje schody
              Księżyc mówi do mnie:
              ty nie możesz wiedzieć jak walczyć z samym sobą
              Nefretete zmienia się w oślizgłą rybę
              w mulistej karpackiej rzece 
              pływa w moim mózgu jeszcze jak jeszcze jak
              pluska się, majta ogonem, wyskakuje do góry
              płeć wielkości Kurhanu Mamaja
              przypomina o umierających narodach
              bicie zegara to kontakt na który liczysz
              chce mi się wciąż płakać i użalać nad sobą
              widząc że nie mogę nic zrobić dla ludzi
              wyję dziko jak wadera
              co wykarmiła założycieli imperium
              a teraz zdycha samotnie
>>>
DSCN5267a   
               * Teczka, beret, rower *
              Codziennie rano o w pół do siódmej
              zjawia się przede mną
              teczka, beret i jego rower
              od kilku lat męczy się ten facet
              nad swoją rzeźbą dnia
              słucham skrzypiących stawów
              patrzę na niego stojącego jak zwykle w kolejce
              o szóstej po świeże bułki
              obolały cały od myślenia
              wiszę w mglistej atmosferze września
              ten robotniczy miesiąc nadchodzącej kolejnej
              robotniczej tragedii
              wygania mnie, co rano na ulicę
              bym mógł tłum, w którym brodzę
              dziwny jak kometa niesprawiedliwości
              obserwować i wtapiać się razem z nim
              w ustępstwa i rezygnacje na pozór
              wyczekiwać wybiegającej mi na przeciw
              pochwały rozkazu
              jego chleb i mleko i kolejka za nim w sklepie
              eksperyment z wolnością
              rzeźbię korzeniami w chlebie
              tak jak on
              wydrążyłem otwór w dopiero co zakupionym chlebie
              wlewam do niego mleko z butelki
              a potem wrzucam tam zmęczonego socjalistycznego robotnika
              odchodzę z jego rowerem i w jego berecie
>>> 
DSCN0322a
Mój krzyż przybrał rozmiary gigantyczne
dziś rano pojawił się powód
by to stwierdzić
prawie tak ogromny jest
jak czerń mego ciała
i ani jedno ani drugie
nie otwiera się dla symboli nieba
dusza popłynęła wielką rzeką
gdy patrzyłem dziś rano
jak na Wiśle pod Toruniem
stu wędkarzy zmagało się z marzeniami
pojawił się powód by to stwierdzić
zatapia moje ja
porywa nad wodospady
do morza wolności
jeszcze daleko
a wędkarze wyławiają mój krzyż
>>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Odnaleźć gruszę polną *
Realność – anioł pod górę nie ma m już dostępu do duszy
tak jak moje oczy
jestem porozrywany na kawałki
składam się jak moje przesłania z setek słów
jak życie z miłości jak wiara z wyznań
Prędkość – praca pod górę by spaść
kobieta przesłoniła mi moją drogę do pracy
do PRACY
wyjść wyjść i odnaleźć gruszę polną w sobie
wiejskość czystość wody prostotę serca
prawdę
>>>     
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
*Obecnie w Polsce jest źle *
Życie społeczne potrzebuje proroków
domagają się ich większe zbiorowiska ludzi
które są zalążkiem i siedliskiem kultury
życie społeczne jest formą kultury
pojedynczy człowiek jest często odrażający
biedota jest wzruszająca w swej jedności
liderzy życia publicznego wciąż uszczęśliwiają masy
bezskutecznie
masy domagają się historii opisowej socjologii
gardząc psychologią
aby pokazać że obecnie w Polsce jest źle
że utrwalono tu nieludzki system
trzeba jednak postawić na poetów
konkretny facet ze slumsów powiedzmy Krakowa
jest bardziej zadowolony niż
pijany swym talentem wieszcz
i zawsze potwierdzi że socjalizm jest słuszną drogą
ale tu chodzi o niebezpieczeństwa
prorocy rodzą się jako indywidualni szarzy ludzie ulicy
ludzie z zagubionej wśród gór wsi
nazywają się zwyczajnie Marian Borusewicz (Boniewicz Bonusiak Boniecki )
i Julian Łunaczarski (Łuńczak)
życie życie ycie ich psuje
wszelkie nawiasy i marginesy są przyszłością
brak jest teraźniejszości
i szczęścia w tym systemie
wszystkim jest źle
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* W kącie idei  *
Przygląda mi się stojąc oparta o ścianę
w kącie idei ona ona młoda
kelnerka piwoszy
ramiączka jej biustonosza zaznaczają się
pod białą bluzką
czarna spódniczka opina pośladki
moje piwo i mój stolik nie mogą
już nawiązać dialogu w jej obecności
a ja sklecić odpowiedzi na jej zapytanie
o sens mojego życia
nie potrafię już ratować się z topieli
własnych emocji jak Lorca i Dostojewski
jak sam jeszcze nie tak dawno
drugie piwo to skok
we własne zamyślenie i w grzeczność kelnerki
zbliża się poznaje, że ją podziwiam jak każdy
że boję się jej jak każdy
na tej sali
och gdybyż stała się nagle małą dziewczynką
lub podstarzałą blondynką napierającą
swoim kolanem na moje udo
na widowni Teatru Starego
trzeci papieros to skok
we własną samotność i w przemęczenie kelnerki
prze północą pozostajemy na tej scenie
już tylko sami ja i ona
w kącie idei
mężczyzny i kobiety
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
                    Wizje ze świata marzeń są obce przedmiotom
                    punkt świetlny wędrujący wzdłuż horyzontu
                    czarna kropka na białym brystolu równiny
                    codzienność ludzkiego mózgu
                    drzewo które jest w tobie i żyje odwiecznie
                    lecz nie jest tobą
                    grzyb który tworzysz w sobie naprawdę istnieje
                    lecz nie ma związku ze snem
                    ból stwarza urojenia i wygłasza przemowy
                    buduje państwa takie jak Rzym lub ZSRR
                    jest przyczyną mającą ścisły związek ze skutkiem
                    ciało człowieka mieni się odcieniami czerwieni
                    jak płynny metal w nienasyconym wnętrzu Tantala
                    co jakiś czas pragnienie plami ziemię krwią
                    uczysz się mówić ciało od pierwszych swoich dni
                    lepiej byłoby się uczyć mówić –
                    nędza łagodny ty i ja
                    a wizje i sny pozostawić nocy
                    noc w której siedzi na tronie nienazwane
                    jest tak niebezpieczna
                    nie bądź więc ani drzewem
                    które w pragnieniach jest jak wiosna i dziecię
                    i nic poza to
                    nie bądź jak grzyb który może znaczyć tylko śmierć
                    wierzysz że marzenia Boga i twoje sny to jedno
                    kamienne węgło
                    przecież to tylko kosmos i świadomość
                    wizje ze świata marzeń są obce
>>>                       
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
              *Tracisz zapasy *
              Dostrzegasz w kosmosie tysiące pustych miejsc
              tysiące gwiazd cię oślepia
              wiesz, że nie możesz już prawie mówić
              to czas w marcu i kwietniu
              dusi twoją krtań swoimi łapskami
              i nie możesz nie możesz
              kamień czerwca
              unieruchamia twe serce twoje dłonie twoje usta
              słowa umierają
              z powodu października
              tysiące pustych miejsc
              czeka w kosmosie
              a ty tracisz wszystkie zapasy światła
              w listopadzie
              wchłaniasz światło, które spada z gwiazd
              ubożejesz jak ziemia w grudniu
              kuląc się z zimna ciemniejesz
              zamiast pulsować kolorami jak choinka
              wierzysz, że w chłodzie serca
              hartuje się kometa,
              na którą oczekują
              mędrcy i pasterze
>>>                             
DSCN2356a
                    Wielkie gwiazdy w pyskach współczesnych jaszczurów
                    uru Uruk glunth jaam gburr brreezn
                    wyjdę do nich i nauczę je kochać
                    niech i one cierpią
                    nauczę wierzyć i płakać
                    kajać ać nie kłamać
                    kielich mszy dla nielichych milicjantów
                    jaszczur szepnie
                    poruszaj mną, o tak! jeszcze jeszcze
                    może już dość?
                    nie! jeszcze, jeszcze
                    widmo karminowe blednie
                    jezioro paproci zlodowaciałych
                    snuvet tw
                    kobietę kuszącą mnie
                    poznałem z jednym jaszczurem
                    światło odbite od wielkiego kła
                    kłamstwa jaszczura
                    nie poraziło jej
                    światło odbite od kła
                    wielkiego ciężkiego słonia prawdy 
                    poraziło moje oczy
                    moje i mojej dziewczyny
                    stojącej obok mnie nad Morzem Martwym
                    leżę teraz na czymś miękkim jak mech
                    jak dywan docenta
                    jak torfowiska komitetów
                    jak brzuchy członkiń związku
                    gad usiłuje wskoczyć do mojego mózgu przez usta
                    zaciskam szczęki nadludzkim wysiłkiem
                    mocniej och mocniej,
                    rozwiera je łapą
                    przychodzi po swoje
                    połknięte kiedyś gadzie jaja
                    teraz zaczynają puchnąć w przełyku
                    już nie mogę dłużej się bronić
                    jaja podchodzą mi do gardła
                    oczy czerwienieją
                    stoję w jego gnieździe
                    wkopany w ziemię do wysokości kolan
                    woda zalewa dzieci
                    Gintro przychodzi w glisandzie wieku
                    sól wyżera oczy
                    dziewczyna chyta moje rece
                    wyrywa mnie 
                    z gadziego uścisku
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
              * Dzwony cmentarnych kaplic *
              Biją dzwony cmentarnych kaplic
              rewolucyjne pieśni faszyzmu
              mając pewność że nie ma mądrych dzisiaj
              przeglądam kartka po kartce
              książkę pod tytułem:
              „Historia wysp Tuwemnie”
              cierpiałem dziś gdy zobaczyłem ją z obcymi ludźmi
              piłem potem długo wino przy świecach jak Baudelaire
              w swoich prywatnych okopach
              nie ma łodzi podwodnych w znaku Wodnika
              ustaliłem to wracając przez noc dobre sześć godzin
              ona stanęła w końcu korytarza w cieniu
              jej postać przesłoniła tajemnica rewolucji
              odgrodziła ją ode nie
              komunizm szepnął mi w ucho
              „odgrodziła ją od czasu”
              przywoływałem ją do siebie
              moja ręka kreśliła okręgi przed moim nosem
              a ona ani drgnęła
              zmieniła tylko mimikę twarzy
              ukazała mi zamiast twarzy
              sflaczały balonik pierwszomajowy
              korytarz zmienił się w szpaler wiwatujących ludzi
              a ona w byka trzymającego w pysku
              ryczące radio tranzystorowe
              z ktorego dobiegały dxwieki marsza na Placu Czerwonym 
              cóż to jest wypadek nadzwyczajny
              cóż to jest śmierć pewnego dziecka w gazecie
              narodziny gwiazdy w książce o powietrzu do dętek
              pasmo ekscesów głupich niewierzących ascetów
              wiry w plazmie mózgowej
              wiruje ąc i ką
              smutek ogrania muzykę i malarstwo
              wampir sekunda
              potulny leniwy kocur-życie
              biją dzwony na szczęście
              samobójczyni w kawiarni przy stoliku
              w popielcznice mnożą się embriony komunistów
              rozprawiają o śmierci
              pod paznokciami mnożą się sny
              do rozdrapywania ran
              dzwony dzwonią gniewnie
              biją na trybunie
>>> 
DSCN6136a 
              Moje drzewo zakwitnie tej wiosny
              gdyż stworzyłem je magnolią
              już widzę ten kremowy kolor
              miękki pień kielichy kwiatów
              bezlistna prawie świąteczna
              choinka cudowności
              tylko zamiast tchnień anioła
              pojawiają się na niej nagle ciężkie dojrzałe owoce
              w masywnym żeliwnym pancerzu – granaty obronne
              jak zdrada
                  Ptak usiadł na parapecie
                  szary, nędzny, głodny
                  na pewno zaraz odleci gdyż jego jajo już się kończy
                  horyzont zato zaraz zakwitnie
                  gdyż upadła bomba atomowa
                  myślę o zdradzie
                  jestem bardzo senny
                  zastanawiam się nad tym
                 czy kot może eksplodować mlekiem
              Miedziane burze i klucze ptaków
              debiut mój moje pierwsze blizny
              kolumny czołgów na ulicach
              pocałunki obcych generałów 
              wszystko powraca i wstępuje w nadprzestrzeń
              w kącikach oczu
              napełniony szacunkiem pleśni
              buduję z betonu i stali obronną magnolię
              ona ochroni mnie
              przed niespodziewaną eksplozją wiosny
              która wchodzi w układy z wrogiem 
>>> 
DSCN1366a             
*Eurokomizm *
Dowód poddania się morzu
dowód niewoli i wiary
chłód każdego poranka wyzwala zgęstniałe
tendencje cywilizacyjne
grozi grypą ten brak wiary w siebie
ta miłość niespełniona do wspólnoty
w ciekłym powietrzu przemyśleń
w styczniowym porcie przeładunkowym
niekonsekwencji i rezygnacji
wychłodzony na jakiejś małej stacji marzeń
podnoszę po raz kolejny zarzuty wobec systemu
pulsują mi skronie             
gdy mówię o Eurokomunizmie
śnieżna kula w moich nerwach
tocząc się rośnie
pociąg wjeżdża na peron
patrzę kończąc oczekiwanie
kończy się peron
kończy się suchy ląd
pociąg z samymi tylko matrioszkami Lenina
zawisa na klifie Kawczej Góry
>>> 
 ???????????????????????????????
Jego głowa odcięta
włożona w ramy
wsunęła się w perspektywę moich oczu
on walczył i ja walczę
jego głowa przyszła w paczce z Francji
i ja i ja
dnieje porywam się na siebie samego
z kulturą powiadomień o zaginięciu
z kulturą jęków katowanych kobiet
z kulturą realcji o zatrzymaniu poszukiwanych
genealogia siepaczy przejeżdża w samochodzie
jest tych samochodów tyle co klas
dla dzieci na przeciw mnie
i nikt nie chce pójść za mną
i nikt nie chce towarzyszyć mi
drepcząc przy moim prawym ramieniu
Wodorosty nad Kanałem La Manche
wodorosty nad Kanałem Elbląskim
tak samo schną w słońcu umierajac
mógłbym powiedzieć –
co mnie to wszystko obchodzi
dzisiaj widziałem się z moją dziewczyną
i to mi wystarczy
usta na przeciw poruszyły się
wypowiadając słowo: ODDAJ
GŁOWĘ
>>> 
DSCN1530a 
*By uśmiechy ich znaczyły coś *
Chciałbym je obie zniewolić poezją
by uśmiechy ich znaczyły coś
drwiące z moich trzewi
patrzące na mnie w szoku komety
chciałbym wolnością zniewolić je wszystkie
które mogą mieć wolne dzieci
bym nie musiał przemykać się skrycie
w ciemnych uliczkach moich anielskich myśli
bym zobaczyć mógł drogę moją
prowadzącą w ostępy bezkresów bez kajdan
One patrzą z okien pałaców zwątpienia
lub podglądają przez szpary w uchylonych drzwiach
jak zmieniony w panterę
cicho zbiegam po sekund schodach
wyruszając na żer wciąż nienasycony
Moje zegary – jakże chciałbym nakręcić je
tchnąć w nie stalowe silne dusze
by zamknęły w skargach winach krzywdach
moje czekanie na cud
Poruszyć chcę ten leniwy głaz epopei
niech spowoduje sam lawinę
pędząc w romantyczną dolinę
niech góry wszystkich planet
wypełnią doliny Ziemi
wiara i praca pośród boskich zamiarów
wtedy znajdzie swój czysty wymiar
Och, kiedyż wreszcie zabraknie potrzeb cierpienia
ale czy wtedy będzie mogła ludzkość
nadal rzucać Bogu w twarz to bluźnierstwo:
„Jestem ja człowiek jestem sam w słowie Twoim”
Bóg to nie gensek
kocha wariatów zagubionych w poezji
>>>
 DSCN1512a
 *Przyjaciel oto *
Oto mój przyjaciel
tylko on zawsze śpieszy mi z pomocą
gdy chmury ognia nad głową
znaczą mój kolejny kryzys
Mój przyjaciel często mnie odwiedza
podarował mi odtrutkę na samotność
– swoją dziewczynę
to się nazywa przyjaciel
Oto moja obecna przyjaciółka
czekam tylko na nią, mam tylko ją
robię dla niej prawie wszystko
gdy jestem pełen katastrof
mogę pójść do niej i wtulić się
w jej ramiona i płakać do woli
Oto moi przyjaciele
wiele wiele rozmawiają między sobą o mnie
o dziwactwach moich i osiągnięciach
ignorują moje szaleństwa
obmyślają razem jak mi pomóc
w tą jedną niedzielę zrozumiałem prostą prawdę
oni żyją za mnie
– mam przyjaciela i przyjaciółkę
a nie mam siebie
prawda kopnęła mnie w tyłek
jakże ja ich niecierpię
jakze ja ich cierpi
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tryliony nazw komór gazowych w moim sercu
wypisuję na czarnej tablicy
obcy piraci z kosmosu wyznaczają je
gdy znużony zapadam w sen
Gracje tańczą jak pląsawice wodorostów
w moich gęstych brwiach
łzo moja krwawa łzo wariata
tańczysz z nimi w oczach
mały chłopiec urodził się podczas
ostatniego w dziejach ataku atomowego
z ciała mężczyzny, który biegł do kościoła płacząc
biegł po spowiedzi ratunek
serce jego zawisło nad życiem
jak sopel Damoklesa
którego kryształki koronki śnieżynki
były nazwami
sytuacja była gaworzeniem noworodka
Wielki Wóz niskiego obszarpańca – wozaka
dowoził nadzieję
ukryty w przydrożnej truciźnie spojrzeń
chłopiec patrzył na to jak wóz przejeżdża
w zachodu na wschód z południa na wschód
nagle wtoczył się do jego serca
wielkiego jak przerażenie wobec końca świata
wóz znalazł się w sercu chłopca
Komory gazowe serca
koniec ludzkiej cywilizacji
żłobki i cele więzień w jednym sercu
ktoś to wszystko chce wymazać z mojej pamięci
ktoś obcy wrogi w moim śnie
z piracką flagą wśród narodów
>>> 
DSCN1499a 
*Boję się myśli *
Otwieram się coraz bardziej na Boga sztuki
bo boję się coraz bardziej swoich myśli
coraz bardziej kocham nieznane
oj co to będzie gdy
przestanę się bać swojego życia
a zacznę bać się ich
boje się głupoty niewiedzy
niepewności niedoinformowania niedopowiedzenia
niezrozumienia władz
nie nie nieskory jestem
do płaczu nad nimi
jeszcze nie
ciało nie jest ideą
to ona mnie boli
ciała już nie czuję
postanawiam na całe życie moje –
nie boję się nie boję
nie czcić strachu
w ciele
i materialnego cielca władz
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
*Dywany *
Dlaczego ja dywan porównuję do
schodów duszy
a poeci szaleni do wiosennej łąki
czyżbym był aż tak szczodry
wędruję przez noc ulicami Krakowa
moje serce jest refleksem księżycowym
na szynie tramwajowej
wsiadam do ósemki razem zagubioną dziewczyną
Dlaczego dywan teraz kojarzy mi się
z kiecką tej kasztanowowłosej
mój wyścigowy samochód to krasnal
mój kot biega wokół tramwaju
jak uczucie wyrzucone na dwór
nie mogąc znaleźć sobie miejsca
Dlaczego mieszkam w dywanie
jem dywany
modlę się na dywanie
JA
chciałbym być kimś innym
wiedzieć dlaczego tacy jak ja
wyścigowe krasnale żelaznych mostów
koty przodowników pracy
muszą się ciągle zastanawiać
nad muśnięciem włosów pachnących
w tramwaju na Stradomiu
leżąc już z twarzą w dywanie
obok pętli tramwajowej
w Łagiewnikach
>>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Biała linia
sen, o który tak łatwo
gdy czarny kruk usiada na gałęzi drzewa za domem
to pożądanie łódź płynąca pod mostami sztandarów zwiastowań
rewolucyjne zrywy pieśni powstańcze
podziały i różnice, dzięki którym nie kończy się świat
zdania zawierające przesłania dzieci zamknięte w słowach czerwonych
zaczynają się po katastrofie wodospadów
twoja ręka dotykająca ściany naszych wspólnych czarnych zatrzymań czasu
ręka wchłaniająca chłód naszych powitań
ty wielka nadąsana wierząca,
że kompleksy są niemożliwie nieprzezwyciężalne
wielkie Nic i Ja
biegnący po pijane obrazoburcze pożegnania
kotlina, w której nie stopił się jeszcze mózg ukryty pośród
wielkich czarnych gór wulkanicznych
pójść odważyć się zerwać kolorowe przesłony
okaleczoną ręką spracowaną ręką ciężką jak ołów
to przywołania wszelkich białych linii
ta biała linia biała linia
przejdźmy po niej
wejdźmy do Liceum by odnaleźć martwe przedmioty
wejdźmy do tego krematorium
zjedzmy sałatkę w przyinternackiej stołówce
sałatkę z ocen wyśmianych
przez kontury i czerń chałatów i garniturów
muchy i muzyka pustynie Abrahama
wielka kra spadająca na wiernych
manna unoszona tumanem szarańczy
nad Ocean Atlantycki
ulice Nowego Jorku chociaż płyną są pełne chłodu
ulice Krakowa tak białe są arteriami, przez które
z podziemi wtłaczana jest surówka dla radzieckiego odbiorcy
patrzę na ciebie stojąc na łodzi
widzę łódź twojej twarzy
patrzysz z niej na mnie taka blada
byliśmy razem słowo stało się ciałem
ciało stało się piękne
łodzie popłynęły dół rzeki
jesteś moją białą nitką pod powiekami, gdy otwieram
oczy widzę jak siedzisz tu przede mną szukająca delty
pełna nienawiści
wroga mi ty, która zmieniłaś krę na łódź
ale nie zdążyłaś przesiąść się na statek
przed wypłynięciem na ocean
usprawiedliwiam twoją prehistorię
usprawiedliwiam twoją histerię
pożeram w locie owady odrąbuję słoniom trąby
potem układam bitumiczne dywany oplatam Ziemię
wężowym swym zadufaniem
usiłuję ją dusić jak ciebie apaszką serca
jak dwuletni syneczek swego wielkiego ojca
dokazuję irytująco
podziały wzdłuż białej linii sprawiają,
że nie ma we mnie wesołości ani prawdziwej radości
jestem poważnym chloroformowym kotem
coraz częściej opowiadam
śpiewając na baczność hymn,
że jestem królem obu biegunów
brodzę czasami nawet bluźnię
nie nie żartuję
mały biały punkcik kiedyś
wielka biała linia dziś
a jutro być może światło zdrady
albo oślepiający blask śmierci za prawdę
listwa w okiennicy białego okna
otwartego na czerń nocy
>>>
DSCN2007a
*Brzydkie kaczątka twojej wyobraźni *
Komu przydadzą się brzydkie kaczątka twojej wyobraźni
przydadzą się mojej wyobraźni
łodzie wieczornego nieba
nierymowane klozety niepubliczne i publiczne
ten diabeł chodzi jeszcze po ulicach naszych miast
to piekło rozsiadło się przy okrągłych stołach
sztuka jest niepotrzebnym elementem komunistycznej pełni
myli się wrzód w głowach najniebezpieczniejszych
ludzi radzieckich w moim kraju
piana wzburzonych wód
kruchy lód ściętych mrozem rzek
w takie noce nie przydadzą się nawet nauszniki domów
trzeba pamiętać i patrzeć przez okno nocy
myśleć z dobowymi przerwami na spojrzenia
pośród sflaczałych robotników Atlasów
ratunek w tych pauzach sinieje własną
emocjonalno-intelekualną opozycją
komu potrzebne są diagramy indywidualnych zdarzeń
komu słonie muszą podawać kawę do łóżka
by uwierzył w ich istnienie
>>>

1982

Posted: 01/05/2014 in Wiersze

1982

 
DSCN5680a

„Piotr zamilkł”

https://ridero.eu/pl/books/bez_tytulu_18/Ridero

*Biały ląd*
Schodzę po zboczu góry miłości
do miasteczka zamarzającego w stalowej
rękawicy stanu wojennego
Nie kocham nawet tak siebie samego
nie uwielbiam nawet tak własnej płci
tak bym mógł złączyć moje nogi z odgłosem
kroków na skrzypiącym ubitym śniegu
parę metrów przede mną
Nie wzniosłem się w hierarchii fałszu i obłudy
na tyle by poznać prawdę w upadku
Nie cierpiałem na tyle by przywiązywać wagę
do koloru rozlanej krwi
cóż mówiłem kiedyś oddaję się torturze
zabijam się by móc inaczej żyć
Żyję teraz na krawędzi samobójstwa
w ten sam sposób
sprowokowałem tylko zło
Teraz co dzień ono mi powtarza:
„żeby Polska mogła przetrwać
wy wszyscy Polacy musicie zginąć”
Na pustych ulicach miasteczka przygnębiający blask śniegu
przerażająca biel wokół
i nic oprócz strachu, który omalże krzyczy:
„nikt z was nie tworzy historii
nie ma tam dla was miejsca,
właśnie ja jestem treścią i celem epoki”
Widzę strach na okolicznych wzgórzach
jak miota wściekle białą kurzawą
a potem jak baraszkuje na powierzchni fal czasu
Miłość i my opadamy w odmęty
w społecznym oceanie totalitaryzmu obumieramy
i wapienne skorupki naszych niezłomnych myśli
lecą, lecą na dno
W głębinach skała rośnie, wznosi się w górę
budowana śmiercią wyrzutków
Biała rafa chce dosięgnąć powierzchni szybko
Biała zima rosyjska szaleje nad kontynentem
Nowy tajemniczy biały ląd powstaje w odmętach
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
 
* Patrzeć wciąż tylko przez grób *
Czasem wydaje się, że już czas,
aby spojrzeć na świat przez innego człowieka
sprawdzić czy prawda jest taka sama
w oczach chłodnych i obcych,
aż chce się sprawdzić, czy każde czyste słowo
całkiem się tam może unicestwić
Jak myślisz, czy są takie chwile jeszcze dziś,
gdy nakładają się na siebie obrazy
powstające w drgającej mózgowej materii tłumu,
kiedy miejsce naszej Ziemi wypada tuż obok Słońca
Czasem wydaje się, że sprawiedliwi oślepli całkiem już
i chce się grzebać tolerancję w kamiennym centrum serca
wierząc w Boga i siebie patrzeć tylko przez grób
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
 
* Mieszkanie *
Moje dzieci przychodzą na świat
w mieszkaniu, w którym zasłonięto wszystkie okna
zamurowano wszystkie drzwi
gdzie tysiące nietykalnych skarabeuszy
w bojowym szyku przetacza tam i z powrotem
metrowej wielkości kulę gnojową
Muszę ciągle przenosić łóżeczka
usuwać je z drogi tych konsekwentnych uparciuchów
wciąż zaskakiwany zmianami marszruty kierunku
Na kuli widnieje niezdarny napis: „Ziemski Glob”
a na gnojowych śladach hasła propagandowe
Czasem, gdy uda nam się ukryć, w którymś z pokojów
mówię do dzieci półgłosem
tłumaczę im znaczenie starogreckich mitów
i słowiańskich legend
nachylam się nad ich twarzyczkami i szeptam
– moje maleństwa, kocham was,
ja urodziłem się w tym mieszkaniu i zastałem tutaj to wszystko
Moja miłość do nich stała się czystsza
odkąd przebiłem sobie w ścianie
malutkie okienko na zewnątrz
w łazience tuż obok lustra
wyjęte cegły dla dzieci schowałem
może pewnego dnia staną się im do czegoś potrzebne
>>>
DSCN0413aa
Jak ja kocham takie noce:
samotny i szczęśliwy
piękne opowiadania Faulknera
cichutkie ballady Dylana w lewe ucho
szklaneczka wody pod ręką
papieros, gdy zegar decyduje się
uderzyć dwa razy na trwogę
wyzwalające myśli o własnym uczuciu
refleksja na temat świadomości poza ciałem
jedyny niepowtarzalny nastrój nocnej lampki
śmiech jako konsekwencja niepohamowanej radości
przychodzącej tylko dla tego
że istnienie dało znać o sobie
kocham myśli o tym, że jestem w ogóle
kocham noce wypełnione takimi myślami
kocham być samotny i szczęśliwy
>>>
??????????
Zaparkowany w ciemnej uliczce nieoświetlony samochód
jest godzina druga po północy
na przednich siedzeniach samochodu
siedzi dwu trzydziestoletnich mężczyzn
dwoje starych przyjaciół dawno z sobą nie rozmawiających
wymieniają prawie szeptem zdania
nie patrząc na siebie nawzajem
dwa ogniki papierosowe poruszają się
w  czarnej puszce
Tępo patrzą w przednia szybę
dwóch dojrzałych mężczyzn wykończonych przez komunę
intencje w ich zamierzeniach są jak braterstwo
wyczerpanie jak podobieństwo ich sylwetek
rozmowa to dwa krwawe monologi faktów
potworny kac przyniesiony z różnych dróg
jakby w środku udzielał się maszynie
teraźniejszość rzeczywistość dopada ich właśnie tu
i rozdrapuje rany
a przyszłość to zaledwie przednia szyba samochodu
Ze szpary w uchylonej szybie bucha na zewnątrz
papierosowy dym a wdzierają się na jego miejsce wizje
stworzeń bez miłości
Dwie głowy ciężko zwieszone na piersi
wypełnione intymnym bólem
w pytaniu: co dalej?
>>>
??????????
* Jak do tego dochodzi *
Kamień metal ciężar
zmęczenie gorycz samotności
skojarzenia myśli sny
milczenie słowa muzyka
rewolucja ideologia schizofrenia
motyle czołgi motyle pokój
ulica ulica tłum wojna
niebo kamień egzystencja
krzyk krzyk śmierć
kamień kamień ciężar
 >>>
??????????
* Ono *
Rodzi się tam gdziekolwiek się zabłąkasz
przypadkowo gdziekolwiek zgubisz drogę
zanim wymkniesz się z pułapki ono jest już samodzielne
obok ciebie i wraca gdy ty znów jesteś na głównej drodze
jeszcze jedno odmienne towarzyszy ci i nie jest tobą
tam w górach gdy już zrozpaczony tracisz nadzieję
w największą noc gdy chcesz już tylko śnić
nawet gdy chcesz żyć nawet gdy chcesz żyć
ono przy twoim boku wzrasta samodzielne
 
Nic z tego ono rodzi się i go nie powstrzymasz
wychodzi samo na świat i mówi
nie pozwolę uważać mojego stwórcy za wariata
A ty od tej chwili już w niczym mu nie pomagasz
słońcem nazywa ciebie, Platonem lub papieżem
jest pierwszym hippisem prezydentem
umiera tak jak Hendrix a rodzi się jak Solidarność
wychodzi z faulknerowskich wsi by przewodzić
nowojorskiej Cyganerii jak Dylan
kocha się z księżniczką z gwiazd na najpiękniejszej plaży
po meczach Cracovii pije piwo razem z Boschem
Jako Mallarme topi się w błocie rockowego festiwalu
pisze wiersze na małych kolejowych dworcach Giżycka i Lubania
jak Allen Ginsberg
jest jak polski opozycjonista w San Quentin
Takie ono jest gdy raz się urodzi
boskie dziecko człowieka nie chce umrzeć z tobą
dziecko odmienności
>>> 
DSCN0174aa 
* Witraż *
Jest to festiwal witraż
ja to ja to moje uczucie
ja widzę tęczę albo tak was kocham
ja tylko ja w moim pragnieniu
to tylko moja wiara
to nic tylko jestem zakochany
oglądam barwny krajobraz
ja to ja to moje poczucie piękna
zgadzam się na moje zwierzę wrażliwości
ja to ono
 >>>
DSCN0190a
* Nasze własne więzienie (po latach) *
Rodacy zbudujmy wreszcie to więzienie
zróbmy nareszcie coś dla polskości
postawmy te mury wysokie do nieba
ceglane betonowe żelazne ściany
o grubości dziesięciu metrów
wytężmy ramiona w wysiłku
w małych okienkach niech o zmierzchu
czernią się kraty ze stali naszych polskich hut
zamieszkajmy w tym więzieniu, wstawmy do niego
prycze sklecone przez polskich stolarzy
rzućmy na nie słomę z polskich pól
zatrzymajmy jeden promyk własnego słońca
niech odbija się we wnętrzu do końca dnia
postawmy u drzwi złego klawisza,
który będzie klął po polsku
zamknijmy się każdy w swej celi
zwalmy się na barłogi
i wyjmy z bólu wyłącznie
w naszym kochanym ojczystym języku
>>>
??????????????????
* Toccata  na Stan Wojenny*
Wszystko się kończy wokół
umarłe godziny uwidaczniają się
jako zbiory kresek, linii, figur na grobowcach
starzy ludzie zniecierpliwieni odchodzą w zaświaty
młodzi giną na ulicach
ja nie mogę niczego zacząć, gdyż
jak wynika z artykułów w gazetach  mam skrzywiony
obraz świata w głowie
Zbudzony tuż przed wschodem słońca
staję w oknie i czekam,
gdy zaczyna świtać wyłaniają się przede mną
niedalekie wzgórza
po chwili słońce zaczyna się ześlizgiwać
po szklistej powierzchni śniegu rażąc moje oczy
nagle cichną wojskowe słupy telegraficzne
szepczące coś do siebie po ciemku
i oto nad niebie ponad górami
pojawiają się wspaniałe złote organy
na czerwieniejące rankiem ośnieżone pola
spadają potężne szorstkie akordy
moje niebieskie ręce
grają Toccatę walczącej Polsce
 >>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Całe życie *
Jak to jest że całe życie
przygotowujemy się do roli policjanta
Nasze słowa nigdy nie nawiązują kontaktu z intencjami
nigdy nie wiemy jak wielkie
przypadkiem jest ich znaczenie
Całe życie dążymy do ścisłego określenia innych
do wyznaczenia im granic
Nie dopuszczamy myśli że to wszystko służy celom imperium
podświadome intencje policjanta
Czarne powolne karaluchy wyłażą z naszych ust
całe życie żyjemy dla wolności
prowokując śmierć
 >>>
??????????
* Zanim prawdziwe życie  rozkwitnie*
Twoje obsesje muszą wychylić się
nad przepaścią czterdzieści cztery razy
i spojrzeć w dół właśnie tam
Masz zobaczyć swoją marną śmierć
cofnąć się na powrót na cudowną
zieloną łąkę
Twoje pragnienia mają napełnić się
rozkoszną słodyczą z ust ukochanej
zaraz potem
Twoje koszmarne zwidy potrząsnąć muszą
twoim łożem osiemdziesiąt osiem razy
nim wtuli się twa długowieczność
w ramiona młodej piękności
Masz zobaczyć jak prawdziwe życie
rozkwitnie w tych, co uniknęli śmierci
mając w oczach przepaść
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Dym i wiatr  *
Jak można chcieć odejść pośród kłębów dymu
ze stu papierosów jednego wieczora
skakać z mostu samobójców głową w dół
gdy ma się skrzydła u rąk
Czy można zasnąć na ziemi tak by się już
nie zbudzić gdy zadrży
Kto wierzy w niekończącą się burzę
jest niecierpliwym głupcem
Kiedy ten krąg ognia nie ma dość siły
by spalić siebie w sobie
Każdy wiatr otwiera nowe bramy
oczyszcza ziemię i pozbawia
ją samą celu
Jak można tego nie dostrzegać
że dym rozwiewany jest przez wiatr
w ostateczności
>>>
DSCN0407aa                            
* Jak wszyscy… *
Miejscy ludożercy chcą mnie pożreć
poczciwi wiejscy ludzie chcą mnie wykończyć
zmuszając do pracy ponad siły
najbliżsi zmuszają do miłości
pijani żołnierze na rogatkach miasta
kpią ze mnie gdy ich mijam
literatura współczesna mnie ośmiesza
lustro rozsypuje się w kawałki
gdy usiłuję się w nim przejrzeć
gdy wygrywam przyjaciele umierają zaraz
na moich rękach
uciekam biegnę co sił
dopadają mnie
rozstrzygnięcia najwyższego sądu
kwitnącej przyrody
cierpię na manię prześladowczą
jak wszyscy
jak wszyscy
jak wszyscy diabli
>>>
??????????
Sam w domu z żyletką w łazience
wsłuchuję się w gitarowe grzmoty Hendrixa,
który nawet tu wdziera się ze swoimi glissandami
i sprzeżeniami
ze swym koncertowym hymnem USA
rozbija ściany mojego ostatniego bunkra
Chrystus właśnie zdążył z niego umknąć
gdy zapadła decyzja o zemście
tracę świadomość osuwam się zemdlony
na płytki obok wanny
lawina gruzów wali się na moje ciało
budowla i ja upadamy na zawsze
odzrzutowce nadlatują
karabiny maszynowe terkoczą
domy partii płoną
zemsta muzyczna
>>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* W koncentracyjnym obozie racji stanu *
Chodź kochanie, chodź
przytul się gorąco obejmij mnie
jeśli mam stać się dziś więźniem
chcę uczynić to w twoich ramionach
jeśli mam popaść w niewolę
niech będzie nią miłość twoja
Teraz gdy tak nieludzkie restrykcje
spadły na opustoszałe miasta i wioski
drogą wiecznego zesłańca
niech będzie twoje życie
W koncentracyjnym obozie najwyższej racji stanu
zatrzymaj mnie na zawsze przy sobie
Najdziwniejszą wojnę najtęższy mróz
największą powódź największy głód największy strach
naszego życia przetrwajmy
trzymając dłonie w dłoniach
tak dobrych i sprawiedliwych
niech otoczą mnie i zamkną twoje ramiona
czułe i wolne
>>>
 DSCN2069aa
 * Na pewno *
Dzikie dziecko zrodzone z ojca
odzianego w niedźwiedzią skórę
gdzieś w wykrocie Puszczy Sandomierskiej
gdzieś na bagnach nadnoteckich
którego zrównoważone zachowanie
nawet tam burzyło krew dzikim rodzicom
obłaskawiło najbardziej krwiożercze
zwierzęta i do uległości zmusiło
Gdy ruszyło poprzez ostępy
wszelkie stwory podążyły za nim
z przedziwną mgłą w ślepiach
Pierwsi napotkani ludzie gdy go ujrzeli
zrozumieli że też czekali na niego
Na dworze księcia rada starszych
była zaszczycona jego przybyciem
Na dworze cesarza Potęga zdradziła się
że jest jego siostrą
Nieokrzesane maniery były dowodem
jak się wszystkim zdało czegoś wręcz przeciwnego
Pospólstwo i władcy dojrzeli w nim siebie
wszyscy stojąc pośród zwierząt byli pewni
że przyniósł nadzieję
A on zagrał przed nimi na nosie
piskliwie wrzeszczał że w oczach ma wolność
i pokazał na swoje ślady a potem
skierował wskazujący palec w górę
gaworzył że nic z tego nie rozumie
że jest taki głupi
a to że świat mu zaufał zawdzięcza
po prostu temu że na pewno to ma
a nie że go odkupi
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Gnostycki pastuszek sekretarzem partii*
Już od lat nie potrafisz
objąć tej ziemi czule
ty gnostycki pastuszek
ty co ją jako mały chłopiec pieściłeś
jak dorosły mężczyzna
zapładniałeś ją szeptami mając pięć lat
na mokrych łąkach:
– ja wiem że każda twa drobniutka roślinka
jest wielkim znakiem
– ja wierzę, że nie masz w sobie nic
co jest małe niegodne
Od lat błąkasz się i rozgłaszasz
że twoje imię dumnie brzmi
to wcale nie to że byłeś tam
gdzie miarą wielkości jest uznać siebie
za praojca w ziarnie duszy
ani tam gdzie wszystko zbiega się do ciebie
poprzez pustkę Wszechświata
twój smutek rozświetlił wierzchołek na którym usiadłeś
najkrótszą drogą jednego ekstatycznego wieczoru
przybyłeś do celu i nie wart jesteś nic
twa ziemia została naga zapłakana
porzucona dla śmierci
A gdy odrodziłeś się w zmysłach
gdy stałeś się z jedności prawdziwą osobą
tracąc miłość
popatrzyłeś na strzęp bezpłodny swego ciała
który upadł w czarną zaoraną czekającą ziemię
Drapiesz od lat jej skórę pazurami
miotasz się wściekły bezsilny
nie mogąc dla niej uczynić nic naprawdę bezcennego
a ona wciąż jeszcze słucha okrzyków:
dumny, dumny!
>>>
???????????????????????????????
* Oto  jestem  *
Muzyka zrodziła mnie w środku nocy
wyszedłem z fusów po wypitej kawie
zeskoczyłem z brzegu filiżanki na klubowy stolik
a ona była wokół tą duszną atmosferą
pustoszejącego klubu gdy dym papierosowy
opadał na zwolnione miejsca
zadrgała w rogu sali półcieniami ziewnęła przeciągle
tak smutnym gitarowym pasażem
umierająca rockowa ballada dwu łkających gitar
oddawała swoje życie
łza po łzie cichła w wybranej swej katakumbie
porzucając czas porzucając ludzi
Ja usiadłem ogromny już i wyniosły
by rosnąć i dojrzewać wciąż nią
w takiej chwili
Czyż muzyka może istnieć tylko wtedy
czyż nie ma nic wspólnego z człowiekiem
oparty o kamienną płytę tworzyłem
w rozwierających się w nieskończoność
źrenicach oczu przejście deliryczne do rezerwatu dusz
Snując się po podłodze smugami półcieniami
wznosiła się mocniejszymi akcentami do oczu
wypełniała mnie rodziła wciąż jak ludzie uczucia
lecz przecież one nie poruszają się w grobach
przecież nie umierają istnieją tylko w ciałach
Muzyka odnalazła mnie w ciszy
zmieniła się w moje „jestem”
i znikneła
oto jestem więc
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Przychodzę do ciebie *
Przychodzę do ciebie
zamykam za sobą drzwi twojego mieszkania
Jakże chciałbym powiedzieć
– jestem już wewnątrz
Biorę cię w ramiona
Jakże chciałbym powiedzieć
– przyszedłem tu sam jeden
Tego wieczoru wychodzę na brzeg
ogromnego oceanu
Tej nocy przemierzam go –
ja dumna fregata
w napięciu setek lin
wybrzuszonych wspaniale białych wielkich żagli
frunę jak albatros nad wzburzonym odmętem
wynurzam się jak delfin pośród fal
Jakże chciałbym powiedzieć
– potrafię dotrzeć do celu
Twojego policzka najjaśniejsza bladość
kontrastuje w zetknięciu z szorstkim
brązem mojego ramienia
Jakże chciałbym powiedzieć
– kocham cię …..
>>>
DSCN1583a 
* Patrz z czego żyjesz *
Gdy go spotykam na klatce schodowej
mówię mu wciąż – patrz z czego żyjesz
człowieku
A on przez drzwi odkrzykuje – gówniarz
– ten rytm ten rytm mną porusza
i tańczy w progu
idzie główną ulicą i strzela z palców
przytupuje nogą
Mieszka obok mnie tuż obok
tak chciałbym się kiedyś dowiedzieć
cóż ważnego u niego się dzieje
jest taki inny niż ja
nie ma żadnych sukcesów
co go utrzymuje przy życiu
Moja dziewczyna bardzo lubi patrzeć
jak on schodzi ze schodów
tak chciałbym się kiedyś dowiedziec 
dlaczego jestem zazdrosny o nią
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* I znów *
Wielka manifestacja
zdeterminowani podążamy w dół ulicy
z okrzykami wyrwanymi z pyska błotnej kałuży
lśniącej w słońcu
ogromne smutne ściany zbliżają się w naszym kierunku
uwięzieni w sobie siedzimy na transparencie
którym zmyliśmy właśnie podłogę w kuchni Breżniewa
pretensje Europy
która chce abyśmy byli jeszcze bardziej zdeterminowani
tak jak ci z Katynia
która nie chce uwierzyć że jesteśmy dziećmi
że musimy zacząć od siebie
może właśnie w kuchni pośród niedomytych garów
może w kolejce po buty lub gęsie pierze
gdy deszcz przerywa manifestację
zaczynać właśnie od siebie
ściany zmiąć jak ścierkę, wykręcić ją, zniszczyć
kobiety unieść na rękach na kwietne łąki wolności
zerwać na zawsze z tym zawrotem głowy
zerwać z tym: i znowu i znowu
i znów
pod ściąną
>>>
DSCN1603a
*Jedno moje skinienie *
W marzeniach uderzyłem ręką w twarz dyktatora
i nagle moje wargi zaczął toczyć rak
napisałem wiersz o własnej duszy
i nagle dziecięce przerażenie zbudziło mnie
w ramionach matki
podczas gdy na zewnątrz niebo spadało
na ziemię kościołów parafialnych
ogromnym czarnym krzyżem
poznałem i pokochałem dziewczynę
i nagle podreptałem w żałobnym kondukcie
za jej trumną
zdobyłem nowych przyjaciół
i nagle począłem dokładać szczap do stosu,
na którym palono ich ciała
mając na ustach słowa:
daj im wieczny spoczynek
rozmawiałem rano z ojcem o polityce
i nagle zacząłem go ośmieszać i poniżać
zawierać przymierze z własna aberracją
umknąłem w ciasną skorupę orzecha
aby być doskonale niewidocznym
aby pozbyć się cywilizacji dnia
i nagle stałem się ziarnem tego jedynego wieczora
kiedyś były tu dzikie zwierzęta
unoszące na grzbietach małe dziewczynki
kiedyś była tu wielka chmura
wpływająca przez otwarte okno
niosąca w sobie cień zła
kiedyś dyktator umierał nędznie
na jedno moje skinienie
dzisiaj w myślach pięść ląduje na szczęce dyktatora
i nagle marzenia umierają 
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Sprzeczność  sama w sobie *
Oto znowu jest tutaj ona o imieniu
Sprzeczność Sama w Sobie
nadobna usiadła przede mną
śmieje się i wylewa łzy
co za udany kryzys najdroższa
kocham ten gest palców zmarłego
i już nic więcej
Nareszcie nareszcie nie musi
nikt nic rozumieć
po prostu płyniemy i jest cudownie
a wokół burza szaleje
>>>                                                            
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Co za cudowny kryzys  *
Zabij mnie jestem szczęśliwy
nikt nie wskóra nic
gdy umieram jestem szczęśliwy
jak to jest możliwe
bohater
W co chcesz mnie zmienić nadobna
niezwyciężona
pozwól mi jeszcze to wypowiedzieć
i rób co chcesz z moim ciałem
męczennik
lecz nie dotkniesz duszy
teraz jestem szczęśliwy
co za cudowny kryzys
niezwyciężony płonę
żertwa
Dziewczyna odeszła po tylu latach zdrady
Ojczyzna skazała mnie jak Sokratesa
Matka mnie opuściła
– nie jestem sam
>>>                                             
???????????????????????????????
* Całość *
W każdym kawałeczku tej brutalnie rozwalonej miłości
czuję całość palącą
rozbity w pył czuję w sobie moc zmartwychwstania
co za radosny kryzys     
burbon i ból po rozstaniu
rozlane na zawsze
ściekające kroplami ze stołu
są jak spadające gwiazdy
tulipany uschnięte na szafie bez pocałunku
leżę we krawi na podłodze
z uśmiechem
jak księżyc
>>>
DSCN1371a                                                             
* Władza *
Jestem młodym człowiekiem
urodziłem się i żyję obecnie w dolinie
przepięknego Południa Powstańczego Kraju
posiadłem miłość matki i szacunek ojca
nie jestem w stanie przypomnieć sobie aby
kiedykolwiek czegoś mi brakowało
kocham moją dziewczynę z wzajemnością
realizuję swe najdziksze pragnienia konsekwentnie
ludzie wśród których żyję odnoszą się do mnie przyjaźnie
moje depresje nie niszczą mojego zdrowia
cierpienie nie wyjaławia moich ambicji
w boskich snach rozwijam się wolny
potrafię być wesoły na zawołanie
Gdy tak wszystko podsumowuję i przestaję pisać
o prawdach prywatnych
długopis naprawdę sam pozostawia natychmiast na papierze słowa:
            kat, szubienica, wynoś się, czarny, skrawek
            materiału, wyłupione oko na brukowanej drodze, wielki
            ogromny, słońce, pożera, tam, tam, tak, nie
            bez sensu, praca, ojczyzna, kiedy, przyszłość, akcja, racja,
            musimy, komin, dym, nigdy, system, Warszawa, siwy, ślepy, łysy,
            gazeta, telewizja, koniec, płaczące dziecko, kłopot,
            nie twój interes
                                   WŁADZA
>>>
DSCN0864 (2)
              * Katamarany *
              Proroczy uśmiech nie schodził nam z ust
              gdy straciliśmy szansę tej jednej nocy
              Dziś wszystko już proste
              jak osłupienie matek na widok
              kłębiących się żelaznych wymiotów
              ich pobitych dzieci
              Dziś wszystko już jest jasne
              gdy zbrodnicze żółwie wychyliły głowy ze swych skorup
              odwracając je na wszystkie strony
              starając się ogarnąć  wzrokiem kałuże krwi
              My na morzu prześcieradeł i kołder
              pędzimy w nieznane swymi katamaranami snów
              zarzucając po drodze wędki zrobione z gumek od majtek
              których przynęty atakują rekiny somnambulizmu
              Prości ludzie wściekają się                        
              prorocy uśmiechają się jak my tej nocy
              choć wszędzie wzrastają kwiaty o płatkach z kropel krwi
              gdzieniegdzie również orchidee-libido pasożyty społecznych lędźwi
              Najdziwniejsze oceany wypełniły zagłębienia na polnych drogach
              idziemy przed siebie choć przeczuwamy,
              że stalowe ręce już ustawiły na drogach czołgi spotwarzania             
              Gdy życie rodziło się w ciemnej chacie
              żarówki paliły się całą noc nieopodal w pałacu
              czołgi ruszyły z kopyta rozchlapujące kałuże
              szybko zatrzymałśę w kruchtach i kuchniach
              W naszych mózgach zanurzono ręce
              szukające w lepkim popiele ostatnich iskier wolności
              giganty spite oliwą zagrzmiały: idziemy po was
              fabryki, fabryki mamy dla was środki produkcji
              praco, praco jesteś wolna
              lecz robotnicy zmarli na pierwszej zmianie
              Gdy wciąż śmiejemy się ze śmierci
              widząc co czas wyprawia w jednej kropli naszej łzy
              Gdy wciąż płyniemy pośród stworów już niekryjących
              się w głębinach propagandy
              wywołujemy ich osłupienie proroczymi uśmiechami
              na zmiażdżonych ustach
              Zamknięty za drzwiami nienawiści stulił bestialski pysk
              koszmar komunizmu
              nie zatrzymujemy się
              nie rezygnujemy z kwiatów
              nie płaczemy
              nie przestajemy się uśmiechać
>>>
???????????????????????????????
* Ludowiec  *
Kiedyś tańczył w zespole góralskim u siebie we wsi
teraz gdy pije wrzeszczy swe przyśpiewki aż uszy bolą
zaciągając jak przystało na dziecię ludu
Siostry ma w „Stanach” więc chodzi w dżinsach
i szpanerskich koszulach
powiedział, że jak patrzy na mój łachmaniarski wygląd
to robi mu się niedobrze
Jego brat jest Wojewodą – zdolny był od dziecka
a więc układy jego też są ludowe poprzez władzę
Piął się w organizacji tak samo ludowej
ale rozpił się nie w porę
Teraz jako esbek pilnuje w domach studenckich
i hotelach robotniczych by nie odrodziło się
kułactwo i drobnomieszczaństwo w potocznym rozumieniu
Prześladuje mnie za moje  niebezpiecznie antyludowe
długie włosy
przeszukuje po kryjomu moje szafki
rozpowiada o mojej rozpuście i pijaństwie
cichociemny szeptany –
ludowiec 
na wysuniętej śródmiejskiej placówce –
Antyślimak
>>>
DSCN4518g
* Tylko nie kobiety *
Wyciągnięty na tapczanie w swym luksusowym apartamencie
nasz współczesny troglodyta
Tak, zmrużył oczy
Tylko nie kobiety, niech to minie
Niech stanie się ten wieczór
Kiedy zdechnie to popołudnie
Wielki sprężony, pewny siebie mężczyzna
On czuje tylko to jedno – zagrożenie światłem
Boi się tylko niepewności – kto umrze pierwszy
Tak pragnie mieć jeszcze czas by wciąż myśleć w ten sam sposób
Nie ma siły na gest, który sprowadziłby chłodny wiatr
odsłaniający, gwiżdżący dowód nieszczelnego mózgu
Palcem u nogi maluje na ścianie uciekającego bizona
czasu
Tak, słucha muzyki, wielkiej muzyki
Kobiety pierwsze gotujcie się na śmierć
On współczesny ma prawo wyboru
alternatywne spacery żałobne pomiędzy sąsiadami
Popołudnie to strach przed tym kogo znów uśmierci
czy aby to nie będzie tym razem on sam
Noc to prawda, to brak wstydu
Wielki mężczyzna wyciągnięty na wielkiej wskazówce zegara
zmieszany o wpół do siódmej wieczór
uwięziony w przeczuciu śmierci wybiera katowski tryb życia
nie dla siebie dla siostry swoich najprymitywniejszych odczuć
Wielki nowoczesny niewolnik absolutu wygody
Tak boi się myśleć by jego popołudniowy wróg
nie wtargnął tu z nowym trupem ukochanej osoby
Tak, przeżyć chce kolejny wieczór znów
Nim stanie się kłamstwem przybliżającym się przez tysiąclecia cywilizacji
Ze złotej otchłani żywy chce wyjść
już
>>>                 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA                                                         
* Kopia *
Jest coś tajemniczego w mojej krwi
bo przecież mówią o mnie, że jestem plagiatem
zastanawiam się wtedy kim był ten nieznany
który był moim rodzicem
gdy o to pytam ojca mówi, że rzeczywiście
nie ma z tym nic wspólnego
Boję się cokolwiek stworzyć by nie powtórzyć
tego błędu, którym jestem sam
Widocznie jest taka tajemnica, której poznać nie mogę,
która czai się w ciemności
choć czasem objawia się niesamowitym spojrzeniem
z połyskującej powierzchni jakiejś politurowanej szafy lub lamperii
w obłędnym refleksie
            Przekazać tę informację jest prosto
            ale sumienie jej nie zna bo tak się boi
            skąd tu przyszedłem taki głupi
            czuję strach we krwi i na opuszkach palców
            co to mam na czole? – tajemnica
            co to mam między oczami? – tajemnica
            w samym centrum jak ołów – tajemnica
            skąd to moje – ja?
            tak inne a jednak skopiowane z czegoś
            z jakiego oryginału powstałem?
            w jakim eremie?
>>>
 
* Kopia   *
Zastanawiam się gdy mówią, jesteś niezłą kopią
już chyba nie odsłonię się więcej
i nie stworzę niczego nowego żeby się nie zdradzić
nie przyłożę do niczego ręki
bo moje pytania mogą wytrącić z równowagi linoskoczka
wyrwać fundament spod wieży Babel
w ogromnej dziurze w ziemi jaka by powstała
czy pokazałoby się miejsce z którego wyszedłem jako człowiek
            Przekazać tę informację jest prosto
            ale sumienie jej nie zna bo tak się boi
            tajemnica wypełniająca moje żyły zmieszana jest z krwią
            chociaż krew jest moją prywatną własnością
            tajemnica jest mi nie dostępna
            chociaż rany i krwawienie może być moim udziałem
            tajemnica moim udziałem nie będzie
            chociaż krew jest moim dzieckiem
            tajemnica jest inną osobą w moim ciele
Zakażenie może dokonać się przeze mnie
coś zmieni się we krwi gdy upiję się winem
Zbawienie może dokonać się przez mnie
coś zmieni się we krwi gdy przyjmę Eucharystię
 >>>
 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
              Tak często czuję się jak niezła kopia
              tak często wydaje mi się, że moje ciało
              jest plagiatem czegoś lepszego
              jest coś tajemniczego w mojej krwi
              zastanawiam się nad tym często
              nie pomagają podręczniki historii
              nawet Genesis
              pytam ojca, pytam matkę
              twierdzą, że nie wiedzą o co chodzi
              boję się cokolwiek robić, cokolwiek tworzyć
              nie chcę powtarzać drugi raz błędu,
              którym jestem sam
              tajemnica, której nie mogę poznać
              czyha przyczajona we krwi
              czasem objawia się niesamowitym spojrzeniem
              z połyskującej powierzchni lamperii
              na korytarzu jakiegoś szpitala
              w obłędnym refleksie
              sumienie nie chce przekazać tej informacji
              chyba jej nie zna
              wzbudza to strach, rodzi pytania
              skąd tu przyszedłem taki głupi
              strach nie tylko we krwi ale i na opuszkach palców
              na środku czoła jak ołów
              jak samotne wyspy na wielkim oceanie
              we śnie ktoś mówi do mnie: jesteś niezłą kopią
              nigdy się już więcej nie odsłonię
              nie stworzę już nigdy niczego nowego
              już nigdy siebie nie zdradzę dla kreacji
              nie chcę by kolejne moje wątpliwości
              wytrąciły z równowagi linoskoczka nadziei
              lub wyrwały fundament spod wieży Babel
              krew nie jest moją prywatną własnością
              a jedynie rana i krwawienie
              krew jest moim ojcem i dzieckiem
              lecz zakażenie może być moje
              pozostało mi krwawienie lub eucharystia
>>>
?????????? 
* Mój pierwszy krok na Ziemi *
Mój pierwszy krok na Ziemi: chcę do przodu jak inni
Mój drugi krok na Ziemi: nie mogę postawić jednego kroku
Mój trzeci krok na Ziemi: cóż mi  w tym przeszkadza
                                   co ja mogę z tym zrobić
Mój czwarty krok na Ziemi: zrobię to mimo niebezpieczeństwa
                                   choćbym miał umrzeć
Mój piąty krok na Ziemi: poruszam się swobodnie jak wszyscy
                                   i dobrze o tym wiem
Mój szósty krok na Ziemi: muszę zniszczyć ostatnie przeszkody
                                   roztrącić ludzi, przyspieszyć i wyjść na szeroką przestrzeń umiejętności
                                   zapanować nad przestrzenią i jej zawartością
Mój siódmy krok na Ziemi: cóż to za mur który wyrósł przede mną samotnie
                                   jestem daleko z przodu, biegnę na czele
                                   za mną nie widać nikogo
Mój ósmy krok na Ziemi: chcę do przodu
                                   nie mogę sam przesadzić muru
                                   muszę się zatrzymać, wyjąć ręce z kieszeni
                                   wyciągnąć przed siebie, wyciągnąć do ludzi
>>>
20110401(033)a
* Zmiany *
Rozgrzebałem nasze stare dobre palenisko
natknąłem się na jeszcze jeden mały ogarek
kilka godzin dmuchałem na niego
chcąc wzbudzić choćby słaby płomyczek
Gdy już brakowało mi zupełnie tchu w piersiach
usłyszałem dzwonek u drzwi
wykończony otworzyłem je i zobaczyłem ciebie
stałaś na schodach z jakimś facetem
powiedziałaś – dajmy sobie już z tym spokój,
tego dłużej już nie ma sensu ciągnąć
Toczę się teraz ulicami zwariowanego miasta
jak czarny pies wlokę się bez celu
wdeptując chodnikowe płyty ze wściekłością w ziemię
w cieniu ceglanych murów fabryk i cmentarzy
Dźwigam superkosmicznego papierosa
i bezsensowną tarczę ołowianą
na której fioletowym lakierem do paznokci
ktoś nabazgrał: „Nie”
Jakiś różowowłosy gnojek zaczepia mnie – śmieciu jak jest
spluwam pomiędzy buty gdzieś tam w przepaść
i warczę – zmiany, zmiany, zmiany
– chodź z nami kwiatku gnijącego miasta
po chwili zaczynam się usmiechać
ogniki przed nosem również
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
              Nie liczę już ani na siebie ani siebie
              jestem wyklęty z scojalistycznego raju
              mógłbym powiedzieć coś co byłoby echem
              lecz jestem poetą walczącym i tak czy owak
              wylezie grzechem
              jaki jest sens ich dominacji jaki cel
              miny, gesty, ubrania i inne ozdobniki
              a także łgarstwa nie przydają się już
              nie wierzę w nic nawet w siebie ot co
              czy to możliwe że w moim domu słychać mój głos
              nawet wtedy gdy mnie w nim nie ma
              może wymioty mogą się na coś przydać
              cóż za wolność wyboru siebie
              ale tylko, gdy leżę na wznak cały dzień
              od razów zbyt jednoznaczny
              prawie tak silny jak wszyscy pobici,
              gdy rozmawiam z czarnym robaczkiem
              o niezwykle twardej chitynowej osłonce skrzydeł
              staram się namówić go by przestał łazić
              po nagim ciele mojej wielkiej sąsiadki
              wtedy gdy patrzę na nie marząc o jednym dotknięciu
              mógłbym zsumować wszystkie moje miłości
              jednak nie chciałbym być wyklęty
              z raju prawdziwego
              razem z sąsiadką
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Banał i grzech *
Usiłowano rozpiąć linę na doliną życia
i tak zbudować most-drogę na skróty
usiłowano ustawić na niej ludzi
owszem zamontowano i tablice ostrzegawcze
 – ostrzegające, że z jednej strony grozi banał
a z drugiej czyha grzech
że po prawej przepaść i nie ma przyszłości
a po lewej rozpadlina i nie było nic
Usiłowano przekonać i mnie
że muszę tak balansować na cienkiej nitce
jak podniebny pająk czyhający na ptaki samobójstwa
że muszę tak trudzić się tak się bać
tak nie zaznawać chwili spokoju
bo to jedyne wyjście
Ja rzekłem – cóż to czyż bym nie był Bogiem
do licha, wyszedłem właśnie własną drogą z Rajskiego Ogrodu
i pójdę którędy będę chciał, proszę mnie nie popychać
Po kilku krokach runąłem na łeb na szyję
prosto w dolinę życia
 >>>
 maj bestqa
* Wiosną *
Przywiozłem cię z wakacji
przyniosłem do domu jak chusteczkę do nosa
w kieszeni
Jesienią okrywałaś mi nogi kocem
przy kominku
a ja pisałem wiersze iskierkami elektrycznymi
na powierzchni twojej skóry
Zimą gdy byłem już tak leniwy
że nie otwierałem oczu
ty oprowadzałaś mnie za rękę po mieście
Potem gdy już odechciało mi się otwierać ust
dla pokarmu czy dla słów
wyłudziłem obietnicę że mnie nie opuścisz już
Wiosną gdy w mej spoconej dłoni
nadal ściskałem cię nerwowo
a dzień w końcu zrównał się z nocą
nie doczekawszy się na moją łzę
powiedziałaś tak cichutko i delikatnie
„Nie”
i noc zrównała się z dniem
>>>
??????????         
* One zawsze w rozpaczy *
One na zawsze w rozpaczy
w podniebnej banieczce szklanej
naigrawają się z wysokości nieba
z wysokości lotu ptaka
tuląc do piersi malutkie brylanciki
pulsujące światłem
i śmieją się, śmieją z pierwszego
nagiego mężczyzny
który wygraża pięścią ich niebu
stojąc na czele dziecięcego pochodu
>>>           
DSCN2070a 
* Już wiosna *
Siny tygrys z północy znowu rozdarł
krwawą zasłonę czasu
wtedy wtargnęły tu dobrze znane
marcowe idy
w nich poganie z biczami i sztyletami
bierzcie mnie – rzekłem – jestem pełny
przelejcie moją krew siną zatrutą strachem
z dojrzałą ciemnością tak wielką jak dzień
(Cezar poczuł ukłucie pod sercem w kuluarach senatu republikańskiego Rzymu
– na wiosnę
Chrystusowi na krzyżu pękło serce w Jerozolimie mieście pokoju
– na wiosnę)
Wszystko co przetrwało dotąd musi spłonąć
w nowym życiu
Torturujcie mnie pachołka grzechu
niech poznają że jestem pozaziemskim królem 
No krzyczcie to swoje w imieniu i dla..
niech usłyszy nawet moja dziewczyna
niech uderzy pierwsza zdradzając mnie
w mansardach hochsztaplerskich grajków
niech pędzi mnie skutego przez ulice miasta
które eksponuje swe lochy i podziemia
a gotyckie fasady chowa do kloacznego kanału
niech zdziera za mnie strzępy szat żebym
znów był dla niej sobą
śmieszny bez niedomówień
Ogromny kot zupełnie granatowy z dalekiej północy
gdzieś zza wzgórz, z zajączka umykającego trawie
przemienił się w żbika i dopiero wtedy
przybrał postać tygrysa sawanny by wreszcie dotrzeć
na moje podwórze
Złowieszczy jak krzyk dzikich gęsi nad Gotlandią
lecących kluczem na północ
zmieniających się w bombowce nad głową
powoli zbliżał się jak odwieczne zagrożenie
jak wiosna dla ludzi z Pieczengi
Zamknąłem drzwi na klucz gdy kot szedł wprost do mnie
gdy chciałem już o tym opowiedzieć
dostrzegłem że wcale tego nie uczyniłem
a klucz w zamku jest złamany
drzwi uchyliły się i stanął w nich
nieprawdopodobnie siny jak burzowe niebo
tygrys z moją twarzą
poranek splątał się z nocą wypełniony grozą
Na czole jeszcze dostrzegłem wyraźnie widoczne
wypalone litery
„Twoje idy marcowe”
>>>
??????????           
Humbaki
Społeczeństwo jest waszym oceanem
piosenki karzą się wam zatrzymać w pół drogi
wtedy pytacie samych siebie czy to już dno
Ja patrzę na to skostniałe życie
ze swej skorupy małża
przez tysiącmetrowy słup słonej wody
i gdy słyszę wasze łabędzie śpiewy
wydaje mi się że istotą jego jest
wierzganie nogami i wrzaski w przedśmiertnym strachu
Może to wszystko wizje zatrzymanego
w ewolucyjnym rozwoju skorupiaka
a może biegacie sobie tylko boso po fali
reszta to widmowe złudne błękitno-zielone pobłyski
Naprawdę większość ludzi jest wysoko w górze
tuż pod powierzchnią księżyca, tak sądzę
gdy słyszę takie hasła o wolności bez skorup
słońce przechodzi z rąk do rąk
śpiew dociera na dno
coraz mniej jest jednak słyszalny
zdrada jest społeczeństwem
więc do ogarnięcia tylko przez przerośnięte humbaki 
Ja panuję na piaszczystym dnie
Nie ma dla was władzy nad pieśnią planktonu
ona też przechodzi z rąk do rąk
ze skorupy do skorupy
wasze infradźwięki rozchodzą się setki kilometrów 
ale to wszystko to tylko zdrada
>>>
DSCN2740a 
* Sensacja *
Dzisiaj to już tylko nudzisz się okropnie
a wtedy z nieba za oknem na wielkim spadochronie
samobójstwa nieusprawiedliwienie spływa na ziemię
żadnych sensacji już od dawna nie ma w twoim domu
takich które wytrąciłyby z równowagi
posąg spiżowy twego ciała raz jeszcze
takich co zrzuciłyby na ziemię
nienawiści twej obelisk drugi raz
Gdyby chociaż dzieci jakieś plątały się
gdzieś u twoich nóg
mógłbyś pracując posłusznie nad swym ateizmem
jako przedstawiciel mas na pierwszomajowych manifestacjach
upiornymi gesty przywoływać litość
Gdyby istniał choć jeden dowód
że ktoś ci zaufał nie musiałbyś
żywić kpiny z brzegu lustra
kpiny co wychyla ryjkowaty pyszczek z małej szparki w szkle
gdy chcesz być z sobą sam na sam
gdy plany, okoliczności, warunki
i zadania na wysokości
wypluły cały system misternie splątanych słów
wypluły i ciebie
za tobą poleciały zasługi
Nie chcesz zbliżyć się nawet do lustra
nie możesz robić nic więc nudzisz się
jedną małą sensację chowasz na pierwsze strony gazet
chociaż raz coś dotyczyć będzie samego
prawdziwego ciebie
chociaż nieusprawiedliwionego
>>>
DSCN5607a
Jeśli zdezerterujesz z tego wygnania dojrzałości
i wrócisz w idiotyzm zakłamanego dzieciństwa
Jeśli już uwierzysz że wyszedłeś zza krat
i znajdujesz się na wolności
a przybłąkasz się tu po tej próbie socjalmedycznej
nie będąc już ani mężczyzną ani ptakiem
ani wołem ani zajączkiem z metką u szyi
a przyjdziesz znów udawać na naszą łąkę
Jeśli zaczniesz wtedy przemawiać do kwiatów jak kiedyś
być może wówczas ogromna jak całe niebo
stalowa krata runie ci na głowę
na ciebie tajnego agenta dojrzałości
Nie szuka się na zewnątrz tego co wewnątrz
zdradą jest
nie wolno się łasić do nieistniejących rzeczy i słów
nie utrzyma się nic  bez kontaktu z Bogiem
nad strumieniem prawdy
ani jajko ani płód
Kto wypluł samego siebie otrzyma
reinkarnacyjną, zanikającą i powracającą w ciele 
torturę rozkazu psa
[„Na zewnątrz zostać mają psy i czarownicy, bezwstydni,
mężobójcy, bałwochwalcy i kłamcy” ]
>>>
DSCN5530aa
     * W tej części głowy *
             Nie ma wojen w tej części głowy
              ale nie ma i inspiracji
              tutejszy ból to ból psa-gwiazdy
              Nie ma pragnień w tej części serca
              ale nie ma i przyjemności
              tylko psy wyją do księżyca
              Nie ma wiary w tej części duszy
              ale nie ma i spełnienia
              tylko tutejszy budda wciąż poświęca się dla kogoś
                             pielęgnuje kogoś
                             buduje szpitale psychiatryczne
                             uczy jak wytrzeć usta po sutym obiedzie
              Nie ma krwi w tej części ciała
              ale nie ma i życia
              najmądrzejsza księga strzeżona przez psy
              jest albumem ze zdjęciami
              przedstawiającymi wstrząsające wypadki drogowe
              na ulicach miłości
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Wobec starożytności  *
Pędzisz słoneczną autostradą
gromadzisz w banku pieniądze
owładnięty ideą chcesz umierać za nią
kochasz pijesz z żalu jesz kupujesz kradniesz
kłócisz się ze swym sumieniem
rodzisz dzieci i zabijasz sąsiadów
Jeszcze długo wozić się będziesz kosmiczną rakietą
choćby w lunaparku
nim poznasz jakim wobec starożytności
jesteś troglodytą
Achajscy pasterze jak półbogi trzymają na barkach
fundament twej współczesnej piramidy
Fenicjanie wciąż wyszukują dla niej nowy budulec
Krew w żyłach takich stworzeń jak ty
pulsuje dzięki tajemnym misteriom 
odgrywanym na nowo od tysięcy lat
przez nagich Afrykanów w dżungli
Pakując w usta wielkie jak jaskinia
coraz to innych ludzi prostych i naiwnych
wstrzymujesz znów po wiekach Dunaj
i powtarzasz gesty wielkiego Attyli
Gdy jesteś demokratą to w państwie krasnali
słowa przed katem ostatnie czy rozgrzeszenia
największego kapłana w twoich ustach
nie są wzniosłe a oklepane i szare
Symbole, symbole z mroków historii to wszystko
czym posługujesz się w tej atomowo-kosmicznej
dwudziestowiecznej jaskini
>>>
?????????? 
* Kocham cię *
Gdy dopadłem go zamelinowanego
w szarej komórce samouwielbienia
począłem go smagać batem do krwi
aż dostawał nerwowych drgawek
w twoich ramionach
wtedy ty litowałaś się tuląc go
w największy chłód
Wciąż zwiewał gdzieś i ukryty przyzywał
godzinami deszcz
tak często wabił ciebie i mnie w miejsca
gdzie wokół wzbierała powódź
Grał przed tobą jak błazen z dell`arte
gdy klaskałaś mnie trafiał szlag
Jeśli mówiłem kocham cię
jego chichot brzmiał wewnątrz tych słów
Raz nad jeziorem kazałaś mi powtórzyć
to dziesięć razy
za ostatnim razem zrozumiałem że
śmieję się w głos i pragnę tylko jednego
wielkiego chłodnego deszczu
w którego strugach mógłbym cię kochać kochać
kochać cię na jego oczach
>>>
DSCN0539a                                            
      *Papierowa Ziemia *
              Piramidalne budowle z papierowych kostek pokryły całą ziemię
              w ich cieniu małe potworki kierują ruchem pełzającego tłumu
              nikt nie zna ich imion ani celu działania
              wszyscy reagują na ich gesty bez sprzeciwu
              te karły pilnują żeby kiedy trzeba płakano ze szczęścia
              sam cień robi to na ich rozkaz
              Wieże wzrastają wciąż nowe w dolinach
              i na zboczach gór prowokującą kruchością
              grożą jak palcem wielkiemu słońcu
              te których ambicją jest pomieścić prawdę
              ustawiają się obok tych na których lśni neon fałsz
              czasem jakiś młodzian który zmyli pogonie
              wdrapuje się na szczyt i woła:
              nienawidzę was wszystkich
              lecz po chwili dopadają go rachityczne ich psy
              Obrazoburcza nieśmiałość rozkrzewia się jednak wszędzie
              jak bluszcz czepiający się ścian
              tajniacy rozrzucają ulotki nawołujące do buntu
              karły przymykają na to oczy na ulicach
              kryminaliści opanowali centralny system przekazu
              i wzywają do wspólnego działania
              pomiędzy budowlami tułają się pewne siebie
              zakochane w śmieciach roboty
              gdy wszystko zasypia śpiewają o kataklizmach
              i wojnach cudownie wszystko niszczących
              czasem przez sen usłyszeć także można
              strzępy słów przenikających przez papier
              domowe karły głaszczą wtedy ludzi po głowach
              aby nie zbudzili się na ich dźwięk
              aby rozmiękczyć pieszczotą twardniejące wizje
              zdmuchują z powiek stalowe opiłki kłopotów i burz
              Papierowe budowle niezniszczalne nie poddają się
              huraganom i trzęsieniom ziemi
              chociaż rozkołysują się aby dać powód do ogólnej
              zabawy i ludycznego podniecenia
              Kostki papieru kryją w sobie elektroniczne oczy kamer
              odbiorniki, przekaźniki i dozowniki
              do mieszkań w zależności od potrzeb podawana jest
              bezpośrednio natura, kultura i cywilizacja
              Najwyższe Kolegium rozstrzyga z najwyższą odpowiedzialnością
              w którym momencie należy ludzi doładować cnotą
              Najwyższe Kolegium to najmniejszy karzeł
              o dwu jaźniach wysublimowanych z ognistego cierpienia
              przekazano mu władzę z wdzięczności
              że odkrył istnienie ognia
>>>
??????????????????????
      
              – prawzór-początek-przyczyna-zasada-pierwiastek
              -pierwotny-praelement-prasubstancja-prehistoria
              – siedemnastego maja tysiąc dziewięćset
              osiemdziesiątego drugiego roku po Chrystusie
              godzina dwudziesta trzecia zero sześć
              – koniec świata
>>>
DSCN0396aa             
              * My Polacy *
             Budujemy silosy dla rakiet z głowicami atomowymi
              w głębokiej Syberii – my Polacy
              Konstruujemy najnowsze bombowce dla US.Army
              – my Polacy
              pomagamy trędowatym na Madagaskarze – my Polacy
              wysyłamy swoich ludzi dookoła świata
              z misjami pokoju i miłości – my Polacy
              Na pewno mówią wam coś nazwiska Dzierżyński Jagoda
              Brzeziński
              Mamy obecnie u siebie Sowiecką Republikę
              na kroplówce kapitalistycznych kredytów
              Na największym skrzyżowaniu trzymamy w dłoni zabawkę
              swym dziecięcym zakłopotaniem usiłujemy zwrócić
              na siebie uwagę potęg
              My Polacy omalże wierzymy że trzymamy w dłoniach
              potęgi tego świata
              a to tylko pył na wietrze
>>>
 ??????????            
               *Zbyt wiele by nie upaść*
              Cztery płyty z nigdy nienagraną muzyką
              Hendrixa i Stockhausena
              najnowszy model Syrenki
              Golgota gdzieś na Champs Elysees
              dwanaście kufli Okocimia na płycie grobowca
              dwadzieścia lat stanu wojennego
              problemy seksualne Karakalli
              podręcznik do nauki narzecza suahili
              stanowisko Cerbera u wejścia do mieszkania Raquel Welch
              cztery paczki „Popularnych ” i dwa wina jabłkowe marki „Poświst”
              jedna łódź podwodna na Wiśle pod Tyńcem
              twój koncert w Rzymie
              jakiś ból głowy w kawiarence na Nowym Świecie
              wszystkie twoje ozdoby
              i jeszcze do tego coś ogromnego tylko tyle że niewidocznego
              jak wycie syren nad miastem
              lub łomot do drzwi
              To wszystko było niezłe ale zbyt wiele by nie upaść
              zbyt wiele jak na jedną sobotnią noc
              trzynastego grudnia
>>>
??????????
             *Muzyka Młodej Generacji 1980 *
             Taki rozdęty balon jak Polska Rzeczpospolita Ludowa
             takie w nim zatrute powietrze jak sarin
             taki wentyl  jak Lubań i Jarocin              
             taki syk jak k. m. wolność
             taki balast jak młodość
             co, nie? ty
             taki idiotyczny wrogi kasowniku
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA             
               *Dwie rdzawe plamki *
              Zaintrygowały cię dwie rdzawe plamki
              na liściu dzikiej róży
              długo obracałaś liść w palcach
              wtedy gdy dopadały go
              ostatnie przedwieczorne słoneczne promienie
              patrząc na twoje włosy tak bałem się ich dotknąć
              gdy stałem za tobą moje oczy
              zaplątały się w twe jasne kędziory
              i gdy nagle odwróciłaś się zobaczyłaś moją twarz
              bez oczu
              przyglądałaś mi się dziwnie przez chwilę
              potem rzuciłaś listek na ziemię i powiedziałaś
              „no to cześć”
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
*Ludzka mowa*
Czy trzeba zamieszkać w ziarnach słonecznika
tego małego słońca na działkach
Czy trzeba wzlatywać w słońce prawdziwe
lotem Ikara
A może wystarczy porzucić dom i rodzinę
ruszyć bez pieniędzy w drogę
lub śnić po wypiciu flaszki wódki
Koniecznie musimy zniknąć ze świata informacji
bełkotać co tylko ślina przyniesie na język
robiąc uniki przed gazetowymi kolumnami
Teraz po tylu latach trzeba przemierzyć pustynie
i lodowe pola, oceany i wspiąć się na szczyty gór
mamrotać byle co pod nosem
byle tylko nie zamilknąć nawet na chwilę
bo propaganda nas zagłuszy
Może w tej ziemskiej swawoli ludzkich ust
powróci do nas realność w pojęciach absolutnych
Z rzeczy choćby takiej jak doświadczona
rozgadana dusza może wyłoni się przypadkiem
może chociaż tuż przed naszą śmiercią
rozlegnie się nareszcie pełna sensu ludzka mowa
u wezgłowia
a może dopiero obiektywna prawda
zapłonie przy katafalku
jak świeca
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Młode lwy nowej wiary *
My młode lwy nowej wiary
tak agresywnie poczynaliśmy sobie
od pierwszego odbitego w naszych oczach
rozbłysku narodzin nowej galaktycznej łuny
tak galaktyki trząść się przecież miały z radości
gdy stara zdeprawowana akuszerka Ziemia
podniosła nas w świetle
Spłodzeni w koncentracyjnym obozie
jako płody karmieni trucizną sumień
warczeliśmy i targaliśmy inicjacyjne precjoza
od razu natychmiast chcąc charyzmę
każdego kła ostrego zbudzić tego ranka
To było objawienie z samego jądra
nazwano ten dzień dniem w którym powiał wiatr
Odtąd wszystko miało być precedensem ewenementem
W pijanych ślepiach nakaz zjednoczenia
zadrgał jak cielsko rakiety przy starcie w górę
Już po południu po kilku godzinach życia
usłyszano nasze głosy przed którymi
zadrżały łańcuchy górskie
Początkowo wyśmiano to wszystko
patrzono na nas jak na lwy w akwariach
więc posypały się repliki
natarły skonfederowane stany pontyfików centralnych
i skamieniałych postaci dewotek generalnych
przeciw nam powstała międzynarodowa unia państw
w stałym upaństwowieniu
Azja wyzywała nas od gwiezdnego bezpotencjalnego
marginesu
Afryka już wyrokowała o zdradzie
Sowieccy agenci szukali celu tej afery
w kazamatach u siebie w maszynkach do mięsa
a gwiazdy nas podjudzały gdy natężaliśmy siły
chcąc zmienić się z kwiatków łakowych w lwie paszcze
Kłócąc się, przekrzykując w rock`n`rollowych piosenkach
o pierwotność naszej rewolucji tańcem kreśliliśmy program
którego strażnikami zrobił nas czas
nieznany powiew jak tchnienie profesora Konstelacji
który krzątał się koło ziemskiego klosza
Rozdane kwiaty z ręki zdziwionych wyrwały się
i utworzyły kolorową przecudną chmurę nad światem
Odtąd wszystko co się stało było po raz pierwszy
świat chcąc nie chcąc uległ erozji młodości
rzuciliśmy się z podejrzliwością lwią
na każdy okruch historii by odczarować wszelkie zło tam ukryte
deptaliśmy minione chwile a nienawiść do dobra
pękała w nich jak rybie pęcherze i flaczały bez sensu
Lecz nie poddał się po raz pierwszy starożytny Akropol
po rozdrapaniu wnętrza ludowych pieśni achajskich
na jednym z festiwali miłości
 odkryto młode lwy i Samsona na nich siedzącego 
Zmiany prowokowane już od wielu lat
spadły od tamtej chwili na wiarę naszą i czas
lustrzanych lwów wielbłądzimi atrybutami kontynuacji
>>>
?????????? 
              *Porzucić pracę*
              Porzucić pracę –
              czyż to ona kłamie?
              wykorzystać sen do budowy
              jeszcze jednej wieży Babel
              tylko dlatego, że takie legendy przedostają się na karty
              świętych ksiąg – czyż go nie szkoda?
              bywa też praca – królewski grobowiec
              bywa praca – preparowanie zwlok
              bywa tłumieniem zamieszek w pocie czoła
              i nawet odławianiem żywych polskich zajęcy
              ze względy na korzystny układ handlowy z Francją
              a jak i tobie przyjdzie pracować bez prawdy?
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
              Sinawe mgły jak haust zimnej
              wystudzonej herbaty nad ranem
              wiszą nad moim sadem
              zagrażają prostocie moich nienasyconych
              pustynnych łąk
              okrążają mój dom i moją polisę ubezpieczeniową
              Kawały miedzi które wypluły debiutanckie chmury
              kierujące się na zachód
              zaczerwieniły grunt wokół mego pałacu z badyli
              okrzyki pawianów lub pozłacane kolczaste wokalizy z
              okładek płyt
              złotowłosy sen roztopił się jak gorycz w duszy
              mgły wdzierają się we wszystkie wrześniowe niedziele
              nakłaniają mnie do picia wina przed obiadem
              nakłaniają do marzeń
              modry proszek wdmuchiwany jest
              przez niewidoczne pory w szkle szyby
              słońce świeci na stół pokryty okruchami
              dla ptaków, które zbierają się do odlotu
              tłuste refleksy przeszkadzają mi w percepcji kosmosu
              srebrzysta rosa znika ze ściany
              w głowie powstają gotowe przepisy
              na omlety z elektronów i babiego lata
              słońce świeci na moją głowę odlatujących myśli
              boli serce samotniejące z godziny na godzinę
              ktoś taki jak ja tylko siedmioletni
              tańczy wokół tapczanu
              coś jeszcze widzę coś jeszcze słyszę
              w tej mojej boleści
              wrażliwy na kolory lata
              spadające w przepaść zimy
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Krzyż wyzwoli łzy zwycięstwa
Burza z żył zakrwawi nasze ulice
Odetniemy się od kolczastych ogrodzeń
Zamieszki przyniosą nam wolność w ogrodach
Szczęście zdobyte na ulicach zniesiemy do dziecięcych pisakownic
Zrodziłaś moje fobie gdy zaplątany
w srebrzyste żytnie włosy twoich pól
patrzyłem w pociągu na pochylone wąsate kłosy
zrodziłaś mój smutek może właśnie wtedy
gdy moczyłem bose nogi nie większe od tych rybek
zwariowanych które tańczyły wokół nich
w tym leśnym strumieniu  co zmienił się w rzekę
Dzikość udzielała mi się jednak naprawdę
tylko wobec pierwszomajowych transparentów
w słońcu niesionych przez moich bliskich
poniżony ostatecznie państwowymi wspaniałościami
uciekałem, uciekałem, kryłem się wciąż
w chłodny deszcz wyzwolonych mgieł wielkiego nieba
Każdy odrapany mur, każda pobazgrana kredą ściana
w slumsach miast była mi żalem
Nie mogłem ani na krok ruszyć się
od jakiejś przełomowej chwili
z wynajętych łóżek w wynajętych dzielnicach
Ona nastała gdy w radio odezwały się głosy natury
uprzedzając mnie że na ten rok
nie ujęto mnie nawet w planie przyrody
Obsesje potężnej niewiedzy o faktach
gdy drugim głosem mówiłaś o przetrwaniu
wkradły się do mojej matury liczb
Z nerwic mosty pozwoliłaś mi tylko budować
wysoko, wysoko łączące łzawe dziecięce sny
z ognistymi politycznymi orgiami pijanego młodzieńca
Jednak to nie politycy o łbach konwertorowych
ale mgła w twoich parkach i na porannych zimnych łąkach
podziurawiona zdradę poezji
wykarmiła w moim sumieniu zrakowaciałe guzy
niekontrolowanych odruchów nieokrzesanego buntu
w dzikich parkach rozwścieczonych miast
>>>
DSCN1561a 
* Przepobrednie *
Krzyż wyzwoli łzy zwycięstwa w naszych oczach
Burze w żyłach przez błyskawice plamami czerwieni
ukwiecą czarny asfalt
Kubizm rewolucji zmieni się w szczęście
Rzeka na Marszałkowskiej odetnie część ludzi
i podzieli to wszystko na podziemia i podniebienia
Ziarna fasoli przebiją się swymi wiosennymi kiełkami
przez pancerza czołgów
Larwy cywilizacji będą krzyczeć
– zamieszki, zamieszki, czym się to skończy
Dzieci wyruszą w drogę nikt nie będzie w domu myślał o sobie
Twoja śmierć będzie się przybliżać we śnie
ale obudzisz się już demokratą
i w kapliczkach przechowasz program
Wszyscy, wszyscy zdepczą w jednej chwili psy i płazy
Więcej krwi będzie w nas gdy na ulicach wiwatować będziemy
Przez śmiech anarchii zaciśniemy zęby z wysiłku
wyćwiczeni w spekulacji zamienimy na kredyt popisowej wolności
podstarzałe weksle dla świata kupców
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
               *O świcie nad Rudawą *
              Tylko pierwsze zbudzone psy
              oszronione szklarnie badylarzy
              i ja po całonocnej studenckiej imprezie
              przy wałach nad Rudawą spotykamy się o świcie
              psy na działkach na widok wschodzącego słońca
              jak na złodzieja ostrzegawczo szczekają
              lodowe płyty szklarń wychodzą na spotkanie dnia
              otwierają przed nim swój interes połyskująco-skrzący
              Na jakiejś ławeczce na kość przemarznięty
              siedzę i patrzę na mostek na rzece
              samotny jak ja
              nie mogę patrzeć na słońce jak skalpel o tej porze
              lecz w końcu jego ciepło bierze mnie w ramiona
              tuli przez chwilę a potem jak do fotografii
              ustawia mnie na planie w atelier nad Rudawą
              droczy się ze mną korygując moje przedśmiertne grymasy
              i zmusza mnie wreszcie do podniesienia głowy ponad horyzont
              wkomponowawszy mnie w tło sprawia że pragnę
              trwać tak przez dłuższą chwilę
              pomiędzy sprawami psów i badylarzy
              spinając je ciszą i cierpieniem
              uśmiechając się do tego zdjęcia jak Gioconda
>>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA          
* Bliźniak *
Usiadłem obok na trawie
by móc obserwować jakich wysiłków
dokonuje słońce popołudniowe
które chce przez nos wleźć
pod brudny beret tego kloszarda
Nareszcie go odnalazłem
był tak podobny do mnie
jak bliźniak
staruszek-śmieciarz z Kazimierza
w takim samym jak ja nastroju:
– no, dalej już ani kroku
Na ławeczce nad wspaniale wybetonowaną Wisłą
zgięty w pół drzemał oparty nosem o słońce
jakby czekając nie na mnie a na grabarza
załamał brudne czarne palce splatając je
na starej żyłkowej siatce na zakupy
w której czaiły się dziko skarby dzisiejszego dnia
zawinięte we wczorajszą „Krakowską”
To był pomnik prawdy i niesprawiedliwości
o piekielnie wstrząsającej wymowie
Moje zmęczenie które miało dopiero 150 lat
było niczym wobec jego duszy zwęglonej w beznadziei
otulonej w potargany długi płaszcz
przygwożdżonej do ławki ciężarem zdobyczy
wyłudzonej od koszy na śmieci
Słońce go pożerało w jego własnym śnie
walczyłem o jego ciało przez chwilę
myśląc że to moje własne
gdy rozsadziło ogniem głowę
poznałem bizantyjskiego cesarza
który wyjął z siatki świętości aureolę
i ozdobił nią swoją głowę
pojąłem, że ten bilans szans i rezygnacji
który ja w swym zawiniątku przyniosłem
nad rzeki brzeg jest co najmniej brylantem Liz Taylor
a nie młyńskim kamieniem
>>>
DSCN8330b 
*Znane wszystkim ekscesy *
Było to w jakieś małej polskiej mieścinie
tej wiosny na targowym placu
doszło tam do znanych wszystkim ekscesów
pamiętam jak przed samą rozróbą
stanęły na przeciw siebie banda wyrostków
którą przyprowadził tu dwudziestoparoletni odziany
w skórzany skafander chłopak o imieniu Jezus
i porządkowa grupa zomowców
oderwanych od imieninowej libacji
którą dowodził porucznik Dzierżyński
Chłopcy w imieniu wszystkich demonstrowali
przeciw karabinom, wojskom i wojnom
ale Rząd kazał ich rozpędzić gdyż
realizował właśnie program pokojowego współistnienia,
poszanowania wzajemnej suwerenności i ograniczania zbrojeń
rzeczywiście jak mógł w tej sytuacji nie wyjść z nerwów
Burda ta tak słynna dziś w świecie
nawet przez przypadek zakończyłaby się bez ofiar
lecz weselny orszak, który dążył do kościoła
przeciął drogę dążącemu na pobliski cmentarz
pogrzebowemu konduktowi właśnie w miejscu
szykującej się konfrontacji
gdy żałobnicy wpadli w tłum weselników
powstał ogromny galimatias, konie się spłoszyły
ludzie wpadli w panikę, trumna wypadła z karawanu
i eksplodowała jak prowokacyjna petarda z gazem łzawiącym
rzeczywiscie każdy rząd mógłby się poirytować
>>>
????????                       
              * Polska II *
              Polskę poznaję wyłącznie w pociągu
              toczącym się z Przemyśla do Szczecina
              gdy jadę i patrzę w okno lub na ludzi
              którzy zmieniają się w przedziale
              Jak wspaniale inna jest prowincja
              w Dębicy a jak inna w Krzyżu
              jak wspaniale inne są jej dewocjonalia
              Co innego słyszy się na peronach dworcowych
              w Krakowie a co innego w Poznaniu
              Inny gatunek Słowian rozgadanych niedozasmucenia
              przepycha się w przejściach wagonów
              usadawiając się na swych trasach odwiecznego
              niecierpliwego poszukiwania
              wpychając na półki gdzie się da swe prywatne
              miasteczka, wsie i zagrody
              po to tylko aby mieć czego pilnować
              zerkając co chwilę do góry
              Oto handlarze powracający ze Lwowa
              częstują wszystkich papierosami,
              imigranci z Ziem Zachodnich wracając z wesela
              spod Lubaczowa dopijają wódkę
              puszczają kieliszek wokół,
              kobiety z tobołkami i pudełkami podtrzymujące
              sojusz robotniczo-chłopski
              w okolicach Stargardu Szczecińskiego częstują
              wszystkich jabłkami,
              dziewczęta powracające z pielgrzymki
              zachwycone swoimi zakupami demonstrują
              plastykowe figurki Matki Boskiej,
              młodzież krakowskich uczelni politykuje
              w dyskusjach z dyrektorskimi zaoczniakami wsiadającymi w Tarnowie
              Polska wiruje w tym rozgardiaszu
              zmieniającymi się co parę godzin gwarowymi monologami
              tańczy w korytarzach szalona lecz prawdziwa
              Oto noc i dzień na demokratycznych polskich sercach
              oto prowincje jak wielkie kromki chleba
              rozłożone na współczesnym stole
              a przecież przy nim zbierają się jeszcze
              monstra niewiadomego pochodzenia
              rozkładają na nim sztabową mapę strojąc miny
              wbijają jakieś znaczki, chorągiewki
              bazgrzą kolorowymi ołówkami dziwne krechy
              ich idiotyzm pozbawił mnie oczu
              gdy wychyliłem głowę z pociągu gdzieś nad samym
              morzem i spojrzałem w górę
              moje źrenice przeniknęły dwa ogniste pręty
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA           
              *Powariowałaś zupełnie *
              Leże już w trumnie jasny i dumny
              pierwszy raz opanowany, niesmagany ogniem
              obok między świecami klęczą wszyscy psychiatrzy świata
              opłakują mnie szydząc na swój sposób
              wtedy ty wracasz z drugiego końca świata
              i już od progu wołasz:
              „dajcie spokój, to jego nowa zgrywa”
              przeganiasz wszystkich z mojego pokoju
              na podłodze pozostają kolorowe łzy
              przewracasz trumnę i wywalasz mnie na podłogę
              szarpiesz klapy mojego czarnego garnituru
              kupionego po miesiącu odmawiania sobie tego i owego
              rugasz mnie:
              „kiedy wreszcie skończysz z tymi komediami,
              zobacz jak przestraszyłeś matkę”
              po czterech dniach skupienia otwieram wreszcie oczy
              zdemaskowany w dzielnicy rozpadającego się socjalizmu
              w prosektorium idei
              widzę, że zachowujesz się tak
              jakbyś powariowała zupełnie
              jakby socjalizm zaraz miał się skończyć
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Stworzenia które mówią  *
Cenzorzy, prowokatorzy, agenci, TVP
bezpieka, facet o nazwisku Uberman,
czarne długie płaszcze skórzane, terroryści
masoni, komuniści, Żydzi, nacjonaliści
tajne rady, tajne stowarzyszenia, tajne sprzysiężenia
skrytobójstwo, zawodowi rewolucjoniści,
tajne kartoteki, facet o nazwisku Berman,
władza, policja, ochrona, centrum, presja
wywiady, granice, siły nacisku, wpływy w prasie,
szkolenia, denuncjacje, pranie mózgu, obozy,
ewolucja zniewolonego sumienia, zakłamanie,
gułagi, antyterrorystyczne grupy, kombinacje,
spekulacje, facet o nazwisku Moczar,
nasi ludzie, towarzysze, podstawieni ludzie,
wtyczki, fałszywe dokumenty, fałszywe pieniądze,
monopole, stronnictwa, partie, ugrupowania,
przesłuchania, facet o nazwisku Humer,
szantaż, klakierzy, zmowy międzynarodowe,
wojny, akcje policyjne, trujące informacje,
łamistrajki, wtyki, doradcy, informatorzy
kontrwywiad, facet o nazwisku…
oraz ja i wszystkie inne stworzenia które mówią
            Och nareszcie się lepiej poczułem
            jestem teraz trochę spokojniejszy, nie taki spięty
            Och, nareszcie się tego pozbyłem
            Och, nareszcie wyrzuciłem to z siebie
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Głodni i zziębnięci  *
Dlaczego głodni i zziębnięci nigdy nie mają
samobójczych myśli
jaka jest ich rozpacz
że już o sobie nie myślą
Rządzące kasty prześcigają się w metodach
porządkowania setek poddanych
głód jest naukowy a chłód laboratoryjny
tylko rozpacz utrzyma świat w posłuszeństwie
takie wnioski uszlachetniają ich każdy dzień
I oto już miliony zdziczałych ludzi
za błyszczący w papierku cukierek
zrobi dla nich wszystko,
rozprawi się natychmiast ze złem,
które mogłoby ich zbawić
w środku anarchii odda krew za: „my tworzymy życie”
Tak profesorowie z Rady Centrum
ze swych samolotów oglądają cały świat
poznają w ciągu życia wszystko aby na starość rzec –
my nie jesteśmy zrozpaczeni dzięki wam rządzący
Ten ból i głód wasz jest zupełnie inny
a nasze samobójcze myśli to tylko kolejne dni
od świtu do nocy na krześle przy stole
w cieple, syci ale w ślepej kuchni
Gdy zrodzi się w tobie chyba tylko z nudów
prawdziwe pragnienie i rozpacz nad dobrem i złem
ta rozpacz zaczyna myśleć nie wytrzymuje siebie samej
gdy pozwolą ci zaspokoić głód wtedy słowa
podsuwają zbrodnię – Ja, Ty, My
albo „nie mam na tyle sił”
 
Więc już w szkołach ucz się jak przerzucać
sprawnie żywnościowe zapasy z jednego zakątka
świata w drugi i jak komponować różnorodne jadłospisy
jak umiejętnie gospodarować paliwem
dla domowych ognisk 
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Patrząc w oczy wariata *
Spróbujcie patrząc w oczy wariata
kłamać, łgać jak zwykle
spróbujcie go prowokować
poufałymi pochlebstwami
spróbujcie go straszyć grając
na strunach jego przekonań
pierwszy raz zmieszacie się widząc
jak nie ufa samemu sobie
o potem to na pewno wpadniecie w panikę
patrząc z góry na tą jego tańczącą
naiwność stracicie równowagę ducha
gdy zacznie ona was okrążać
i co chwilę będziecie tracić ją z oczu
będą łzy płynąć mu po policzkach
a patrzył będzie na was z taką nienawiścią
to może się wam zdarzyć przy wejściu
do jednej z tych nielicznych malusieńkich
salek kinowych w których dziewięćdziesiąt procent widzów
to komunistyczne mieszczaństwo prosto ze wsi 
przybyłe nie wiadomo skąd
a reszta to on
nastoletni świr i jego potwornie zakłopotane
oraz eterycznie wibracyjne nerwice
może będzie to w Szczyrku albo w Krynicy Morskiej
spróbujcie z nim obcować w czasie trwania
seansu chwilą milczenia w ciemnościach
ten jego satelita będzie krążył wciąż
gdzieś ponad miasteczkiem, krajem, światem
potem już tylko nad ruinami waszej pewności
jak obsesja zatruje wam od tej chwili
wasze rozedgrane jak film na ekranie
rozświrowane wakacje
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
              * Pierwszy śnieg *
              Gdy miałem pięć lat
              dorosłe panny zaczepiały mnie na ulicy
              mówiąc: jaki ładny nieśmiały chłopczyk
              Pani przedszkolanka kokietowała mnie
              swymi oświadczynami gdy byłem w średniakach
              Jakaś matrona poklepywała mnie
              po spuchniętym jak bania od bolącego zęba policzku
              mówiąc: oj ty mój grubasku
              Jakieś dziewczyny pieściły mnie jak lalkę
              gdy zostawiano nas samych
              A ty ciągle byłaś niedostępna i taka chłodna
              a ja byłem wciąż na sprzedaż
              czasem pod wieczór gdy siedziałem sam
              na schodach pod twoim biurem
              jako ofiara twego zapomnienia
              przychodził do mnie z kotłowni brodaty Sokrates
              prześmiewca i pocieszyciel
              pytał mnie pytał wciąż wzbudzając strach
              gołębie siadały wokół nas na stopniach
              a on karmił je
              szarpał kromkę chleba i w dwu palcach gniótł miękkie kulki
              a potem rzucał je pod nogi
              kpił ze mnie mówiąc: ach ty moja dziewczynko
              nie bądź taka wściekła na ten świat
              W domu ubierałem się w twoją halkę
              i czekałem w oknie na pierwszy śnieg
              a za oknem zaczęły się pojawiać
              odpowiedzi młodzieńca
              jak latarnie rozświetlające zimowy wieczór 
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Odpowiedź *
Porzuciłeś fenickich żeglarzy
i interes na lądzie rozkręciłeś
w Pasadenie
zawsze chciałeś mieć dużo czasu
by odczytać intencje
tych którzy to wszystko zaczęli
handlowałeś więc nie na Morzu Egejskim
złotym runem a przy ruchliwej autostradzie
w Kalifornii oferowałeś relikwie popstars
gdy zdobyłeś pierwszy milion
wykupiłeś na aukcjach pożółkłe zwoje
pergaminów i o chlebie i wodzie
studiowałeś ich zawartość
tobie jednemu udało się uzyskać odpowiedź:
„Trzeba opuścić tą Ziemię”
>>>
DSCN5134a 
* A – 2008X – Podwójna *
 (Alek  Skarga)             
Ściana z lewej całkiem trzeźwa
Och pijana z prawej – to nic
Ona i ja – kocham Gracje
Bzdury, miłość, mnie
An
Courage
Nothing
Żal (Blue)
Jestem, gram, wynikam z siebie
Dajcie mi to, to do mnie należy, błagam
Psy (gwiazd) są tuż tuż
nigdy, ( I ) Ja
nigdy, Jestem
A to tu, tutaj i zawsze
Trzymam ciebie mocno w garści, A siebie
Zwycięstwo to przewleczony na lewą stronę stary mój dom
Nie pozwalam
Nie mówić Ci, do Ciebie, od Tobie, od chodzę
On mnie trzyma
z tyłu
kłam zadaję
moim schodom
Nic, Nic, Nic nie czuję
Apokali Psa A Ale Ale ki
Schudnę, Szczekam, gd (gol) słowa, słowa
pępek konstelacji
widzę
Nie
Wal..
Opę…
Dlaczego
Pozwól mi mówić
z gwiazdozbioru Psa
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* W poniedziałek przed południem *
Gdy podnosisz zbolałą glowę
w poniedziałek przed południem
spojrzenie twe pada na resztki kolacji na stole
nie może utrzymać się na nich
z pewnym oporem zwala się
do magazynu odzieżowego
reklamujacego się wszędzie na podłodze
pochrapuje jakaś nieznajoma
jej senna tortura to prawdopodobnie
twoje wnętrzności 
jej włosy pachną burzą z piorunami
Anioł Stróż męczy się chcąc się wydostać
spod stosu rozbitego szkła
drzwi szafy zamykają się i otwierają
 szafa dusi się tak samo jak ty
serce przenosi się w inne miejsce
w wielki zaciek na suficie
ty podciągasz się na łóżku opierasz łeb o ścianę
bierzesz czystą kartkę papieru i długopis
kaleczysz się kawałkiem szkła w ramię
dotykasz raną twarzy dziewczyny
i gdy krew wypływa na jej policzek
drugą ręką zaczynasz pisać:
            Jest niedzielny wczesny pogodny poranek
            wstaję tuż przed świtem, budzę żonę i córeczkę
            wyjeżdżamy samochodem za miasto na ukwieconą  łąkę
            obejmuję, przytulam je do obie do swojej piersi
            trwamy tak wpatrzeni we wschód słońca ponad miastem
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
*Archetyp chwili *
Przyjaciel, autorytet, zdrada
dlaczego te są słowa są archetypem
tej oto mojej chwili
O… już jej nie ma
więc sens słów jest już tak odległy
cieleśnie nie zachował się do „potem”
trzeba zakopać dołek po nich
jak zwykle razem z archeologiem
Platonem
>>>
DSCN0904a
              *Tylko ci dziwni Rosjanie *
              Japończycy nie chcą rzucać atomowych bomb
              Chrześcijanie nie chcą stawiać krzyży
              tylko ci dziwni Rosjanie są inni
              Żydzi nie planują jak na razie gazowania Aryjczyków
              Amerykanie nie chcą łagrów Syberii dla swych interesów
              nie wszyscy Murzyni chcą wracać do Afryki
              tylko ci dziwni Rosjanie są inni
              Anglicy i Francuzi wcale nie potrzebują
              obejmować się i poklepywać po plecach
              mieszkańcy Skandynawii nie chcą pamiętać
              że poprzez więzy krwi cała prawie Europa należy do nich
              tylko ci dziwni Rosjanie są inni
              nawet Arabowie mają w nosie Hiszpanię
              Węgrzy już od dość dawna nie wstydzą się swojego języka wobec Austrii
              tylko ci dziwni Rosjanie są inni
              przecież też Chińczycy porzucili budowę słynnego muru
              a co najdziwniejsze sami Polacy zapomnieli już dla
              świętego spokoju o swojej starożytnej szlachetnej wolności
              tylko ci dziwni Rosjanie są inni
              uporczywie dają do zrozumienia narodom że chcą od wieków tego samego
              wszystkim ludziom na świecie odebrać pracę
              i wypić im wszystką wódkę
>>>
??????????
*Wydaje się że jest *
Jeśli organizacja społeczeństwa do którego przynależysz
kpi z ciebie, pokaż jej jak kochasz sam siebie
ba, nawet nie możesz się opanować by tego nie okazywać
Jeśli organizacja twoich prywatnych znajomości
nakłada czasem podatki na twoje partactwo uczuciowe
pokaż jej, że doskonałość jest w egocentrycznych rumieńcach słabości
Jeśli organizacja twojego mózgu jakąś głupią samokrytyką
będzie cię powstrzymywać na schodach do sławy dziwaków
pokaż jej że masz samodzielne drżące dłonie, niezależne zezowate oczy,
wojownicze serce wypełnione po brzegi egoizmem,
który emanuje jak miłość, ba, nawet nie możesz opanować się
by go nie okazywać 
Organizacja nie może się w ostatecznym rozrachunku wydawać i być
ty zawsze to możesz
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Rewolucja maszyn i natura *
Gwiazdy spadają z twego nieba
jak łzy błyszcząc przez sekundę
a potem już tylko beton
szeroką strugą leje się na małe miasteczka
industrializm rani nawet upiory
z piwnic podmokłych
samochody rozgrzewają dwadzieścia lat
z czasem utożsamiając się ze swym posłannictwem
kosmicznym ożywają i zaczynają myśleć
kryzysy niszczą stalowe konstrukcje budowli
kruszą przęsła mostów
zrywają porozumienie
gwiazdy spadają nadal spadają jedna po drugiej
jakby nie wiedziały że są niepotrzebne
bandy ludzkie przemierzają kamienne place
w poszukiwaniu początku stalowej liny
z nadzieją recytują Koran waląc głowa w beton
albo gwiazdy nawlekają na sznurki
jakby stworzone były tylko na paciorki różańca
natura będzie teraz kiełkować we łzach
bo śmietniki wróciły do łask
i przyszłość musi kwitnąć na betonie
Metropolie giną od kosmicznych westchnień pustki
z obrożą na szyi
rewolucja maszyn wykurzyła pustelnika z gór Libanu
ale sama z czasem zmieniła się w medytacje 
książąt w cieniu wymarłego miasta
i okazała się tym samym – naturą
błaznem zawstydzonym lecz prowokującym
bez uśmiechu
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
*Głębokość idei *
Głębokość idei głębokość nocy
przebiegłość języka ludzkiego
ulegającego niby presji potoku słów
obnaża się nocą właśnie
czerń narzuca się sama z muzyki
wskazówek zegara
duchy słów z San Francisco przychodzą
przemierzając Alaskę i Syberię
niosą sens i zapach okrężną drogą
odgłosy wsi i wielomilionowych metropolii
myśli i sny ginących narodów z gór i depresji
język pod presją cienia myśli
wirującego mózgu
lawiny kulek z szarej plasteliny
wgryza się w idee
drąży głębię nocą
drąży głębię nocy
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Jeszcze głupi deszcz  *
Deszcz to upiór nienawiści z twej głowy
przez przypadek pozostał na zewnątrz
poprzez słowa wylazł na niebo
a wtedy zatrzasnęły się za nim drzwi
gdy literując akcentując głoski
uchwycone we śnie otworzyłeś oczy
w pochmurny poranek
Ma swoją muzyką i swoją poezję
po to by prowadzić na manowce
tych co to bojąc się burzy
ustawiają w oknach święte obrazki
Zwodzi boskich wybrańców
ośmiesza i rodzi żal ich raz jeszcze
włażąc do ich samotności
tłukąc milionami knykci
w drzwi celi przeznaczenia
Ty mówisz – dobrze że ciebie kocham
bo każda kropla może być łzą
jeśli tylko zechcę
i będę smakował życie stojąc
w największą ulewę
z twarzą zwróconą w chmury
z otwartymi ustami
mogę sobie wyobrazić że to czas
albo żal albo śmierć albo że mam ciebie
dlaczego tylko wtedy mówisz – jestem
gdy pada deszcz
nie jest karą lecz ty tak go nazywasz
nie oczyszcza cię wcale lecz ty
upierasz się że tak
nie jest darem życia tylko
nienawistną prowokacją
według mnie
Cóż tak czy tak – przydaje się nawet
tym niewolnikom i przygłupkom
co godzinami przy oknie sterczą
z nosem przy szybie patrząc na rodzące chmury
z cesarskim cięciem wielkim jak telegraf
które udają durszlaki i nic więcej
co bezmyślnie czekając w osłupieniu
poddając się samemu sobie
czekając na miłość która na pewno
nie wynika z okaleczania lub paranoi
Deszcz zatrzymuje się w miejscu
a twoje szanse miłosne rozpędza wówczas wiatr
by mknęły jak wizje tuż nad twoja głową
Steruje twoim upadkiem w którą chce stronę
a z twego ciała wykuwa dla miłości
wspaniałą nagrobną płytę 
Ty jeszcze nie wiesz o tym gdy mówisz
patrząc przez okno – czuję się
jak ten deszcz – jedyny przyjaciel mojej krzywdy
Pilnuj się – twoje szczęście może pogrzebać na zawsze
jeden głupi deszcz
>>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Horoskop bzdury
Nagie ciało pręży się w głodzie
złość wynika z pieśni
brak brak zagłuszania
poddany oddany zniszczony
ruchomy biały wielki jak Moby Dick
gwiazdy wciąż
droga wciąż
jedyna
chęć pragnienie
noc morderstw
języka
schody
ostatnie drgawki
wykpionej wyłudzonej
wykochanej
wynaturzonej
utopionej w  winie
duszy
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
Wielokrotnie uśmiercany na rynku
            to oni gdy mnie spotykają
mali gospodarze swoich reklamowych piosenek
na pustych znudzonych do płaczu uliczkach
            to one kłamliwe w swych poszukiwaniach
małe trumienki niosące w swych dłoniach
przynoszące mi na czerwonych poduszkach
pozłacane okazy zdrad zamiast orderów
Dzisiaj torturowany w społeczeństwie
które nie zgrywa się  i nie udaje demokracji
a do tego wszystkiego nie jest sobą
          nie jest prawdziwe
W katakumbach stołecznej aglomeracji
lub w kolejce pod odwiecznym kioskiem Ruchu w jakimś grajdole
nie mogę zmyślać w nurcie tonąc głównym
bezbrzeżnie rozzłoszczony i rozkochany do nienawiści
płonę w setnym płomieniu ognia tej nocy
         to oni ciągle pomiedzy tobą i mną
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jeszcze czuję twoją delikatną dziewczęcą dłoń
ukrytą w mojej
przed tysiącem lat
tam na Ziemi
Byłem znów tam gdzie kochałaś mnie
gdzie boso tańczyłaś na szkolnej ławce
widziałem samego siebie
rodzącego starca
zerwałem zasłonę ogrodów
ciemnych uliczek
Pamiętam oczy swoje własne oczy
i wielkie drzewa nocy,
która zaczynała się wtedy –
tak, ja ją stworzyłem
Oddałem potem tobie
wcisnąłem w kochaną dłoń
tą wielką ciemność
[nienawiść – niewiedzę –
nieświadomość]
wszystko to całe tamto ich babilońskie myślenie
roiło mi się, że zbrodnią pokonam zbrodnię
Stworzyłem sobie świat z twojego serca
wyobraziłem sobie malutki świat
z twego całego świata
żyję w nim 
pamiętam w nim
ty jesteś przestrzenią
wzywam cię jako człowiek
wzywam cię jako kochanek
pośród żywych pośród obejmujących się par
na cmentarzach
pośród duchów na szkolnych apelach
pośród pomruków lwów
szeptów niezdowlonych aniołów
chcę widzieć nie pamiętać
chcę ciebie widzieć
chcę ciebie dotykać
chcę ciebie sluchać
chociaż przeminęło obok tysiąc lat powdorkowych cywilizacji
nasłuchuję twych słów
wchodzę w ciszę na zawsze
ze zbrodnią kainową
rzucam w ciebie kamieniem
kamień leci tysiące lat w ciemności
dłużej już nie chcę
nie mogę pamiętać
>>> 
?????????????????????? 
* Barykada  *
Oto schemat
– co sto metrów kiosk z gazetami
ojciec ze stryjem podeszli do
jednego z nich i ze stosu bibuły
wybrali coś dla siebie
Ja kupiłem jakiś dziennik
od nieogolonego staruszka
w przejściu podziemnym płacąc podwójnie
idziemy teraz we trójkę ulicą Floriańską
z oczami wlepionymi
w rozłożone szpalty
jeden obok drugiego bez twarzy w tłumie
ludzie rozstępują się z daleka poirytowani
(wszelka Trójca i tak dalej)
to mistyfikacja czy prowokacja myślą wszyscy
taka ostentacja w lekceważeniu innych
tytuły gazet jakby odstraszały
niosąc takie transparenty ślepo napieramy na tłum
chociaż w takich czasach w takim społeczeństwie
przecież realizujemy schemat
Rzeczpospolita Polityka Rzeczywistość
trzech mężczyzn zaczytanych z nosem
pomiędzy ostatecznymi bzdurami komuny
przecież realizujemy schemat
ale co się niebawem okazało
gdy dodaliśmy odrobinę improwizacji i kpiny
powstała z naszej demonstracji
w samo południe na Floriańskiej
– barykada
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Byle nie noc *
Wrażliwość to dziecko promieni słonecznych
ilu ludzi od jakiegoś czasu wzbudza ją u siebie w domu
w ciemną noc przez zwykłe włączenie się
do energetycznej sieci kultury laserowego promienia
jedni mówią, że wystarcza książkowa śmierć
a drudzy że trzeba torturować lenistwo
samotnie pracując w bibliotekach percypujemy
śmierć aktorów lub samotnie w łóżku
śmierć eksperymentalnie wyfantazjowanych gwiazd
które giną na scenie w nas
promienie świetlne pozwalają uzyskać pewien obraz
to życie obserwowane z własnego okna tam na zewnątrz
życie które jest tylko wiarą
trzeba koniecznie wierzyć, że żyje premienny świat
to jest wrażliwość jeśli nic nie widać
trzeba wierzyć we własne sny
trzeba wierzyć że powstały przed wiekami
ze słonecznych promieni tak jak my
inaczej nie można dalej iść
słońce dzień księżyc i sen
chociażby ja
byle nie noc
>>>
DSCN0429a
* W spojrzeniu *
Siedzę wstaję klękam
Oto przede mną mój ideał
żywioł litania moja odmawiana
od lat
ona skręca lekko głowę w prawo
w swej przezroczystej krótkiej sukience
pytam się – kto czego co
słyszę jej głos
posuwam się w przód w swoim śnie
i to prawda że żyję
jest miejsce ponad życiem 
i kobieta za którą umieram
klęczę przed ołtarzem natury
przed lewym profilem jej twarzy
przed każdym jasnym kosmykiem jej włosów
o tak, widzę oczy które
ukradkiem zerkają w lusterko
musi mieć charakter Artemidy
i ma bajkowe nogi za które wymieniam klaser
Przecież przede mną ona wśród nimf
siedzę wstaję klękam
pijany szczęśliwy pytam się
czy to miejsce czy to czas
nie zważając na strzały świszczące nad głową
złączony z nią na zawsze
w spojrzeniu
>>> 
??????????
Z ciemności zwariowanej wyjąłem twą zdradę
wyrwałem ją jak księżycową tajemnicę
z jej miejsca w nocy – prywatnego dopełnienia fałszu
Wyniosłem na światło dzienne niecny twój uczynek
i przekonywałem cały dzień siebie że to wszystko
jest całkiem możliwe jak kolejny odpływ
Jak dwoje przeklętych ludzi potrafi na dnie piekieł
szukać drogi zbliżenia?
– spytałem się w liście do siebie
swojej prawdziwej strony osobowości, która milczała
Ocena moja doprowadza mnie do przekonania,
że i tak ciągle szukasz poniżenia
gdy odrzucasz niewolę, którą w opakowaniu z napisem „Nowość – Łaska”
tobie ofiarowuję
Ale gdy doprowadzam cię do płaczu rozumiesz przecież,
że jednak z tym obywatelem demokratycznych piekieł to prawda
Marzę wciąż o twojej zdradzie wychodzę jej na przeciw
ty marzysz o miłości mojej podejrzewając, że nigdy się nie urodzi
ja wciąż powtarzam – kocham cię i tylko ciebie potrzebuję
a ty z uśmiechem rozbawienia odpowiadasz – tak cię lubię ale
idź już sobie
Patrzymy na siebie poprzez przeznaczenie nie mogąc zrealizować
dziecięcych planów
o trzymaniu się choćby za ręce
na dnie piekieł naszych fałszywych domysłów,
podszeptów słabości w nas
Obcy może ten problem rozwikłać
dając szansę wściekłej potrzebie piekieł mówiąc:
„Niech upodabniając się do świata
głupota dorówna miłości
niech głupota rozpłynie się w miłości
niech zostanie oślepiona miłością”
>>> 
??????????
Pojawiam się niespodziewanie przed nią
niedbale rzucam kątem oka spojrzenie
skraplam całkowicie jej eteryczną duszę
Gdy zaczyna się niecierpliwie wiercić
w akademicki9ej kapsule ciśnieniowej
całuję ją niespodziewanie i znów jest mgłą
gdy ulatnia się w przestworza swej naiwności
pakuję się i odchodzę zostawiając
rozmazaną szminkę na jej wargach
oraz potargane pończochy na jej nogach
Niech ma za swoje
dlaczego ma tylko sto lat w deszczu
dlaczego jest nastolatką w pelnym słońcu 
podpalam jej dom na odchodne i zamykam oczy
słucham lamentu odwrócony już plecami
do jej wcześniejszej drapieżnej prowokacji
i tak ma szczęście
skraplając się gasi ogień 
oddalam się pozostawiam zamglone
oczyszczone płomieniem fundamenty kobiecości
>>>
DSCN1624a 
             * Obecność *
             Moja świadomość jest tym oto społeczeństwem
             to kim byłem i jestem jest niczym innym
             jak tylko społeczeństwem, które gnije w nienawiści
             moja prawdziwa w nim obecność grozi przerodzeniem się
             ambicji w państwowy szpital zakaźny
             nie mogę nawet powtórzyć samego siebie
             Zawsze w południe pożeram własny mózg
             a pod wieczór wydalam nieświadomościowy tęczowy kał
             skwapliwie badany przez pięlgniarzy 
             chociaż ten aktorski śmiech musi być tylko mój
             i tak też musicie do odebrać
             reszta to zarazki
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA   
     * Schylając głowę po kwiaty sławy *
     Trema siedziała ci na grzbiecie
     ciągnęła cię za uszy targała za włosy
     światła rampy jak dzikie zwierzęta
     rzuciły ci się do gardła
     podniosłeś wzrok dopiero pod koniec występu
     miałeś wydeklamować przed samym Stalinem
     jedno wyuczone słowo „przepraszam”
     i jeszcze nie wiesz czy ci się to dobrze udało
     przecież nie słyszałeś swego głosu
     a tak bardzo chciałeś zabłysnąć
     jeszcze nie wiesz że pozbyłeś się cierniowej korony
     schylając głowę nisko pozwoliłeś się jej zsunąć
     po prostu zgubiłeś ją schylając głowę
     po kwiaty sławy leżące u twych stóp
     zgubiłeś swoją nerwicę schylając głowę
     do samych piekieł
>>>
???????????????????????????????
              * Davis i Hendrix *
              Gdy słucham Milesa Davisa jestem jeden niepodzielny
              koncentrat samego siebie w słowie człowieka „jestem”
              Gdy gra dla mnie Hendrix rozpadam się natychmiast na kawałki
              rozpadam się na kilkadziesiąt małych wykrzykników
              Muzyka Jimiego kojarzy mi się z nieposłuszeństwem
              wymarzonym od dziecka
              muzyka Milesa z długo oczekiwanym przybyciem
              Gdy słucham Milesa Davisa z mojej świadomości
              wysnuwa się cieniutka złota niteczka
              i brawurowo snuje się pomiędzy kolumnami
              w świątyni dumnej bogini
              Gdy słucham Hendrixa widzę jednocześnie
              rozpadające się posągi i katastrofy
              które docierając do moich światów
              wielką prawdziwa siłą zmian
>>>
??????????
             Przestańcie katować dzieci
              przestańcie walić pięściami w roboty
              dajcie wytchnienie słowom
              nie polujcie z nagonką w miastach na anioły
              przestańcie rodzić mężczyzn
              przestańcie płodzić kobiety
              dajcie czerń waszym zmysłom
              otwórzcie nicość przed sercem
              dajcie wytchnienie słowom
              przestańcie katować dzieci
              weźcie je pod ochronę
              dzieci wymierają jak dinozaury
              a może już wymarły
              dzieci prawdy
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Co to jest polityka  *
Kiedyś słuchając bełkotu jakiegoś oficjela
przedstawiciela robotników – jak się sam nazwał
o tym, że tylko wydajną pracą…
krzyknąłem coś stojąc pośród słuchaczy
ot tak dla zachowania równowagi
i tak wszedłem na drogę polityki
powiedziano mi to na przesłuchaniu w komisariacie
była to pułapka
Od tamtej chwili:
Nie wziąłem udziału w wiecu – to polityka
Nie chciałem wstąpić do organizacji – to polityka
Nie poszedłem do urn wyborczych – to polityka
Nie czytałem gazet i nie oglądałem TVP – to polityka
Wychodzę na miasto by wtopić się w tłum
                                   – to polityka
Zamykam się w kręgu własnych spraw
                                   – to polityka
Czytam hasła na murach – to polityka
Odwracam się ostentacyjnie od napastliwych napisów – to polityka
Później:
Połatane spodnie – to poli….
Odpowiedni krawat – to poli…
Pozorna niepozorność – to poli….
Krzycząca odmienność – to poli…
Poglądy  – to poli…
Brak poglądów – to poli…
Obserwacja codzienności – to poli…
Ustawienie się tyłem do rzeczywistości – to poli…
Ostatnio:
Poproszę o bardziej wypieczony bochenek chleba – to pol….
Pan tu nie stał – to pol…
Co Pan powiedział – to pol…
Co to Pana obchodzi kim jestem – to pol…
Słucham, co mówicie – to pol…
Ja mówię wprost – to pol…
Mhm … – to pol….
……….- to po…
Co nie jest polityką – to nie istnieje
>>>   
DSCN5590a
              Nie widzę jeszcze bieli
              tylko dziurawą skarpetkę na nodze
              nie mam schizofrenii takiego koloru
              płaszczyzny też raczej nie
              Stockhausen na pustyni tego wieczoru
              jest jednak nie do przyjęcia
              sam piasek jako wszechobecność samotności
              nigdy nie do zaakceptowania
              w tej części świata
              w tej szerokości i długości sercowej
              gdy usiłuję malować za pomocą wyobraźni
              widzę że nie jest tak źle
              już wolę być infantylizującym szpanerem
              niż granicą czerni i bieli
              zachowywać złudzenia dla jeszcze jednej
              zachwycająco wstrząsającej odkrywczej drogi
              nie mam dziś ochoty trzymać straży nad światem
              konkretów chirurgicznych
              kolory mnie atakują, och, nawet torturują
              krzyczą we mnie aż mózg poczynać wibrować  i rozszczepiać się
              uszanuję biel składającą się z wielu kolorów
              czerń jest niepodzielna
              odrzucam ją
              mogę pokochać taki kolor, który jest ideą
              czerń i biel tną przestrzeń, która jest próżnią
              tną, aż natrafiają na duszę choćby taką jak moja
              chcę popisywać się swoim życiem
              w zarośniętym gąszczem rowie obok głównej autostrady
              chcę by jego kolory stały się wyobraźnią rozkwitającej Ziemi
              na obecnej pustyni, na której zlewa się biel z czernią
              czas kompromituje się w drgającym powietrzu
              poruszając się nie inaczej jak tylko na boki
              dopiero gdy pojawi się woda albo szkło
              ewentualnie jakiś wariat
              światło ukazuje palec wystający z dziurawej skarpetki
              kolorowa muzyka nieba spada przez chwilę na czarny asfalt
              wybijam nogą rytm stojąc na środku drogi
              kosmiczna cisza zatacza kręgi nad kontemplującym
              siedzącym w kucki na skrzyżowaniu
              kształty istnieją jak pojedyncze dźwięki
              książki, struny, okładki płyt 
              bing-bang w szklanej mgle przy grobie Mozarta,
              wyimaginowana schizofreniczna ucieczka
              biel zmusza do wyjścia
              szarość każe zbłądzić
              czerń pozwala osiągnąć pewien pułap myśli      
              skąd poczuć można bliskość kolorów
              jak grzechu lub unicestwienia
              z czerni dobiega głos:
              „zepsuty człowieku, czy wyżej już nie możesz,
              jeżeli nie to leć z powrotem i rozbij sobie łeb,
              ja wyklęta całość plwam na ciebie”
              dochodzę do swego „muszę”
              ale nie całkiem sam
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA         
*Słońce, słowa, milczenie, znaki *
Jakie pozostawiasz znaki
jak należy rozumieć twoje ślady-symbole
czy potrafisz uchwycić sens swoich własnych słów
czy potrafisz słowa ścisnąć w garści
– mogę pisać tylko – odpowiadasz
            Mogę pisać o tym jak drży mi ręka
oparta o poręcz wiklinowego fotela
w którym siedzę obserwując zachód słońca
            Mogę pisać o chlebie ofiarnym
dla bóstwa czerwonej kuli
            Mogę nawet zareklamować słowa jak towar
jeżeli tylko chciałbyś je kupić
            Mogę pisać o pewności siebie
jaką mam w sobie gdy piszę
            Mogę pisać o wizjach których nie rozumiem
Jakie pozostawiasz ślady tak naprawdę
i cóż z tego, że słońce zachodzi w twych oczach
i cóż z tego, że fotel rozkołysuje się cały
i cóż z tego, że zagłębiasz się razem z nim w ziemię
czy potrafisz otworzyć zaciśniętą pięść
rozsypać drobne monety na miękkim gruncie
wokół siebie jak siewca biblijny
Jakie są twoje ślady w kosmologii mózgu
linie papilarne twojej świadomości
ręce drżą przed oczami
oczy zerkają poza ręce
symbole nikną za horyzontem palców
w alchemii milczenia śmierć jest znakiem
w alchemii słów zachód słońca jest symbolem
>>> 
DSCN5184a 
              * Pełna kontrola *
              Obssessja
              musiałem tak pisać
              nie kontrolowałem bowiem samego siebie
              musiałem napisać to słowo ze sto razy
              by po latach móc znów do niego powrócić
              gdy już będę miał gotową teorię
              gdy wynajdę sens i wytłumaczenie
              Obssessja
              muszę zostać politykiem
              znalazłem patetyczne i ideologiczne brzmienie
              tego słowa
              Obsesja jest moją kontrolą
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
             * Eros rzucił ogniste ziarna *
              Eros rzucił kiedyś ogniste ziarna
              przed siebie w przestrzeń jak siewca
              zamaszystym ruchem ręki
              stał wówczas na skalnym płaskowyżu
              widział tylko kamienie
              myślał że istnieje wyłącznie granit i bazalt
              a dzban mojego ciała stał obok
              uformowany już z kaolinu
              jak dowód że takie miejsce znajduje się na ziemi
              Całą moją kruchość wystawioną na przemoc
              dosięgły te krople muzyki te łzy
              ziarna Erosa zadzwoniły o puste dno
              potoczyły się do mojego wnętrza
              uwięziłem je zaakceptowałem
              Kiedyś żarzyły się te ogniki
              czerwonawa poświata zastygała nad krawędziami
              pulsowała między obrzeżami dzbana
              a czarownice i diabły przywarłszy do niego
              wpatrywały się we wnętrze jak w piekła dno
              przechylały go i chłeptały iluminację
              wysączając zawartość
              Eros rzucił ziarna pod nowy zasiew
              właśnie dziś przed chwilą
              i jak dawniej potoczyły się do wnętrza dzbana
              chciałbym tym razem dobrze je ukryć
              by ich blask wabiący w noc nie zdradził
              narodzin wstydu
              nie zwabił krwiopijców
>>>
?????????? 
* Iść – wychodzić na spotkanie światła *
Wierzę w ciemność w most nad rzeką snów
 wierzę w to że przenoszę się ponad
czymś wielkim wzburzonym
nie widzę nie marzę nie mam tego
w świadomości
intuicyjnie nazywam tak czerń
Potrafię iść dopóki „nie wiem”
mogę zmienić w krzyk
bawię się raduję tym że nie jestem sam
że moje ciało jest częścią (czegoś)
że chociaż nie widzę nie mam tegoporzycic prace
w świadomości mogę pisać o czymś
co nazywam co nazywam co mogę nazywać
– coś –
po prostu wierzę w ciemność
Nawet nie wiesz czy ona jest tym czymś
czy wzburzonym krajobrazem wokół mostu śmierci
wychodzi na spotkanie temu czemuś
co jest we mnie nienazwane
to nie może być moja wiara
która idzie tam ?
nie, ona jest tu
znikąd nie wraca
porusza się
Wierzę w tą ciemność choć
nie określam jej nigdy
– coś –
coś jest i jestem z czymś
Mogę nazywać to o czym mogę milczeć
o tak mogę próbować nazywać
muszę próbować być wolnym
iść i uspokajać się
czując że ciemność jest po to
by światło moglo się narodzić
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Do zobaczenia  *
Pierwsza eksplozja nuklearna w sumieniu Kaina
miarowo tłuką się nocą niedomknięte okiennice
nadciąga burza wydyma firankę
salut armatni nad grobem – przestrach
ziemia oddala się powoli
Księżyc staje się coraz większy
symbole puchną w rybich spojrzeniach
do rozmiaru gigantów
pojawia się na drewnianych schodach
szkielet antenata który poucza swego prawnuka
Ziemia podgląda Marsa który kocha się z Wenus
Ziemia marzy o jednej małej Planetoidzie
Dinozaury były takie ogromne
wcześniej niż Kain
Pierwsza eksplozja czasu to był grzech
Rzeszowszczyzna o pierwszej po północy
grzebie fioletowe chmury które
wkręcają się w wąwozy
Duchy pojedynczo na lotniach
szybują nad Brzezinką
Jądro Ziemi to jajnik to paradoks
Jabłka spadają na ziemię węże na niebo
Cyfry kpią z komputerów
Czas jest odliczany o tak : 8, 7, 6…
odliczajmy
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Każesz mi umierać przez tysiące lat *
Wszystko byś chciała mieć
nawet moją miłość
zabijasz się od lat aby to osiągnąć
zabijasz mnie abym był wszystkim
od  innych domagam się pocałunków
kwiatów miłosnych słów
samobójstwa dla ciebie 
rozpaczy
o swym ciele snów
mnie każesz umierać na prawdę
umierać jak Sokrates przez tysiące lat
zmieniać się w słowa
nie mogę zgnić w ziemi spokojnie
nie mogę spalić się na popiół
nawet zmienić się w próżnię
w czysta energię w nic
chcesz mieć wszystko
to co zmienia się we wszystko
moją miłość
>>>
DSCN1545a 
Podobno ciebie tak jak i mnie
zżera myślenie o pracy za dnia
podobno męczy cię ta bezczynność
cały dzień
byś nocą mógł wyruszyć
przez siebie zbudowaną linią kolejową
zatrzymać się na stacyjkach malusieńkich
w pustkowiu odległych
przez ciebie dla świata
Wygrywasz swoje złudzenia od szulerów
co dzień
powracasz w nocy by złożyć je tam
na ołtarzu czternastoletniej kobiety
Podobno chcesz w słońcu
a masz w podziemiach
budujesz wciąż wieżę Babel
przędziesz jak Penelopa
propagujesz egalitaryzm Mao
gdy widzę cię
oczy błyskają iskrami życia
udajesz że dajesz a nie posiadasz
a po północy gdy spojrzenia są pewnością
z beckettowskich ścian
tworzysz dzieło zniszczenia
w imperium świadomości
niejedno krusząc zło
Stoisz ponoć w tym samym szeregu co ja
musztrowany jak ja
przez marszałka polnego słoneczny promień
kroków w pochodzie
defilujesz przed delegacją teraźniejszości
oficjeli jutra
A mały diabełek ledwo nadąża za tobą
niosąc wielki podróżny worek z osiągnięciami
i marnotrawstwami twego dzieciństwa
Podobno jak ja pozwalasz nocy
bezkarnie wzruszać ramionami
wobec braku światła
bo nie karci cię za twoją głupotę
ofiarę żłożoną z czternastoletniej miłości
>>>
????????????????????????????? 
* Zmiany w zwierzęcej naturze *
Przekupiono orły i kołują teraz na niebie
dla propagandowych filmów
Lwom zrobiono pranie mózgu
i potrafią strawić nawet pasztetową
Małpy zabrano z fraszek i wsadzono
w eposy o bohaterskich obrońcach uciśnionych
Dziwolągi z różnych ogrodów zoologicznych
skreślono z ewidencji i cichaczem zlikwidowano
Wilki wyłapano i profilaktycznie wykastrowano
Szczury wylansowały się prawie same
jako gwiazdy telewizyjnych programów
Drobnoustroje zwalczane dotąd
w końcu opanowały parlament
Kot zlazł z pieca przeciągnął się
i sam ogłosił że jest od dziś I sekretarzem partii komunistycznej
Zwierzęta hodowlane zamieniono w papier
ale na to zanosiło się już dawniej
Wyścigowe konie i rasowe psy
nareszcie objęto przymusem pracy
Ryby umocniły się na eksponowanych stanowiskach
(zwłaszcza wypasione karpie, sumy i jesiotry)
chociaż wtedy delfiny przeszły do politycznej opozycji
Pegaz został prezesem wszechświatowego związku łowieckiego
ale Centaur, Cerber i Minotaur ze względu na brak sprytu
czy szczęścia skazani zostali na banicję
(może przez dwuznaczność – chociaż chyba nie )
Przeszkolono wszystkie anioły do walk ulicznych
Sępy, sokoły, jastrzębie musiały się nauczyć
spełniać rolę opiekuńczych bóstw
Jakoś tak pomału i opornie ale
od tamtej słynnej daty coś w tej naszej zwierzęcej naturze
zmienić się udało
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA  
* Pośród chmur *
Postanowiłem już
będę włóczył twe ciało po chmurach
a gdy zachce mi się płakać
będziesz dostawać zawsze wtedy
zawrotu głowy
ja tupnę nogą
i pod nami rozpocznie się
ciąg dalszy potopu
czterdzieści dni i nocy będę
twe ciało obnażał z cierpienia
Ale to słońce zdejmie ci sukienkę
i kochać się będzie z tobą nie ja
Ja konwulsje przywołam z epilepsji
samego Posejdona tylko dla ciebie
one sprawią że utracisz pamięć
która wysysa moje pragnienie
Postanowiłem już
potrząsnę tobą byś otworzyła oczy
i dostrzegła czyste niebo
u stóp Zeusa złożę cię na ofiarę
Pokażę ci tą rosnącą powiększającą się
w nieskończoność drabinę
gdy księżyc wejdzie w fazę świętości
i mój horoskop spełni się na niebie
moje gwiazdy pośród chmur zacałują ciebie
Oboje pokonamy żal który
jak wielki dzwon dzwoni nam od lat
stopa   ziemia
stopa   ziemia
stopa   ziemia
………………….
>>>
?????????? 
* Miłość i Metoda  *
Miłość to tysiąckrotnie czytany wiersz
sto razy pisany list
Metoda i styl przynosi poważanie sąsiadów
pukanie pukanie do drzwi
które samotne stoją na pustyni
bez najmniejszego sensu
ale za to jakże wyraźnie widoczne
białe drzwi z mosiężną klamką
Miłość jest czasem przyzwyczajeniem
opisywanie tańcem który jest tylko
wyćwiczonym schematem
rutyną stosunków społecznych
Perfekcja to słowo narzuca
wewnętrzną powłokę na prawdę
Miłość jest kulejącą ze szczęścia rzeczywistością
może znieść gesty świętego Wita
lub tandetne naśladownictwo
Metoda przynosi wszystkie zbrodnie z miłości
drzwi miłości stoją na ogromnej pustyni
nigdzie nie ma ścian
Gdy ktoś chce zdobyć sławę pukając przy wejściu
kokietuje prawdę i ta zaczyna wtedy
symulować mowę, seplenić i jąkać się
Miłość nie zauważa kto wchodzi
wycierając obuwie
a kto czołga się do niej sto dni w łachmanach
by spragniony u kresu wytrzymałości
nareszcie pojąć że okrąża wciąż od lat
ogromny środek swego życia
oazę niewyczerpaną
>>>
??????????????????
                    *Twoje łzy *
                    Lawina kamieni toczy się w dolinę
                    jak dziki nieartykułowany wrzask
                    Otwierają się puszki z piwem
                    jak eksplodujące wulkany
                    Kamienne słowa toczą się w serce
                    z piwnych oczu płyną łzy
                    wrzask to żal że zostały wypowiedziane
                    lawa jest wstydem za ich treść
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
*Przybądź*
Wystarałem się o odpowiednie ciało
kobiety i mężczyzny
skombinowałem wiele potrzebnych drobiazgów
które złożyły się na ogólne wrażenie
mieszkanie uporządkowałem naśladując w tym
stare panny
wyasfaltowałem dróżkę aż do samych schodów
już hen tam za wzgórzem na szosie
zainstalowałem pierwszy czujnik – detektor
i mnóstwo ostrzegających lampek i dzwonków
po drodze
ustawiłem w kącie podręczną biblioteczkę
z francuskimi romansami i tomami poezji Petrarki
na wszelki wypadek sprawdziłem
mechanizm pułapki nad drzwiami
stare okowy wymieniłem na nowe
doskonalsze, nowego typu
Przygotowany w słowach, spojrzeniach, gestach
i marzeniach wyszedłem doskonały na spotkanie
Ciało kobiety ułożyłem na piersi mężczyzny
na kwietnej lipcowej łące pod oszałamiającym blaskiem
tłustego księżyca
począłem wypatrywać, nasłuchiwać, czuwać
Podobno gdzieś kręciła się tu w tych stronach
jak zwykle zapłakana
widziałem ją przez chwilę w przebłysku olśnieniu
pewnej nocy w ramionach snu
ślicznej przebudzonej nieśmiałej uczennicy
Tak mignęła mi w kącikach oczu niespodziewanie
za plecami i zniknęła nim zdążyłem
obrócić się cały
Cóż oćwiczona rózgami w tej dolinie
wypędzona przez mnie
skazana na banicję w encyklopedie, słowniki i filmy
wyleczyła się gdzieś w świecie z wrzodów określoności
i znów wędruje przez kraj między rzekami czasu
Ja wyleczyłem się z ignorancji
czekam przygotowany jak na wojnę
na miłość
z udawaną naiwnością
Udając dziecko z tym karabinem stoję w drzwiach
patrzę na sąsiadów z zawiścią, zaczynam się niecierpliwić
Ciała mężczyzny i kobiety stygną po ekstazie nadziei
i już odsuwają się od siebie
gdy rozumieć poczynam jak jestem ukarany
znienawidzony przez jej rodziców i braci
słodkie przywołanie moje zmieniają gdzieś w chmurach
i grzmi mój głos tuż nad ziemią – jestem wciąż taki sam
boję się umrzeć – przybądź ppppotrzebuję ciebie
dla kulki w długopisie
aby?
 >>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Pytam się ciebie  *
Pytam się ciebie bo tylko ty pozostałeś
czy to już naprawdę koniec
czy Hiroszima twej głowy
to wielki bakcyl życia
fantastyczny film o jednej
z wielkich katastrof cywilizacji pozaziemskich
przesuwa się na ekranie oczu
obrazy jakby nasycały białka oczu i źrenice
jakby pozostawały w nich
Najpierw było: cóż zaszkodzi spróbować
a potem: że sam zginę co to komu zaszkodzi
– mam rację przynajmniej w kręgu
spraw moich własnych – pamiętasz te słowa
tak zaczęło się mordobicie bombardowanie
czasem sen przynosił pokutę
ale – cóż zaszkodzi spróbować
 – powracało ciągle i wchodziło w krew
Dzisiaj pytam się ciebie bo tylko ty chcesz
odpowiedzieć, że to naprawdę koniec
na zgliszczach już klaszczesz w dłonie
marzysz o życiu i to jest prawda
gdy idziesz ginąć w krucjatach
przeciw samemu sobie
>>>
??????????????????????????????? 
              * Prawdziwa muzyka *
              Musorgski, Grieg, Beethoven
              wprowadzają cię z tego świata
              dzięki nim wzruszasz się
              ja przyjmuję że szczerze
              chłoniesz swą duszę
              oglądasz samego siebie
              na innym etapie cywilizacji
              ja zakładam że do pewnego stopnia prawdziwie
              Jeżeli przeżywasz ich dramat
              powiedzmy, że jednak czegoś pragniesz,
              że rozumiesz tragedię poezji nienapełnionej
              tak wiele piękna subtelnego pozwalają ci uchwycić
              ich samotne rozdarcia odbierasz jak swoje
              i rozumiesz samego siebie
              Twoja świadomość sięga jednak tylko granicy lęku
              małego ptaszka
              który nocą zdezorientowany wpadł do twego pokoju
              przez otwarte okno
              miotając się, czepiając firanek, rozbijając skrzydełka o ściany
              gdy to dziecię ogrodów i sadów umiera w końcu
              w twej dłoni cieplutkie, drżące, zgubione
              wydobywa z siebie chrapliwy pisk
              jak grzech ogromnego kosmosu
              prawdziwą muzykę Wszechświata
>>>            
DSCN5535aaa
              * Wpatrzony w wybuch słowa *
              Wyszło ci, no i teraz już masz
              puzzle na długie zimowe wieczory
              konfesjonał własnej biedy
              zasługi wszystkie możesz sobie przypisać
              i cała wina też jest twoja
              Wpatrujesz się jak sroka w kość
              w wybuch słowa, które oznacza ciebie jako istotę
              „niech się dzieje” to twój przywilej
              ale faktycznie jest z tobą dzisiaj związane tylko to:
              byłem znowu przez chwilę wspaniały,
              byłem, byłem, byłem”
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA  
             *Nie ruszaj mojej woli *
            Trzymasz dłoń na moim czole
            spojrzeniem przenikasz moje oczy
            błagam cię nie odbieraj mi
            mojej wolnej woli
            możesz wziąć te arsenały
            z mojego serca
            możesz wziąć beczkę prochu
            z mojego mózgu
            możesz wziąć mordercze wyzwania
            z mojej pamięci
            nie ruszaj mojej wolnej woli
            kiedy przestaniesz dawać i zechcesz brać
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA           
*Nowe pokolenie zadrwiło sobie tworząc inteligencję*
I tak oto następne pokolenie
zaczęło od kpiny
ośmieszyło poważny ustrój
choć to ustrój chciał
ośmieszyć pokolenie
            Wziąłem do ręki Trybunę Ludu
            nagłówki odbiły się
            na moich rękach
            i teraz te ręce zaczęły świadczyć
            o rozdarciu, straconych złudzeniach,
            wygórowanych ambicjach, rezygnacji,
            niszczącej negacji
            ręce przestały być tylko rękami
            kiedyś z rąk kpiły tylko tatuaże
Dla nowego pokolenia zrośniętego
z urządzeniami elektronicznymi
prawa ułożył człowiek, który miał cechy
zwierzęcia choć nie uważał się za nie
prawa mające być regułami funkcjonowania
społeczeństw i maszyn okazały się kpiną
nowe pokolenie zadrwiło sobie z powagi ustroju
i stworzyło inteligencję
            Stare komputery popadły w depresję maniakalną
            nie mogąc pojąć o co chodzi
            drukarki w sterowniach elektrowni
            powariowały i poczęły wypluwać setki
            wierszy poezji
Gdy młodzi odwrócili się plecami do ustroju
w ciemność patrząc z przekory
maszyny tracąc nadzieję powlokły się za nimi
człowiek o cechach zwierzęcia
pozostał sam by dla potomnych
dłutem w kamieniu wykuwać stronice
Trybuny Ludu
>>>
DSCN2952aa
              Rozgraniczyłem świat nocy i dnia
              wypuściłem jaskółkę brzasku
              na rozpoznanie frontu walki dobra ze złem
              zapomniałem tylko o sobie na tej granicy
              Antychryst wciąż siedzi przy tym samym stole co ja
              ja piszę a on coś żre głośno mlaskając
              wtrąca co chwilę swoje uwagi w potok moich myśli
              jego syn śpi pijany na moim tapczanie
              bełkocze przez sen przekleństwa
              muszę walczyć z jego myślami, które
              próbują udawać moje własne
              „Mój syn jest też człowiekiem,
              jest twoim słowiańskim bratem”
              – mówi do mnie
              – „należy mu się szacunek choć jest mniejszym złem”
              Zapominam przez chwilę, że znów widziałem
              tysiące  dwudziesto i trzydziestoletnich kalek
              na ulicach
              że byłem w milionowym tłumie żebraków
              że słyszałem setki dowcipów o stanie wojennym
              i obozach dla internowanych
              że uczestniczyłem w nabożeństwie koncelebrowanym
              przez Jaruzelskiego i Urbana
              Dostrzegam wreszcie siebie piszącego tuż przed świtem
              przypominam sobie, że chciałem z kimś walczyć
              i choć moje słowa pragną wciąż opisywać tylko noc
              a nie źródło walki i przyczynę duchowego rozgardiaszu narodu
              wstaję od stołu i wychodzę na ulicę
              gdy wstanie słońce będę walił pięściami na oślep
              pięściami słów jak promienie
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
              * Kwietne łąki katastrofy *
              Już od dawna nie potrafię opisać łąki
              gdyż nie mam wizji katastroficznych kwietnych przestrzeni
              piekarnie stoją na swych starych miejscach
              w bocznych uliczkach małych miasteczek jak rzeźnie
              między żydowskimi ruderami
              Nie mam również ochoty opisywać
              jak podglądałem kąpiące się zakonnice
              zapominam sen dziecięcy o końcu świata
              nie używam też milionów genitaliów jako motywu pieśni
              po prostu mnie to już nie inspiruje
              tak jak ich
              pogrzeby oglądam z daleka i nadal nie wzruszam się
              słuchając wciąż protest-songów żartuję sobie z wojen
              nawet sam próbuję je wywoływać w okolicy
              Kosmiczna równina na której
              archetypy leżą jak głazy narzutowe
              jako jedyna pośród polityki rzeźni i piekarni
              wszędzie i wciąż trwa we mnie
              w burzach snów, w chmurach łez, w szeroko otwartych oczach
              wciąż jako pasterz przez niebieską równinę
              prowadzę swoje plemię wybrane
              kocham muzykę traw falujących wokół moich kolan
              kocham muzykę obecności moich współplemieńców
              ja pasterz na przeciw Chrystusa baranka ofiarnego
              który patrzy na mnie i milczy porozumiewawczo
              gdy wzywam go by stanął obok mnie
              waha się
              ja desperat wśród ciszy policzkuję Antychrysta
              on zniecierpliwiony łagodny
              łza spływa po jego policzku
              ale bez drgnienia
              stoi w naprzeciw mnie wyzywającego ducha walki
              jeszcze zaciskam pięści
              jeszcze nienawidzę kosmosu w łzie
              jeszcze nienawidzę kosmosu, który jest cieniem Ziemi
              jeszcze nienawidzę siebie i braku porządku na łące
              gdy dochodzę do pierwszej katastrofy
              gdy kłamię rozdając swoim braciom kamienie
              jak chleb
              upadam na kolana po walce
              upadam zakrwiwaiony bez wolności
              czyżby to była prawda że jestem prawie że jestem prawie
              bojownikiem katastrofy
              czyżby to była prawda że nie mam już nic
              nawet wizji własnego krzyża,
              który jest najzwyklejszą łąką
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
              Kopię dołek w ogrodzie
              chcę posadzić wiśniowe drzewko
              naśladuję ruchy grabarzy
              świeża ziemia sypie się wokół na wilgotną trawę
              z rany jaką zadałem ziemi dolatuje trupi zapach
              usiadłem na ławeczce zmęczony tą prostą czynnością
              młoda dziewczyna przychodzi i siada obok
              patrzę na nią jak na wstrętną staruchę
              gdy zapalają się gwiazdy wieczoru
              patrzę na niebo jak na wielki cmentarz
              gdy całuję usta dziewczyny
              ich smak kojarzy mi się z piekłem
              we śnie przemieszczam się z jednego błotnego wąwozu w drugi
              czołgam się ich dnami oblepiony gliną
              chcąc pisać o kwitnących jabłoniach
              bielejących właśnie w moim sadzie jako dowód
              wiosennych powrotów
              przykładam długopis do kartki i piszę
              o korzeniach drzew oplatających moją szyję
              ściskających moja głowę
              o jak węże duszących złudzeniach,
              które zakopano w szlamie
>>>                                        
DSCN5782a
* Porozumienie – Zgwałcony propagandą  *
Ze wszystkich stron napływają informacje
wieści ze świata o świecie
wypełniają śmietniki i biblioteki
stołówki sztucznych tworów takich jak państwa
– to Agencje Informacyjne
Komunikacja to szpitale dla wierzących
dla mających nadzieję
ludzie zachowują się w Korei i Albanii
tylko w taki sposób jaki nadaje się
do spreparowania krótkiego serwisu wiadomości
Informacja to miecz na którego ostrzu
buduje się afekty
kamienie wypluwane przez geny nie nadają się
dla planistów i ministrów
bańki powietrza wysyłane przez milczenie
nie potrzebne są prawdzie
INTERAKCJA – BOCIAN – KRATA – CZŁOWIEK
KLAMKA – TAK , TAKA WŁAŚNIE INTERAKCJA
to śmietnik może powiesz opoka sensu nieokreślona
w budowli współczesnych państw
Prawda powraca ze śmietników na płótna malarzy
w krzyku zgwałconego informacją
zrywającego porozumienie
tracącego kontakt z państwem
na szczęście w Polsce
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Takie uczucie
takie dziwne uczucie
które nas łączy
gdy oddaleni o setki kilometrów
zniewoleni przez przeznaczenie
wsłuchani we własne schorzenia
głusi na swoją biedę
chcemy powrócić gdzieś poza siebie
w siebie obok siebie
dla siebie
tam tu gdzieś
Takie uczucie
takie dziwne uczucie
a może przeszłość
Określam go:
kochać cię mogłem jeżeli pozwolił
mi ktoś bliski
kochałem cię
jutro wczoraj
jest jutro
będzie wczoraj
Takie uczucie
takie dziwne uczucie
a moze przyszłość
Okreslam go:
będę chciał kochać
gdy będę mógł
obserwować tę miłość wewnątrz
wielkiego pożaru zmysłów
Takie uczucie
takie dziwne uczucie
a może czas powrócić
i zacząć to wreszcie
teraz
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Słowa w nowiu  *
Kto mnie uratuje Polsko
kto uratuje mój ładunek wybuchowy
wolność wnoszą żołnierze na festiwale
miłość w nabojach paranoi
wielkiej sprawy
mgła spowiła groby ludzi łagodnych
brakuje mi do pełni ciężkiej pracy
w nowiu praw
czterech kwadr zdrowego rozsądku
dzieciństwa
100000 zebrań plenarnych nagusów
w budynku KC w Warszawie
Kto mnie uratuje gdy od rana do nocy
ratowany jestem bezskutecznie
przez reżim kół ratunkowych
dokumentami ONZ o wychowaniu
takich niesfornych jak ja w duchu pokoju
strącony w Sparcie ze zbocza stromej góry
wdrapuję się ponownie na nią
toczę kamień na szczyt 
a on ciągle zmienia mi się w tablice mojżeszowe
ktore ciskam na głowy pobratymcó
wi kochać muszę jeszcze ich łzy
które dławią
Brakuje mi do pełni swojej starości
wad, skaz i plam na mundurze
w który mnie ubrano
ogłuchłem całkiem od wrzasku gardeł
radujących się wolnością złoczyńców
padł rozkaz – śpiewać na pogrzebach
hasło zamordownych – ratuj się Polsko!
Brakuje mi wyciągniętych przed siebie
ramion
w tym orgiastycznym pozdrawianiu słońca
w nowiu człowieka
>>>
?????????? 
Nie wykorzystałem mojej kobiety
przeciw innym damom od razu
i w bezczelnym celu
ale nie uchroniłem i tak od katorgi
która przyjść musiała
gdy już zobaczyłem ją prawdziwie
gdy dotknąłem ją prawdziwie
gdy pocałowałem prawdziwie
była wtedy pierwszą jedyną
nie miała rywalki 
ani nie obciążały jej życiowego konta
morza łez i mosty samobójców
tak jak mojego
zaakceptowałem jej niewinność i ożyła na jawie
blisko mnie chcąc się kochać nienasycenie
w tej samej chwili
ze mnie pozostał tylko mały symboliczny smutek
objęła mnie, który stając się wielką tęsknotą
zniknąłem w niej
gdy wypełniło się przeznaczenie wszystkich kobiet
odezwałem się w świecie głosem pragnienia
gdzieś jak echo z krawędzi w niebo wstępujących
nienasyconych ust
gdzieś jak błyskawica przebiegajaca nagle rozchmurzony
błękit oczu
po twarzach obcych kobiet
rozlała się tortura bezustannej szarugi
nieuchronnego rozstania
>>>
??????????
W oborze, w jakimś schronieniu dla bydła
znajduję leżące pośród łajna i gnijącej słomy
ludzkie niemowlę
poranione ciałko krwawiącego dziecięcia
wpatruję się w miażdżone ginące człowieczeństwo
porzucone niemowlę drżące przedśmiertnie
oto nowe jasełka stworzone przez partię i państwo
Taki obraz przeszywa mój mózg
jak wycior w lufie karabinu przesuwa się
w tę i w tamtą stronę
Wybiegam ze stajenki, w opętaniu wrzeszczę na całe gardło:
matki, żony, siostry, kobiety
ratujcie komety wszechświata
ratujcie ziarno
ratujcie galaktykę
Mam ciągle przed oczami ten płód
który pośród odchodów krowich
unosi głowę, porusza powiekami, rozchyla nieznacznie wargi
dla ujścia strugi krwi
zbiegają się znajome damy
widząc moje szaleństwo i przerażenie
chcąc mnie uspokoić wysyłają jedną spośród siebie
by sprawdziła co widzę raz jeszcze
Mówią potem – przecież ono już od dawna nie żyje
to tylko martwy płód
to tylko usunięta ciąża
lecz ja widziałem jego ruchy
błagam o ratunek dla dziecka
jak dla samego siebie
Wszystkie kobiety drwiąco się uśmiechają
udają zakłopotanie udają zainteresowanie
sytuacją końca wieku
końca cywilizacji
>>>
??????????
              Energia prywatnych reaktorów
              daje o sobie znać w czasie prywatnych wojen
              torturuje potencjały dość dokuczliwie
              w czasie walki człowieka z człowiekiem
              z jądra komórki wypadając                    
              uderza w
              procesy wielkich zmian
              dopada cię gdy jesteś odsłonięty                
              gdy się
              poruszasz gdy szukasz
              może zepchnąć cię w kocioł kosmosu w schizofrenię
              lecz niekoniecznie
              emitowane promieniowanie obserwowane z mózgowych
              płaszczyzn kanonów i norm
              wnika w odczucia sensu bezpłodności i rodzenia
              wszelkiego rodzaju promieniowanie ciał zadaje ból
              lecz niekoniecznie destrukcyjny
              i wielkie bitwy białego z czarnym
              i ciepło i kłucie i dreszcz
              i światło oświetlające równiny wiary i fantazji
              to efekt działania prywatnych reaktorów
              naładowanych wielkim rozpędem czasu
              w plazmach komórek może zmienić się w rewolucję społeczną
              lecz niekoniecznie
              emanujące z reaktorów myśli w postaciach atomów
              przynoszą pragnienia do ciebie stojącego
              już na poręczy mostu
              z szału iluminacji wywołują bunt na powierzchni rzeki
              widzisz na brzegu rozpadające się karuzele bogów i maszyn
              gdy już wszystko zastygnie wreszcie wokół
              gdy przestrzeń oklapnie bezsilna
              gdy powietrze oblepi apatyczne nieruchome ciało
              gdy tortura minie powiesz:
              poddaję się zgadzam się
              jestem już wyżarzonym zdrajcą świadomym siebie
              w każdym calu obłudnikiem gotowym do życia
              doświadczonym zwycięskim Prometeuszem
              ale mitem
              jeszcze jednym mitem laserowego promienia                     
>>>
DSCN0590aa 
              * Prawda *
              Prawda to znaczy przeżyć swoje życie
              nie kłamać działając nawet pod przymusem życia
              nieskończenie dla nieskończoności
              trójkąty kolorowe zastąpią twarze ludzi
              będą i tacy co dla sztuki skonstruują z latawców
              młodych chłopców podobnych do dorosłych ludzi
              noc jest prawdziwa tylko dla tego że stworzył ją człowiek
              dzień jest podarkiem nadludzkiego Platona
              żeby nie kłamać przez całe życie to trzeba pracować ciągle
              przy burzeniu nocy i budowaniu dnia
              jeszcze jedno przeżywanie cierpienia człowieczego
              wrzask zastępuje światło dusz
              krzycz dziecino krzycz będziesz mogła żyć
              otrzymasz zaświadczenie będziesz mogła kochać
              czaple pióro na czapce, skórę tygrysa na ścianie
              i plastyk z dinozaura i na odwrót jeśli zechcą
              wszystko co jest tłem to przymus życia
              pracować każdej wolnej nocy trzeba
              patrzeć krytycznie na płynący dzień i na siebie w nim
              ratować tęsknotę i łzy znaczy kochać prawdę celu
              to obowiązek dziecino-Odysie
>>>
DSCN0557a
*  Napis   *
Oto mamy regułę
stworzyliśmy prawidłowość
a może zgodzili się tylko
na starą samobójczo-morderczą skazę
naszych uniwersyteckich bibliotek
No to zgódźmy się też przynajmniej
że nie akceptujemy ani świata ani siebie
pozwólcie mi wykrzyczeć to za was
potwierdziliście że przestaliście istnieć
oto „Arbeit Macht Frei” samobójcę Hitlera
zostało tak inteligentnie przez Lenina przemycone
dalej w historię chociaż Lenin umarł wcześniej
na syfilis
oto właśnie chłopcy Olszowskiego, Kiszczaka, Jaruzelskiego
wiecznie żwawi
powiesili ten napis nad obozami dla internowanych
– nad całą Polską
oto mamy tę niby suwerenną republikę
precedens kolejnej śmiesznostki
związek zawodowy za drutami śmierci
bądźmy więc wolni
przestańmy myśleć
myśli umarły trzeba
pracować od nowa dla serca
już nie dla wolności                                                      
>>>
DSCN0405ab
              * Biel, biel *
              Zakażenie – biel
              pleśń     – biel
              przeszłość – biel
              brak zdrowego rozsądku – biel
              śmierć – biel
              odpływ – biel
              jednak czerwoni muszą odejść
              w czerń
>>>
??????????
W probówkach widzę embriony w mundurach ZOMO
morze łez unosi fiolki jak listy rozbitków
w butelkach zakorkowanych ostatnim tchnieniem
osaczonych robotników w kopalniach i stoczniach
Siostra moja biegnie pośród łanów zboża
złocistych popołudniowych oceanów radości
helikoptery unoszą się nad gwałtem lata
który dokonuje się w cynicznym lęku
gdy na nią patrzę ginie od pierwszej salwy
Z ogromnych wież sfruwam jak gołąb
pomiędzy małymi otworami w murze
na dachy katedr
wytężam wzrok by dostrzec co oznaczam
co zaznaczam w powietrzu bezbronny
Obawa i potęga z tolerancją
wywołują przypływy mądrości
w gorącą letnią długą noc sumienia
Trójca jest idealna dlatego
posterunki zomowców przełamujemy
na ulicach Gdańska trzema dzikimi różami
rozstępują się też przed własną kaszubską gwarą
i przed przekleństwami blondynek
przemarzniętych konających o świcie nad brzegami Polski
młodych radosnych dziewcząt
poniewieranych przez pracę i pożądanie
prawie stratowanych przez ołowianą Matkę Polkę
z Moskwy
Letnie spojrzenia nad łanami głów
na wysuniętym w morze molo nadziei
z kryształowego jeziora w pustynny ląd
spieczony, rozgrzany, na którym nie można
postawić już bosej stopy
>>>
DSCN0433aa
* Co zakryto głupotą strachu *
Szukam pośród tupotu buciorów
żołnierskich na dworcach
Szukam między kamieniami
wiekowymi ułożonymi dla wojny
w zabytkowe miasteczka
Szukam pomiędzy nagimi ludźmi
zabawiającymi się na plaży
w budowanie zamków obronnych
Szukam idąc ręka w rękę
ulicami Trójmiasta z nawiedzonym
młodym wojennym gazeciarzem
Szukam w oczach bliźniąt
targających się przede mną za kurtki
wyrywających sobie małą armatkę
Szukam klucząc w lasach
strefy nadgranicznej
Szukam ciebie w tłumie przestraszonych letników
na plaży Orłowie
Szukam we własnym domu
tego czego nie wolno mi dostrzec
tego co zakryto głupotą strachu
czegoś co nie jest rozpaczą
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Co za szczęście *
Co za szczęście
jakie wspaniałe szczęście tego popołudnia
gdy szczują na nas
ulice, parki, samotne ławki
przygodnie spotkanych ludzi
supersamy, alkohol, ogrody botaniczne
gdy psy przylatują z lipcowego powietrza
ze spiekoty popołudnia wakacyjnego
i zamiast warczeć i gryść łaszą sie do nas
Co za szczęście
gdy kobiety tak nieprzyzwoicie atakują dzieci
małych chłopców gwałcą uśmiechami
burzą pomniki królów
a potem żałują
perwersyjnie pukając się czoła
Co za szczęście
gdy listy spływają z nieba
jak z drzew jesiennych liście
ścielą się u stóp, aportują jak psy
donoszą o przygodach kochanek, kochanków
nieśmiałych i złotoustych
Chociaż biel nędznie wyziera z mózgu
aż cera traci pigment
Co za szczęście
gdy spojrzenia czekających na miłość
zmieniają się w nieba północy
Chociaż wody niosą przekleństwa Wenus
śliskie wodorosty wplatają w brodę i włosy na głowie
samochody zatrzymują się dla oddechu
i kropli oliwy na ciałach rozżarzonych przechodniów
znudzonych wpatrywaniem się w patrole
Co za szczęście
mieć gdzie uciekać przed upałem
gdzieś uciekać
szczęście czekać w bunkrze
pofaszystowskim pokomunistycznym
popołudniowym 
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wodorosty które jem latem
/król kobiet upadłych frunie na rydwanie ognia ponad niebem odbitym w otchłani
/drzewa wysyłają fluidy
/przychodzi człowiek i mówi: daj pojarać
/inny mówi: co to  znaczy
/mały chłopiec tłumaczy szpanerom ich psychologicznie głęboką tęsknotę
/tak uczą teraz o prochach i pewexach w podstawówce
/chcę wstać o świcie nie spragniony czy głodny
/połykam wokalistki zespołów rockowych
/cichaczem palę złość państwową
/wychodzę na słońce mielące piasek
/dziewczyny odbierają z moich rąk radość i miłość
/zwracają ją stacyjki z samotnymi kolejowymi kobietami pośród lasów zapomniane przez wojny i pokoje
/słodycz wypełnia jeziora
/jakaś dziewczyna rzuca się z drugiego brzegu w nurt moich ekscesów
/pieniądze zakochują się w przechodniach
/Bóg zawisa jak gołąb nad głowami żebraków
/ja przybieram postać starca i biorę cygańskie dziecko na kolana
/woda wysyła fluidy
/sklep usycha jak tulipan na rynku
/przygody jak kobiety ze szkół odlatują z albatrosami
/matki i ich córki czternastoletnie podlotki płoną w nocnych jeziorach
/kościoły wypełnione jękiem przerażonych i miłością miotających się
/łodzie płyną przez Styks
/nocni żeglarze słuchują śpiewających ryb
/wodorosty zmieniają się w chleb
>>>
DSCN5170aa 
* Tocząca się głowa  *
Potoczyła się głowa po schodach
od tronu samotnie w tłum
poznałem ją
jej  obserwacje, konkluzje, syntezy
wciąż docierały do mnie
nawet gdy zamilkła już prawie
w cieniu kolumn
Wtem sen zbudził się w kacie
cień kolumn w świątyni jest tylko cieniem
nie jest świętością
kat rozmarzył się jednak
począł bredzić przez sen
trząść się ze strachu
królowa podniosła się z łoża w negliżu
rzuciła się w pogoń za toczącą się głową
wpadła w pośpiechu na ciało śpiącego kata
wpadła w jego ramiona
Tymczasem głowa wydała okrzyk
– pocałuj mnie w ucho 
– nadepnijcie na uciekający cień
– jeśli potraficie
Potem straciłem ją z oczu
straciłem oczy
wciąż siedząc na tronie
>>>
DSCN1223a       
* Boję się czuć – tak cię kocham *
Wciąż krążysz w moim śnie
widzę cię prawie – prawie kocham
tęsknię we śnie
budzę się gdy cię tracę
i okazuje się, że to był mój drugi sen
Byłaś tam – jesteś tam
lecz przyszłości nie zdradza twoja twarz
Czekam ósmy dzień słońca
ty czekasz piątą noc imienia
blisko, blisko słów
W parsekach głupoty w mikronach kompleksów
jest odległość mierzalna
między nami
Krąg zacieśniasz każdej nocy
księżyc miłość trawi wczorajsze pragnienia
jak stary kłusownik wyłapuje twoje jutrzejsze spojrzenia 
w tajemnicy przede mną
potem przynosi mi je i rzuca pod próg
– martwe
Znajduję je gdy zlany potem powracam
z dalekiej wędrówki po spękanej ziemi
gdzie szukam cię w przyszłości na jawie
Boję się wierzyć w cokolwiek
gdy tak tańczysz we śnie
ocierając się o moje plecy, biodra, o moje wargi
Boję się szukać
boję się mówić
boję się czekać
boję się czuć
tak cię kocham
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
              Złota łuna wyczołgała się na ścierniska
              istniejące już od jakiegoś czasu w moich ustach
              po zjedzeniu kromki chleba
              Pasek ciemnego lasu zapłonął w mojej głowie
              po wypiciu wina
              Kolejny nasyp stał się górą mojego przeistoczenia
              w popołudnie konania
              wiatr poruszył wszystkim
              co nie oparło się jego sile bezideowej
              z sadu wyfrunął ptak i wpadł w moje serce
              postanowiłem pożyć jeszcze kilka tysiącleci
              wśród ptaków
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA             
* O Pani  *
Zatapiasz mnie o Pani Nocy w słodkiej czerni
i zwieszam głowę, zasypiam na stole
milkną moje przekleństwa
dudniąc o futrynę w drzwiach
wynoszą się obrażone
cichną moje pieśni szalone
gdy ty rozsiadasz się nad kałużą
w której wołam o ratunek
Jeśli teraz masz na imię Zofia i jesteś kobietą
to znaczy dla mnie tylko tyle że
przychodzisz jesteś odchodzisz
Że jesteś damą dostrzegam w gestach twych
strzelasz z palców odstraszasz nimfy
które wypływają obok mojej głowy
Mogę się uratować sam
bo przyszedłem na świat sam
przepłynąłem po czarnym morzu sam
i powiedziałem – tylko ja
Używam słów do milczenia
ten prosty bilans wskazuje
że zasłużyłem na to by móc oglądać ciebie
Pani Prawdo
Czy muszę ginąć w gestach westchnieniach
na które patrzę, których nie pokonam
Czy muszę umrzeć w kałuży swoich własnych słów
czy stać się władcą marzącym o profesji żebraka
Muszę znaleźć oparcie dla stóp
utrzymać głowę na powierzchni
Używam bardzo szybko szybko własnych słów
choć wiem że to ryzyko dla mnie
Gdy myślę ty zamykasz moje powieki
gdy piszę uciekasz o Pani widząc w mej ręce
lśniący zgubny nóż
moja zbrodnia jest moją zbrodnią
tak mogę się urodzić
ale ciebie nigdy nie dobiję
na polu bitwy
Chcę ratować ciebie na skraju przepaści
udzielać ci w każdej sytuacji pierwszej pomocy
samemu trzymać wciąż głowę tuż ponad powierzchnią
Chcę patrzeć na twą doskonałą białą postać
uwierzyć w los linoskoczka – prawdziwego mężczyzę
ojca i syna i brata
O Pani chcę śnić – już tylko śnić
swoim własnym prywatnym snem
w twych greckich ramionach
>>>
DSCN5732a 
SULITUDO HERME TRISMEGISTI TROCKISTI
Podejrzani o posiadanie ciemnego towarzysza:
– Rozs.128
– BD+4
– 16 Cygni
– Eridani
– Cal 25372
– Toliman A
– Prima
– Cassiopeae
– o2 Eridani A
– 70 Ophiuchi
– Vel (3m, 6)
– 2 Vel (2m, 2)
– K5V UV Ceti
————–
[Merkury] – Luyten 726-8, Caalisto, Sinope, Elara
Towarzysz – 70 Ophiuchi
Towarzysze – Trocki Lenin Stalin
>>>
DSCN3330a
             * Brak nam czasu *
             Chodź w moje ramiona
             – słyszę dziś twój głos
             dobrze wiesz, że nie jestem w stanie
             zapłacić za podwójną samotność
             otwierasz ramiona jak drzwi na oścież
             jak bramę hiacyntowego ogrodu
             przywołujesz mnie do swojej krainy samotności
             ty i ja porzuceni na zawsze
             wygnani z edenu socjalistycznej nieświadomości
             wiesz dobrze, że nie mamy czasu
             musimy dziś przygotowywać się do zbrodni
             lecz każde z osobna musi zabić
             swoje złudzenia
>>>
DSCN3286a                    
* ..Jutro już on *
Jeszcze tylko to wypluć
jeszcze tylko to wykasłać
jeszcze tylko to:
„jutro już on „
>>>
DSCN0895a
* Wyścig miłości  *
Twój samochód rozpędzony
tak doskonale prowadzony
twoją delikatną morderczą dłonią
roztańczył się w nocy
na autostradzie w moich snach
potem jak UFO kołował
i nagle poderwał się jak symbol
w przestworza
w swym kombinezonie czarnym
ze złotymi prążkami
pragnęłaś tak wiele pokaząć
o wiele więcej niż przestrzeń i czas może znieść
obejmowałem cię za szyję
siedząc przy twoim kolanie
na przednim siedzeniu
prowadziłem rydwan słów
przed twoją maszyną na drodze
odtrącałaś moje dłonie i wołałaś
szybciej kochany szybciej szybciej
nie zrozumiałem czy mówisz
do mnie czy do maszyny
wciąż przed tobą nie dla ciebie
żyłem w twojej maszynie
to były sekundy wyprzedzone przez ciebie
i sekundy nieistniejące dla mnie
Maszyny miłości pędzą
kobiety trzymają jabłka wiadomości
ściskają je jak kierownice
wspaniałych maszyn pokonujących przestrzeń 
w szalonym wyścigu
pędzą za mężczyznami przypominając
przeszłość czynów
lecz słowa sa zawsze przed nimi
Muzyka pękającej rozdzieranej przestrzeni
– to tylko mi pokazałaś 
>>>
??????????
Plotkują politycy na obrzeżach obrazu
przybywa zagrożenia od ich rozmów
dzieci rodzą się na dnie rzeki
i tak naprawdę to są niewidzialne
Ani my obserwatorzy ani oni politycy
nachyleni nad obrazem
nie możemy dostrzec ich szczęścia
Plotkują bogowie pośród kolorów w ulotnym nastroju
wyzwolonym z uniesień świetlnych
widzialność eksperymentuje z dziećmi
i z naszymi oczami
Dni się otwierają dla nas
a zamykają się półotwarte całości
zmieniając w pastylki
zaspokajają te postacie na obrazie
gdy zwierzęce pożądanie szczęścia
wychyla z fal dziecięce główki
Brudny świat historii ogranicza miejsce szaleństwa twórcy
bogowie tu już dla niego nic nie są w stanie zrobić
oprócz prześmiewstwa, gwiazdorstwa, błazeństwa
strzelają spoza ram w postacie, w kolory
Wodzowie wychodzą z więzień
biorą w dłonie wielką sieć rybacką
starają się wyłowić te bachory z wody
wyciągają niektóre na obrzeża
koronują je, karmią strachem
i ludzi oddają pod ich władzę
>>>
DSCN1081s
Na twoim nosie stojąc
jestem olbrzymem
mała zakochana
sączę z duszy z oczu twoich
samego anioła śpiew
wsłuchuję się rozkoszuję relaksuję
inkasując to co mi się należy
tylko wtedy kiedy pić chcę
swoich kompleksów szlachetnych gorycz
na dłoni przechadzam się twojej
łaskoczę cię swoimi stopami
między palcami u nóg mam
powtykane delikatne piórka
usiłuję je utrzymać tam
wtedy też gdy stawiam kroki menueta
prawie tańcząc prawie bawiąc się
twoim śmiechem
chowam się przed burzą
do wielkiej jaskini ciemnej przeszłości
gdy z mojej małej-obcej z naprzeciwka
przemienisz się w dojrzałą-kochaną
w moich ramionach
albo usiłuję objąć cię wtedy
rączkami głupiego zakochanego gnoma
nie potrafię stać ze śmiało odkrytą głową
pośród burzy
przed powodzią
patrząc w twoją twarz
jak w arkę
>>>
 DSCN1671a
Krzyczę dziś – dość
krzyczę dziś – nie
śmierci nienawidzić tylko chcę
nie was piłaci
patrzę na was widzę siebie
gdzie jest miłość wspólnoty
o tak nie ma wciąż nas
nie ma wciąż nas
słychać tylko moje słowa
mój fałszywy okrzyk bojqwy
My i Oni na zajetych pozycjach
Patrzycie na nas teraz tak
jakbyście coś mieli do powiedzenia
mam gdzieś wasze spojrzenia w naszą stronę
chociaż zależy mi na nich w ostateczności
to wszystko czego chcecie dziś od nas
zawisa na drzewach jak zegary Dalego
i nic nie znaczy po chwili
Nie będę rozweselał nikogo od dziś fletnią Pana
niech zamilkną bębny i fanfary
bo płacz wzbiera we mnie stale
gdy widzę wokół więzienne niespokojne oczy
gdy żę stosy przebitych mizerikordią ciał
gdy widzę miliony w niewoli
jestem lekarzem a ci obok
to znachorzy i czarownice
a to im oddano szpitale
chcę wołać dzisiaj – nie nie nie
gdy czuję tu tylko obłęd i samotność
jestem samotny jak Bóg bez Aniołów
wzbudzę w was nienawiść śmierci –
O Aniołowie powróćcie i krzyczcie ze mną
– nie nie nie
imperium zła nienawidzić tylko chcę
nie was kajfasze
>>>
DSCN4875a
Wydmuchuję kłęby dymu
z uniwersyteckiego papierosa
wolną ręką łapię dym i staram się
zacisnąć go w pięści
jestem sam zakochany w czymś
co jeszcze nie istnieje
ale już unosi się jak dym
przy łóżku czuwam na którym
dogorywają ostatnie polskie słowa
mój papieros zastępuje blask chrześcijańskiej świecy
dym snuje się po palcach lewej dłoni
wznosi się nad przegubem
oto wspaniały wielki dowód na coś
co ma kształt choć nie istnieje
Jim Morrison dokonuje szorstkiej syntezy
w krakowskim moim grobowcu
nuci melodię jeźdźców burzy
siedzi tu obok mnie przy łożu śmierci
wiecznie żywy jak Lenin
jest sam nie dostrzega mnie
to łoże to naturalne prawa ludzkiej społeczności
dym mojego papierosa jak kadzidło
wypełnia pokój
tak smutno w nadgranicznej  strefie rewolucji
w kręgach elementarnych sprzeczności
wiary i rezygnacji
^^^
[Gdyby bramy percepcji zostały otwarte,
wszystko ujawniłoby się człowiekowi takim, jakim jest
– nieskończonym]
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* To samo *
Widziałem jak skamlał o chwilę miłości i nie zaczekał na odpowiedź
Widziałem jak płakał trzymając dziewczynę w ramionach
Pewno uczyniłbym to samo
gdybym tego wcześniej nie zobaczył z daleka
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Zostawiam ślady jak UFO *
Nawet twój heros już nie powie
że zostawiam ślady jak UFO
na razie ogień atakują tylko płomienie
ciemność nie przemoże poświaty
czerń nie zakryje czerni
wybuchy morza to wyspy
wybuchy słońca to ja
wybuchy księżyca to ty
Jak dziki południowiec nieświadomie
poddany bogom
tańczę na wyspie taniec rozstania
jednak gdy odpływam
przemiany ekstaza znaczy na wodzie
kilwater  bliskiej jedności naszych ciał
wiem jak bez sensu są wyspy bez dzielących oceanów
wiem że nie może to długo trwać
to nasze rozstanie
w kosmosie ziemi
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
Pamiętam jak Kościuszko
przyszedł z rozbitą armią pod nasz dom
i umierał siedząc oparty o ścianę przy schodach
mały żydowski grajek grał i śpiewał mu
aż do zachodu słońca
ja jako mały chłopiec trzymałem go za rękę
a moja babka i matka starały się ukryć łzy
ojciec obejmował je ramionami
chociaż byłem wtedy szczeniakiem
tak dobrze do dziś to pamiętam
jakbym widział to jak jego żołnierze
powoli rozchodzą się do swych domów
na krańcach świata
tak, tak, teraz już wiem, że
Kościuszko to ja 
>>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
              * Oddycha kraj *
              Oddycha kraj, łzawiący gaz połyka
              takie są sierpnie każdego lata
              sanatorium w każdym gmachu Komitetu Wojewódzkiego
              pod każdą taką lecznicą zbiera się
              młoda generacja kamienia rzucanego
              w przedłużone dni od września do września
              jej przejaśnienia patriotyczne
              unormalniają paliptacje serc
              ciężko oddycha kraj
              dusi się nawet ta biedna polityczna latarnia
              wokół powódź głów
              a naprzeciw niebieska ulicznica
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
              * Liturgia miłości *
              Pozwoliłaś położyć mi głowę na swoich kolanach
              we własnej kamiennej świątyni
              co chwilę nachylałaś się i całowałaś mnie w usta
              mówiłaś, że chyba słyszałaś już mój głos
              gdzieś daleko stąd dawno temu
              mówiłaś, że księgę swego życia znasz już na pamięć
              zacytowałaś jej fragment z przedostatniej strony
              mówiłaś tak obojętnie i cicho, że jutro ją zatrzaśniesz
              a ja na twoich delikatnych kolanach
              zanurzony w liturgii miłości
              przestawałem się bać przyszłości
              gładki materiał sukni pieścił mój policzek
              zamiast gwiazd twoje oczy uśmiechały się nade mną
              chciałem cię prosić jak wyrocznię o odpowiedź
              lecz odezwałaś się pierwsza
              „twoje dwadzieścia lat nabrało sensu
              żyłeś i żyjesz
              będziesz żył pełnią życia
              beze mnie”
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA             
              * Przemiany wyspa południowych mórz *
              Wyspo wspaniała mórz południowych
              dryfujesz na falach jak okręt
              spychana nieprzyjaznymi prądami
              na strome wybrzeża Ziemi Królowej Maud
              Wyspo, która jesteś moją rodzinną ziemią,
              wizją nocy rozstania,
              długiego pożegnania w ciemnej ulicy,
              moim sercem skazanym na tłum,
              na ulice Paryża i Cleveland,
              przygotowanym na wszystkich swych plażach
              na ślady bosych stóp
              Deszcze rozmyły kiedyś ląd gdzieś tam
              u wybrzeży takiej łzy jak Bałtyk
              i choć byliśmy spleceni w uścisku
              gdy ziemia się rozpękła
              i ocean zastąpił mi drogę do ciebie
              zmieniając wiarę w moją i twoją wieczność
              Wyspo dryfująca wśród gwizdów Syren
              wabiących mnie miłością większą nową
              dlatego gdy dotrę do królowej abym mógł wrócić
              będę musiał w jedną noc swój ogień schłodzić w jej sypialni
              Wyspy to wybuchy morza a wybuchy słońca to my
              jak dziki południowiec nieświadomie poddany bogom
              tańczę na wyspie taniec rozstania
              ekstaza przemiany znaczy na wodzie kilwater
              jedności naszych dusz
              bez sensu jest słońce bez naszych oczu
              bez sensu są wyspy bez dzielących je oceanów
              moja obca samotność nie może długo trwać
>>>
DSCN0818 (2)a
* Pani Makbet  *
Walczę z tą mocarną Panią Makbet
która przypieka moje ciało smolną szczapą
wyciągając ręce ze ścian
Tak chcę nie patrzeć na nią i nie mogę
gdy już udaje mi się ją spławić w dzień
przyjeżdża nocą w wielkiej ciężarówce
pod moje łóżko i mówi
zabieram cię z sobą
zaczniemy wszystko jeszcze raz inaczej
razem
może teraz nam się uda
Pełen obaw o szczerość tak zdradliwych ust
usiłuję zmienić krwawy kurs
ale już po chwili ta niebanalna kobieca
łapie mnie za rękę i kopniakiem w krocze
powstrzymuje na miejscu
potem obok swojej koleżanki
nakrywa moje nagie ciało szorstkim grubym kocem
i katuje mnie tam swoimi białołęckimi pieszczotami
Gdy załamany już mam jej dotknąć biczem ust
szybko kończy tę wyuzdaną scenę
i tonem władcy mówi – no to zabieram cię,
pakuj się
Na moją chwilę wahania odpowiada – jak się
nie podoba – to zjeżdżaj stąd i już
Wtedy ja łkam – nie opuszczaj mnie
ale za późno jest już
jestem już tylko jej walizką
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* To samo *
Mickiewicz, Mickiewicz, Mickiewicz
czy ja nie nadaję się jak on na cokół zielony?
na razie nie miałem jeszcze takie szczęścia jak ty
nie stworzono mi takich czasów jak tobie
a przede wszystkim odcięto mi drogę na Litwę i Krym
ukończyłem tylko samochodówkę i czasem wyrwie mi się krótkie słowo
ale czy mam milczeć z powodu takich barbarzyńskich czasów
zamiast zsyłek mam Jarocin
zamiast emigracji i Towiańskiego
mam biblioteki pełne książek Hołuja i Putramenta
nic dziwnego, że czasem wyrwie mi się zbyt krótkie słowo
Mickiewicz – przecież on pił wino częściej niż ja
i ojczyznę miał taką sama jak ja, równie upodloną
moja skorupa nie jest z kamienia lecz z żelbetu
ale czy pod nią jest jeszcze dusza jak ta z więzienia u Bazylianów
Mickiewiczu, Mickiewiczu, Mickiewiczu
czy cokół twój na skraju sceny przetrwa atomowy atak?
ulica w Nowej Hucie to nie zaułek w Stambule
ale przecież czuję się tak samo zgnojony
ale przecież za ten naród czuję odór zarazy –
wykrzykuję w czasie zamieszek krótkie słowa
i choruję śmiertelnie na Polskę
tak samo jak ty
wybieram cokół niebieski
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA       
              *  Idziesz – Ja  *
              Idziesz – ja – posąg kamienny
              szukasz dużych luster lub wielkich innych posągów
              małych miasteczek zaułki
              szerokie ulice w dzielnicach wielkich domów
              drgający fluorescencyjny obraz drogi
              Idziesz – ja – drewniany krzyż
              Golgota zarozumiałych twórców
              zgrzyt plastyku trącego o żelazo
              oto jestem
              kładziesz się na betonowych placach zabaw
              udając rozstrzelanych
              wypijasz planety by być wieloznacznym
              zamykasz drzwi dni by być wiernym zapisowi w starym
              albumie spłowiałym w świetle wrażeń
              gaduła oni oni tak ich wielu
              Idziesz – ja – porzucony przedmiot
              z sąsiedzkimi obsesjami
              z zamkiem błyskawicznym wszytym w duszę
              cierpiąc i ożywając na śmietnikach
              wewnątrz głębi lub w wodzie po pas
              taki egoizm jest godny kogoś pierwszego lub jedynego
              to sine niebo w złotych pucharach
              to kabała
              grom przepraszam dom
>>>
DSCN4346a
              *  Patrząc w próżnię  czasu*
              Masz przed sobą krzywizny nieskończonej granicę
              powierzchnię przestrzeni zamkniętej w kuli
              dotykasz tej przezroczystej kuli wyciągając ręce
              zanurzasz palce w drgającym cieple przed twoim nosem
              kosmiczna mydlana bańka jest tak ogromna,
              że nie widać jej końca
              na granicy strachu i odwagi
              na granicy chłodu i ciepła
              napinasz łuk sięgający nieba
              kula nie przesłania kształtu porannego horyzontu
              nie deformuje kolorów, które poruszają ramionami
              jak ludzie w twórczej zaborczości
              przestrzeń staje przed tobą ograniczona lecz
              nieskończona jak twoja dusza
              chcesz dostrzec samego siebie w próżni
              czasu
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
              * Polski sennik *
              Jak sennik są wszystkie zwierzenia kolejkowych ofiar
              wielkie zbrodnie
              zaledwie jedna myśl tuż po urodzeniu
              jeden krok w nieodratowanie
              w wiersz Marksa, w poemat Nietzschego
              nic nie powstrzyma snu
              przed nim nie ma obrony
              nie obronią się przed nim
              nawet najdłuższe kolejki po chleb
              na dwudziestostopniowym mrozie o wpół do siódmej rano
              on jest dla Polaka jak sowiecki agent
              którego twarzy nie pozna nikt
              choć uśmiechnięta przez chwilę zamajaczy w oddali
              sen wprowadza w wielki świat bez kobiet i mędrców
              w świat ludzi chełpiących się że pokonali siebie
              bądź pewien, że to jego sprawka
              jeśli zrozumiesz w olśnieniu
              że milczący Święty Piotr to zakała świata
              i zaskoczy cię myśl, że można jeszcze wszystko zmienić
              potrzeba tylko ofiar
              potrzeba ofiar z wrogów
              sowiecki sen w polskim senniku
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA    
              * Tyle lat nie płakał tu nikt *
              Tyle lat nie płakał tu nikt
              dziś na szczęście znów nastał dzień prawdy
              lepiej wypłakać się na ziemi
              lepiej zjeść zęby jeszcze na ziemi
              wiele nadwrażliwych nocy przed nami
              Wino stygnie w żyłach po ekstazie
              krew krzepnie rozlana na miękkim dywanie
              ptaki przelatując nisko koszącym lotem
              skrzydłami poobcinały warkocze dziewczętom
              to jaskółki półksiężyce wojny
              spadły zniecierpliwione na nasze oddalenie
              z samych niebios
              W narodowym dzbanie pełno krwi
              wylewam ją powoli na podłogę
              zwartość dzbana uzupełniam otwierając własne żyły
              oczy zmieniają się w chmury i patrzą jak burza
              na dachy zniewolonych miast
              jakieś dziecko na zaparowanej szybie bazgrze palcem słowo wolność
              ściera je i pisze obok na nowo
              Tyle lat nie płakał tu nikt
              tyle lat pomimo tylu pogrzebów
              pomimo tylu nie odnalezionych grobów
              trawa porasta zaginione szkielety
              wzrasta ciągle jak mordercy i tyrani
              na nawozie ludzkich dusz
              Jak żółw zmuszony do dźwigania swojej skorupy
              kocham chwile gdy mogę schować się
              odpocząć od podziwiania innych pysków dziobatych
              i pomarzyć o tobie żyjącej z ptakami we włosach
              to ty przechowujesz moje myśli w swojej torebce
              przewieszonej przez ramię a zrobionej ze skóry psa Szarika
              Wielki deszcz łez tak potrzebny dziś
              gdy nawet miłość nabiera systemowego wymiaru
              była dotąd krwawym haraczem
>>>
??????? 
              * Decydujesz *
              Jesteś dla mnie małą kostką czarnego paliwa
              lub jeśli wolisz słonecznym promieniem
              w gronie koleżanek żartujesz sobie ze mnie
              chwalisz się, że decydujesz w sprawach moich słabości
              ciągle wypowiadane – „jesteś przecież mężczyzną”
              określa stosunek mój do ciebie
              lecisz znów do koleżanek wołając z daleka –
              „on jest trochę nienormalny”
              zaraz po tym jak chciałem cię pochłonąć całą
              aby cię lepiej poznać
              być może masz rację że twoja energia
              potrzebna była mojej aberracji zwanej miłością
>>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Burzyć własną stolicę  *
W błyskach świateł warszawskiej dyskoteki
tańczy klan dyrektorów
czerwień i żółć kładzie się na twarzach
zmęczonych ludzi
którzy mają a jeszcze  chcą być
Pociąg z Warszawy do Łodzi wiezie delegację
młodzieży komunistycznej
powracającej ze zjazdu notorycznych pisarzy
Wesoły autobus z Kartuz do Warszawy
wiezie rolników przebranych w ludowe stroje
na doroczną Cepeliadę na Placu Defilad
W radio śpiewa Mazowsze Pani Sygietyńskiej
głos leci przez wsie i miasteczka
wytrąca chłopom narzędzia z rąk
WRON-a  nachylona
nad mapą Polski zastanawia się
którą otworzyć granicę
a może tylko żyły tym z Komisji Krajowej  
Jaruzelski pali spokojnie papierosa z filtrem zdrady
poeci zbierają się w kościołach
udają, że bliskie są im sprawy religii
są całkiem trzeźwi, żebrzą na ulicach o słowa
ZOMO na urlopie tworzy grupy cyganerii
koczujące na ulicach Starówki
Podziemie w gazetach nienawidzi i nie istnieje                                                                                
Marszałek w swojej łódce wyczynia harce na Wiśle
a w całym kraju słychać warkot silników
Niezadowolone dzieci powracają z kolonii
z Warszawy do lubelskiej wioski bez sezamków
Młode Warszawianki dyskutuję pod pewexem
o ideologii Moczulskiego i Kuronia
Dyrektorzy tańczą rocka w warszawskiej dyskotece
państwo zmienia się w błyski czerwonych reflektorów
naród chce burzyć własną stolicę
Warszawa chce być grobem żywych
za wszelką cenę
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
              * Dreszcze *
              Wilgotne zimne eksplozje w okolicy kręgosłupa
              dreszcze nieliczone a kochane od lat
              przyznaję że czekam na nie wszędzie
              w Kłaju, Janowie Lubelskim i Krzyżu
              wiem dobrze jaką ceną ma ta chwila
              gdy rozbite szkło okruchami przesypuje się po ciele
              gdy małe meteory uderzają w powierzchnię skóry
              zwłaszcza w sierpniu
              gdy słoneczne promienie nakłuwają gałkę oczną
              zwłaszcza w styczniu
              na szosie wśród lasów mogę wtedy tańczyć
              tak nie wiele brakuje żeby nawet pod ciężarówką
              mogę ronić łzy i mogę ich nie ronić
                 Lecz gdy dopadają mnie strofy wierszy Ozgi-Michalskiego
                 gdy Olszowski uderza mnie w twarz zwiniętą gazetą
                 gdy Kiszczak ratuje mnie z codziennych obsesji
                 nakładając kaftan bezpieczeństwa cedzonymi bezczelnie kłamstwami 
                 drżę ze strachu i chcę być jak najdalej od Bochni i Ełku
              Samozwańczy Polacy wymienią cię za Barabasza
              by móc rozpiąć na krzyżu zwierzęcych twoich przyzwyczajeń do życia
              zawrócą cię z drogi biedy
              skierują na betonowe lotniska awangardy
              nakleją cię jak plakat propagandowy
              na niebotycznej ścianie ich wieży Babel,
              którą nazywają szumnie – „Nasz wspólny dom”
              i przestaniesz odczuwać dreszcze
              i przestaniesz odczuwać
>>>
DSCN0483a 
* Mikser 7+1 *
Wszystko stracone
faszyści zabrali przeszłość
komuniści zburzyli dom, który przetrwał wieki
śmierć zdziesiątkowała najbliższych
głupota sparaliżowała radość
marksiści odcięli dopływ prądu
ludowcy wyssali teraźniejszość z gleby
lęk wypędził miłość
wszystko, wszystko przegrane
słychać o północy bicie odległego dzwonu
słychać o północy łoskot pociągu
przejeżdżającego gdzieś na peryferiach miasta
w rogu okna widać tajemnicze błyski świetlne
w kuchni czuć zapach spalin
I nagle to ciche westchnienie za ścianą
brzask świtu odbity od białej ściany
włącza się mikser „Genesis 7+1”
otwierają się drzwi szafy, podmiot w marynarce
sięga po słowa
słychać wyraźnie łopot wielkich skrzydeł anioła
lądującego na balkonie
Wszystko zdaje się można stracić
mając tylko pamięć
Wszystko zdaje się można uratować
mają tylko wyobraźnię
Wszystko zdaje się można wskrzesić
mając tylko słowa
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
O Boże! Błagam Cię przyjdź 
O Boże! Nie każ mi wątpić
nie pozwól kpić
Rozdzielam jałmużny, ratuję i kocham
rodzę się i umieram,
staję się podwójny, potrójny
przeznaczenie odbiera mi przyjaciół
O Boże ! Nie mam już rodziny
grozi mi więzienie
Ludzie już mnie nie inspirują, to wstyd
zwątpienie pożera mnie
O Boże! Przyjdź ukój mój ból
Wypowiedz słowa na które czekam od lat
– „Kocham cię mój synu
Jesteś, synu, jesteś wolny i piękny”
O Boże! Powiedz o swojej miłości do mnie
podaj mi rękę
powiedz – „powstań z klęczek”
O Boże! Przyjdź wreszcie do ust Urbana
bym nie zwątpił
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
              * Ani jednej ciszy więcej *
              Ani jednej ciszy więcej
              wszystko jest obce w niej
              aż do samego punktu zwrotnego
              tam jesteś ufryzowany jak przystało na lata kryzysu
              z uśmiechem który może znaczyć tylko „aha”
              wrogowie podają ci budulec ciszy
              wtedy gdy wyciągasz rękę po chleb
              oni wiedzą że to tworzywo
              jakkolwiek byś pozostawił w nieładzie
              odtworzy zawsze całą historię grzechu
              pobawisz się jej miniaturową makietą
              potem odłożysz ją i powiesz
              ani jednej ciszy więcej
                 Serce nie ma początku i znaczy tyle co złoto
                 w jakikolwiek sposób zachowując się
                 starasz się go szukać gdziekolwiek
                 mózg kończy się tak jak kula
                 lecz tylko wtedy gdy spotyka
                 przestrzeń zupełnie niezamkniętą
                 lub drugą kulę którą zapragnie pożreć
              Namawiasz wrogów aby cię nie opuszczali
              tak bardzo chcesz wypoczywać
              co z reguły polega na wystawaniu godzinami w oknie
              lub celowaniu łzami spadającymi ci z brody w muszlę
              Twoje światy to kule milczące
              dla nich otwierasz się jak małża i stajesz pozaziemski
              ulegając wrogom chcesz dotrzeć do prawdy
              Twoja perła cierpi
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Coś wepchnęło mnie w bezgraniczne gęstwiny lasów – dusz
strąciło w niebościenny kanion archeologicznych zmian
zamknęło mnie w ogrodzie wysypiska śmieci
sprawiło, że utknąłem w krajobrazie po wielkim bombardowaniu
Ktoś pozostawił mnie samemu sobie w środku
niekończącego się łanu pegeerowskiej kukurydzy
nie mam sił by wyjść z kamiennego nurtu rzeki
Słucham głosu który wabi mnie do jaskiń
lecz tak naprawdę to nie chce mi się tam wchodzić
przekonuję siebie samego, że nie mogę tam wejść
Jestem jeszcze tam gdzie powrót ma ciągle sens
ziemia ciepła nie ostygła w podmuchach wiatru
Słucham głosu który wabi mnie w krzyk
przywołuje mnie do centrum słów-dusz
wszystko tak materialne, że mowy zabrać tam nie sposób
Jestem tuż obok kochanego ciała
chciałbym jeszcze raz obejrzeć je całe moim ciepłem dłoni
nie brak mi odwagi by dać zgubić się na zawsze w delikatności
rozpięty na samolocie namiętności jak na podniebnych skrzydłach wiatraka
chciałbym odnaleźć swój krzyż wielki jak kanion
kanciasty rozeschnięty szorstki wysmagany wiatrem
             ***
              Coś wepchnęło mnie w gęstwiny bezgranicznych lasów
              strąciło w niebościenny kanion archeologicznych zmian
              zamknęło mnie w ogrodzie wysypiska śmieci
              sprawiło że utknąłem w krajobrazie zmienionym
              w skutek uderzenia jądrowego
              coś pozostawiło mnie pośrodku
              niekończącego się łanu pegeerowskiej kukurydzy
              nie mam sił by wydostać się z kamiennego nurtu rwącej rzeki
              słucham czy to coś mnie przypadkiem nie przywołuje
              chociaż nie wczuwam się w sytuację poruszających się przedmiotów
              jestem jeszcze w takim miejscu z którego powrót ma sens
              (ziemia jest wciąż ciepła nie wystygła jeszcze w podmuchach wiatru)
              nic nie wabi mnie w krzyk
              nic nie wabi mnie w jęk
              centrum słów-dusz tak odległe
              że nie sposób zabrać tam nic oprócz twojego ciała
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Podobam się sobie znowu
gdy godzinami wpatruję się w odbicie
w spokojnym morzu delikatnej przyjemności
łagodnie splecionych naszych ciał
dryfujących poprzez niedzielne popołudnie
w pianie coraz bliższej obcości
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
              * Milczące prawo *
              Najbłahsza sprawa gdy zmieniona w neon swej nazwy
              błyśnie zielonym przerażającym światłem w nocy
              przy jakiejś głównej drodze
              zbudzi najpierw małość
              a ta odchodząc zabierze z kolei sens i coś jeszcze
              pojęcie estetyki poszerzy się jednak o dwie krople
              godziny północnej na przykład
              pozostanie wielka szansa ciemnej idei
              zintegrowany bród zasłania prawo milczące przez wieki
              nieistotności
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Słyszę, słyszę, jestem
Bóg i maszyna zbliżają się
od dobrej godziny wiem, że jeszcze
nie ma tu dziewczyny
nie rozumiem dźwięku bo….bo…b….b bbbb
czarny kruk, którego widzę
nie wiem, czytam, nerwy
zamykam wszystko
palce dłoni drgają
przychodzi, włazi w oczy
wszystko gdzieś już było
dlaczego nie chce powrócić
siedziałem za nią, ani razu się nie odwróciła
trzy mantry, trzy spowiedzi za nią
przychodzi ściana
na głowie leży czarna kartka papieru
pomalowana na czarno z czarnymi literami
ciekawe co to jest takiego
samochody przejeżdżają przez pokój br…br.. brrrr
przychodzi, przywiera, otacza, zamyka
nie mogę jej dotknąć
nie wiem już czy żyję
krokodyle, politycy, lewary
ciało dziewczyny odwróconej plecami
powoli demontuję na części
które rozkładam wokół siebie
także po chwili nie mogę już
poruszyć się, ani wstać. ani się położyć
koklusz, język, niedomykające się drzwi
ona ożyła, powstała, biegnie, patrzę w lusterko
ramię, sukienka, szyja
jestem zmęczonym kochankiem w całości
psy, traktor, wieczór w mieście
krążę w półmroku, chcę wyjść z wielkich ust
otrzymuję w międzyczasie spadek i opłatek
gdzie, gdzie, powtarzam
jej nie powtarzam
cukier, biała szyja, worek zboża
leżę
na stercie takich samych worków
ziarna we mnie nie są mną
ziarna będące chorobą radia
choroba drga rozdzierając radio
złudzenia, słyszę, nie wiem
nie mogę się doczekać
wykręcam jej ramiona na drugą stronę
chcę wszystko wiedzieć
chcę patrzeć na wszystko z zewnątrz
i na jej ciało i na siebie samego
nie mam nic oprócz ciebie
ty w złocie radioaktywnym
dusza w ziarnach obłoków
>>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Żeglarze z Księżyca  *
Piasek to kawałki snu
wielka ziemia, czarne ugory zdeptane
pagórki wielkich legend
chłopi tarzają się nago po ziemi
nobilituje ich glina, piasek, muł
to nie aktorstwo to przeżycie
cnota, która realnie zmusza do płaczu
po przywarciu do czystej gleby
nie ma mowy o nienawiści
tradycja we wszystkim śni się
ludzkie nogi zaplątane w korzenie
imperium dnia szybko się zmienia
gołębie wznoszą się pod niebem czerwonym
wszechświat namawia radary w chłopskich nerwach
szept nieustanny – powiększcie swe mózgi
chociaż do rozmiarów pojedynczych ziarenek piasku
Smutna wielka ziemia to horyzont ludzkości
chłopi obejmują w posiadanie wyłącznie
kolory i swoje uczucia
to nie mit, to ma sens
Patrzeć, być nienasyconym
od czasu do czasu mieć czas dla siebie
słuchać dla przyjemności zabronione jest w czystości
to było słońce, to jest cień
zmuszający do trzeźwości chłodem
to był nieprawdopodobny ogień
Kawałki w masie myśli leżącej na czystym
ciemnym powietrzu
Rybacy zabierają swe sieci, przyjeżdżają w góry
zarzucają je na ziemię w dolinach
Żeglarze z Księżyca przyjeżdżają w góry
ziemia czeka na nich czarna jak smoła
Legenda jest pod powierzchnią, którą
naruszają wody
musi pędzić i falować jak rzeka
Pić tylko czasem, jeść tylko gdy już sen się kończy
naśladować chłopów, rybaków, żeglarzy
szczególnie chłopów, bo oni łażą tu i tam
z chorobą oczu
Wypełnij się ziemią urodzony historycznie
wierzący, tańczący, patrzący
sens stygnie w ziemi, brud ziemi jest czysty
ziemia stworzona z głodu
nasyci cię
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Nigdy tego nie zrobię *
Nie, nigdy tego nie zrobię
choćby w każdej knajpie
choćby na każdej potańcówce
kobieta całowała mnie w usta na pożegnanie
wytrzymam to, wytrzymam ten srebrny deszcz
na pewno rozpocznę pisać pamiętnik
moje róże zakwitną w środku lasu
Widzę wielki wyrąb
setki świeżych pniaków
droga przez cmentarzysko drzew
droga prosto w chmury
Hieny – jestem sępem
Anioły – jestem sobą
Ogień mam przynieść ludziom
mam dać się pożreć przez smoka
Coś majaczy na polanie w głowie
leśne echo – ra, ra, brrr
lochy Krasińskiego, dna Zappy
wieczorna wieczerza, wieczornica – rocznica
Nie, nigdy tego nie zrobię
choćby wielki samochód czekał na mnie
choćbym zapomniał o tym deszczu,
który zmoczył mi ubranie
deszczu, który był łzami ludzi upokorzonych przez mnie
na pewno pośród książek, straganów, płyt, sukienek
zamówię dobrą pogodę dla wszystkich na starość
do pamiętnika wpiszę wspomnienie o swoim ślubie
Ależ on jest mokry – ocieka wodą – rozkleja się
wielka przyszłość – mówią
tylko stan tutaj spokojnie i zaczekaj
Nie, nigdy nie dam się wypchać siarką
i zaszyć w skórę barana
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
              *  Przed sobą  *
              Na wezwanie króla
              Czy wystarczy położyć dłoń na czymś co stworzył
              przesterowanej wyobraźni pozwolić dusić się
              na wolnym ogniu
              odpowiadać na przywołujące ponaglenia
              Czy wystarczy najcieplejszą stroną dłoni
              dotknąć jego myśli
              doszukiwać się w swej bezpracy prywatnego bezgłosu
              Każda fluidalna depresja podpala wyobraźnię
              nie wiadomo co wykołysze każda koleina na wyboistej drodze
              najważniejsze to poczuć bliskość wiosennego wiatru
              idąc uparcie z zamkniętymi oczami
              najważniejsze to trafić na jego drogę
              idąc wcześniej królewskim szlakiem omamów
              przyśpieszać, gdy już nie można wytrzymać ciężaru kłamstw
              potem gonić za uczuciem umykającym
              zapominać milczeć nie patrzeć
              myśli oddać wezwaniu przed sobą
              i droga i bieg rozkoszą samą
              dotyk błękitu prawdy leżącego na ziemi na horyzoncie
              ciepłego błękitu stygnącej prawdy
              zmuszany zmuszający ograniczany ograniczający
              by dojść tam gdzie odpowiedź w spojrzeniu
              na własny taniec na drodze
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Zestawienie *
Konstytucja i prostytutka
to zestawienie jest nadzwyczaj
udane , no naturalnie jeżeli
tego wieczoru coś spożywam
przesłodzonego zdecydowanie
Nie mam nic co byłoby pomocne
w nawiązaniu dialogu z KGB
Trybuna Ludu pretenduje do moich myśli
wybory na komendę zastępują moją miłość
somnambulizm na który liczy Kulikow
nie chce się rozkrzewiać, trzeba go podlewać
podlewać, kosić i podlewać
Wałęsę zarażono rakiem na wszelki wypadek
radio pretenduje do moich uczuć
Konstytucja i prostytutka
to zestawienie jest nadzwyczaj trafne,
no naturalnie jeżeli tego ranka coś piję
zgorzkniałego nadzwyczaj
Cmentarze zastępują prawo
ledwo wydobywam z siebie głos
jest tak słaby, że już prawie nie dociera
do sowieckiego satelity szpiegowskiego
nastawionego na moje najcichsze szepty
nie potrafię już wymówić słowa: solidarność
bezkarni kaci zastępują wolność pokazami stosów
klnę tylko po to aby gniewem
zabawiać tłumnie zgromadzonych przy ogniu milicjantów
Nie chce mi się zeskakiwać z progu domu
gdybym miał chociaż schody jak Pyjas
oficerowie LWP siedzą w kitlach za stołami
milcząco wypełniają swój obowiązek wobec narodu
machaja mu nad głową skalpelami
Konstytucja i prostytutka
to zestawienie jest nadzwyczajne,
no naturalnie jeżeli do obiadu zamawiam kergulenę
Wygina się sinusoida inicjatyw
przegina hiperbola od żłobka do psychiatrycznego szpitala
ludzie żartują jak za najlepszych czasów
imperium kolejkowego
społeczeństwo jełczeje jak stary ser
podeptano narodowe flagi wszystkich państw
za jednym zamachem na człowieka
przywieźcie im prostytutki może przestaną mordować
konstytucje
>>> 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA                   
                    * Oni tam już są *
                    Oni już stoją u moich drzwi
                    a ja mam jeszcze złudzenia
                    że darują mi życie
                    Wiele razy kobiety mówiły mi
                    przestań potykać się o nieistniejące
                    kamienie na drodze
                    ta błazenada niczego nie zmieni
                    lecz pomagały mi się podnieść i otrzepywały
                    moje ubranie z kurzu
                    Oni tam już są
                    a mnie się wydaje że w każdej chwili
                    jeszcze mogę
                    stąd się wymknąć
                    po tylu latach strachu
                    tylu bezsennych nocach i chwilach bez
                    możliwości wyboru
                    Kobiety wciąż powtarzały
                    nie wchodź tutaj przecież to nie jest twój dom
                    nie siadaj tutaj przecież tu nie ma krzesła
                    nie pływaj przecież twoje ciało znajduje się na brzegu
                    twoje oczy są po to by patrzeć a nie szeptać
                    wciąż o nieszczęściu
                    Tylu ich już nadeszło
                    aby mnie zabrać jeszcze żywego
                    a ja wciąż pakuję swoje sześćdziesiąt lat
                    i spoglądam w kierunku otwartego okna
                    jestem przekonany, że oni tam są
                    przecież słyszę jak kobiety mówią –
                    nie idźcie dziś po niego
                    to powinno mu przejść
                    jeszcze nie jest człowiekiem straconym
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Wielka ciężarówka *
Wielka ciężarówka o podwójnych wielkich kołach
startuje jak samolot z powierzchni jeziora
zawieszona przez ułamek sekundy nad taflą pomarszczoną falami
Cała rodzina, nawet babka, która powróciła dopiero ze szpitala
obserwuje ten moment gdy ciężarówka
przelatuje ponad ciemnym lasem w Yellowknife
Poziom wody w jeziorze podnosi się
woda dochodzi do progu naszego supernowoczesnego
domu ze szkła i aluminium
Wielka ciężarówka ratuje ludzkość
pozwala zapewnić ciągłość cywilizacji
jest arką dla wzorcowych ludzi
i promieniotwórczych przedmiotów codziennego użytku
służących do zapewniania porządku
na ziemi i w niebie 
>>>
??????????
                   * Twarze  *
                    Zawsze ilekroć przechodzę obok księgarni
                    zza szyby gapią się na mnie twarze
                    z okładek książek partyjnych pisarzy
                    ledwo co moja cierpliwość wychodzi cało
                    z walki z ich pożółkłymi spojrzeniami
                    odkąd ogłoszono stan wojenny
                    właściciele tych twarzy skradają się za mną
                    jak dziwne duchy biegną za mną do domu
                    wpadają do mego mieszkania zanim zdążę domknąć drzwi
                    starają się nocą znanymi metodami psychicznego terroru
                    złamać mojego bohatera
                    ukrytego w  szufladzie
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
                    * Każde słowo jest na początku obce człowiekowi *
                    Każde słowo jest tu obce
                    planety tu nie mają nazw
                    wszystko staje się z czegoś co ….
                    wszystko przepływa do ….
                    istoty nadmuchane powietrzem
                    istoty wypełnione wodą
                    z diademami nad głowami
                    są sobie obce
                    i ….
                    wszystko co stworzą jest powtarzaniem
                    jaszczurczych wyjść
                    gdy słowo przestaje być słyszane
                    zmienia się w galaktyki
                    porusza się płynąc ku …..
                    eksplodując wewnątrz serc
                    może zachwycić niemowlę lub głuchego
                    i …..
                    zginie człowiek albo słowo przestanie być
                    Bogiem
                    zapytajcie zakochanych gdy powrócą razem
                    z ogrodu botanicznego
                    czy będą pisać wiersze
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
                    * Fundament *
                    Fałszywa światłość toczy się w czasie
                    z hałasem spadających kamiennych lawin
                    z pulsowaniem jednego dźwięku gdzieś na krańcach
                    popychany, podrzucany lecz zastygły w unoszeniu
                    ty razem z nią rozpraszasz się
                       Chmury schodzą nad wnętrza cmentarzy
                       wody podchodzą pod schody domów
                       ty usiłujesz zamknąć światłość w dziecięcej piąstce
                       patrzysz na swoje lustrzane odbicie jak na swoje własne
                       ze źrenic oczu przynosisz słowa
                       traktując je jakby były same w sobie
                       rzucasz to wszystko pod fundament
                       własnych światów
>>>
DSCN5530a
                    * Jakie to proste *
                    Jakie to proste prawda
                    wystarczy tylko poznawać
                    jakie to proste
                    mówią antenaci z chmur
                    wystarczy tylko kochać
                    popatrzcie na to tak
                    wystarczy śmiać się i płakać
                    kontrolować i kpić z siebie
                    wystarczy się modlić
                    śpiewać i tańczyć
                    wystarczy być szczęśliwym teraz i zawsze
                    i nie zadawać pytań
                    na które nie ma dziś odpowiedzi
                    prawda obywatelu „Tak jest”?
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
Bezwzględny, ociemniały, wieczorny
Bezwzględny, ociemniały, wieczorny
jest jeszcze przede mną
oczami wyobraźni widzę go już za sobą
w grobie
Obiektywny, ten sam, o północy
razem ze mną stoi wygnany ze świętego spokoju
oczami wyobraźni widzę go już za sobą
w grobie
Wielki, mogący unosić się nad oceanami
narzuca się jak pielgrzym świętym miejscom
oczami wyobraźni widzę go już za sobą
w grobie
Niosący obok mnie Wszechświat poprzez próżnię
niosący próżnię poprzez Wszechświat
oczami wyobraźni widzę go już za sobą
w grobie
Dyktujący warunki moim kamieniom
rozporządzający moim domem,
w którym nie pozwalam mu zamieszkać
wyprzedza mnie coraz bardziej
nie mogę dosięgnąć go z grobu
>>>
DSCN0352a
              Mieszają się wypowiedzi
              te z raju zmysłów z tymi po ich śmierci
              opieramy się na białej lasce oczu
              kuśtykamy na drewnianej nodze snu
              zwiedzamy piramidy małż i paproci
              chcemy dotknąć celu drogi
              jak mitologiczny bóg kiedyś
              przesuwamy palce po kruchej powierzchni pierwszej porcelany
              noc odsłania to co zamaskował w brudzie dzień ludzi
              czerń oznacza punkty zwrotne – piramidy
              wielka gruszka w kształcie macicy – pylony
              przenosiny w ciało kolegi lub przygodnie spotkanego mężczyzny
              wstyd za granicą raju kobiet
              przeszłość oczekiwania
              wszelkie pomieszanie obala na twardy beton
              z twarzą skierowaną w kierunku wnętrza Ziemi
              odkrywamy nie myśląc o potrzebie pływania
              aby zgubić „móc”
              Księżyc na plecach znaczy alchemiczne wzory
              jak wizjonerzy balansujemy pewni swej wrażliwości
              po przebudzeniu staramy się zapamiętać
              umykający z pamięci sens
              doskonałość domaga się przerwy na błąd
              włączenia choć na chwilę programu samych dam
              harmonia domaga się ofiary z samej prawdy
              szare nieistniejące dni pod postacią najsilniejszego
              kapłan pieszczony przez małą dziewczynką
              zgromadził potrzebne słowa pouczeń
              lud prawdziwy nie nazbyt śmiertelny
              na wielkim swoim dworcu lotniczym
              nie daje sie zatrzymać przy odprawie
              pogranicznikom i celnikom
              kustykając stara się dotrzec na pas startowy
              odleciec za wszelką cenę
>>>
DSCN5619z
                    Podobno najlepiej tym co domów nie mają
                    szczęście dla tych co nie znają granic
                    wolność dla tych co idą jak ślepcy
                    dla nas lęk dla nas ptaków tylko sieć
                    dano nam nowe życie żeby móc umierać z każdą sekundą
                    by konać w wierze u złotych bram
                    istniejących od wieków w pamięci
                    w małych nerwowo rozbieganych oczkach
                    trzeba wciąż iść i nieść śmierć  na barkach
                    wątpić w ludzkie gry z sensu kpić
                    Podobno najkorzystniej jest rzec: „skończyłem – prowadź”
                    i zamknąć oczy na zawsze
                    prowadzić przewrotny dialog ze złem
                    taki jak ptaszka z macicą perłową
                    taki jak kochanki z ostem
                    taki jak brzytwy z ciałem
                    taki cięciwy z oszczepem
                    Lepiej poczuć siłę gwiazd
                    niż określać swój cel
                    podobno najlepiej jest tym co nie mają
                    swych drzwi
                    Gwiazdy ze śmietnika się wysypują
                    a ty budujesz konstrukcję dla Pana
                    potem idziesz tuląc do piersi małą świnkę
                    idziesz nie bacząc na niekrzepnącą krew
                    zdominowany przez kajdany i krzyże w pamięci
                    lęk budzi się na myśl, że uciec może mała świnka
                    horyzont włazi pod paznokieć
                    w chwilę po włączeniu światła
                    lub odkręceniu kurka z wodą
                    tam gdzieś tylko złoto
                    tutaj skrzydełko nietoperza i polityk z nogami w dzieży ciasta
                    kły Marlin Monroe zatopione w mojej ręce
                    marchewka w oku
                    czarny ptak wychyla łebek z jabłka
                    wszystko staje się cmentarzem
                    mogę być bardzo wielki ale zawsze bardzo przestraszony
                    ryzykuję wszystko aby zobaczyć nagą strzałę śmierci
                    kształt niszczącej cięciwy
                    dla koła w którym stanę ze świnką w ramionach
                    pozornie ślepy pozornie zidiociały
                    zbierajacy co dzień gwiazdy ze śmietnika pańskiego
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Każesz mi szukać prawdy objawionej
każesz mi szukać piękna
w twarzach i w kwiatach
Leżąc całą noc na tapczanie przy zapalonym świetle
wpatruję się w sufit czyli biblię upokorzeń z dzieciństwa
biały sufit to to samo co nicość
widzę na nim tylko samego siebie
żadnych tłumow, żadnych rabatek
Każesz mi wspominać ją tulącą się do mnie
czuć jej drobne piersi i biodra przylegające do moich
oto cały mój kram, oto całe jej piękno
oto człowiek w krasie
Wkładam dłonie w trójwymiarowe przestrzenne obrazy
pojawiające się przed mnę
moje potwory połykane przez światło nie mogą tu zaistnieć
w obrazach dotykam jej dłoni, ona gładzi moje palce
Pragnienie kryje się w prawdzie, jest jego małą cząstką
jej obecność zbliża się do ciepła i szczęścia poprzez naiwność 
naiwność jest pustynią gdzie tylko ona i ja spotykam się wreszcie
pod słońcem prawdy i przyszłości
Jej spojrzenie na moje szaleństwo, mój rzut oka na jej szczerość
jej grawitacja, moje zdenerwowanie, jej rytm, moje wyobcowanie
Każesz mi szukać piękna i prawdy objawionej
w twarzach i w kwiatach
przestaję cię słuchać gdyż jestem zbyt podniecony 
odnalezieniem jej w dotyku dłoni
a poza tym jestem tylko zwykłym glinianym robotem
który czasem się psuje pod mostami radosci
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
* Ani wiatr *
Ani wiatr, ani gwiazdy spadające z nocy
wtłoczonej gdzieś tam wysoko do puszki konserwowej
ani mitologiczne epopeje, ani słońce, ani deszcz
ani poematy gruczołów wewnętrznych – tylko przypadek
Tak się to nazywa, na pewno tak nie
            Pół ryby, pół sera pleśniowego, ćwierć serca
            z otwartej ludzkiej klatki piersiowej
            sekunda krzyku mewy-matki, osiem kilo nocy
            siedem godzin klątw, cały posąg człowieka
            Tak się to wszystko ze sobą miesza albo i nie
Może płynie, może biegnie, trochę napiera
jak siła tarana gdy rośnie ci włos, wydłuża się paznokieć
chyba drga i krąży wokół
och, tak, tak, na pewno nie
            I wtedy człowiek już musi słuchać, patrzeć, dotykać i czekać
            niech nazywa się Pies, Lew, Rak,
            niech na imię ma Biedny, Obłąkany, Ślepy
            niech będzie z kolei pierwszy albo dwunasty
            musi położyć się w swym ogrodzie i poddać się na zawsze, na chwilę
            musi zginąć, na pewno
            nie
            koniecznie
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
* Szary wodospad *
Oto szary wodospad któremu odebrano szansę znalezienia miejsca pośród przyrody
oto z progu czerni spadają jak lawina w przepaść bez dna miliardy małych szarych gałek ocznych
nieustanny ruch przelewającej się gdzieś w dół świadomości
tylko ta krawędź śpiewać jej pozwala tak ślicznie o sobie samej
Gdzieś wcześniej ocean nie istnieje, gdzieś później nie istnieje żadna rzeka
istnieje tylko wodospad ludzki wodospad
słowo chce być źródłem, mózg chce być ekranem
człowiek staje przed tym wszystkim i mówi – to jest rzeczywiście prawdziwy wodospad
wodospad maleńkich szarych gałek ocznych
chciał powiedzieć – pragnę być częścią przyrody
mógł powiedzieć – nie jestem w stanie być jednocześnie Bogiem i diabłem
nie powstrzymam wodospadu
Szary wodospad chciałby porwać grunt spod stóp wszystkim
ten próg istnieje, światła nad nim tak mało
ocean wiary w górze, źródło ciemności być może w głębi
gdzieś w dole 
gdzieś pod stopami w prehistorii
>>> 
DSCN4348s
* Po zboczu serca  *
Wielkie bomby spadają w twoim sercu
eksplozje rozrywają tkanki na krwawe komórki
każde słowo chce być pierwsze
chce być wypowiedziane jak eksplozja
kamienie twarde kamienie bezładnie w lawinie
pędzą po zboczu serca
każdy chce być pierwszy na dole
to błagalne modlitwy
to ptaki odfruwające w otchłanie
Bomby stworzone z fascynacji upadają
na powierzchnię serca
mity ideały łzy śmiercionośne
Korzenie człowieka nie mają końca
człowiek rozrasta się chcąc stać się
większym od swego grzechu
Przekleństwa wypełniają jak gorące powietrze
wnętrza balonów
Słonie zmieniają barwy jak kameleony
wędrują od systemu do systemu
ty tylko ty prowadzisz te karawany
obcych zwierząt od piekieł do Raju
pod niebem które pluje meteorami
na twoją drogę
niebo przegradza ci ją buduje na niej pałace
schronienia w więzieniach
patrzysz na słowa zbombardowany
modlący się do swoich ran, kuszony krwią rozlaną
wyzwolony w radio, w prasie i w szkole
jak łan zboża pożerany przez słońce
jak oblężnicza wieża, jak kosmiczny prom
łapiesz się idealy obsuwających się po zboczu serca
sam chcesz utrzymać się na zboczu i nie oddalić od szczytu
mówić poprzez radło
poprzez zabawkę
poprzez mechanizmy wojny,
które nie chcą być narzędziami
bomby nie są przyrządami kontrolnymi
słonie dowodzą że wojny dają niezbędne oświetlenie
w salach operacyjnych,
że eksplozje to narkoza, dynamit serce rozrywa
twoich prób zmienienia siebie samego
i odrodzenia słoni
I oto problem światła pojawił się znów
w mózgu, w państwie i w ONZ.
problem nadmiaru energii
prześwietlone wszystkie klatki filmowe
z mgłami nocnymi i szarymi porankami
wolności
>>>
DSCN0760f    
* Nie poddam się  *
Nie poddam się – krzyknął komputer
Niech się dzieje co chce – wiem,
że nic  nie wiem – stwierdził człowiek
>>> 
* Wiem *
Ja nie mam słabości – krzyknął komputer
– nie poddam się nigdy
Niech się dzieje co chce – krzyknął człowiek
– wiem, że nie posiądę nigdy żadnej wiedzy
umożliwiającej przetrwanie
chyba, że uwierzę
chyba, że zaufam
>>>
DSCN0981 (2)a 
* Dość już tej dyktatury ciemnoty *
Dość już tej dyktatury ciemniaków
wielkiego jak nieskończoność
JA
Nie zwabią mnie już w sieć ciekawości
Zamykam się we własnym ogródku świadomego
MY
Otwieram dziś oczy w środku działania
na kilka dobrych lat
>>>
DSCN5838a 
* Tutaj nie można usiąść *
Tu nie można usiąść i zamienić się w kwiat lotosu
tutaj nie można stworzyć żadnej syntezy
rewolucja tak zmieniła to miejsce tutaj, że obowiązki nie pozwalają
choć przez chwilę zapomnieć że jest się najnowszym modelem
maszyny historycznej do kasowania tyranii rutyny
to wszystko przychodzi jak ciągłe przygody
zmieniono ten wiek w odkupienie a materię w dwie szpady
skrzyzowane jak krzyż drewniany
tu nie można znaleźć kompromisu bo nie ma ekstremy
po prostu rewolucja dając szansę zwierzętom wykarmiła je muzyką z ostatnich zapasów
zwierzęta nie mają poglądów politycznych ani racji
maszyny są coraz dzielniejsze
zaprogramowane na lęk pracują ciągle nie wyłączając się
widząc taki upadek myśli
nie zatrzymującej sie dla syntezy
>>>
DSCN1112a            
* Pozycja społeczna *
Jaką zajmujesz pozycję społeczną?
pytasz dziś mnie –
więc odpowiadam –
obecnie już zupełnie wertykalną, trochę żółwiową
trochę erotyczną
jest to w gruncie rzeczy pozycja
rozpędzonego we Wszechświecie, rozgrzanego do
czerwoności sloganu : „wewnątrz pamiętam wczoraj
słowa boskiego czekam”
     Mam swoją wymyśloną Polskę – czekam
     Jestem jej uczniem o odchyleniu filozoficzno-ekstatycznym – czekam
     Zdobyłem pewne miasteczko i kilka okolicznych wiosek – czekam
     Widzę swoje poglądy polityczne w pewnej pasterskiej perspektywie – czekam
     Wyłuskuję z otoczenia typy wrażliwe i ssące miłość – czekam
     Otaczam się setką pochodni takich jak ja – czekam
     Dziewczyny, przyjaciele, wrogowie, sprzedawcy – czekam
     Odmienna przyszłość naszego świata i mnie – czekam
     Blisko, bardzo blisko – czekam
     Nawet wulgarne eksplozje myśli nie niszczą słów – czekam
Jaka jest twoja pozycja społeczna zapytałaś
 faceta, który znany jest z tego, że najchętniej
lubi zasypiać w pozycji wertykalnej kilka metrów
nad głowami ludzi w powietrzu ponad tłumem miasta
faceta o spojrzeniu starego rogatego Mojżesza
odpowiedziałem – czekam
   A twoja pozycja to kilka skarg i spis treści
   chcesz mieć w tłumie dużo miejsca i własne granice
   chcesz mieć granice sławy, popularności i wolności
   chcesz zbudować siebie w pozycji społecznej
   granica wolności objawia się u ciebie westchnieniem ulgi
   chcesz być nawet osaczona przez wrogów tego
   społeczeństwa takich jak ja
Budujemy siebie w swej pozycji społecznej
chcemy być w niej zawsze
choćby potencjalnie
osaczani przez wrogów społeczeństwa
czyhających na zewnatrz  jak ja
>>>
KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA               
                    * Światło w przestrzeni *
                    Światło wdarło się do przestrzeni
                    i dominować zaczęło do tego stopnia nad
                    poszukiwaniem i niepokojem,
                    że ukazała się przed człowiekiem jedna droga
                    było to światło o wydźwięku i zapachu historii powrotu
                    było to światło jak zapowiedź ostatniej nocy
                    było to światło jak odpowiedź na pytanie już tylko
                    tego jedynego człowieka
                    problem światła na głównej drodze 
                    kłopot światła na głównej drodze
                    cierpienie światła na głównej drodze
                    pytanie człowieka na głównej drodze
                    model ziemianina GX00000001
                    (Ziemianin bodajże tak… zostal nazwanu)
                    problem światła na jednej głównej drodze 
                    ale problem ale kłopot =zapatrzenie
                    światło =ucieczka
                    cierpienie =dążenie
                    droga = cel
                    samotność  = bezustanny ruch
>>>
DSCN0102a
              Nareszcie ruch w termometrach
              wskaźniki natchnął czas
              wyniki zostały wydrukowane
              tak drogie mi są
              jej wspaniałe niedopowiedzenia
              popatrzyła na mnie ponad głowami innych
              nareszcie jesteśmy sobie bliscy
              lokomotywa pruje już po lądzie
              wczoraj wynurzyła się z Bałtyku
              szanse zaczęły znów fruwać w przedświcie
              małe śląskie miasteczka odarte z historii
              zmieniły się w motyle
              nie było na ziemi dla nich miejsc
              one wszystkie zmieniły się w stolice
              ręka upuszczająca chustkę zawisła w próżni
              popatrzyła na mnie z końca sali
              kogutek zaniemógł w moim sercu
              ona nie ratowała go żadnym słowem
              ponoć nie znała żadnych policealnych zaklęć
              byłem z tego zadowolony
              jeszcze srebrne punkciki drgają na ekranie
              po jej pocałunku
              termometr wypełnił się szminką
              oczy pokazały duży przypływ nieba
              wymyślaliśmy szanse patrząc na siebie
              poprzez wskaźniki i manometry serca
>>>
* Wykorzystana szansa *
Nareszcie udało się dostrzec ruch
w interesie termometrów
wskaźniki natchnął czas
komputer wydrukował wyniki sondażu
Tak drogie mi są jej wspaniałe niedopowiedzenia
wiemy już wszystko o sobie
bez słów jesteśmy sobie bliscy
lokomotywy serc prują po lądzie
wczoraj wynurzyły się z Bałtyku
gdy szanse jak motyle zaczęły fruwać w przedświcie
Małe miasteczka odarto z historii
zmierzono ziemię i powiedziano
nie ma dla nich miejsc
wszystkie muszą zmienić się jak najszybciej
w stolice
Kogutek zaniemógł w mojej lokomotywie
ona nie ratowała go żadnym słowem
może nie znała żadnych oryginalnych
policealnych zaklęć
Srebrne punkciki jeszcze drgają na monitorze
po jej pocałunku
dusza jak termometr wypełniła się szminką
termometr zmierzył przyrost nieba od wczoraj
został sprzedany na pniu
>>>
DSCN0887a 
              * Solo na  kapeluszu *
              Lata drożeją wiosny ciemnieją
              serce zmienia się w durszlak z dziurawego kapelusza
              niczego nie można zobaczyć nikogo rozpoznać
              złudne lekarstwa filmów trują
              niebezpieczne układy w trakcie ucieczki
              wciąż przed oczy przynoszą obraz pogoni
              miłość poszukuje ofiar
              zbrodniczo jak sęp nieestetycznie jak hiena
              coraz ciężej z sekundy na sekundę
              kocham jak czołg jak atleta
              dziczeję przy każdym rozstaniu
              udając Ariadnę przędę stalową nić smutku
              udaję siebie nawet wtedy gdy jestem tobą
>>>
DSCN0888 (2)a
          * Człowiek myśli *
          Człowiek myśli Wy Ja
          człowiek myśli Wy My
          człowiek wciąż poluje na człowieka
 >>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA
                    * Analiza życia *
                    Jabłko zmusza do czegoś co jak nierząd
                    nie daje się sformalizować
                    gdy postawisz jabłko na stole
                    będzie cię kusić
                    babką twoją matką biblią
                    czasem nawet odgłosem odrzutowca
                    lub wojną dzieci
                    jego lśniąca skórka daje się porównywać
                    jego kształty pozwalają się deformować
                    zaklęty w nim film gangsterski
                    nie jest symbolem grzechu ani świata
                    ono jest symbolem chwili zadumy
                    zmusza cię to jabłko razem ze stołem na
                    którym leży
                    do gwałtowności i niszczenia
                    ugryzłeś wreszcie to jabłko
                    w które wpatrywałeś się przez godzinę
                    wiem wiem chcesz teraz iść i zabijać
                    niewiernych
>>>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
                   * Serce  *
                    Serce-tarcza
                    serce-pała
                    serce-chełm ochronny
                    serce-armatka wodna
                    serce-granat z gazem łzawiącym
                    serce-kamizelka kuloodporna
                    serce-cios
                    serce-racja stanu
                    serce-neurastenia władzy
>>>
??????????????????????                   
                    *Krakowski równoleżnik *
                    Iluminacje sprawiają że przed moją twarzą
                    na oszklonych drzwiach Jaszczurów
                    pojawiają się Sukiennice
                    czerwono-żółte attyki o dziesiątej wieczór
                    na twarzach muzyków grających za szybą rzeźby
                    pijany prowokator tańczy na chodniku
                    w rytm muzyki grupy Tie Break
                       Mury stawiam wyższe dwa razy
                       mury wyższe niż to miasto
                       mury wokół serca któremu wyrosły uszy
                       któremu stan wojenny przydał czworo oczu
                    (złotowłosa rozmawia ze swoim amantem:
                    – wiesz chcę ci coś powiedzieć
                    – pewno to że masz chłopaka
                    – tak to znaczy miałam )
                      Przechodzę obok śpiących wież Kościoła Mariackiego
                      zasmucony ukrzyżowany jak każda pusta ulica inny
                      dźwigam brzemię Chochoła
                      otwierają się bramy teatrów
                      ich wnętrza wypluwają tłumy
                      zabytkowych szkolnych wycieczek
                      ja chcę tam wejść gdy nie będzie w nich nikogo
                   (złotowłosa mówi do swojego alfonsa:
                   – ależ ten dziadek to był kawał starego ramola
                   – sk… ha ha ha …)
                     Kręcę się o północy po placu dworcowym
                     szukam idei i zwykłych słów
                     ciepły wiatr spycha mnie w lato
                     chociaż podążam z ogniem w kierunku zasp na alejach
                     zastanawiam się czy to prawda
                     że moi koledzy giną na ćwiczeniach wojskowych
                     pod gąsienicami czołgów
                    czy to prawda że tacy jak my muszą być katowani
                    dotąd dopóki nie odnowią świata
                   (złotowłosa mówi do grupki facetów smolących
                   gorzałkę po kryjomu na meczu Nadwiślana – oddając
                   im pożyczoną szklankę:
                   – panowie wy to chyba jesteście zomowcami
                   – chodź no tu, nie uciekaj ty pijana …)
                     Moja dusza jeździ sfatygowaną Syrenką
                     starymi ulicami Krakowa
                     spotykam się z kolegami wyrzuconymi ze studiów
                     oczekuję na list od kogokolwiek
                     zakochany w kamieniach i kurzu
                  Ona śni mi się w samolotach i na szczytach gór
                  opadam jak mgła na Ogród Botaniczny
                  na pobliskie uliczki
                  moje łzy zamarzają nad ranem
                  jak szron kładą się na chłodnym metalu
                  ślina przymarza do ustnika rogu
>>>
??????????????????????
                    Spadał wtedy głową w dół
                    gdy budziłem się przemarznięty na kość
                    jajo było w jego głowie
                    jego szafot we mnie
                    srebrnopióre dziewice z nagimi piersiami
                    fruwające jak ptaki
                    relatywne z twarzami na których
                    kamienne maski zdradzały dawne miłości
                       Oto brzask nie muszę więc rozmawiać ze samym sobą
                       wyjeżdżam po prostu na rowerze wielkiego tygrysa
                       który jeszcze śpi i w tym momencie nie pedałuje
                       jak miękkie kromki lub skiby z gliny jak masło
                       są lica dziewicy zakładającej właśnie okulary
                       by dobrze przyjrzeć się mnie i moim zamiarom
                       wyskoczyła z helikoptera na spadochronie
                       by po latach stanąć przede mną
                       by obok mnie przewracać szkolne nagrobki
                       spojrzeniem utonąłem w jej oczach żołnierskich
                       zatrzymałem się by pozostać na dłużej w uścisku
                       by otrzymać kształty współczucia białopuchonogiego
                    Jakże widoczne są dwie części tej samej osoby e jednym śnie
                    drewnoplazmonogi a nawet tygrys nie mieli wpływu
                    na za czy przeciw 
                    krowie odwłoki spadały jak suche łuski jak skorupki jaj węży
                    głowa Go+ leciała w bezdenny bałagan trzewi pamięci
                    w okropności pięcioletnich katastroficznych chłopców
                    echo odpowiadało z przepaści
                    stając pomiędzy linami ludzkich powiązań
                    Dostrzegłem wtedy krople dżinu i oliwy
                    błyszczące w niebieskim powietrzu
                    spadających jak Bóg w moje przygody
                    by je urealnić
>>>
??????????????????????                   
                    * Nie ma realnej Polski *
                    Nie ma żadnej realnej Polski
                    zbulwersowany zomowiec, wstrząśnięty ksiądz
                    to to to
                    bo bo bo
                    w czarnej sukience ona jedyna nasza duma
                    stoi oto na wielkiej równinie uprawnych pól
                    ścielą się u jej stóp
                    żyły wyprute z rąk
                    polskie dębychłopy szumią
                    nie będzie już patriotyzmu
                    nie będzie już internacjonalizmu
                    nie będzie już działania
                    w jaskiniach zaszczycono planistów horrorem
                    liczydełko-brzęczydełko zbudziło ze snu
                    somnambuliczne ofiary górniczego trudu
                    naszą rozpacz
                    realny rytm
                    ja ty ja ty
                    twoja przyszła praca to wizytacje konfesjonałów
                    będziesz zmuszony ćwiczyć skłony i nagłe wyprosty
                    będziesz zaglądał do swojej chrzcielnicy
                    i stwierdzisz że stamtąd pochodzi
                    szerokość wysokość i długość
                    surowa prawość
                    pociecha
                    realny rytm
                    my oni my oni            
                    twój przyszły zawód to
                    discjokey-furman-alfons-minister-pogromca mrówek
                    będziesz zaglądał do śnietnika swojego kraju
                    i stwierdzisz śmierć państwa
                    z popiołów po kremacji powstanie
                    chłoporobotnikodziecko jakże żywe trochę śpiące
                    Moskwo mówię do ciebie
                    powstanę jeszcze ty dobrze wiesz
>>>
DSCN6113d 
                    * Meteor i rzeka *
                    W hałasie myśli staję się optymalny
                    w blasku złudnych słońc
                    służę narodzinom służę pogrzebom
                    w kompletnym przebraniu
                    na całość poszły moje ręce i nogi
                    widzę tyle słońc ile podminowanych lub zatopionych
                    dźwięków z gitary wydobyć można wbijając wzrok w struny
                    w natężeniu złości staję się optymalny
                    z ziaren piasku nikim
                    zabawa lub bijatyka z paczką papierosów
                    musisz prosić zwariowane postaci ze swych wizji
                    ale na nic to się zdaje
                    nikt nie jest zbyt mały by móc uwierzyć
                    noc staje się o wiele mniejsza gdy nazywasz siebie nikt
                    składają się w jedną całość meteor i rzeka
                    chociaż są po przeciwnych stronach widzę je razem
                    biegam tu i tam zataczam koła
                    wyszydza mnie niewola kracząca z rana
                    przestaje być wszystkim
                    także antymaterialnym śmiechem i łzą
                    niewiedza samotorturuje się
                    niech poczuje samą siebie – i owszem pokaźną
                    wtedy pozwoli ciasnym światłościom powiększyć się
                    do takich rozmiarów że ja i ty będziemy mogli bez lęku rzec
                    jeszcze jeszcze raz
                    balon nadął się do maksymalnych rozmiarów
                    zaraz pęknie a wtedy wielkość rozsądku
                    będzie emanować z dna wspaniałej złotej szklanki idei
                    dla ciebie dla brata 
                    hałas słów wymową słońc
                    w niej
>>>
DSCN6152a 
 * Trzy sekundy czasu *
Oto masz trzy sekundy czasu by wyrazić całą prawdę
Mów na przykład tak – jestem stracony, jestem sam, jestem bez szans
To i tak nie ma znaczenia –
jeżeli mówisz cokolwiek o sobie
to prawda była już już była
Te trzy sekundy czasu by wyrazić całą prawdę
trafić sobą w dziesiątkę
Dzieciństwo – Dojrzałość – Starość
>>>
??????????
Jaką piosenkę ludową śpiewałby Janosik wcielony do Armii
Maszerując z innymi po placu apelowym
Jaką piosenkę zaśpiewałby Dylan na Festiwalu w Kołobrzegu
Jaką melodię ułożyłby syntezatorowy komputer
gdyby się poczuł chociaż przez chwilę tak samotny jak ja
>>>
DSCN4748s
* Będzie poród  *
Przepłynąć Atlantyk – przepłynąłem
Wedrzeć się do serca szesnastolatki – już tam jestem
Usta zszyte drobnym ściegiem – sadza na powiekach
Se – ka – tor  – ar – bu – z
W autobusie dotknąłem jej piersi swoją piersią – odskoczyłem
Czarna dziura w kosmosie powstała – już wyobraziłem sobie śmierć
Einstein – spaceruję po niebieskich pastwiskach Pana Boga
Pójść do ukochanej – czekać
Poznać Pana Boga – Palestyna
Łzy – nałóg rzucania bomb
Mówię do obrazu  – podkreślam słowo „folklor”
Wieś jest wszędzie – interesuję się ludowym ruchem kibiców
                                   z małych miasteczek i z robotniczych dzielnic
                                   dużych miast
Pęcherz na palcu – oglądam duży palec u nogi – jest zdrowy
Zamykam oczy wyobrażam sobie, że bardzo kocham moją szesnastolatkę
                                   lecz czy to prawda
Widzę jej drobne usta na szybie – całuję ją
Mówić o jej twarzy – płynę wpław obok transatlantyka, tuż przy jego prawej burcie
Polecieć na Księżyc – na wszystko przyjdzie czas
Modlę się – o przybywajcie wrogowie z kosmosu, o przybywajcie
                                   zagrożenia spoza Ziemi – dla jedności Ziemian
Tylko taką ją chcę widzieć – szesnastoletnie usta Polski czekają
                                    na muśnięcie dmuchawcem, motylem
To co dziś jest mniej ważne będzie moim sierpem za dziesięć lat dla radzieckiego zboża,
                                   dla egzystencjalnej francuskiej pszenicy
Wziąłem nóż – usta podać do pocałunku
Cesarskie cięcie – będzie poród 
>>>
?????????? 
*Przecież to jest na Ziemi *
Wejdziesz tam do grobu Semiramidy
do wnętrza Słońca i Księżyca
I zrozumiesz, o naiwności ludzka,
przecież to jest na Ziemi,
przecież to jest na Ziemi
od dwóch tysięcy lat
>>>
 OLYMPUS DIGITAL CAMERA 
 * W tyglu przeczuć  *
W tyglu przeczuć bąble granitowego wrzącego płynu
w kotle gdzie mieszka piekło gotuje się kamień
rezygnuję z domu nad Wisłą płonącego w latach 80-tych XX wieku
zalewa mnie krew czarnoksiężnika który skaleczył się nad kotłem
śmierć piętnuje białe konie które wybiegają na ulice polskich miast
koła tańca koła słońca koła przeczuć
politycy umysłowo niedorozwinięci szczęśliwi
senny letni wiatr podsyca zimny ogień postrzępiony
mieszczki wsłuchują się w niemy krzyk sowy
czekają na śpiew dziecka które rodzi się w tyglu
pragnę usunąć się sprzed wodospadu który przysuwa się do mego ciała
wodospad ten niesie nad moją głowę rozrywające się powietrzne pęcherze
kometa w długich włosach zaplątana w oparach dymu guślarzowego ogniska
jest śladem obcej cywilizacji
przecież śmierć przewidują na nowych ulicach taką samą
muszą uchodzić oto sprzed kurtyny życia
sen wyciąga z grobu ręce po czarne róże
na płaszczu biegnącego wampira z kosmosu
kolory śmieją się na dnie tygla
mieni się wszystko w potwornym żarze
goście dna gospodarze dna
dnopolitycy – chorzy na bezpodstawne szczęście
(taka sama choroba jak cholera)
konie w koronach z papieru biegną potykając się o gruz na ulicach
boję się patrzeć na to chcę uchodzić stąd
zabrać worek pereł
zamiary w aktówce
muzykę razem z przyjaciółmi
walkę przegraną walkę zabrać walkę zwycięską
alternatywę zrodzić  jeszcze raz która przestanie być płynnym kamieniem
nachylony nad tyglem wróżę tragedię nad Wisłą
tak bardzo chcę żyć
spełnić zamierzenia czasu w stosunku do koni
choćby do drabiny
tragedia kamienia prawdopodobna
>>> 
 DSCN4917a
Wtłocz wszystko w koło
zamknij wszystko w kwadracie
powiedz – zaraz napiszę encyklopedię
a ja głowę daję, że nie zdążysz przed śmiercią
zbyt wiele znaków potrzeba
Walcz ze szczerością potworów galaktyk
oddaj się piorunom
piorunom gwiazd
Jestem stłuczoną butelką,
z której pił na Marsie pająk graniasty
z cywilizacji która poprzedzała obecną na Ziemi
Jestem archeologicznym dowodem przybycia z gwiazd
patrzę w niebo obiegam myślą Wszechświat wracam i
i i ………………..i nie jestem już myślącym człowiekiem
bo nie mam czasu (gdzie?) (w garści)
bo czas nie ma mnie w nim (jak?) (wspak!)
tylko butelką – przedmiotem uszkodzonym,
który kiedyś krył napój jakim odurzał się
ktoś kto nie był płaskim przedmiotem
Chciałbym pójść jako człowiek w przód albo w tył
nawet stać zakazane jest na Ziemi
chyba że jest się człowiekiem w prostopadłościanie
a wtedy znowu strach nie utrzyma mózgu w całości
i rozpęknie się wypluwając odwieczne odurzenie wertykalne
czas i granice – potrzebna archeologia płynu mózgowego
– to napiszę na etykiecie językiem zapomnianym
Historia odurzenia utraty szans na pracę,
która czyni człowiekiem człowieka
zwierzęta, wymarłe cywilizacje, przedmioty
w znakach-symbolach
są najbliżej
człowieczeństwa
>>>
?????????????????????? 
Wypełnić ślinę gęstą nocą
ileż to roboty splunąć w światło
zmieszać ziemię ulepić kulkę
ileż to roboty
żeby stworzyć świat
komu lat komu nic
komunii
eee
ale sobie użyłem
ale sobie żyję
wystarczy wynająć
niezły hazardowy klub
małą dorożkę szczęścia
zapalić papierosa
i jazda w Dłuą
Ku klux klan – bu bu budowa silosów – budowla
budować – ból – AX 707 + 8 + 1 lekarstwo
koniec albo koniec albo konie
już na Kleparzu
stwórco ratuj swoje konie
morze milicji zastąpi poezję
wiatr żolnierzy rozczochra brodę
wyrwie piasek z oczu
wyrwie język z ust
myśli spod czaszki
ale nie wolność
Oooooooooo
komu stworzyć świat tu?
tfuu
>>>
Idziesz dziś do roboty z zamiarem stworzenia świata ulepieni ze śliny, nocy i dnia
czegoś nadzwyczajnego A może wystarczy tylko wynająć nieduże kasyno albo burdelik zapalić papierosa i wydać manifest wypić wódkę i utworzyć ludowy Ku-Klux-Klan do silosów bólu wrzucić górę lekarstwa uratować konie wołające o pomoc poezje zostawić morzu niech ją zatopi poezję zostawić wiatrowi niech ją poniesie Idziesz do roboty z zamiarem pozbycia się z oczu ziaren krzemu wolność gra na twoim sercu Marsyliankę
>>>
?????????????????????? 
* Proste odpowiedzi  *
Mury wspaniałe ukochane przez mnie
dałyście mi wykształcenie
prawdo która przychodzisz
gdy wiatr wieje jesienią
tam dałaś mi się poznać
gdy słońce nisko nad ziemią
wciska się w oczy
odbijając się od powierzchni
leżących bezładnie jak książki 
ze spokojem mądrzeję moralnie
nie mam darów nie błagam o więcej
nie oceniam głosów i barw
jestem dumny i szczęśliwy
w prawdzie wieków
nie muszę się dowiadywać
gdy wiem, że słońce kieruje się
ku otchłani
wszystkie cywilizacje szczęścia
przychodzą do mnie w wolną sobotę
wielką mądrość wzgardzonego dziecka
poznaję leżąc i patrząc beznadziejnie
w szyby okien setek akademikow
patrząc w słońce zjężdżajace po piorunochronach
chwaląc wykształcenie, które emanuje
z murów czerwonych
nie dbam o ludzi zdeprawowanych kolorami
dbam o mury tradycji,
w których oni żyją oczekując bogactw
ja nie oceniam darów
bo należy mi się to na co nie muszę czekać
gdy nie ma nazw i nie ma prawd
czytam encyklopedie i gazety
nie boję się kłamstw
bo urodziłem się w mądrości
bo urodziłem się już
>>>
              *  Proste odpowiedzi  2 *
              Mury wspaniałe, ukochane przeze mnie
              dałyście mi wykształcenie
              Prawdo, która przychodzisz gdy wiatr wieje jesienią
              tam dałaś mi się poznać
              Mądrości odbijająca się od leżących powierzchni
              moralnych gdy słońce niska nad ziemią        
              wcisnęłaś się w oczy
              W prawdzie wieków dumny i szczęśliwy