2026

*A oni nie*
Znam ciebie mogę powiedzieć śmiało, ale
znam twoje zastygłe ambicje wszystkie, ale
znam nastroje, które umieszczają cię w chwale, ale
znam tajny bestiariusz twojej duszy, ale
znam wygody jawne ciała w zachwycie, ale
znam podróże wewnątrz duszy opisane, ale
znam krotochwile uznanych cierpień blade, ale
znam ciebie, jako statyw świata dla selfie, ale
znam, jako kołatka do empirii z rana, ale
znam zachwyty słońca nad tobą zimą, ale
znam zakochanie nocy w tobie, choć nie odwrotnie, ale
znam ciebie w dnia marzeniach, ale
znam twoje ucieczki zakosami w gniewie, ale
znam przemijalność gniewu w nieustającym radości szale, ale
znam ciebie bardziej planetarnie niż siebie w galaktykach, ale
są tacy, to nie żart, co znają cię dużo lepiej ode mnie
a ty przecież mieszkasz we mnie od zawsze, a oni nie

*Pozwól siostro*
Jestem bożyszczem moich wierszy ponoć
że ojcem chrzestnym to wiadomo
i nawet Nirwaną i Sepulturą dla nich
ale, że bożyszczem nie wiedziałem akurat
każdy szkic i wzór jest wyznawcą moim, jak
Michała Anioła bryła ciężka
marmuru białego, jeszcze nietknięta
na wzór Boga kreującego przychodzą strofy
do myśli czekającej w głowie
i pukają, no więc mówię – pozwól siostro, ty i ty i ty
– i tak to się zaczyna – miłość nowa
nie wyznaję, jak sam Hendrix:
no to ruszam i wgryzam się, jak w jabłko
raczej jest to nienaśladowcza metoda penetracji
raju bez zła i dobra
bezgrzeszne spotkanie woli z koniecznością cudu
dzieło jest tu jabłkiem, a myśl kobietą
tylko potem żal tego żebra brakującego, częściej tego śladu gryza w jabłku
jak każdego szkicu, z przednatury postsurrealistycznych wizji
w krypcie głowy bez korony, bez Olimpu
widnieje odwzorowanie piękna – sam tors bez rąk i ust
